Fundacja Gajusz

Fundacja Gajusz Pomóż dzieciom chorym i pokrzywdzonym
➡ gajusz.org.pl
Dbamy o każde dzieciństwo. Nawet najkrótsze. 🦩 Miłość ❤️ jest silniejsza niż strach. Robi to od 1997 r.

Dzięki niej powstała Fundacja Gajusz. Gdy siedmiomiesięczny Gajuszek walczył o życie, jego mama obiecała Sile Najwyższej, że jeśli jej maluszek przeżyje, to ona będzie pomagała chorym i osamotnionym dzieciom. Prowadzimy:

💚 Trzy hospicja dziecięce (domowe, stacjonarne i perinatalne)
💚 Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie Cukinia
💚 Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny Tuli Luli (dom dla n

iemowląt)
💚 Program wsparcia dla dzieci chorych onkologicznie
💚 Program wsparcia dla rodzeństw dzieci chorych
💚 Program OKNO – wsparcie dla dzieci, które pokonały nowotwór

Miałam być tylko wolontariuszką, a stałam się mamą– W 2018 r. Fundacja Gajusz poszukiwała wolontariusza do opieki nad ma...
14/06/2026

Miałam być tylko wolontariuszką, a stałam się mamą

– W 2018 r. Fundacja Gajusz poszukiwała wolontariusza do opieki nad malutką, kruchą dziewczynką, która bardzo bała się bliskości i dotyku. Zgłosiłam się – serce podpowiadało mi, że muszę przy niej być – wspomina po 8 latach Ewa.

Gdy zobaczyłam Julię, czas na chwilę się zatrzymał. Zobaczyłam jej ogromne oczy z długimi rzęsami o głębokim spojrzeniu, w których krył się cały wszechświat i... rurkę. To była sonda. Malutka urodziła się ciężko chora, tylko z połową serduszka.

Z dnia na dzień uczyłyśmy się siebie nawzajem – cicho, delikatnie, bez pośpiechu. Czytałam jej bajki, śpiewałam piosenki i z największą czułością tuliłam do siebie, pokazując, że dotyk może nieść bezpieczne ciepło. Krok po kroku pracownicy hospicjum wprowadzali mnie w medyczną rzeczywistość Julki. Nauczyłam się karmienia przez sondę, zakładania jej i innych drobnych zabiegów.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to nie jest zwykły wolontariat. Że nasze losy połączą się na zawsze ✨.

Aż nadszedł ten wyjątkowy dzień o symbolicznej dacie. 26 maja Julia zamieszkała ze mną. Stałam się dla niej domem 🏠, a ona całym moim światem 🌍. Pokazała mi, jak być mamą ❤️.

Nasze wspólne dni to oczywiście szpitale, terapie i niekończące się wizyty u specjalistów. Ale codzienność to przede wszystkim ŻYCIE. Spacerujemy, podróżujemy, chłoniemy świat. Uwielbiamy teatr, kino i wystawy sztuki. Moja córeczka nie mówi, a mimo to rozumiemy się bezbłędnie – samym spojrzeniem, szeptem serca.

Razem wygrałyśmy już wiele potyczek z losem. Ta najważniejsza? Sonda na zawsze zniknęła z małego noska! Wyrywamy każdy piękny moment, każdą iskrę radości i czerpiemy z życia pełnymi garściami – na tyle, na ile pozwala nam zdrowie.

Bo dziś już wiem jedno: miłość nie liczy komór serca – ona po prostu jest. I ma najwspanialszą, uzdrawiającą moc 🪄.

🦩🦩🦩🦩🦩🦩🦩

W Gajuszu cuda mają imiona. Wśród nich Ewa i Julia ❤️.
Sprawdź, jak leczymy dzieci rodziną.

