26/02/2026
Jesienią 1944 r. sytuacja żołnierzy Armii Krajowej na Lubelszczyźnie dramatycznie się pogorszyła. Po rozbrojeniu oddziałów AK w lipcu 1944 r. i aresztowaniu przez Rosjan komendy okręgu partyzanci otrzymali rozkaz rozwiązania oddziałów, ukrycia broni oraz przejścia do głębszej konspiracji przy zachowaniu łączności. W sierpniu ogłoszono mobilizację wojskową obejmującą kilka roczników, co zmusiło oficerów AK do ukrywania się. Służba w wojsku podporządkowanym Sowietom oznaczała bowiem złamanie przysięgi złożonej Armii Krajowej.
W Lublinie ponownie rozpoczęły się aresztowania. Kilku oficerów związanych w czasie okupacji z Komendą Okręgu przeszło na stronę sowiecką, ujawniając adresy i kontakty konspiracyjne. W tej sytuacji część szeregowych żołnierzy Armii Krajowej zaczęła zgłaszać się do wojska, chcąc w ten sposób uniknąć aresztowania. Należy dodać, że wielu z nich dysponowało fałszywymi dowodami osobistymi jeszcze z czasów okupacji niemieckiej i wstępowało do LWP pod przybranymi danymi.
Pozorne bezpieczeństwo nie trwało długo. Już na początku października 1944 r. rozpoczęły się w jednostkach Ludowego Wojska Polskiego aresztowania żołnierzy podejrzanych o związki z Armią Krajową. Spowodowało to falę dezercji z bronią. Największą skalę przybrała ona w 31. Pułku Piechoty Wojska Polskiego, gdy w nocy z 12 na 13 października 1944 r. zdezerterowało 636 żołnierzy i oficerów. Część wprawdzie powróciła do jednostki, jednak nie zmienia to faktu, że nagle w terenie pojawiło się kilkuset młodych, uzbrojonych ludzi, w większości negatywnie nastawionych do władz sowieckich. A tego Rosjanie nie zamierzali tolerować.
Do wyłapywania dezerterów i zwalczania żołnierzy Armii Krajowej utworzono 64 Zbiorczą Dywizję Wojsk NKWD.
Decyzję o jej powołaniu NKWD podjęło już 13 października, a więc dzień po dezercji. Jednym z pierwszych zadań formowanej jednostki było właśnie ściganie uciekinierów z Wojska Polskiego. Wkrótce sowieckie oddziały przeczesywały wioskę za wioską i zagajnik po zagajniku w poszukiwaniu zbiegów z 31. pułku piechoty, aresztując przy tym każdego, kto wydał się podejrzany.
Na terenie rejonu V Armii Krajowej na wieść o pojawieniu się oddziałów NKWD duża część osób zaangażowanych w konspirację znów zaczęła się ukrywać w obawie przed aresztowaniem.
Sowieccy wywiadowcy, infiltrujący nasz teren donosili:
“Według niepotwierdzonych danych na początku października przez wieś Bychawka /6000/ w kierunku Janowa, nocą przeszedł konwój składający się z 27 podwód, pod ochroną uczestników "AK", mających na uzbrojeniu automaty i karabiny.
Po 8-10 dniach, po tym, w tym samym kierunku, małymi grupami przeszło około 150 osób, żołnierzy Wojska Polskiego. W rozmowach z miejscowymi mieszkańcami nazywali się wojskowymi 31 pułku piechoty.
Na początku października, przez wieś Tuszów /6000/ w kierunku lasu Ordynackiego /wsch. od Janowa/ przeszła grupa uzbrojona w karabiny uczestników "AK" licząca do 40 osób. W podanym lesie, rzekomo, formują się oddziały "AK", wśród których znajdują się i niemieccy żołnierze.
11.10.44 roku ze wsi Józefin /4000/ w kierunku Janowa przeszedł konwój składający się z 7 podwód, załadowanych karabinami i automatami. Konwój ochraniała ochrona uczestników "AK" w liczbie 35 osób.”
Fragment z raportu operacyjnego nr 004 Sztabu 2. Pułku Pogranicznego Zbiorowej Dywizji Wojsk NKWD.
W okolice Bychawy powrócił w tym czasie ukrywający się od sierpnia na innym terenie komendant rejonu V Armii Krajowej por. Józef Kukuła ps. “Derwisz”.
W wyniku zdrady (donieśli na niego fornale związani z PPR) 18 października dwór w majątku Gałęzów w którym mieszkała jego żona z roczną córeczkę został otoczony i porucznika Kukułę aresztowano.
W nocy z 19 na 20 października grupa żołnierzy Armii Krajowej próbowała rozbić więzienie i uwolnić komendanta, jednak z powodu silnego obsadzenia budynku gminy i aresztu dodatkowymi jednostkami NKWD, akcja nie powiodła się i grupa zmuszona została do wycofania.
Spowodowało to natychmiastową reakcję NKWD - rankiem więźniów przewieziono do aresztu NKWD w Lublinie ( oprócz por. Kukuły aresztowany został również jego zastępca Stanisław Ziętek ps. “Zych”), w teren zaś wysłano grupę mającą za zadanie odnaleźć i zlikwidować oddział Armii Krajowej. Już nazajutrz Sowieci meldowali:
ŚCIŚLE TAJNE
Egz. 2
Do Naczelnika Głównego Zarzádu Wojsk NKWD Ochrony Tyłów Działającej Armii Czerwonej.
Sprawozdanie operacyjne nr 005 Sztabu Zgrupowania Dywizji Wojsk NKWD ZSRR mi. Lublin, według doniesień dowódców jednostek na godz. 10.00 21.10.44 roku.
