15/06/2026
Ile jest 1 + 9?
Dla studentów matematyki będzie to 10.
Ale dla nas w minioną sobotę było to 8 godzin jazdy i 8 godzin kopania 🫢
Do województwa łódzkiego nie jeździmy praktycznie nigdy.
Nie dlatego, że nie lubimy tamtych stron 😉 , ale dlatego, że samo złapanie jednego psa to często nie jest kwestia jednego wyjazdu i szybkiej akcji.
Najpierw często trzeba zrobić rozeznanie, sprawdzić teren, poznać zwyczaje psa, ocenić, jakie pułapki mają szansę zadziałać.
Przy odległości, gdzie sama droga zajmuje blisko 8 godzin, taka akcja jest zwyczajnie mało realna, bo u nas, na Podlasiu, tematów do ogarnięcia też nie brakuje.
Ale o pomoc poprosiła nas Fundacja dla Szczeniąt Judyta.
Małgosia nie raz i nie dwa przyjmowała psy, które łapaliśmy tutaj – również te najtrudniejsze przypadki, psy powypadkowe czy wymagające długiego leczenia czy socjalizacji .
Dlatego Marcin nawet przez chwilę nie rozważał odmowy. Skoro mogliśmy pomóc, trzeba było spróbować 👌
Historia zaczęła się od kilku szczeniaków, które dziewczyny wcześniej wyłapały. Maluchy były chore na babeszjozę, a celem było złapanie ich matki. Rozstawione kamery pokazały Im jednak coś jeszcze – w okolicy kręciła się druga s**a, z jeszcze większymi gruczołami mlecznymi. Wszystko wskazywało na to, że gdzieś są kolejne, jeszcze mniejsze szczeniaki.
Marcin zgodził się przyjechać, ale poprosił o jedno – żeby najpierw spróbować namierzyć miejsce, gdzie mogą przebywać maluchy. Dziewczyny wykonały kawał świetnej roboty. Namierzyły norę, ale nie ruszały jej, nie rozkopywały, nie płoszyły suki.
W sobotę o 6 rano Marcin ruszył w trasę. Po 10 był na miejscu. Po dłuższym marszu zauważył w oddali ruch. To była właśnie ta druga s**a.
I tutaj wydarzyło się coś, co jest mokrym marzeniem każdego hycla 🙈
Zwykle trzeba długo czekać, aż pies popełni błąd.
Ta s**a popełniła go od razu.
Psy żyjące na wolności i śpiące na otwartej przestrzeni zazwyczaj układają się bardzo sprytnie. Leżą tak, żeby nie dało się podejść do nich od tyłu niezauważenie. Ustawiają się zadem od strony, z której wieje wiatr, dzięki czemu każdy zapach niesiony przez wiatr trafia prosto do nosa. A nos psa działa wtedy jak najlepszy alarm.
Ta s**a położyła się dokładnie odwrotnie.
Marcin podchodził do niej pod wiatr, więc jego zapach nie miał szans dotrzeć do jej nosa. Spała tak głęboko, że nie usłyszała kroków i zorientowała się, co się dzieje dopiero wtedy, gdy była już bezpiecznie nakryta. W łapankach takie prezenty od losu zdarzają się naprawdę rzadko ✌️😎
Kilka minut później zadzwonił do ekipy Judyty z prośbą o szybkie przywiezienie większego kontenera. S**a okazała się znacznie większa, niż wyglądała z daleka. Na szczęście wszystko poszło sprawnie.
I wtedy dopiero się zaczęło 🙈
Zazwyczaj szczeniaczki to pikuś w porównaniu do dorosłego psa 😉
No chyba, że są w lisiej norze 😂
Tu właściwie był ogromny, rozbudowany system lisich tuneli.
Przez pierwsze sześć godzin Marcin i Kuba kopali sami. Bez przerwy. Tunel za tunelem. Komora za komorą.
Tak wyciągnęli siedem szczeniaków.
Ale kiedy zaglądali głębiej, w oddali nadal coś się poruszało.
Dwa ostatnie maluchy cofały się coraz dalej w rozkopane korytarze.
Czas uciekał. Do domu zostały jeszcze 4 godziny drogi. Siły również zaczynały się kończyć - lata już nie te 😪
Wtedy dziewczyny z Judyty zorganizowały pomoc Ochotniczej Straży Pożarnej. Chłopaki przyjechali i wspólnie zapadła decyzja, że bez cięższego sprzętu się nie obejdzie.
Kolejne wykopy. Kolejne metry tuneli.
W pewnym momencie Marcin schodził już niemal 2 metry poniżej poziomu gruntu, wciskając się w rozkopane korytarze.
I w końcu udało się.
Dwa ostatnie maluchy były bezpieczne.
Łącznie dziewięć szczeniaków.
Czyli wracamy do początku.
1 + 9.
Jedna mama i dziewiątka dzieci.
Sunia razem z maluchami jest już pod opieką Fundacji dla Szczeniąt Judyta.
A Marcin?
Wrócił do domu zmęczony jak koń po westernie. Szesnaście godzin roboty, z czego połowa za kierownicą, a połowa z łopatą w ręku, daje się we znaki. Na szczęście w domu czekała żona z kolacją - prawie własnoręcznie zrobiona 😉 .
Ale jest jeszcze jeden szczegół.
Na polu walki została druga s**a. Ta od wcześniej znalezionych szczeniaków.
Nasze kamery nadal tam pracują. Kuba codziennie dowozi jedzenie. Obserwujemy sytuację.
I wszystko wskazuje na to, że będziemy musieli tam wrócić.
Bo ta historia jeszcze się nie skończyła.
Judyta - wielkie dzięki za tak trudną ale super skoordynowaną akcję!