12/04/2026
„Przyszedł czas i na mnie…”
Kiedyś patrzyłam na ten etap z daleka.
Dojrzewanie w spektrum wydawało się czymś odległym, trochę abstrakcyjnym, trochę „jeszcze nie teraz”.
Słyszałam ostrzeżenia, czytałam, rozmawiałam… ale nie wiedziałam. Nie da się wiedzieć, dopóki się w tym nie stanie.
A potem przyszedł czas i na mnie.
Dojrzewanie przyszło jak kolejna rewolucja.
Trochę jak diagnoza na początku,która zmienia wszystko, co znaliśmy.
Nagle to, co działało, przestaje działać.
To, co było przewidywalne, robi się niepewne.
Emocje są większe, trudniejsze, bardziej intensywne dla dziecka, ale też dla Nas.Najbliższych.
Są dni ciężkie.
Takie naprawdę ciężkie.
Cięższe, niż kiedykolwiek przypuszczałam.
Nieraz słyszę opinie jak tylko zaczynam o tym mowić :" aaaa no dojrzewanie ,każdy z Nas to przerabiał ".
No tak, jednak nie w taki sposób.
Bo spektrum autyzmu nie jest jak każdy.
Ale w tym wszystkim jest coś, czego uczę się każdego dnia od nowa, że najważniejsze to nie przestać być obok.
Nie ma na to lekarstwa.
Nie ma jednego sposobu.
Jest rozmowa.
A czasem nawet … walka o tę rozmowę.
Jest budowanie kontaktu, nawet jeśli wydaje się, że wszystko się oddala.
To czas, kiedy dziecko choć często odpycha jeszcze bardziej potrzebuje wiedzieć, że ma rodzica, na którego może liczyć.
Takiego, który wytrzyma.
Który nie zniknie.
Który będzie.
Ale to też czas granic.
Nowych granic, których wcześniej nie było.
Uczenia się ich razem, często przez błędy, frustrację, łzy.
To czas wyrzeczeń.
Prób i błędów.
Upadków i powstawania.
I choć bywa trudno…
to w tym wszystkim nadal jest relacja.
Ta sama, która od początku była naszym lekarstwem.
I ta, o którą warto walczyć każdego dnia.
Najtrudniejsze? Znaleźć właściwe słowa ...
Jak pomóc dziecku zrozumieć, z czym się mierzy…
ale jednocześnie nie sprawić, żeby poczuło się „inne” w sposób, który boli.
Jak powiedzieć:
„to jesteś Ty”
i żeby to znaczyło:
„jesteś wystarczający, jesteś dobry taki, jaki jesteś”.
To jest moment, w którym zaczyna się coś bardzo delikatnego.
Przyszedł moment akceptacji siebie.
Nie tej, która próbowała kiełkować już w przedszkolu, a może nawet wcześniej.
Teraz to coś innego, bardziej świadomego, poważniejszego, głębszego, ważniejszego dla nich samych.
Takiego, które w końcu ma odwagę stanąć przed lustrem
i powiedzieć: „to ja”.
Pojawiają się pierwsze potyczki.
Pierwsze niezrozumienie.
Pierwsze „dlaczego ja?”.
Upór, który rośnie razem z hormonami.
To, co kiedyś było trudne, teraz bywa podniesione do potęgi.
Upór, który wcześniej dało się jakoś obejść, wynegocjować, rozbroić teraz jest jak mur.
Jakby każde „nie” było jeszcze bardziej „nie”.
Jakby każda prosta rzecz była walką o przetrwanie.
I nagle widzisz, że:
* to, co działało kiedyś, już nie działa,
* strategie, które miałaś wypracowane, przestają mieć sens,
* słowa, które kiedyś trafiały, teraz odbijają się jak od ściany.
Rozmowy, które stają się inne bardziej odległe.
Kiedyś było łatwiej dotrzeć.
Kiedyś słowa miały krótszą drogę.
Kiedyś wystarczyło usiąść obok.