➡️ https://gajusz.org.pl/leczymy-dzieci-rodzina

Fot. Agnieszka Bohdanowicz

Maria* przyszła pożegnać się ze swoją córeczką Olą, ale nie była w stanie tego zrobić. Gdy wzięła ją na ręce, nie chciał...
11/06/2026

Maria* przyszła pożegnać się ze swoją córeczką Olą, ale nie była w stanie tego zrobić. Gdy wzięła ją na ręce, nie chciała już jej wypuścić. 🥺 Zrzekła się praw do dziecka jeszcze w szpitalu, bo wiedziała, że nie może liczyć na wsparcie swojego byłego partnera, ojca dziewczynki. Na szczęście sama nie została bez pomocy – otrzymała wsparcie od bliskich. ❤️

Dzięki pracy naszego psychologa, prawnika i pracownika socjalnego Oleńka wróciła do biologicznej mamy już po 5 miesiącach. 🥰

Niektóre Tulisie są przerażone i płaczą całymi dniami. Inne wręcz przeciwnie – w wyniku traumy „zamrażają” emocje i zastygają niemal bez ruchu i płaczu. 💔

W Tuli Luli mieszkają maleństwa opuszczone przez rodziców biologicznych tuż po narodzinach. Każde z nich potrzebuje nie tylko opieki, ale przede wszystkim bliskości, czułości i poczucia bezpieczeństwa. To właśnie dlatego są z nimi nasze ciocie – przytulają, noszą na rękach, karmią, uspokajają i reagują na każdy płacz. Dają dzieciom to, czego najbardziej potrzebują w pierwszych miesiącach życia: obecność drugiego człowieka, troskę i miłość. ❤️

Najważniejsze jest, by jak najszybciej znalazły się w ramionach kochających rodziców – biologicznych, adopcyjnych lub zastępczych. Do czasu powrotu do rodziny lub znalezienia nowego domu ciocie w Tuli Luli robią wszystko, by każde dziecko czuło się bezpieczne, ważne i kochane.

❤️ Podaruj tulenie tym, którzy na starcie zostali sami.

👉 https://gajusz.org.pl/zbiorka/otworz-serce-dla-20-gramowego-serduszka

Prowadzenie IOP Tuli Luli jest finansowane z budżetu Łódzkie dla Ciebie .

*Imiona zostały zmienione

Fot. Agnieszka Bohdanowicz

Są takie historie, które długo żyją w naszej pamięci... Które warto przywoływać, by inni wiedzieli, gdzie są ręce gotowe...
10/06/2026

Są takie historie, które długo żyją w naszej pamięci... Które warto przywoływać, by inni wiedzieli, gdzie są ręce gotowe do pomocy. I że w tych najtrudniejszych chwilach życia i śmierci warto mieć przy sobie profesjonalistów z sercem.

💔💔💔💔💔

Leżę na łóżku. Czas zwalnia, czekam.
Nikt nie przychodzi, bo w sumie nic się nie dzieje ze mną, z nami. Rodzę i tyle. Ból rozlewa się po całej klatce piersiowej. Ciekawe, czy serce może naprawdę pęknąć? Słyszałam, że tak.

Piotruś już nie żyje we mnie. Ale jeszcze musi przyjść na ten świat. Jeszcze mu się należę. Zostanie ze mną realny. Położna mówiła, że urodzi się, jak każde dziecko, cieplutki. I takiego chcę go zapamiętać.

Mąż na korytarzu dzwoni do naszych dzieci. Nie płacze, próbuje być dzielny. Nie ma takiej potrzeby, ale mi nie wierzy. Najbardziej zastanawiam się, jak długo będzie trwało cierpienie. Czy naprawdę kiedykolwiek ten ciężar, jak głaz pod żebrami, zniknie?

❤️ Okazało się, że hospicjum perinatalne to przede wszystkim ludzie. Dowiedziałam się wszystkiego o chorobie synka, ale przede wszystkim o naturze bólu. O tym, że nie da się go uniknąć, zmniejszyć, że leki nie pomogą, bo na pękające serce jeszcze ich nie wymyślono.

To potrzebne informacje, bo chyba jak każdy, próbowałam znaleźć w apteczce jakiś przeterminowany Xanax po babci albo Lorafen po dziadku. Cierpienie jednak trzeba przeżyć. Tak bardzo tego nie chcę. Pragnę daru ożywienia dziecka, a go nie mam. Dobrze, że mąż zaraz wróci.

