05/03/2026
Alicja Drozd
"Pamiętacie bulwersującą sprawę zlikwidowania cmentarza ewangelickiego w Rakowcu (gm. Kwidzyn, pow. kwidzyński, woj. pomorskie)? Jeśli nie to pora koniecznie odświeżyć pamięć i ponownie przeczytać poniższy wpis z 17 stycznia 2025 r.
W pierwszej instancji Sąd Rejonowy w Kwidzynie uniewinnił oskarżonego ks. prob. parafii rzymskokatolickiej pw. Św. Antoniego w Rakowcu od zarzutu zniszczenia zabytku. Jednak Prokuraturze Rejonowej w Kwidzynie udało się przeprowadzić skuteczną apelację od tego postanowienia, w wyniku której Sąd Okręgowy w Gdańsku uchylił wyrok Sądu Rejonowego w Kwidzynie i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia.
Ponowna rozprawa odbędzie się 8 maja 2026 roku o godzinie 10:10 w sali 210 Sądu Rejonowego w Kwidzynie, Plac Plebiscytowy 1. My na pewno tam będziemy obecni, gdyż tak jak na poprzedniej rozprawie prezes Lapidariów został wezwany przez Sąd w charakterze świadka. Bylibyśmy wdzięczni, gdyby oprócz nas sprawą zainteresowały się także media oraz inne instytucje i organizacje, dla których dobro cmentarzy i szacunek do miejsca pochówku są ważne. Poprzednio nie było nikogo.
Cytat za Stowarzyszenie Lapidaria. Zapomniane cmentarze Pomorza i Kujaw"
Przed Sądem Rejonowym w Kwidzynie (wydział karny) odbyła się dziś dwukrotnie uprzednio przekładana rozprawa sądowa dotycząca zlikwidowania cmentarza ewangelickiego we wsi Rakowiec (gm. Kwidzyn, pow. kwidzyński, woj. pomorskie). Mówimy o działaniach, które toczyły się w 2020 roku, a niewykluczone, że częściowa likwidacja miała miejsce i wcześniej. Wyjaśniając to obrazowo - cmentarz ewidencjonowany, założony w 1833 r. o powierzchni 0,63 ha i liczący według karty cmentarza z 1987 r. przynajmniej 82 nagrobki oraz kilkadziesiąt drzew, w tym elementy starodrzewu dąbowego, bukowego i lipowego, będac oczywiście w stanie zdewastowanym i zakrzaczonym, nagle zamienił się w zieloną łączkę. Domyślnie stanie się poszerzoną przestrzenią grzebalną istniejącego obok cmentarza rzymskokatolickiego parafialnego, założonego w latach 60. XX w.
Na ławie oskarżonych zasiadł ks. prob. miejscowej parafii pw. Św. Antoniego w Rakowcu - albowiem cmentarz ewangelicki podobnie jak sąsiedni katolicki był własnością parafii. Doniesienie do prokuratury złożył Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Gdańsku albowiem nagrobki (sprawą wycinki drzew nie interesujemy się) zlikwidowane zostały bez wiedzy i zgody konserwatora zabytków. Trudno nam powiedzieć dlaczego dopiero w 2023 r. gdański WUOZ zdecydował się na takie kroki. Na sali sadowej obecny był także Michał Wiśniewski, prezes Lapidariów, powołany przez Prokuraturę Rejonową w Kwidzynie na świadka. Bynajmniej nie chodziło o bycie świadkiem tego zdarzenia, a o podzielenie się z Sądem wiedzą na temat praktyk postępowania z takimi "niechcianymi" cmentarzami.
Prokuratura żąda uznania księdza winnym i domaga się kary w wysokości 1 roku więzienia w zawieszeniu na 2 lata oraz nawiązki na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków w wysokości 50 000 zł (o ile dobrze zapamiętałem). Obrona domaga się uniewinnienia księdza uznając, że nie ma mowy o żadnym przestępstwie. Z ust Pani adwokat padały argumenty mające dowodzić jakoby nic się nie stało, a nawet jeśli, to ksiądz działał w dobrej intencji, tylko najwyraźniej mógł zostać wprowadzony w błąd przez urzędników.
