Stowarzyszenie NOWAsolna

Wskazówki dojazdu Kontakt: organizacja

Stowarzyszenie NOWAsolna Stowarzyszenie działające na rzecz mieszkańców Gminy Nowosolna i Osiedla Nowosolna. Zorganizowaliśmy:
Festyn z okazji 210. Lokacji Wsi Nowosolna (2012r.)

Festyn z okazji 25. rocznicy powstania Osiedla Nowosolna (2013 r.) Konkursy:
Konkurs Fotograficzny "Nowosolna oczami mieszkańców" (2013 r.) Konkurs Plastyczny "Magiczne Święta" (2013 r.) Cykliczne spotkania:
"Lekcja Historii" pt. "Wyrwane z Niepamięci" (2014 r.) "Terenowa Lekcja Historii" Systematyczna opieka nad cmentarzem I wojennym w Wiączyniu Dolnym

10/04/2026

Najdrożsi Czytelnicy,

z najwyższym rozbawieniem, ale i niejakim westchnieniem, przychodzi mi odnotować kolejną odsłonę lokalnej opery mydlanej, w której główną rolę, jak zwykle, gra „afera”, a scenografią jest rzeczywistość starannie przebrana w kostium emocji.

Tym razem na afisz trafia opowieść o „świetlicy Pod Kasztanami za 6 milionów zamkniętej dla mieszkańców”. Brzmi to, przyznaję, jak tytuł dramatycznego romansu: „Zakazany klucz i zaginiona wspólnota” - niczym historia rozgrywająca się w cieniu starych kasztanów, gdzie każdy spadający owoc rzekomo skrywa sekret, a szelest liści urasta do rangi sensacji.

Problem jednak w tym, że pod tymi kasztanami jest znacznie więcej zwyczajnego życia niż tajemnic, a cała legenda przypomina raczej opowieść wymyśloną podczas zbyt długiego przesiadywania na ławce niż rzeczywistość. W tej sztuce rekwizyt „zamknięcia” jest bowiem mniej więcej tak realny, jak jednorożec na sesji rady gminy.

Gdyby mierzyć jakość informacji poziomem emocji, mielibyśmy do czynienia z arcydziełem. Niestety, gdy przyłożyć do niej miarę faktów, pozostaje jedynie teatralna dekoracja z papier-mâché - efektowna z daleka, lecz rozpadająca się przy pierwszym dotknięciu.

A jeśli tak właśnie wygląda „informowanie mieszkańców” przez inicjatorów referendum, pozwolą Państwo, że nazwę rzecz po imieniu: nie jest to troska, lecz manipulacja i to w wersji tak świadomej, jak starannie wyreżyserowany bal maskowy, na którym każdy gest jest przemyślany, każdy szept ma swoje zadanie, a prawda, jak zwykle, stoi gdzieś pod ścianą, bez zaproszenia.

✦ Akt I: Duch pustostanu, który nigdy nie dostał zaproszenia

Zaczyna się bowiem od twierdzenia, że świetlica w Kalonce jest „zamknięta”.
Ach, jakaż to piękna wizja! Budynek niczym gotycki dwór owiany mgłą podejrzeń, cisza jak w bibliotece po godzinach, klamki skrzypiące z rozpaczy… tylko że rzeczywistość, jak to ona ma w zwyczaju, wchodzi bez pukania i psuje cały nastrój.

Bo „zamknięty pustostan” okazuje się miejscem, w którym życie ma się całkiem dobrze, tylko nie przeczytało jeszcze plotkarskiej wersji wydarzeń. Nie jest więc ruiną, nie jest pustą sceną po spektaklu, nie jest nawet metaforycznym statkiem widmem.

A w części pod zarządem Urzędu Gminy wygląda to, o zgrozo dla miłośników dramatów, tak:

– filia poradni psychologiczno-pedagogicznej z Koluszek działa w jednym pomieszczeniu, zajmując się sprawami całkiem realnymi, jak emocje, rozwój i dzieci, które zdecydowanie nie grają statystów w tej opowieści,

– drugie pomieszczenie przeznaczone jest dla lokalnej społeczności, czyli tej samej, która rzekomo „nie ma dostępu”, choć dostęp istnieje, tylko wymaga czegoś tak szokującego jak… podpisanie umowy i przyjęcie odpowiedzialności.

Tak, drodzy Czytelnicy. Umowy. Papieru. Tego niepozornego przedmiotu, który w świecie administracji działa jak klucz, ale nie magiczny, tylko prawny.

✦ Akt II: Zasady, czyli największy wróg wygodnych narracji

Budynek powstał przy współudziale środków rządowych, które niczym surowy, lecz nienagannie uprzejmy mistrz etykiety nie pozwalają na dowolność rodem z niepilnowanego pikniku, weseliska bez gospodarza, balu, na który każdy wchodzi tylnymi drzwiami, ani POPRAWIN, GDZIE RACHUNEK MAGICZNIE „SAM SIĘ ROZLICZA”.

Bo choć niektórzy zdają się marzyć o rzeczywistości, w której można wejść, rozsiąść się, przestawić stoły, potańczyć na parkiecie i wyjść, zostawiając po sobie jedynie echo własnych oczekiwań - rzeczywistość, jak to ma w zwyczaju, jest znacznie mniej romantyczna, a bardziej… odpowiedzialna.

