Fundacja Gajusz

Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: organizacja

Fundacja Gajusz Pomóż dzieciom chorym i pokrzywdzonym
➡ gajusz.org.pl
Dbamy o każde dzieciństwo. Nawet najkrótsze. 🦩 Miłość ❤️ jest silniejsza niż strach. Robi to od 1997 r.

Dzięki niej powstała Fundacja Gajusz. Gdy siedmiomiesięczny Gajuszek walczył o życie, jego mama obiecała Sile Najwyższej, że jeśli jej maluszek przeżyje, to ona będzie pomagała chorym i osamotnionym dzieciom. Prowadzimy:

💚 Trzy hospicja dziecięce (domowe, stacjonarne i perinatalne)
💚 Centrum Terapii i Pomocy Dziecku i Jego Rodzinie Cukinia
💚 Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny Tuli Luli (dom dla niemowląt)
💚 Program wsparcia dla dzieci chorych onkologicznie
💚 Program wsparcia dla rodzeństw dzieci chorych
💚 Program OKNO – wsparcie dla dzieci, które pokonały nowotwór

Nawet największa miłość ❤️ potrzebuje czasem złapać oddech Misza ma wielkie, mądre oczy. W jego spojrzeniu jest jakaś do...
22/10/2026

Nawet największa miłość ❤️ potrzebuje czasem złapać oddech

Misza ma wielkie, mądre oczy. W jego spojrzeniu jest jakaś dojrzałość, jakby w małym ciałku mieszkał dorosły człowiek. Gdy nic go nie boli, jest pogodny. Czasem się nawet uśmiecha. Ma wtedy dołeczki w policzkach.

Jest wysokim chłopcem o długich rękach i długich nogach. W innym scenariuszu pewnie mógłby zostać w przyszłości koszykarzem. ⛹️‍♂️

W tym to niemożliwe – Misza ma rzadkie schorzenie neurologiczne, które wywołuje m.in. lekooporną padaczkę i zaburzenia rozwoju. Wymaga stałej opieki swojej mamy, która wychowuje go i zajmuje się nim samodzielnie.

Pani Irena robi to bez zająknięcia – pielęgnuje, dogląda, dba, tuli, troszczy się, rozmawia z Miszą. Obsługuje medyczną aparaturę, karmi, wykonuje czynności higieniczne. Zabiera na spacery i przejażdżki samochodem, 🚘 które chłopiec bardzo lubi.

Reaguje na nawet najdrobniejszy dźwięk – kaszlnięcie syna czy alarm sprzętu.

2️⃣4️⃣ godziny na dobę. Siedem dni w tygodniu. 🕛

Nie jest w tym sama – Misza to pacjent naszego hospicjum domowego. Regularnie odwiedza go nasz lekarz, pielęgniarka, fizjoterapeuta, a także psycholog czy pracownik socjalny. Monitorują stan zdrowia chłopca, wykonują niezbędne czynności, dbają o dobrostan jego i jego mamy. Gdy sytuacja robi się trudna, zawsze są pod telefonem i reagują natychmiast.

Ale jednak ciężar opieki nad niepełnosprawnym dzieckiem zawsze spoczywa przede wszystkim na barkach rodzica, nawet jeśli wspiera go hospicjum domowe.

Dziecku nigdzie nie będzie lepiej niż w domu. 🏠 A miłość to najlepsze lekarstwo, dlatego mama chłopca dostarcza ją synowi w końskich dawkach. Ale czasem i ona potrzebuje wytchnienia.

Co wtedy❓

Z pomocą ponownie przychodzimy my. Oferujemy rodzicom naszych nieuleczalnie chorych podopiecznych pobyty wytchnieniowe – przyjmujemy na krótki czas małego pacjenta do hospicjum stacjonarnego i otaczamy go najlepszym, profesjonalnym wsparciem. Na chwilę bierzemy na siebie obowiązek opieki nad dzieckiem na 100 procent. Rodzic może w tym czasie złapać oddech, odpocząć, przespać kilka nocy w całości, zregenerować się. A czasem załatwić ważne sprawy, których inaczej nie jest w stanie ogarnąć.