Hospicjum perinatalne pomaga rodzinom, które spodziewają się narodzin nieuleczalnie chorego dziecka. Pomagamy niezależnie od światopoglądu czy wyznania. Reagujemy na indywidualne potrzeby całej rodziny.

Zadbaj z nami o każde dzieciństwo. Nawet najkrótsze.

➡️ gajusz.org.pl/zbiorka/razem-dla-najmniejszych-serc

Fot. Agnieszka Bohdanowicz

A przecież wszystko miało być okej...Pola była wulkanem energii. Każdą wolną chwilę spędzała na basenie. Z radością wróc...
09/06/2026

A przecież wszystko miało być okej...
Pola była wulkanem energii. Każdą wolną chwilę spędzała na basenie. Z radością wróciła po wakacjach do szkoły. Miała wtedy 8,5 roku.

I nagle, w październiku, zaczęła kuleć na prawą nogę. Pierwszy lekarz uznał, że dziewczynka po prostu symuluje, bo potrzebuje więcej uwagi. Kolejna wizyta – tym razem na ostrym dyżurze – i znów lekarze nic nie stwierdzili.

– Czułam podskórnie, że to nie jest zwykły kaprys. Matczyna intuicja podpowiadała mi, że dzieje się coś złego, choć wszyscy wokół mówili, żebym odpuściła – wspomina Inga, mama Poli.

Nie dawała za wygraną. Poprosiła o USG, które wykazało zapalenie stawu biodrowego. Antybiotyk miał pomóc, ale tydzień później objawy wróciły. Ortopeda czuł, że podłoże problemu leży głębiej. Poprosił o pilny przyjazd na diagnostykę dokładnie w noc sylwestrową.

Wtedy wszystko potoczyło się lawinowo. Z powodu bardzo powiększonych węzłów chłonnych lekarze zrezygnowali z planowanych badań i natychmiast skierowali Polę na oddział onkologii dziecięcej. Całą noc mama spędziła na korytarzu w oczekiwaniu na wynik testu covidowego, podczas gdy Pola – zupełnie sama, bez bezpiecznych ramion rodzica – przeszła przez bolesną biopsję i punkcję.

– Ta noc sylwestrowa wyryła się w moim sercu na zawsze. Siedziałam na zimnym korytarzu, słysząc tylko płacz mojego dziecka za zamkniętymi drzwiami. Nie mogłam jej nawet przytulić – opowiada mama.

Wynik zwalił z nóg. Szpik zajęty w 98 procentach. Ostra białaczka limfoblastyczna.

Od tamtego momentu codzienność rodziny przeniosła się do szpitala. Przed nimi była długa, wyczerpująca droga po zdrowie córki. W domu zostało dwoje młodszego rodzeństwa, które ogromnie tęskniło za mamą i siostrą. Żeby dom mógł w ogóle funkcjonować, bliscy zjeżdżali z Anglii i Niemiec, by pomóc w opiece nad dziećmi.

Szpitalna codzienność była trudna, ale to właśnie tam Pola spotkała Marcina. Chłopiec również chorował na białaczkę i szybko stał się jej bratnią duszą. Ich relacja była niezwykła – nie potrzebowali wielu słów, by się rozumieć. Często po prostu siedzieli obok siebie. W tej wspólnej ciszy płynęło ogromne, rówieśnicze wsparcie i zrozumienie, którego nie potrafił dać nikt dorosły.

– Czasami patrzyłam na nich z progu sali i wzruszenie ściskało mi gardło. Marcin i Pola potrafili siedzieć godzinami, niemal bezgłośnie, zajęci jakąś grą albo po prostu patrząc w okno. To była niesamowita więź. Rozumieli swój strach i ból bez ani jednego słowa – dodaje mama Poli.

Po wyjściu ze szpitala powrót do normalności wcale nie był prosty. Pola wróciła do swojej dawnej klasy, ale dzieci przyjęły ją chłodno. Padały pytania, które bolały bardziej niż niejeden zabieg: po co wróciłaś? Niektóre stroniły od niej, inne otwarcie się śmiały. Pola, która dopiero zaczynała zbierać siły, znowu zaczęła je tracić. Na szczęście w nowej, pełnej empatii szkole Pola wreszcie odżyła. Wszyscy wierzyli, że to, co najtrudniejsze, mają już za sobą.