Tu nie ma miejsca na improwizację rodem z wiejskiej biesiady, gdzie każdy jest jednocześnie gościem, organizatorem i krytykiem kuchni. To raczej przyjęcie z listą gości, zasadami i gospodarzem, który - ku rozczarowaniu niektórych - istnieje naprawdę i pilnuje, by po wszystkim nie zostały tylko przewrócone krzesła i urażone ambicje.

Są zasady. Konkretne, zapisane, egzekwowalne.
Takie, które nie znikają tylko dlatego, że komuś są niewygodne – niczym regulamin, którego nie da się zagłuszyć głośniejszą muzyką.

Nie „widzimisię”.
Nie „układy”.
Nie „bo ktoś tak chce”.

Przepisy – uparte jak rachunek po weselu i równie niechętne negocjacjom po fakcie.

Wiem, brzmi to znacznie mniej ekscytująco niż teoria spisku snuta przy stole po trzeciej kawie. Niestety, rzeczywistość rzadko bywa widowiskowa - za to bardzo konsekwentnie nie spełnia oczekiwań tych, którzy chcieliby uczynić z niej scenę do własnego spektaklu bez znajomości scenariusza.

Budynek powstał przy współudziale środków rządowych, które - niczym surowy, lecz sprawiedliwy mistrz etykiety - nie pozwalają na dowolność rodem z niepilnowanego pikniku.

Są zasady. Konkretne, zapisane, egzekwowalne.

Nie „widzimisię”. Nie „układy”. Nie „bo ktoś tak chce”.

Przepisy.

Wiem, brzmi to mniej ekscytująco niż spisek, ale niestety, rzeczywistość rzadko bywa widowiskowa.

✦ Akt III: Klucz, który nie chce być magiczny

W jednej części budynku dzieje się rzecz prosta, lecz fatalnie psująca narrację o spisku.

Jest pomieszczenie dla mieszkańców obydwu sołectw Kalonki i Kopanki.

Ale i tu fabuła robi dramatyczny zwrot akcji godny telenoweli, żeby z niego korzystać, trzeba… podpisać umowę.
Tak, wiem. Szok. Tragedia. Dramat porównywalny z tym, że herbata stygnie, jeśli się jej nie wypije.

I oto pojawia się podział ról:

👉 Przewodnicząca Koła Gospodyń Wiejskich mówi: „Biorę odpowiedzialność, podpisuję, działam” i zostaje czarodziejką, która otwiera drzwi - staje się, mówiąc językiem tej historii, gospodynią balu, która nie tylko zaprasza gości, ale i pilnuje, by nikt nie tańczył na stole.

👉 Sołtys Kopanki wespół zespół z małżonką mówią: „Chcę klucz, ale bez tej całej papierologii i odpowiedzialności” i… cóż… próbuje wejść do gry bez akceptacji zasad gry. I tu, drodzy Czytelnicy, nawet najbardziej pobłażliwa Dama ze Wzniesień musi delikatnie odchrząknąć.

Bo to trochę jak chcieć prowadzić powóz, ale bez trzymania lejców. Albo jak chcieć być kapitanem statku, ale tylko w dni bez fal.

✦ Akt IV: Wielka teoria „układów”, czyli magia, która wyjaśnia wszystko (i nic)

Oczywiście, jak w każdej dobrej prowincjonalnej epopei, musi pojawić się też czarny charakter: „układ”.
Ach, ten mityczny stwór! Pojawia się zawsze wtedy, gdy rzeczywistość jest zbyt nudna, by ją zaakceptować.
„Układy!”, wołają niektórzy, jakby właśnie odkryli tajny spisek masonerii, iluminatów i sąsiada z działki obok.

Ach, jakże wygodne słowo! Wyjaśnia wszystko, nie wyjaśniając niczego.

Bo przecież znacznie łatwiej jest zasugerować powiązania, niż przyznać, że problem sprowadza się do… braku podpisu.

To, kim ktoś jest prywatnie - córką, synem, kuzynem czy kimkolwiek innym - ma tu znaczenie dokładnie takie, jak kolor zasłon w pustym pokoju.

Liczy się jedno:
czy podpisał umowę i wziął odpowiedzialność.

Podpisała. Wzięła.

Reszta to dekoracja.

✦ Akt V: Druga część budynku, czyli życie, które psuje dobrą historię

A teraz część, która najbardziej bezczelnie psuje tę misternie utkaną narrację o „zamknięciu”, czyli życie. Tak, zwyczajne, uparte, hałaśliwe życie, które jak na złość autorom dramatycznych wersji wydarzeń nie ma najmniejszego zamiaru zachowywać się jak statysta w tragedii.

Bo gdyby budynek był martwy, byłby cichy. Stałby jak zapomniana dekoracja po spektaklu, zbierając kurz i plotki. Tymczasem zachowuje się jak organizm społeczny kompletnie niedoinformowany o własnym „zamknięciu”- pulsuje, oddycha, działa… i najwyraźniej ignoruje scenariusz, który ktoś próbował mu napisać.