A teraz rozmowy są jak przez mgłę.
Jakby twoje dziecko było trochę dalej, trochę głębiej w sobie, trochę bardziej zamknięte w swoim świecie.
Nie dlatego, że nie chce.
Tylko dlatego, że dojrzewanie w spektrum to jak dodatkowa warstwa, która zasłania dostęp do emocji.
To moment kiedy coraz częściej nie wiesz co masz odpowiedzieć, bo pytania są trudniejsze,
odpowiedzi krótsze,
kontakt bardziej kruchy,
a ty czujesz, że musisz nauczyć się mówić ZNOWU od nowa.
Każdy dzień to jest zdecydowanie radość i strach w jednym.
Bo tak , oczywiście, że cieszysz się, że dorasta.
Że przechodzi przez to, co naturalne.
Że doświadcza tego, co inni.
Ale jednocześnie w środku masz pytanie, które wraca każdego dnia:
„Jak ja to wszystko połączę?”
Jak połączyć:
* dotychczasowe trudności,
* nowe emocje,
* burzę hormonów,
* upór do potęgi ,
* zmęczenie,
* szkołę,
* terapie,
* codzienność,
i jeszcze własne siły, które nie są z gumy. Chociaż wciąż tak wielu to postrzega.
Ciężko się żyje ,kiedy słyszysz : Ciągle wszystko na „nie”.
To jest chyba najbardziej wyczerpujące.
Bo niezależnie od tego, co proponujesz, co tłumaczysz, co próbujesz, odpowiedź często jest TYLKO jedna.
Nie.
Nie teraz.
Nie chcę.
Nie będę.
Nie rozumiem.
Nie obchodzi mnie to.
Nie będę tego robił.
Trudno.
I ty, jako najbliższa osoba, jesteś w samym środku tego cyklonu.
W samym oku burzy.
A najgorsze jest to, że nikt nie ma instrukcji.
Nie ma podręcznika.
Nie ma gotowych rozwiązań.
Nie ma jednego sposobu.
Czasem reagujesz dobrze.
Czasem źle.
Czasem nie wiesz, co zrobić.
Czasem masz wrażenie, że zderzasz się ze ścianą.
Ale mimo tego idziesz dalej.
Bo kochasz.
Bo jesteś.
Bo to twoje dziecko.
Bo nikt inny nie zna go tak jak ty.
I to jest właśnie dojrzewanie w spektrum
Burza hormonów nałożona na burzę codzienności.
Upór pomnożony przez emocje.
Zmiany, które przychodzą nagle.
Leki, które przestają działać.
Rozmowy, które stają się trudniejsze.
Relacja, która wymaga jeszcze więcej cierpliwości, jeszcze więcej siły, jeszcze więcej serca.
A ty w środku tego wszystkiego próbujesz trzymać kurs.
Czasem płyniesz.
Czasem toniesz.
Ale zawsze wracasz.
Zawsze próbujesz.
Zawsze kochasz.
I to właśnie czyni cię silniejszą, niż sama o sobie myślisz.
„I choć każdego dnia zderzamy się ze ścianą, to właśnie my, rodzice jesteśmy tymi, którzy wstają, otrzepują się i idą dalej, bo miłość do naszego dziecka jest większa niż każdy cyklon, każda burza i każde ‘nie’.
A kiedy poczujesz, że już nie masz siły, spójrz w stronę innych rodziców, wróć na naszą stronę , jesteśmy tu razem. To sprawia, że jesteśmy silniejsi.
A dzisiaj życzę Wam kochani pięknej niedzieli, pełnej uśmiechów, radości , więcej słów "TAK" ,pysznej kawy o poranku wypitej w uroku budzącego się do życia słońca.
Z samymi ciepłymi słowami ,dziękując za tak liczne wiadomości pełne wzruszeń i podziękowań ,że to co piszę jest słowem należącym również do Was - Pozdrawiam Was Patrycja Kołodziejczyk