Niestety, gdy ból nogi powrócił i nie pomagały żadne leki, zdiagnozowano wznowę pozaszpikową w węzłach chłonnych.

Dziś 12,5-letnia Pola mierzy się z depresją i brakiem wiary w siebie. Doświadczenie ponownego pobytu w szpitalu odebrało jej dziecięcą beztroskę. Nie została jednak z tym sama – zapewniliśmy indywidualne wsparcie psychoterapeutyczne, które pomaga krok po kroku odzyskiwać poczucie bezpieczeństwa.

Nasi pracownicy i wolontariusze dbają, by pobyt na oddziale onkologii był wypełniony chwilami pełnymi koloru, ruchu i śmiechu.

Co dawało Poli siłę każdego dnia?

🐾 Dogoterapia – spotkania z psami, które nie pytają o wyniki badań, tylko merdają ogonem i wtulają się w dłonie.

🎨 Arteterapia – prace Poli trafiały na konkursy i aukcje charytatywne; jej obrazy żyły własnym życiem daleko poza salą szpitalną.

🩺 Kolorowane fartuchy – po każdej punkcji Pola sięgała po farby. Szpitalny fartuch, świadek trudnych chwil, zamieniał się w płótno. Każde badanie kończyło się nowym dziełem.

🎬 Wieczorne kino – szpitalna świetlica zamieniała się w kino z prażonym popcornem i seansami wywołującymi śmiech.

Pamiętamy również o najbliższych Poli. Objęliśmy ich wsparciem w ramach Programu OKNO (dla dzieci po chorobie onkologicznej i ich rodzin). Zajęcia terapeutyczne, profesjonalne wsparcie emocjonalne oraz wyjazdy na kolonie pozwoliły im odetchnąć i sprawiły, że w ich oczach znów pojawiły się iskierki nadziei.

🦩🦩🦩🦩🦩🦩

Nastolatki chore na nowotwór potrzebują wsparcia psychologów. NFZ nie zapewnia go w wystarczającym wymiarze.
Zapewnij je TY!

Głosuj teraz w Budżecie Obywatelskim Łodzi:
👉🏻 https://budzetobywatelski.uml.lodz.pl/glosowanie-2026-2027

L050 ➡️ Podaruj radość! Wsparcie terapeutyczne dla dzieci leczących się na oddziałach onkologicznych.

L051 ➡️ Tysiące godzin czułości. Opieka pozamedyczna dla nieuleczalnie chorych dzieci.

Masz czas tylko do 30 czerwca.
Głosować mogą wszyscy mieszkańcy Łodzi – również dzieci.

A jeżeli nie jesteś z Łodzi, ale masz tutaj rodzinę, przyjaciół, znajomych – udostępnij! Każdy głos jest ważny.

Fot. Archiwum rodzinne

– Mieliśmy już komfortowe życie. Dzieci odchowane (21-letnia córka Dominika oraz 15-letni syn Jędrzej), więc sami coraz ...
07/06/2026

– Mieliśmy już komfortowe życie. Dzieci odchowane (21-letnia córka Dominika oraz 15-letni syn Jędrzej), więc sami coraz częściej wyjeżdżaliśmy gdzieś we dwoje. Ale cały czas czułam taką wewnętrzną potrzebę, żeby odmienić los jakiegoś dziecka – opowiada Iza.

Swoje trzecie, najmłodsze dziecko poznała w łódzkim Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki – szpitalu specjalizującym się m.in. w opiece nad wcześniakami i dziećmi z wadami serca, gdzie pracuje od 10 lat.

Pod opiekę Izy trafiają nie tylko maluchy wyczekiwane i kochane przez rodziców, ale także te opuszczone przez najbliższych. – Zwykle były one przenoszone ze szpitala do hospicjum albo na inne oddziały. Nie zawsze wiedziałam, co dalej się z nimi dzieje.

Na początku 2025 r. w placówce pojawił się nowo narodzony Leoś. Jego mama prawdopodobnie zdawała sobie sprawę, że urodzi synka z wadą serca, skoro przyjechała do „Matki Polki” z miejscowości odległej aż o 300 km od Łodzi.