Nie jest żadną tajemnicą, że w myśl ustawy o zabytkach cmentarze podlegają ochronie bez względu na stan zachowania. Nie jest również wiedzą tajemną fakt, że tak dalece idąca ingerencja w cmentarz polegająca na całkowitym zlikwidowaniu nagrobków wykracza poza standardowe działania porządkowe i powinna być obowiązkowo skonsultowana z konserwatorem. W mojej opinii ksiądz proboszcz miał całkowitą świadomość istnienia starego cmentarza, a podszepty mieszkańców wsi o tym, że skoro wyrzucane są na jego teren śmieci to należy zrobić z cmentarzem porządek - czytaj zlikwidować go, aby pozbyć się problemu nie są poważnymi i sensownymi argumentami przemawiającymi za słusznością likwidacji. A zatem doszło do bezpowrotnego zniszczenia co najmniej kilkudziesięciu nagrobków. Nagrobki były likwidowane z użyciem ciężkiego sprzętu a to zawsze pociąga za soba znieważenie szczątków ludzkich. Naruszana przez dekady ziemia, czy to za sprawą dewastatorów, czy to za sprawą dzikich zwierząt oraz rozrastających się krzaków, drzew i ich korzeni powoduje przemieszczanie się szczątek. Każdy kto pracował na takim cmentarzu wie jak łatwo je napotkać zupełnie nieintencjonalnie, czasem nawet kilkanaście centymentów pod ziemią, a co dopiero gdy łyżka koparki wyciąga nagrobek ukryty o wiele głębiej, nie mówiąc już o wyrywaniu karp korzeniowych, a następnie równaniu terenu. Tym samym dochodzimy do kolejnej kwestii. Gdzie był nadzór archeologiczny? Tak, co innego likwidacja pojedynczego grobu a co innego masowa likwidacja na powierzchni dwóch trzecich hektara. Nie sądzę by konserwator mając wiedzę o przedsięwzięciu pozwoliłby na działanie samopas bez jakiegokolwiek nadzoru.
Wreszcie kwestia tego, czy mówimy o cmentarzu czynnym czy nieczynnym. Jeżeli cmentarz nigdy nie został urzędowo zamknięty (zatem de jure jest czynny), to likwidację nagrobków na skutek nieopłacenia grobu przeprowadza się zgodnie z przyjętym regulaminem. A zatem domyślnie po 20 latach należy poinformować właścicieli grobu o zamiarze likwidacji pomników nagrobnych. Jedną z przyjętych powszechnie metod jest przyklejanie kartek z czytelną informacją o zamiarze likwidacji nagrobka z tytułu nieuiszczenia opłaty za grób. W przypadku uporczywego zwlekania tudzież braku kontaktu administrator cmentarza ma pełnie prawo taki nagrobek zlikwidować. Czy ksiądz dokonał uprzedniego oznaczenia tychże zlikwidowanych nagrobków w celu poinformowania o obowiązku opłaty? Brzmi to groteskowo w odniesieniu do cmentarza, na którym ostatnie pochówki miały miejsce w 1945 r., ale skoro ten cmentarz jest czynnym to należało tego dokonać przed likwidacją.
Może to paradoksalne w tekście stronnika zlikwidowanego cmentarza, ale poza jego likwidacją przykre było również to, że na ławie oskarżonych siedzi wyłącznie ksiądz, który przecież fizycznie nie uczestniczył w zniszczeniu nagrobków. Dopiero pod koniec dzisiejszej rozprawy dowiedziałem się, że likwidacja nie została przeprowadzona przez jakąś firmę zewnętrzną tudzież siłami gminnymi tylko był to, nazwijmy ładnie, "parafialny zryw serc". Otóż to podobno mieszkańcy wsi przeprowadzili likwidację - tak przynajmniej wynikało ze słów strony oskarżonej.
Rakowiec dopiero w 1945 r. stał się częścią Polski. Być może przodkowie dzisiejszych mieszkańców wsi pochodzą z Kresów. Być może żal im tego, że nie są w stanie odwiedzić dziś cmentarzy, na których spoczywają ich pradziadowie, na przykład z powodu zniszczenia nagrobków lub całkowiego wymazania cmentarza z krajobrazu. Jeśli rzeczywiście tak jest, to dlaczego w taki okrutny sposób postąpili z miejscowym cmentarzem?
Identyczna sprawa miała miejsce w województwie warmińsko-mazurskim, gdzie na skutek całkowitej likwidacji cmentarza ewangelickiego w Nowej Wsi Ełckiej w 2021 r. Sąd Rejonowy w Ełku uznał w 2024 r. miejscowego proboszcza oraz wykonawcę likwidacji winnymi i skazał na grzywny po 9 000 zł, nawiązki na rzecz funduszu ochrony zabytków w wysokosci po 14 000 zł, a także na pokrycie kosztów opłaty sądowej. Po apelacji Sąd Okręgowy w Suwałkach utrzymał w mocy karę grzywny, lecz obniżył o połowę karę nawiązek dla skazanych. Za sprawą sporego zainteresowania medialnego tamta sprawa odbiła się szerokim echem w całym kraju. Tu poza sędzią, protokolantką i 4 osobami na sali nie było nikogo, mediów również. Co znamienne zabrakło także przedstawicieli Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Gdańsku, będących oskarżycielami posiłkowymi. Finalne orzeczenie Sądu poznamy 31 stycznia o godzinie 15:00. Po usłyszeniu mów końcowych mam wrażenie, że któraś ze stron, a może i obie naraz, będą wnosić o apelację, niezależnie od treści orzeczenia.