Mamy tam bowiem:

– rytmikę dla dzieci, które ku zdumieniu niektórych nie stoją pod drzwiami z walizkami, tylko tańczą, jakby świat był normalny,
– chóry Dysonans i Voxellence, które najwyraźniej nie otrzymały oficjalnego pisma o swoim „wykluczeniu” i śpiewają z uporem godnym lepszej sprawy,
– kino retro, które z wdziękiem udaje, że czas się zatrzymał, choć jedynie narracja próbuje cofnąć rzeczywistość,
– gimnastykę „zdrowy kręgosłup”, która jak na ironię przypomina, że nie tylko ciało, ale i opinie publiczne powinny czasem mieć kręgosłup,
– zajęcia taneczne od hip-hopu po fit dance, gdzie chaos jest przynajmniej zsynchronizowany z muzyką, w przeciwieństwie do niektórych opowieści,
– malarstwo i rysunek, gdzie farby mają więcej swobody niż interpretacje faktów, a kolory nie udają, że są czymś innym, niż są,
– kółko teatralne, które przy odrobinie złej woli mogłoby wystawić spektakl pt. „Jak zrobić aferę z otwartych drzwi”,
– kursy komputerowe, gdzie „kliknij” rzeczywiście coś otwiera, w przeciwieństwie do niektórych narracji, które otwierają jedynie kolejne poziomy absurdu,
– zbiórki harcerskie, czyli chaos tak zdyscyplinowany, że aż zawstydzający dla tych, którzy próbują uporządkować rzeczywistość przy pomocy emocjonalnych haseł,
– zajęcia plastyczne i brydża, gdzie jedni tworzą, a inni prowadzą ciche, eleganckie wojny na logikę, znacznie bardziej uczciwe niż niektóre publiczne dyskusje.

A wszystko to razem tworzy obraz miejsca tak „zamkniętego”, jak otwarte drzwi w środku lata. Niby ktoś mówi, że nie można wejść, ale jakoś ludzie wchodzą, wychodzą, działają i żyją, nie pytając o zgodę narracji.

Jeśli więc to jest „zamknięcie”, to mamy do czynienia z najdziwniejszym przypadkiem w historii - zamknięciem, które tętni życiem, organizuje zajęcia, przyciąga ludzi i… uparcie nie chce być zamknięciem.

W takim razie, pozwolą Państwo, że wyrażę bardzo osobiste życzenie: poproszę więcej takich „zamknięć”. Najlepiej hurtowo. W całej gminie. A może i w całym kraju! Byłoby to zjawisko tyleż niezwykłe, co niezwykle pożyteczne.

✦ Akt VI: O eleganckim spisku rzeczywistości, w którym pochylnia, schodołaz i łazienka odmówiły współpracy

Pojawia się również klasyczny, wręcz obowiązkowy w takich opowieściach wątek: „brak dostępności dla osób z niepełnosprawnościami”.

To zarzut z tej kategorii, który niczym dobrze znany refren wraca zawsze wtedy, gdy brakuje już bardziej uchwytnych argumentów. Trochę jak twierdzenie, że w pałacu nie ma drzwi, stojąc w nich z dłonią opartą o klamkę i zastanawiając się, czy przypadkiem nie są one iluzją.

A jednak rzeczywistość, jak to ma w zwyczaju, nie przejmuje się zbyt mocno narracyjną kreatywnością.

Bo drzwi są. I to nie tylko symboliczne.

Jest pochylnia - prosta, konkretna, cierpliwie spełniająca swoją funkcję, jak dobrze wychowany lokaj, który nikomu nie robi scen, tylko po prostu działa.
Jest schodołaz – urządzenie tak mało „sensacyjne”, że aż psuje dramatyzm opowieści, bo zamiast problemu oferuje rozwiązanie.
Są także łazienki przystosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnościami – czyli ten rodzaj detalu, który w niewygodny sposób przypomina, że ktoś jednak pomyślał o rzeczywistości, zanim powstała narracja o jej braku.

Krótko mówiąc: budynek w tej kwestii zachowuje się bardziej uprzejmie, dostępnie i logicznie niż niejeden rozmówca na sesji rady gminy, który z uporem godnym lepszej sprawy ignoruje fakty, ale za to z wielką swadą interpretuje cudze intencje.

Ale oczywiście - i tu tkwi cały urok tej opowieści - jeśli ktoś bardzo chce zobaczyć problem, to nawet najbardziej oczywiste rozwiązanie zaczyna wyglądać podejrzanie. Pochylnia staje się „pozorna”, schodołaz „niewystarczający”, a łazienka „okolicznościowa”. W takim świecie nie liczy się już to, co jest, tylko to, co można by było uznać, gdyby bardzo się chciało nie uznać niczego.

✦ Finał: wielkie odkrycie, które okazuje się… zwykłe

Zatem, drodzy Czytelnicy, oto morał tej lokalnej opery, tej misternie budowanej opowieści, w której emocje grają pierwsze skrzypce, a fakty cierpliwie czekają w garderobie, nienawykłe do tak długiego braku zaproszenia.