– Kupowałam mu pieluszki, a jego ubranka zabierałam do domu do prania. Piorąc te maleńkie koszulki, już sobie nie wyobrażałam, że mogłabym nie mieć z nim kontaktu – wspomina dziś ze wzruszeniem Iza.

– Myślałam, że nie mamy szans na adopcję, bo jesteśmy za starzy. O rodzicielstwie zastępczym nie mieliśmy żadnego pojęcia. Mąż też kojarzył tylko adopcję. Miał wątpliwości, czy poradzimy sobie finansowo, bo myślał, że będę musiała zrezygnować z pracy. A ja cały czas chodziłam do Leona. Zostałam zaproszona na jego roczek przez siostrę zakonną, która jest oddziałową na kardiochirurgii. Trzymałam go na rękach i razem zdmuchnęliśmy świeczkę na torcie. Siostra Alicja życzyła mu wspaniałej rodziny. Pomyślałam, że to także życzenia dla mnie, bo już wtedy marzyłam o byciu mamą Leonka, choć wciąż byłam przekonana, że to niemożliwe.

Przeczytaj całą opowieść, która udowadnia, że miłość nie liczy lat 🩷, a cuda karmią się odwagą 💪🏻.

➡️ https://gajusz.org.pl/kwartalnik-2026-gajusz-latem

Fot. Archiwum rodzinne

Pod koniec życia Patrycja była w szpitalu.Pamiętam dzień, gdy dowiedzieliśmy się, że zmarła. Odpoczywałam akurat na łóżk...
03/06/2026

Pod koniec życia Patrycja była w szpitalu.

Pamiętam dzień, gdy dowiedzieliśmy się, że zmarła. Odpoczywałam akurat na łóżku, rozmawiając z rodzicami. Kiedy mama odebrała telefon, lekarz poprosił ją, by usiadła. Choć nie słyszałam jego słów w słuchawce, podświadomie czułam już, co się stało. Chwilę później zalała się łzami.

Patrycja odeszła trzy dni przed moimi 13. urodzinami i została pochowana razem z naszą babcią Krysią, która zmarła 9 miesięcy wcześniej. Gdy trumnę opuszczono do grobu, to sobie uświadomiłam, że już nigdy nie dotkniemy mojej siostrzyczki.

A jeszcze dzień wcześniej odwiedziliśmy Patrycję...

Po informacji o jej śmierci byłam w szoku i nawet nie płakałam. Poszłam do psychologa w domu kultury, ale rozmowa wydała mi się głupkowata, bo zamiast mówić o problemach, miałam opowiedzieć, jakim zwierzęciem chciałabym być, żeby przetrwać.

Z naszej rodziny mama najgorzej zniosła śmierć Patrycji. Ciężko nawet było z nią wtedy pogadać. Po jakimś czasie zdecydowała się na pomoc psychologiczną. To jej pomogło przejść przez żałobę.

Dziś nie poruszamy z mamą tematu śmierci Patrycji. Raczej go omijamy. Wcześniej dla mnie to też był problem.

Do baru, w którym pracuję, przyszła któregoś dnia rodzina z chłopcem mającym sondę w nosie. Nie mogłam ich obsłużyć, bo widok chorego dziecka przypomniał mi wszystkie najgorsze chwile.

– wspomina Paulina, absolwentka Programu Rodzeństwa, który wspiera siostry i braci chorych dzieci.

🦩🦩🦩🦩🦩🦩🦩🦩

➡️ Pomóż nam dbać o każde dzieciństwo: https://gajusz.org.pl/zbiorka/nie-musisz-byc-bohaterem

❌ – Mam was serdecznie dość! Bądźcie w końcu cicho! Same problemy z wami! –wykrzyczał do kłócących się na tylnym siedzen...
02/06/2026

❌ – Mam was serdecznie dość! Bądźcie w końcu cicho! Same problemy z wami! –wykrzyczał do kłócących się na tylnym siedzeniu samochodu, zmęczony i zirytowany staniem w korku, tata Ani i Tomka.