Na takich „wakacjach” w hospicjum stacjonarnym znajduje się aktualnie Misza.

– Bardzo doceniam tę możliwość. Mi to dodaje sił, spokoju, a jednocześnie mam pewność, że Misza jest pod najlepszą opieką i nic mu się beze mnie nie stanie – mówi pani Irena.

Tak się składa, że w tym tygodniu Misza świętuje 3️⃣ urodziny. Zgodnie z tradycją urządziliśmy mu więc przyjęcie, żeby odpowiednio przeżyć ten wyjątkowy dzień.

Były balony, dekoracje, prezent, pracownicy hospicjum domowego i stacjonarnego. I oczywiście mama, która własnoręcznie zrobiła przepyszny tort. 🎂

– Te wspólne wydarzenia, spotkania są dla nas bardzo ważne. My nie mamy nikogo, jesteśmy tylko w trójkę: ja, Misza i moja córka, jego siostra. Dla nas hospicjum, czy stacjonarne czy domowe, to po prostu rodzina. Jedyna jaką mamy – zaznacza mama chłopca.

Kiedy dziecko otoczone jest czułością i troską, potrafi pokonać każdą przeszkodę. Bo miłość to najlepsze lekarstwo. ❤️‍🩹...
21/10/2026

Kiedy dziecko otoczone jest czułością i troską, potrafi pokonać każdą przeszkodę. Bo miłość to najlepsze lekarstwo. ❤️‍🩹

Pawełek, do niedawna Tuliś, czyli podopieczny naszego Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego Tuli Luli, dziś ukochany synek, oczko w głowie całej rodziny zastępczej, mieszka w domu-na-zawsze. 🏡 Półtora miesiąca – tyle czasu wystarczyło, żeby stał się kapitanem, sterem i okrętem. 😀

A wszystko dzięki rodzinie. To ona dała mu poczucie bezpieczeństwa i stabilizację, których maluszki tak bardzo potrzebują do prawidłowego rozwoju. Stałość i bliskość dorosłych pozwala na nowo budować więzi i odzyskiwać zaufanie do świata.

Gdy Pawełek się urodził, miał 2️⃣ promile alkoholu we krwi. Cierpi na FAS. Jednak już będąc w Tuli Luli, pod czujnym okiem specjalistów: fizjoterapeutów, neurologopedy, a także Gajuszowych cioć, zrobił ogromne postępy. Każda z tych osób dla niego na każdy ból, strach i łzę

Prawdziwy rozkwit nastąpił jednak, gdy trafił do rodziny-na-zawsze, pod koniec sierpnia 2026 roku.

– Minęło zaledwie kilka dni, a on już zakochał się w naszych trzech psach 🐶, szuka ze mną kwiatków w ogrodzie i uczy się jeździć swoim małym mercedesem po podwórku. Wniósł do naszego życia ogrom miłości. A to przecież dopiero początek naszej historii – mówiła wtedy pani Natalia.

Po półtora miesiąca wspólnego życia mama chłopca dodaje: – Specjaliści, z którymi mamy regularnie do czynienia, czyli m.in. fizjoterapeuta i neurologopeda, mówią, że gdyby nie znali historii synka, nigdy by nie powiedzieli, że ma FAS i bardzo trudne doświadczenia za sobą. Tak pięknie się rozwija.

Pawełek 👶 robi dziś samodzielnie kroki, jest bardzo ruchliwy, energiczny, zaskakująco komunikatywny. Ma silny, przywódczy charakter – wyraźnie zaznacza, czego potrzebuje i na co ma ochotę. Bardzo ważne jest dla niego poczucie bezpieczeństwa – przynajmniej jeden dorosły zawsze musi być przy nim. W nocy budzi się, żeby sprawdzić, czy mama jest blisko.

– Wystarczy jednak, że powiem "Jestem, Pawełku" i idzie spokojnie dalej spać – opowiada pani Natalia.

Synek chętnie towarzyszy jej w codziennych czynnościach: gotowaniu, robieniu kawy, pracach w ogrodzie. 🥀 Zasypia wtulony w nią lub głaskany po pleckach. Wypowiada również pierwsze słowo: „mama”.