❌ Nie ma zamkniętej świetlicy
❌ Nie ma pustostanu
❌ Nie ma tajemniczego zamku z zakazem wstępu

✔ Jest budynek, który działa -nie w legendzie, lecz w rzeczywistości, która, jak się okazuje, ma zaskakujący zwyczaj funkcjonowania niezależnie od narracji
✔ Jest system zasad -być może nieefektowny, może mało „viralowy”, ale za to uporządkowany, legalny i uparcie konsekwentny, jak dobrze wychowany lokaj, który nie daje się wciągnąć w dramat
✔ Jest dostęp - dla tych, którzy akceptują prosty, lecz najwyraźniej rewolucyjny w swojej oczywistości warunek: odpowiedzialność.

I jest też coś jeszcze - znacznie bardziej interesujące niż sama historia.

Próba zamiany bardzo prostego faktu, że ktoś chciał korzystać z publicznej przestrzeni bez podpisania umowy, w pełnowymiarowy spektakl polityczny, z chórem oburzenia, orkiestrą półprawd i dekoracjami zbudowanymi z emocjonalnych skrótów myślowych.
To rodzaj teatru, w którym scenariusz pisze się najpierw, a dopiero potem szuka rzeczywistości, która mogłaby go udźwignąć. Niestety, rzeczywistość ma dość nieuprzejmy zwyczaj odmawiania ról, które do niej nie pasują.

Można krytykować. Oczywiście.

Można pytać. Jak najbardziej - to wręcz obowiązek każdego zdrowego życia publicznego.

Ale jeśli krytyka opiera się na niedopowiedzeniach, selektywnie dobranych fragmentach i emocjonalnych hasłach, które bardziej przypominają sztandary niż argumenty, to przestaje być troską o mieszkańców.

Staje się czymś innym.
Pozwólcie, że nazwę to bez zbędnych ornamentów - z tą odrobiną szczerości, którą w salonach zwykle się tylko sugeruje:
To wprowadzanie ludzi w błąd.

I to nie przypadkowe, nie nieświadome, lecz podane w wersji tak starannie skomponowanej, jakby każda nuta tej opowieści miała wybrzmieć dokładnie tam, gdzie trzeba, niezależnie od tego, czy ma cokolwiek wspólnego z prawdą.

A takie rzeczy, moi drodzy, należy nazywać po imieniu.
Bez kaszlu. Bez mrugnięcia okiem. I bez udawania, że to tylko „inna perspektywa”.

Z nieustającą ciekawością i lekkim uniesieniem brwi,
Dama ze Wzniesień

10/04/2026

Czy w niedzielnym referendum Rada Gminy Nowosolna powinna zostać odwołana przed upływem kadencji?
Wyniki sondy!
A teraz, żeby sonda się urzeczywistniła, w niedzielę 12 kwietnia idziemy głosować przeciw odwołaniu Rada Gminy Nowosolna !

Weź udział w ankiecie 😁
08/04/2026

Weź udział w ankiecie 😁

💡Zapraszamy mieszkańców Gminy Nowosolna do udziału w anonimowej ankiecie przygotowanej w Google Forms dotyczącej niedzielnego referendum.

❗️UWAGA! Ankieta przeznaczona jest tylko dla mieszkańców Gminy Nowosolna! Wyniki zostaną poddane analizie pod katem unikalności odpowiedzi.

📍Ankieta znajduje się pod tym linkiem. Zapraszamy!
https://forms.gle/RBYqoAenqe8YUYaR8

Nieśmieszny żart
01/04/2026

Nieśmieszny żart

Propaganda i stek manipulacji!
30/03/2026

Propaganda i stek manipulacji!

Dezinformacja spotyka się z ostrą krytyką
28/03/2026

Dezinformacja spotyka się z ostrą krytyką

500 osób zostanie bez taniego prądu, jeśli w Gminie zamiast Rady Gminy pojawi się k***a misarz!
26/03/2026

500 osób zostanie bez taniego prądu, jeśli w Gminie zamiast Rady Gminy pojawi się k***a misarz!

"Kroniki Nowosolnej, czyli o tym, jak pół tysiąca dusz może zapłacić za polityczny kaprys!"

Najdrożsi Czytelnicy,

Drogi Kawalerze z Doliny Stawów Paciorkowych, które wciągnęły Cię w swoje chłodne objęcia, pozostawiając mnie bez odpowiedzi, z echem moich słów dryfującym po tafli stawów, gdzie milczenie Twoje łączy się w perfekcyjną, lodowatą symfonię Twojej nieobecności,

Wydaje się, że w zacisznej gminie Nowosolna rozgrywa się dramat godny największych salonów -choć zamiast wachlarzy i szeptów za kotarą, stawką są rachunki za prąd, a zamiast złamanych serc -portfele mieszkańców.

Ach, cóż za ironia losu.

Oto bowiem blisko pięćset osób - zwykłych mieszkańców - stoi u progu czegoś, co można by nazwać współczesnym luksusem: taniej, stabilnej energii. Nie złotych świeczników ani jedwabnych zasłon, lecz paneli słonecznych i magazynów energii, które - choć mniej romantyczne - potrafią ogrzać dom skuteczniej niż najgorętsze plotki.

