22/06/2026
Fragment wspomnień Bolesława Mierzwińskiego, uczestnika walk w czerwcu 1905 r.
Łódź czerwona w czerwcu od 18 do 23-go 1905 roku przechodziła duże wyładowanie energii rewolucyjnej. W niedzielę dnia 18 czerwca powracali ludzie z odpustu z Łagiewnik do Łodzi, uformowała się olbrzymia manifestacja pod sztandarami P. P. S., następnie dołączyła się endecja ze sztandarami i przeolbrzymie masy szły ze śpiewami pleśni rewolucyjnych, a gdy zbliżano się do Bałuckiego Rynku, oczekujące tam wojsko i kozacy dali kilka salw do tłumu bez żadnego upomnienia do rozejścia się. Masy się rozbiegły, pozostały 3 trupy i parę rannych, trupy zabrali znajomi i dorożkami zawieźli do ich domów, ciężko rannych zabrały karetki pogotowia do szpitali, a lekko ranni leczyli się po domach. Dnia 20 czerwca odbył się pogrzeb 3 zabitych na cmentarz — Doły, był taki wypadek, że jedną trumnę chciała policja odebrać. Przy szamotaniu się trumna spadła z ramion i trup wyleciał na ulicę, ale postawa oburzonej masy strwożyła policję, która wycofała się. Pogrzeb 3 zabitych był wielką manifestacją; połowa fabryk była nieczynna. Jak gazety pisały brało udział około 30 tysięcy ludzi w tym pogrzebie. Na cmentarzu nad świeżymi mogiłami przemawiało wielu mówców pod sztandarami P. P. S., S. D. i Bundu. Na polach w około 3 cmentarzy było moc wojska i kozaków, ale zachowywali spokój aż do zakończenia uroczystości pogrzebowej. Mówcy jeszcze na cmentarzu zapowiedzieli pogrzeby dalszych ofiar, które zmarły w szpitalu im. J. K. Poznańskich.
Na drugi dzień w środę 21 czerwca na godz. 4 p. p. niemal 60% fabryk stanęło i ze wszystkich stron napływały niezliczone masy robotnicze pod szpital, gdzie miały znajdować się zwłoki; nawet 2 karawany z wieńcami zjechały po ciała. Proletariat 20-to tysięczny zapełnił ulice i stał pod rozwiniętymi sztandarami. Mówcy z balkonów obwieścili zebranym, że policja pokryjomu w nocy usunęła zwłoki. Możecie sobie wyobrazić rozgoryczenie mas. Ktoś z tłumu krzyknął: „Protestacyjnym pochodem pójdziemy na miasto i ogłosimy protest przeciw barbarzyństwu policyjnemu. Śmierć carowi i jego sługusom!“ Zahuczało huraganowym głosem: „Śmierć!!!“ Masy pod czerwonymi sztandarami ruszyły ze śpiewami rewolucyjnymi naprzód, posuwając się ulicą Średnią (ob. Pomorską) w stronę N. Rynku (ob. Plac Wolności) i kierując się na ulicę Piotrkowska. Władze wojskowe, policyjne i kozackie pochowały się.
Pochód pięćdziesięciotysięczny szedł i rósł ,ze śpiewami, sztandarami w niezakłóconym spokoju. Tłum doszedł ulicą Piotrkowską do ulic Pustej i Karola (ob. Żwirki i Wigury). Tam w bocznych ulicach stało skonsygnowane wojsko, kozacy i policja. Bez uprzedniego wezwania do rozejścia się zaczęto prażyć nieustannymi salwami w bezbronne masy, które się rozbiegły na wsze strony, pozostawiając na bruku ulicznym wiele trupów i bardzo dużo rannych. Karetki pogotowia całą noc woziły rannych do szpitali, a zabitych wywieziono wozami do trupiarni i przy udziale policji masowo pochowano na cmentarzu tej samej nocy.
Następnego dnia, 22 czerwca, w czwartek było święto Bożego Ciała. — Procesje do wystawionych ołtarzy na ulicach były nieliczne, a nastrój lękliwy po wczorajszych zajściach. Miasto miało wygląd niesamowity. W piątek 23-go czerwca, robotnicy stanęli od rama do pracy po fabrykach, ale o godzinie 9 rano porzucili pracę we wszystkich fabrykach, a, wychodząc na ulicę, powyciągali ze sklepów bufety, z różnych podwórzy wozy i zaczęli samorzutnie budować barykady. Pozrywano na niektórych ulicach bruki, tworząc kamienne zatory, zaś od latarni do latarni poprzeciągano druty. Niektórzy robotnicy rzucili się na sklepy rządowe z wódką t. zw. „monopole“, i rozbijając wódkę w skrzyniach, wylewali do rynsztoków: były wypadki, że niektóre sklepy podpalono, i całe domy spłonęły. W walkach ulicznych brałem i ja udział na barykadach przy ulicach: Kamiennej, Widzewskiej (ob. ul. Kilińskiego). Przy ul. Południowej opieraliśmy się z bronią w ręku do południa. Żołdactwo strzelało do nas salwami nieustannie i kulami karabinowymi roztrzaskało naszą silną barykadę, poczym rozproszyliśmy się. Dwóch nas ukryło się na dachu w domu Abla róg Południowej i Wschodniej, rozebraliśmy dwa kominy, a cegły z nich ułożyliśmy sobie na brzegowym froncie dachu, a gdy dragoni w galopie przejeżdżali, zepchnęliśmy cegły na nich z trzeciego piętra. Padło dwóch dragonów, reszta w szalonym pędzie uciekła na Piotrkowską, a myśmy salwowali się ucieczką. Wycofywanie się było nader ciężkie, gdyż sprowadzono wojska z Piotrkowa, i z Częstochowy, a także kozaków z różnych miast. Ulice były przepełnione kozakami i wojskiem, które opanowało całe miasto. O godzinie 4-ej p. p. było (słychać ciągły trzask strzałów karabinowych, bo była komenda: „Nie żaliet pulej!" W nocy z piątku na sobotę było słychać w różnych punktach miasta od czasu do czasu strzelanie. W sobotę było cicho, w niedzielę 25.VI 1905 r. miasto powoli ożywiało się, a w poniedziałek proletariat stanął normalnie do pracy.