– W rodzicielstwie zawsze potrzebne jest morze cierpliwości, ale Pawełek wynagradza wszystko. Nawet jak jest trudno, jesteśmy chorzy, zmęczeni, to wystarczy jeden jego uśmiech, żeby rozświetlić cały dzień ☀️ – zaznacza pani Natalia.

🦩🦩🦩

Już dziś pomóż nam zadbać o każde dzieciństwo ➡ gajusz.org.pl/zbiorka/milosc-to-najlepszy-lek-podaruj-go-rodzinom

Gdy dzieciństwo jest o całe życie za krótkie, każde urodziny stają się największym świętem 🩷Dlatego w Pałacu, naszym hos...
20/10/2026

Gdy dzieciństwo jest o całe życie za krótkie, każde urodziny stają się największym świętem 🩷

Dlatego w Pałacu, naszym hospicjum stacjonarnym, obchodzimy je iście po królewsku. 👑

Jest tort, prezenty, 🎁 dekoracje, wyśpiewane "Sto lat", goście, poczęstunek, dużo radości i oczywiście Księżniczka lub Książę – solenizanci. Ubrani w odświętny strój, zjawiają się w centrum naszego Pałacowego świata.

W październiku swoje 7. urodziny obchodził Arturek – nasz świeżo upieczony uczeń, pasowany zaledwie tydzień temu. Byli z nim tego dnia – oprócz Pałacowej Załogi, kolegów i koleżanek – jego rodzice, starszy brat oraz dziadkowie. Morze miłości i czułości...

– To już nasza tradycja, że urodziny synka świętujemy razem z ekipą fundacji. Zawsze czekamy na nie z niecierpliwością i jesteśmy pod wrażeniem ich organizacji – przyznaje mama Księcia, pani Anna. – Oczywiście są też prezenty. W tym roku po konsultacjach z rehabilitantką Arturka zdecydowaliśmy się kupić mu w prezencie specjalną poduszkę masującą – mówi.

Arturek mieszka w Pałacu od czterech lat. Wcześniej rodzice toczyli heroiczną walkę nie tylko o jego zdrowie i życie, ale też o dobrostan swojej rodziny. Po diagnozie ich życie stało się ekstremalnie trudne. A gdy stan chłopca pogorszył się na tyle, że rodzina dłużej nie była w stanie zapewnić mu opieki, szczęśliwie znaleźli nas.

– Dzięki fundacji żyjemy tak naprawdę na dwa domy i mamy pewność, że Arturek jest pod najlepszą możliwą opieką 24 godziny na dobę. Jesteśmy z nim, kiedy tylko możemy, ale też mamy przestrzeń, żeby zadbać o jego brata. Pałac to dziś nasza bezpieczna przystań, nasz azyl – przyznaje pani Anna.

Historię Artura i jego rodziny przeczytasz tutaj 👉 gajusz.org.pl/arcypiekne-kwartalniki/kwartalnik-2023-gajusz-wiosna/mama-ty-nie-placz/

Raz na jakiś czas na naszych korytarzach znajdujemy piórko. 🪶 Opowiadamy sobie wtedy, że to jedno z dzieci, które już od...
18/10/2026

Raz na jakiś czas na naszych korytarzach znajdujemy piórko. 🪶 Opowiadamy sobie wtedy, że to jedno z dzieci, które już odeszło, daje nam o sobie znać.

Jakby chciało powiedzieć: „Wciąż tu jestem”.

Myślimy wtedy o Gajuszątkach, które żyją w naszych sercach.

Jednym z nich była Oleńka. Księżniczka, iskierka radości, wielkie serce w małym ciałku.

Urodziła się z poważną wadą wątroby. Przywiozły ją do nas z domu dziecka dwie zakonnice. Była prześliczna, zadbana i ewidentnie kochana. I my też otoczyliśmy ją największą troską i czułością.

W Pałacu mieszkała krótko – nieco ponad miesiąc po przyjeździe trafiła do Centrum Zdrowia Dziecka i tam pozostała do końca swoich dni. Ale odległość nie była przeszkodą. Oleńka nie została sama. Towarzyszyli jej nasi pracownicy i wolontariusze.