I właśnie, gdy ta obiecująca wizja zaczyna nabierać realnych kształtów, na scenę wkracza… referendum.

Nie jako wybawiciel, rzecz jasna, a raczej jako elegancko ubrany sabotażysta.

Bo czyż nie jest czymś osobliwie przewrotnym, że decyzja podjęta w imię „czasu zmiany” może kosztować mieszkańców więcej niż jakakolwiek stagnacja? Odwołanie rady - brzmi dumnie, niemal heroicznie. Lecz w praktyce przypomina raczej wyrwanie fundamentów spod domu w trakcie jego budowy.
Efekt? Kurz, chaos i bardzo kosztowna ruina.
Lewackie OZE - SROZE dla „wilków w owczej skórze” jest zagrożeniem niemalże ideologicznym, a dla zwykłych ludzi - jedynym ratunkiem przed tym, by rachunki za prąd nie rosły szybciej niż ego lokalnych polityków i ambicje tych, którzy wolą chaos od rozsądku.

Projekt wart miliony - hojnie wsparty środkami europejskimi w wysokości bagatela 7 037 084,65 zł. - nie jest mglistą obietnicą ani fantazją urzędników. To pieniądz niemal podany na srebrnej tacy, jak zaproszenie na królewski bal, którego odrzucenie zakrawa na towarzyski skandal.

Zamiast spokojnej realizacji projektu zgodnie z harmonogramem, mamy referendum - zaplanowane na 12 kwietnia – które z elegancją godną skandalu może zamienić 8,5 milionową inwestycję w kosztowną anegdotę.

A konsekwencje? Och, są one nad wyraz przyziemne.
Blisko pięciuset mieszkańców, 160 domostw - ludzie, którzy mogli cieszyć się tańszą energią, własnymi instalacjami fotowoltaicznymi i upragnioną niezależnością - mogą zostać z niczym. Dosłownie z niczym, poza rachunkami, które nie staną się łagodniejsze. One staną się… brutalnie szczere.
Najbardziej ujmujące w tej całej historii - jeśli w ogóle można mówić o uroku - jest to, kto poniesie konsekwencje. Z pewnością nie ci, którzy najgłośniej nawołują do zmian. Nie ci, którzy rozdają obietnice „lepszego jutra” niczym wizytówki na balu.

Nie.

Zapłacą ci, którzy liczyli na odrobinę stabilności. Ci, którzy już niemal czuli smak niższych rachunków. Ci, dla których ta inwestycja była nie polityczną grą, lecz codziennym oddechem ulgi.
Jakże łatwo jest bowiem igrać z losem innych, gdy nie ponosi się kosztów własnych decyzji...

12 kwietnia nie będzie jedynie datą w kalendarzu, nie będzie epizodem w salonowym serialu plotek i intryg, lecz dniem, w którym mieszkańcy odczują, że polityczne igraszki mają bardzo konkretne ceny – w złotówkach i rachunkach za prąd. Będzie, chwilą prawdy, w której mieszkańcy zdecydują, czy pozwolą, by miliony dotacji unijnych przepadły z powodu politycznego kaprysu garstki mieszkańców Wiączynia Dolnego w imię ich partykularnych interesów.

W niektórych sprawach milczenie bywa złotem.
W tej jednak - rozsądek wymaga działania! - Odwołana Rada - zagrożona inwestycja!
Zwłaszcza gdy jedna decyzja może kosztować tak wiele.

Z wyrazami najwyższej ciekawości, w oczekiwaniu na Twą Kawalerze odpowiedź, która może nadejść równie nieprzewidywalnie jak poranna mgła nad Doliną Stawów Paciorkowych.

Dama ze Wzniesień




24/03/2026

"Białe rękawiczki, czarne intencje"

Wybory samorządowe, szczególnie w niewielkich gminach, takich jak Nowosolna, często przedstawiane są jako „bliższe ludziom” i mniej upolitycznione niż wybory parlamentarne czy prezydenckie. Na spotkaniach przedwyborczych kandydaci na wójtów i radnych podkreślają swoją lokalność, wykazują kompetencje i chwalą się konkretnymi działaniami. Najczęściej unikają wyraźnych etykiet partyjnych, budując wizerunek „gospodarza” zamiast polityka. Taka narracja sugeruje, że samorząd może funkcjonować poza wielką polityką - jako przestrzeń pragmatycznych decyzji, a nie ideologicznych sporów.
Jest to jednak w dużej mierze uproszczenie, bo każdy człowiek ma swoje poglądy, wartości i polityczne sympatie. Nawet jeśli nie wybrzmiewają one w wyborczych ulotkach, to w sposób zdecydowany wpływają na podejmowane decyzje w sferze priorytetów budżetowych, inwestycji publicznych, polityki społecznej czy relacji z organizacjami pozarządowymi. Nawet jeśli wszystkie te decyzje nie są nazywane politycznymi, to mają taki wymiar, bo nie sposób oddzielić ludzi od ich przekonań.