Ale gdy emocje opadły, powiedział do nich:

✅ – Hej… wszyscy jesteśmy zmęczeni. Na pewno zaraz ruszymy dalej. Pomóżmy sobie nawzajem, zamiast się denerwować, dobrze? Możemy pograć w zgadywanki. A jak dojedziemy… to zabiorę was na lody 🍦.

Gdy brakuje nam cierpliwości, łatwo wpaść w komunikacyjne pułapki.
Jak z nich wyjść?
Jak słowami dawać dziecku schronienie i upewniać je, że jest bezpieczne i w pełni akceptowane?

Weź udział w bezpłatnym webinarze – Ile ważą słowa? Ku bliskości.

To wyjątkowe spotkanie online, podczas którego nauczysz się:

🔹 jak wspierać dziecko w momentach trudnych emocji poprzez język empatii;
🔹 jak budować autentyczne porozumienie bez poczucia winy i krytyki;
🔹 jak tworzyć domową przestrzeń pełną zrozumienia i stabilnego oparcia.

📅 Spotykamy się online: 2 czerwca o 19:00.

🎁 Nie możesz być na żywo? Zapisz się, a prześlemy Ci link do nagrania tuż po zakończeniu emisji.

Zainwestuj chwilę w relację, która decyduje o przyszłości Twojego dziecka.

👇 ZAREJESTRUJ SIĘ BEZPŁATNIE JUŻ TERAZ 👇

https://gajusz.org.pl/ile-waza-slowa


ℹ️ Projekt sfinansowany przez Fundacja PKO Banku Polskiego.

Dawno, dawno temu… a tak naprawdę w minioną niedzielę, Gajuszowy ogród zamienił się w krainę, w której czas na kilka god...
01/06/2026

Dawno, dawno temu… a tak naprawdę w minioną niedzielę, Gajuszowy ogród zamienił się w krainę, w której czas na kilka godzin przestał mieć jakiekolwiek znaczenie. Liczyło się tylko to, co tu i teraz – bliskość, uśmiech i beztroski, dziecięcy śmiech. 🌳✨

Wczoraj świętowaliśmy Dzień Dziecka tak, jak lubimy najbardziej: podczas Pikniku Rodzinnego. 👨‍👩‍👧‍👦 Wspólnie tuliliśmy w sercach każdą chwilę, zostawiając codzienność daleko za bramą ogrodu. To było popołudnie utkane z najpiękniejszych, najcieplejszych wspomnień.

Gajuszowe drzewa szumiały w rytm muzyki na żywo, która niosła się nad naszymi głowami, a zapach wspólnego grilla i słodkich poczęstunków od razu malował uśmiechy na twarzach małych i dużych gości. 🍰🌭

W Krainie Wyobraźni – naszej strefie kreatywnej – dziecięce pomysły i energia dosłownie ożywały, niosąc radość aż do chmur. Z kolei w Strefie Relaksu czas na moment zwalniał tylko dla dorosłych, którzy mogli zaznać chwili upragnionego odprężenia pod opiekuńczymi skrzydłami naszych fizjoterapeutów. Był czas na oddech, odpoczynek i po prostu na to, by być razem. Bez pośpiechu, w czułości.

💚💚💚💚💚💚

💭 „Wszyscy dorośli byli kiedyś dziećmi, ale niewielu z nich o tym pamięta”.

Kochane Dzieci: małe i duże,

życzymy Wam dzieciństwa pełnego przygód i chwil, które zapierają dech w piersiach.
Z zachwytu.
Życia offline, takiego, które pamięta się sercem.
Jak najmniej powodów, by wybaczać.
I żebyśmy jako dorośli umieli naprawdę o Was dbać.

Chcemy spełniać Wasze marzenia,
czasem lotem balonem 🎈 albo skokiem ze spadochronem 🪂,
czasem podróżą na bezludną wyspę 🏝️,
a czasem po prostu dobrą książką Verne’a 📖.

Sił do odkrywania świata prawdziwego,
tego pod błękitnym niebem, z chmurami nad głową. On się przed Wami nie chowa.
Niech Wasze życie będzie tysiąc razy piękniejsze, ciekawsze i bardziej porywające
niż najbardziej odjechana gra.