MAPA 200000 - 42 rok.
Sytuacja operacyjna na odcinku obsługi operacyjnej Dywizji:
Według danych Naczelnika garnizonu m. Lublin w rejonie Bychawy (26 km na południe od Lublina) ukrywa się grupa bandycka "AK". Do poszukiwań i likwidacji grupy bandyckiej z grupy manewrowej dywizji wysłano rozpoznanie bojowe, które 20.10.44 roku o godz. 17.00 starło się w lesie na wschód od Zaraszowa (5 km na południowy wschód od Bychawy) z uzbrojoną grupą liczącą do 20 osób (patrz rozdział "Działalność bojowa").
Najwidoczniej oddział, który w nocy próbował odbić z Bychawskiego więzienia por. Józefa Kukułę, wycofał się w rejon Zaraszowa, kryjąc się lesie. Obława NKWD musiała zaskoczyć partyzantów, którzy nie mając innego wyjścia, przyjęli nierówną walkę. Ostrzeliwując się, niemal cały oddział zdołał się bezpiecznie wycofać. Poległ dowódca grupy, który do końca, choć sam już ciężko ranny, osłaniał odwrót kolegów. Do niewoli dostał się jeden z partyzantów.
Wróćmy jednak do jedynego źródła pisanego jakie mamy, Sprawozdania Operacyjnego nr 005:
“Działalność Bojowa Oddziałów:
20.10.44 roku o godz. 17.00 podczas przeczesywania lasu na zachód od Zaraszowa (30 km na południe od Lublina) oddział szturmowy Samodzielnej Grupy Manewrowej pod dowództwem st. lejtnanta Kaniewskiego starł się z grupą bandycką "AK" liczącą do 20 osób w ubraniach cywilnych. W wyniku starcia jeden bandyta został zabity, jeden schwytany. Schwytany bandyta jest mieszkańcem wsi Zaraszów - Rozwód Stefan syn Andrzeja, należy do "AK" od 1942 roku. Przy zabitym znaleziono: automat, 2 granaty, 200 naboi do automatu i 1500 złotych polskich pieniędzy. Z dokumentów znalezionych przy zabitym wynika, że jest to Wilga Zbigniew, urodzony w 1908 r. w Warszawie. Dokument (tymczasowe zaświadczenie) wydano zabitemu w Warszawie 13 lipca 1944 roku.
Do poszukiwań i zatrzymania zbiegłego oddziału Armii Krajowej w nocy na 21.10.44 roku wysłano oddział szturmowy Samodzielnej Grupy Manewrowej, pod dowództwem Naczelnika Samodzielnej Grupy Manewrowej - majora Sokołowa.
Data 3.11.44.”
Imię i nazwisko zabitego, wynikające z dokumentów nie mówiło nam kompletnie nic. Nikogo takiego, w strukturach podziemnych w rejonie V AK nie było, choć istniało oczywiście prawdopodobieństwo że grupą dowodził ktoś, kto przypadkowo trafił tu w tym czasie z terenu Warszawy. Sprawę na jakiś czas odłożyliśmy, jako że nie mogliśmy znaleźć żadnych informacji o zabitym.
Po czasie znów wróciliśmy do rosyjskich archiwów, ponieważ zawierają dużą ilość informacji o polskim podziemiu, pseudonimy, donosy i raporty wywiadowców.
Poszczęściło nam się. Wśród sprawozdań dotyczących innego dnia, znaleźliśmy "Uzupełnienie raportu operacyjnego nr 005" które sprawiło, że wszystkie puzzle tej układanki wskoczyły na miejsce:
“ W uzupełnieniu raportu operacyjnego
nr 005 z 21.10.44 r. Oddział Myśliwski Grupy manewrowej dywizji liczący 106 osób, 21.10.44 r., podczas powtórnego sprawdzania Zaraszowa, przy próbie wycofania się zabito jednego bandytę, w którym miejscowi mieszkańcy rozpoznali aktywnego „AK-owca” – Stanisława Łysia.
W zabitym 20.10.44 r. miejscowi mieszkańcy rozpoznali aktywnego „AK-owca” – Juliana Bartoszka.
Podczas operacji zabito 2, schwytano jednego bandytę "AK", z naszej strony strat brak. Oddział pościgowy kontynuuje operację sprawdzania w rejonie Zaraszów, Średni, Olszowiec.”
Podania ustne, obrosłe przez te lata legendą, znalazły potwierdzenie w raportach wroga.
Julian Bartoszek zorganizował grupę żołnierzy i ruszył na ratunek swojemu dowódcy, chcąc uwolnić go z rąk sowieckich oprawców. Gdy rozbicie więzienia okazało się niemożliwe, przerwał atak i wycofał oddział, żeby nie przelewać niepotrzebnie partyzanckiej krwi. W lesie Zaraszowskim, nie mając wyjścia, przyjął nierówną walkę. Jako dowódca odpowiedzialny za oddział, wydał rozkaz wycofania się, sam zaś prowadząc ogień w stronę obławy do samego końca osłaniał odwrót. Zrobił wszystko co możliwe, żeby uratować swojego dowódcę i poświęcił wszystko, aby uratować swoich chłopaków.
Tak zginął Julian Bartoszek, wielki patriota i jeden z najodważniejszych partyzantów Bychawskiego podziemia, zastępca dowódcy oddziału “Spartanina”, dowódca placówki Armii Krajowej w Olszowcu.
Tak zginął Stanisław Łyś, jeden wielu z naszych chłopców z Armii Krajowej, którzy pozostali wierni Polsce do końca.
Chwała Bohaterom!