Samorząd nie jest więc neutralny. Może być mniej konfrontacyjny i bardziej nastawiony na kompromis, ale nadal pozostaje częścią systemu politycznego.
Warto też zauważyć, że brak „politycznej twarzy” bywa strategią, bowiem ukrycie afiliacji partyjnej może zwiększać szanse wyborcze. Nie oznacza to jednak, że te powiązania nie istnieją. Często ujawniają się dopiero po wyborach, w sposobie głosowania czy budowaniu koalicji.
Referendum w sprawie odwołania Rady Gminy Nowosolna przed terminem zostało wyznaczone na 12 kwietnia 2026 roku. Spór o wypowiedzenie umowy dzierżawy dla oo. bernardynów prowadzących katolicką szkołę w publicznym budynku stał się zarzewiem konfliktu i przyczynkiem do uruchomienia „wersji atomowej”.

Grupa inicjatorów referendum, wcześniej wyraźnie komunikująca w mediach społecznościowych swoje sympatie ideowe - często związane z nurtami konserwatywno-religijnymi i konkretnymi środowiskami politycznymi - zaczęła przechodzić wyraźny rebranding. Często usuwają treści ze swoich profilów, bądź ograniczają prywatność, zmieniają swoje wizerunki na bardziej przyjazne, odchodzą od publikowania jednoznacznych symboli czy przekazów - to nie jest przypadek, lecz strategia. Właśnie zakładają „białe rękawiczki”, o których tak wcześniej krzyczeli. Oto Wilki przywdziewają „owcze skóry”. Ludzie, którzy na potrzeby kampanii dokonali cyfrowego „wymazania przeszłości”, usuwając z sieci radykalne treści, dziś próbują wejść do naszych domów jako apolityczni wybawcy. To jednak nie metamorfoza, lecz prymitywny polityczny kamuflaż. Bo czyż nie jest ciekawym paradoksem, że Konfederaci, którzy głośno krzyczą „o prywatyzacji wszystkiego”, „o BONIE EDUKACYJNYM”, o bonie zdrowotnym”, że „nie chcą Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej” nagle stają do walki o publiczną (skądinąd tylko z nazwy) szkołę?

Dlatego sytuacja w naszej gminie znakomicie ilustruje szersze zjawisko: samorząd nie przestaje być polityczny tylko dlatego, że uczestnicy zaczynają unikać etykiet. Polityczność nie znika wraz z usunięciem postów z Facebooka. Ona pozostaje w decyzjach, które będą podejmowane, jeśli dana grupa rzeczywiście zdobędzie władzę. W praktyce oznacza to, że wyborcy nie powinni oceniać wyłącznie aktualnego wizerunku, ale też patrzeć na ciągłość postaw, wcześniejsze zaangażowanie i kontekst, z którego dana inicjatywa wyrasta. Bo „neutralność” w samorządzie bardzo często nie jest stanem faktycznym - tylko narzędziem kampanii.
Mieszkańcy stali się właśnie widzami osobliwego spektaklu, w którym pod warstwą patosu i wielkich słów o ratowaniu szkoły kryje się brutalna partyjna gra, polityczny kamuflaż radykałów i manipulacja, która obraża inteligencję każdego myślącego wyborcy.
12 kwietnia zdecydujemy, czy chcemy realnego dialogu, czy wolimy oddać stery ludziom, których jedynym programem jest „iskra”, a jedyną metodą - manipulacja czasem i wizerunkiem. Czas zdjąć maskę z tej kampanii. Koniec teatru cieni.

Jaka jest „polityczna twarz” wyborców w Gminie Nowosolna?

Od lat większość mieszkańców opowiada się po stronie demokratycznej. W ostatnich wyborach prezydenckich kandydat zjednoczonej prawicy zdobył 38,09% głosów, podczas gdy kandydat strony demokratycznej uzyskał aż 61,91%.

Dlatego 12 kwietnia idźmy do urn i potwierdźmy w referendum silny mandat radnych obecnej kadencji!

Kto by się spodziewał?
23/03/2026

Kto by się spodziewał?

Najzacniejszy z Zacnych Kawalerze z Doliny Stawów Paciorkowych,

Czy masz na myśli „dzieło” wygenerowane przy pomocy programów do tworzenia zabawnych acz nie zawsze mających cokolwiek wspólnego z prawdą tiktokowych rolek z wykorzystaniem głosu elektronicznego lektora, chłodnego, beznamiętnego i pozbawionego ludzkiego drżenia emocji? Nie mój Drogi. Nie widziałam. Oczy moje z błękitu utkane niegodne są patrzeć na widowisko tak marnej próby, a uszy nazbyt wyczulone, odrzucają fałszywe nuty płynące z ust tych, którzy mienią się obrońcami.

Piszesz do mnie o intrygach niczym o pikantnej przyprawie życia publicznego, podczas gdy w rzeczywistości są one gęste jak poranna mgła - spowijają wszystko, zacierając granice między tym, co prawdziwe, a tym, co wygodne. Źli wilcy do szpiku kości przeniknięci kłamstwem i obłudą niczym aktorzy rolą, której nie potrafią już porzucić, grają dziś spektakl nieszczerości. Lecz Ty drogi Kawalerze, z nie mniejszą wnikliwością niż moja, co czyni Twoje obserwacje równie intrygującymi, co niebezpiecznie trafnymi, nie dałeś zwieść się przywdzianej „owczej skórze”.