Jakby się dobrze zastanowić i ująć to w lapidarne życzenia, krótkie jak SMS, to co?
Życzymy Wam miłości i zdrowia w realu 💙.

Fot. Kawaisztuka

Od początku znajomości Edyta i Marcin myśleli o założeniu rodziny zastępczej. I dlatego kupili dom z ogrodem. Ale nawet ...
30/05/2026

Od początku znajomości Edyta i Marcin myśleli o założeniu rodziny zastępczej. I dlatego kupili dom z ogrodem. Ale nawet przez myśl im nie przeszło, że przyjmą dzieci ciężko chore. Ich biologiczny syn Joachim był okazem zdrowia. Z niepełnosprawnością nie mieli żadnych doświadczeń.

Emilka wypatrzyli na naszym Facebooku. Miał mukowiscydozę, chorobę nieuleczalną, a do tego wymagał żywienia pozajelitowego, bezpośrednio do żyły. Kiedy trafił do Pałacu, naszego hospicjum stacjonarnego, był bardzo słaby, ledwo podnosił główkę.

Aby Książę mógł zamieszkać z nowymi rodzicami, wyremontowaliśmy część domu, by urządzić w nim mały oddział intensywnej terapii 🥼🩺. W 2017 r. Emilek zamieszkał tam jako półtoraroczny maluch, a na jego punkcie oszalała cała rodzina. Joachim pokochał go prawdziwie braterską miłością 💙.

– Spędził z nami 2,5 roku. I to bardzo intensywnie. Zjeździliśmy całą Polskę. Zaczął nawet normalnie jeść. A największą radość sprawiała mu jazda na rowerze – wspomina Edyta.

Zdrowotny kryzys przyszedł nagle podczas pandemii. Rodzice czuli, że Emiś odchodzi. To było w maju 2020 r. – Byliśmy przy nim pół godziny przed jego śmiercią. Miał pogodną i uśmiechniętą buzię. Ból i tęsknota za Miśkiem są ogromne, ale wiemy, że odszedł kochany przez nas. Jego śmierć stała się dla nas drogowskazem i źródłem pewności, że chcemy dawać dom dzieciom ciężko chorym – wspominała Edyta.

Razem z mężem byli przekonani, że Emilek odszedł, by zrobić miejsce dla kolejnego dziecka.

Okazała się nim Hania, która również była naszą podopieczną. Zespół Downa, stomia, trzycentymetrowa dziura między komorami serca i brak jednej zastawki.
Joachim od razu powiedział o Hani: „Mamo, ona jest nasza”.

Rodzina ma szczególnego orędownika, Aniołka w Niebie. To On teraz opiekuje się nimi 💙.

🦩🦩🦩🦩🦩🦩🦩🦩

Czy można pokochać dziecko, którego jutro jest wielką niewiadomą? Czy można otworzyć serce i dom dla kogoś, kto zmaga się z ciężką, nieuleczalną chorobą? 💔🏡

Historia tej rodziny pokazuje, że tak ❤️. Miłość i bezpieczna przystań to najlepszy lek.

💚💚💚💚💚💚💚💚

Drodzy Rodzice Zastępczy,

ściskamy w dniu Waszego Święta! Wykonujecie pracę, która wymyka się tradycyjnym opisom i wszelkim normom rekrutacyjnym. Czuwacie nad dobrem dzieci 24 h/d, a waluta, którą operujecie, to uśmiech, dobro i miłość. Bezcenne!

Sprawdź, jak stworzyć dom-na-zawsze dla chorego dziecka:

➡️ https://gajusz.org.pl/leczymy-dzieci-rodzina

Grafika: Archiwum rodzinne

🌏 Tuliś z końca świataGdy się urodził, dostał 0 punktów w skali Apgar. Jego mama zmarła kilka dni później. A jednak ta h...
28/05/2026

🌏 Tuliś z końca świata

Gdy się urodził, dostał 0 punktów w skali Apgar. Jego mama zmarła kilka dni później. A jednak ta historia ma szczęśliwe zakończenie.