„(...) Chorobie nie udało się pokonać Twojej miłości i ogromnej radości, którą każdego dnia nas obdarowywałaś. Pokazałaś wszystkim, że czas jest najcenniejszą rzeczą na świecie. Twój lot w stronę gwiazd spowodował, że każdy z nas na chwilę się zatrzymał i docenił to, co ma” – pisała we wspomnieniu po śmierci Oleńki Michalina, wolontariuszka, która spędziła z dziewczynką bardzo dużo czasu.

„Choć nie mogę już podejść i wziąć Cię na rączki, to wiem, że jesteś blisko mnie. Latasz sobie w tiulowych spódniczkach z opaską na główce i zdobywasz to, czego pragniesz. Już bez żadnych rurek i innych przeszkód”.

My też to wiemy i czujemy. Gdziekolwiek jesteś, Księżniczko, pamiętamy o Tobie.

🦩🦩🦩

Nasi wolontariusze towarzyszą Gajuszątkom w ich codzienności, a gdy przychodzi taka potrzeba – również w odchodzeniu. W tych najważniejszych chwilach zapewniają dzieciom czułość, która pokonuje lęk i uspokaja oddech.

Dołącz już dziś do Drużyny spod znaku Flaminga ➡️ gajusz.org.pl/zostan-wolontariuszem/

Fot. Agnieszka Bohdanowicz

Okruszek może się pojawić tylko na chwilę, ale na zawsze pozostanie najważniejszą częścią rodzinnej historii. Pierwszym ...
15/10/2026

Okruszek może się pojawić tylko na chwilę, ale na zawsze pozostanie najważniejszą częścią rodzinnej historii.

Pierwszym pacjentem naszego hospicjum perinatalnego był Mieszko. Rodzice już w trakcie ciąży dowiedzieli się, że cierpi na bardzo rzadką wadę genetyczną. Mieli świadomość, że synek odejdzie szybko, tuż po porodzie, ale bardzo chcieli się z nim spotkać choćby na moment. I tak się stało, zdążyli go utulić i powiedzieć mu „kochamy cię”.

„Chcę go zapamiętać jak najlepiej, w jak najmniejszych, najliczniejszych szczegółach. Mój sen, moje marzenie, mój najdroższy syn dziś jest w niebie i na mnie spogląda, opiekuje się mną ten mój ‘mały rodzinny święty’. Obdarzył nas czymś szczególnym – wiarą, że cuda się zdarzają, że miłość zwycięża, a ludzie są dobrzy” – napisała po czasie jego mama.

Był też Jaś. Cierpiał na zespół Patau. Rodzice mieli tę świadomość od badania połówkowego, ale wiedzieli też, że chcą go przywitać i pożegnać. Gdy się urodził, nie był piękny, ale za to idealny. Był ich, a oni jego. Odszedł po dwóch dobach, ukochany, utulony, w ramionach rodziców, najważniejszy na całym świecie.

Krzyś. Ptyś, Bobas, Synek. Uratował swoją mamę, która gdy dowiedziała się, że nie czeka ich wspólna przyszłość, sama chciała umrzeć. A jednak została, dotrwała. Kochała i kocha całym sercem, choć Krzyś odszedł bardzo szybko – ale w jej ramionach, najbezpieczniejszym miejscu na świecie. Dał jej moc, która z nią na zawsze pozostała.

Ada. Córeczka ukochana, bez połowy serduszka, nerek, szans na życie i dzieciństwo. Otoczona miłością tak wielką, że trudno ją opisać słowami. Na świat przyszła zbyt wcześnie, żyła zbyt krótko. Cztery godziny, które minęły za szybko, za to były wypełnione czułością i bliskością.

Hospicjum perinatalne Fundacji Gajusz istnieje od 2013 roku. Od tego momentu otaczamy wsparciem i opieką rodziny w najtrudniejszym momencie ich życia – gdy w oczekiwaniu na nowe życie, przychodzi im oswoić się z Jej Wysokością Śmiercią. Poznaliśmy już ponad 200 Okruszków i ich historii, w których miłość przezwycięża strach i lęk.