Kawalerze z Doliny Stawów Paciorkowych tak urokliwych, co zdradliwych zapytujesz mnie - czy w przypadku tych najpodlejszych kłamstw obrońców szkoły - inicjatorów gminnego referendum - mamy do czynienia z brakiem zrozumienia rzeczy absolutnie podstawowych, czy z celowym wprowadzaniem ludzi w błąd? Nie mam dziś wątpliwości, że nie o brak zrozumienia tu chodzi, a o czystą manipulację, tak doskonale skrojoną pod emocje odbiorcy, że aż niebezpiecznie skuteczną, o przekazanie narracji tak kłamliwej, że aż rażącej w swej bezczelnej oczywistości.

Pozostawiłeś mnie Drogi z dylematem, który zawisa w powietrzu niczym niewypowiedziane oskarżenie - czy mamy do czynienia z kunsztem manipulacji… czy też z triumfem ignorancji? Wszak w przypadku obrońców katolickiej szkoły nie tylko nie można wykluczyć ani jednego, ani drugiego, lecz zdają się oni wręcz czerpać z obu pełnymi garściami.

Szanowny Kawalerze,
z nieukrywanym zainteresowaniem obserwuję osobliwą metamorfozę, jaka dokonała się w szeregach inicjatorów referendum mieniących się obrońcami szkoły - metamorfozę tak nagłą i tak starannie wyreżyserowaną, iż aż trudną do uznania za dzieło przypadku. Dotąd z wyraźną swadą i bez skrępowania eksponowali w mediach społecznościowych swoje sympatie ideowe - zakorzenione głęboko w nurtach konserwatywno-religijnych i powiązanych z radykalnymi środowiskami politycznymi - dziś rozpoczęli proces osobliwego „rebrandingu”, przypominającego bardziej retusz starego portretu niż autentyczną przemianę.

Oto bowiem treści znikają z facebookowych profili niczym ślady na piasku po gwałtownym przypływie, prywatność nagle rośnie jak szczelnie zasunięta kurtyna, a wizerunki łagodnieją w sposób aż nazbyt wygładzony - jak porcelana starannie polerowana, by ukryć jej wcześniejsze pęknięcia. Zamiast ostrych treści - tych o prywatyzowaniu wszystkiego, o światach dzielonych na swoich i obcych, o wolności wykrzyczanej tak głośno, że zagłuszała cudze istnienie, o obietnicach bonu edukacyjnego po bon zdrowotny, które w swojej prostocie miały uzdrowić każdy system jednym pociągnięciem pióra, jakby skomplikowana rzeczywistość była jedynie dziecinną układanką, którą wystarczy rozsypać i ułożyć na nowo wedle jednego hasła - pojawiają się jednoznaczne, ostrożne deklaracje, wygładzona narracja a zamiast symboli - neutralność starannie wykrojona pod aktualną potrzebę.

Ludzie ci, dokonawszy cyfrowego „wymazania przeszłości” – usuwając z sieci treści ostre jak brzytwa i niewygodne jak prawda wypowiedziana bez filtrów – próbują dziś wkroczyć do przestrzeni publicznej jako apolityczni wybawcy, spokojni niczym sędziowie bez historii, neutralni jakby pozbawieni pamięci.

Lecz nie jest to przypadek. Nie jest to metamorfoza. To strategia, chłodna i wyrachowana jak dobrze skrojony kostium sceniczny. To prymitywny, wręcz toporny kamuflaż polityczny - jak maska źle dopasowana do twarzy, która i tak zdradza swoje rysy przy każdym ruchu.

Na naszych oczach przywdziali „białe rękawiczki”, dotąd skrzętnie ukryte w zakurzonej komodzie, rękawiczki przed którymi jeszcze wczoraj ostrzegali z pasją niemal kaznodziejską.

Nie dajmy się Drogi Kawalerze zwieść tym wilkom w owczych skórach. Oto znów splata się przed nami intryga - misternie utkana z manipulacji tak gładkiej, że aż niemal godnej podziwu, oraz ignorancji triumfującej z rozmachem, który zdaje się nie znać granic.

12 kwietnia zbliża się niczym bal maskowy, w którym stawka, choć ukryta za wachlarzami uśmiechów, jest aż nazbyt wyraźna dla tych, którzy zechcą patrzeć uważnie. Tego dnia rozstrzygnie się, czy wspólnota wybierze trwającą rozmowę, czasem trudną i mozolną, lecz prawdziwą, czy też pozwoli, by stery przejęli mistrzowie haseł krótkich jak błysk iskry i jeszcze krótszych jak pamięć o ich konsekwencjach.

Kawalerze wiesz, że ciekawość ma wielka jak intryga, która – choć udaje przypadek - od początku pachniała starannie ułożonym scenariuszem, każe mi zapytać wprost - czy będziesz towarzyszył mi 12 kwietnia w wyborze drogi, która nie prowadzi przez dekoracje i hasła, lecz przez konsekwencję i odwagę patrzenia na rzeczywistość bez wygładzających filtrów?

Drogi tak oczywistej, że stoi przed wszystkimi niczym lśniące lustro?