Do Polski przylecieli kilka lat temu, żeby zarabiać na rodziny, które zostały tam, skąd pochodzą – w Azji Południowo-Wschodniej. On miał na utrzymaniu żonę i dwóch synów. Ona pracowała na nastoletniego syna i wspierała finansowo dalszych krewnych. Poznali się w Krakowie w 2022 r. w fabryce nasion wysyłanych do Holandii. I niemal od razu się w sobie zakochali.

Ona z miłości chciała mieć z nim dziecko. – Mówiłem jej, że to by wszystko utrudniło. Ale była uparta i ciągle do tego wracała, więc w końcu się zgodziłem.

Gdy zaczął się poród i Hannah dotarła do szpitala, badanie KTG wykazało, że serduszko dziecka bije za wolno. Urodził się w zamartwicy – był siny, nie oddychał i miał niewyczuwalny puls.

O narodzinach synka Gilbert dowiedział się telefonicznie. Przyleciał tak szybko, jak tylko mógł. – Gdy wszedłem na salę, gdzie leżał Angelo, to zdążyłem jeszcze zrobić mu zdjęcia i nagrałem filmik. Wtedy nagle sprzęt zaczął piszczeć, a na ekranie pojawiła się płaska linia. Jego serce się zatrzymało.

U niej również pojawiły się medyczne komplikacje. Gdy był u dziecka, dowiedział się od lekarza, że Hannah jest transportowana karetką do Łodzi, a potem, że zmarła. – To było dzień przed moimi urodzinami, najgorszymi w całym życiu – opowiada ojciec dziecka.

– Po narodzinach Angelo był w stanie krytycznym i oddychał dzięki respiratorowi. Ale po trzech miesiącach jego stan na tyle się poprawił, że lekarze nie chcieli trzymać go dłużej w szpitalu. Jeden z nich powiedział mi o Tuli Luli – mówi Gilbert.

Gdy zamieszkał w Gajuszowym ośrodku, rozpoczęliśmy projekt „rozpuszczony jak dziadowski bicz”. Nasze opiekunki nie wypuszczały go z rąk. Po to, żeby nauczyć maluszka, że dotyk jest czymś dobrym, że może zaufać dorosłym i nawiązać z nimi więzi.

– Kiedy widzę Angelo, to jeszcze bardziej tęsknię za jego mamą. Jest bardzo podobny do niej i do jej nastoletniego syna, czyli swojego najstarszego brata. Kochałem ją i kocham Angelo. Czuję, że jestem na razie jego jedyną nadzieją. O czym jeszcze marzę? Chciałbym, żeby więcej osób dowiedziało się o Fundacji Gajusz. Ambasada mojego kraju w Polsce mówi, to pierwsza z ich doświadczenia taka historia z happy endem. Jestem wdzięczny fundacji za to, że tak bardzo mi pomogła. I za to, że Angelo miał taką dobrą opiekę – opowiada Gilbert.

📖 Przeczytaj wzruszającą opowieść o Angelo: https://gajusz.org.pl/arcypiekne-kwartalniki/kwartalnik-2025-gajusz-jesienia/tulis-z-konca-swiata

*Imiona rodziców i dziecka zostały zmienione.

ℹ️ Do Tuli Luli trafiają niemowlęta, których rodzice z bardzo ważnych przyczyn nie mogą się nimi opiekować. Większość zostaje adoptowana, dla niektórych szukamy rodzin zastępczych. A jeszcze inne – tak jak Angelo – powracają do korzeni.

🦩🦩🦩🦩🦩🦩🦩

Łączymy siły z SOS Wioski Dziecięce, by wspólnym głosem opowiadać o rodzicielstwie zastępczym. Bo to jedyna szansa na dom dla tysięcy opuszczonych dzieci.

Sprawdź, jak stworzyć dom-na-zawsze dla chorego dziecka:
➡️ https://gajusz.org.pl/leczymy-dzieci-rodzina

Prowadzenie IOP Tuli Luli jest finansowane z budżetu Łódzkie dla Ciebie .

Fot. Agnieszka Bohdanowicz

Adres

Gen. Jarosława Dąbrowskiego 87
Łódź
93-271

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fundacja Gajusz umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Fundacja Gajusz:

Udostępnij