Zatem żegnam Cię, mój Drogi Kawalerze z Doliny Stawów Paciorkowych, z ciekawością nie mniejszą niż ta, która każe mi śledzić każdy kolejny akt tego osobliwego przedstawienia i z przekonaniem, że jeszcze niejeden sekret, niczym zbyt długo skrywany list, ujrzy światło dzienne.

Pozostaję, jak zawsze, wierną obserwatorką tego, co wypowiedziane półgłosem i tego, co ukryte między słowami - z piórem gotowym uchwycić zarówno elegancję pozorów, jak i ich nieuniknione pęknięcia.

Dama ze Wzniesień

"Gdy rozum śpi, budzą się demony"...
22/03/2026

"Gdy rozum śpi, budzą się demony"...

Szanowna Damo ze Wzniesień ♥ ,

czy zdążyłaś już obejrzeć najnowsze „dzieła” naszych lokalnych zbawców, którzy z zapałem godnym lepszej sprawy objaśniają światu, jak to gmina rzekomo „likwiduje szkołę”?

Przyznam szczerze – spodziewałem się, że po dziewięciu miesiącach nieustannego „ratowania” tejże szkoły, jej obrońcy zdążą przynajmniej zrozumieć, o czym właściwie mówią. Że sięgną do przepisów, że zapytają, że sprawdzą. Zwłaszcza jeśli aspirują do tego, by w przyszłości decydować o sprawach gminy.

Niestety – nic bardziej mylnego.
Bo oto mamy sytuację tak prostą, że aż trudno uwierzyć, iż można jej nie pojąć:
to nie gmina prowadzi szkołę.
Gmina nie zatrudnia nauczycieli, nie zarządza placówką, nie prowadzi zajęć. Gmina wynajęła budynek. I tyle.

Szkołę prowadzi podmiot prywatny – zakon. A skoro tak, to decyzje o dalszych losach uczniów, funkcjonowaniu placówki czy jej ewentualnym zamknięciu leżą wyłącznie po stronie tego podmiotu - od dobrej woli braciszków przyszłość szkoły zależy, nie zaś gminy.

A jednak nasi lokalni „przewodnicy ku lepszemu jutru” z uporem godnym podziwu – choć niekoniecznie rozumu – pokazują w swoich filmikach procedury, które… tej sytuacji w ogóle nie dotyczą.

Wyciągają przepisy o likwidacji szkół publicznych prowadzonych przez gminę, o uchwałach, o konsultacjach – i próbują nimi mamić mieszkańców, jakby miały tu jakiekolwiek zastosowanie.

Nie mają.

I tu pojawia się pytanie, Damo:
czy mamy do czynienia z brakiem zrozumienia rzeczy absolutnie podstawowych, czy z celowym wprowadzaniem ludzi w błąd?

Bo trudno uwierzyć, że przez dziewięć miesięcy można nie zrozumieć tak elementarnej różnicy. A jeszcze trudniej uwierzyć, że mimo to z pełnym przekonaniem występuje się w roli tych, którzy „niosą prawdę”, „ otwierają oczy”, „dają głos maluczkim”.
Najbardziej niepokojące jest jednak coś innego.

Ci sami ludzie chcą dziś odwoływać Radę – organ, który, lepiej lub gorzej, działa w realiach prawa i zmiennej rzeczywistości.
A sami przez dziewięć miesięcy nie potrafili zrozumieć jednej, podstawowej kwestii prawnej.

Biada wspólnocie, której przyszłość miałaby zostać oddana w ręce osób, które mylą najem budynku z prowadzeniem szkoły, a fakty z narracją pod tezę.

Bo kiedy słyszę kolejne głośne hasła o „faktach”, mam wrażenie, że słowo to zostało tu użyte raczej jako dekoracja niż rzeczywisty opis rzeczywistości.

Zostawiam Cię zatem, Najłaskawsza Pani, z tym pytaniem, które i mnie nie daje spokoju:
czy mamy do czynienia z kunsztem manipulacji… czy też z triumfem ignorancji?

Z wyrazami najwyższego poważania,

Ten, który wciąż wierzy, że rozum jednak ma jeszcze jakąś przyszłość,
Kawaler z Doliny Stawów Paciorkowych

PS.
Hiszpański mistrz - Francisco Goya - stworzył tę grafikę jako ostrzeżenie. Kiedy przestajemy krytycznie myśleć i ulegamy emocjom, nasze lęki i uprzedzenia materializują się pod postacią „potworów” – w polityce, w mediach i w naszych relacjach.
To przestroga przed:
Populizmem, który żeruje na uśpionym rozsądku.
Dezinformacją, która rozkwita tam, gdzie brakuje faktów.
Fanatyzmem, który zastępuje dialog agresją.
Warto o tym pamiętać, zanim bezrefleksyjnie udostępnimy kolejny „chwytliwy” post.
Nie pozwólmy rozumowi zasnąć! 🧠🚫👹

Adres

Byszewska 1/2
Łódź
92-770

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Stowarzyszenie NOWAsolna opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Organizacja

Wyślij wiadomość do Stowarzyszenie NOWAsolna:

Skróty

Udostępnij