Dziś, 15 października, w Dniu Dziecka Utraconego, wspominamy je wszystkie.

Do zobaczenia kiedyś, gdzieś...

Był jednym z tych maluchów, którym rodzice z ważnych przyczyn nie mogli się zaopiekować. A jednak czułość i troska cioć ...
14/10/2026

Był jednym z tych maluchów, którym rodzice z ważnych przyczyn nie mogli się zaopiekować. A jednak czułość i troska cioć z Tuli Luli sprawiły, że na chwilę stał się najbardziej roześmianym dzieckiem 👶 w Gajuszowym świecie.

Ośrodek adopcyjny nie znalazł kandydatów gotowych stworzyć mu dom. 🏡 Dlatego zaczęliśmy szukać dla niego rodziny zastępczej. W grudniu nastał długo wyczekiwany, piękny finał – Wiktorek zamieszkał w domu-na-zawsze.

– Od kiedy zobaczyłam jego zdjęcie, wiedziałam, że to jest dziecko, które musi się stać częścią naszej rodziny – mówi pani Joanna, mama zastępcza chłopca. W nowym domu czekało na niego łóżeczko, zabawki, czterech braci i jeden pies. 🐶 – Bardzo szybko się zaaklimatyzował – wspomina.

Wiktorek ma dwa lata i każdego dnia zdobywa szczyty – bo każdy krok w rozwoju to, ze względu na jego problemy zdrowotne, prawdziwy sukces.

– Na razie wymaga jeszcze wiele opieki naszej i lekarzy, poświęcanego czasu, potrzebuje obecności bezpiecznego opiekuna, dużo bliskości. Jest na poziomie dziewięciomiesięcznego dziecka, ale wkładamy mnóstwo pracy w to, żeby był jak najbardziej samodzielny – zaznacza pani Joanna. – Z doświadczenia wiemy, że diagnoza niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistością i nie definiuje dziecka. Mamy dwóch niepełnosprawnych synów biologicznych, z czego jeden miał nigdy nie chodzić, a zrobił ogromne postępy. Wierzę, że u Wiktorka też zrealizuje się taki scenariusz – podkreśla.

I faktycznie – jeszcze rok temu chłopiec nawet samodzielnie nie siedział. Po zamieszkaniu z rodziną-na-zawsze bardzo szybko zaczął raczkować, wspinać się, a dziś stawia kolejne, choć czasem jeszcze niepewne kroki. Od dawna mówi już „mama” i „tata”, a jego mowa ciągle się rozwija. 💪

Wiktorek jest nie tylko morzem miłości, ale też wulkanem energii, małym łobuziakiem i ogromnym uparciuszkiem – jak z uśmiechem mówi o nim jego mama. A w dodatku również ogromną motywacją do pracy dla pani Joanny, która postanowiła wrócić do szkoły i skończyć psychologię, żeby być w stanie jak najlepiej zadbać o swojego synka.

– Bo Wiktor to po prostu nasz syn. Jest tak, jakby zawsze nim był – zaznacza mama chłopca. ❤️

Zarówno ona, jak i Wiktorek odwiedzili nas w dniu 10. urodzin Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego Tuli Luli.

Dziękujemy za Waszą obecność! Jesteście ważną częścią tej pełnej miłości historii.

Gdy innym wydaje się, że sytuacja jest beznadziejna, my wierzymy i działamy. I to przynosi efekty. 💪 Dlatego od czterech...
13/10/2026

Gdy innym wydaje się, że sytuacja jest beznadziejna, my wierzymy i działamy. I to przynosi efekty. 💪

Dlatego od czterech lat nasi podopieczni – Książęta i Księżniczki z hospicjum stacjonarnego – chodzą do... szkoły. A właściwie to szkoła przychodzi do nich.

Do tej pory obowiązek szkolny realizowało pięcioro uczniów. W ostatnich dniach do tego grona dołączył Arturek. W uroczystym pasowaniu wzięli udział nie tylko przedstawiciele szkoły, nasza kadra, ale również dumni rodzice i brat nowo pasowanego ucznia. ☀️

– Duch serce zapiera, szkoła w Pałacu już czwarty rok szkolny otwiera. Szkoła nie byle jaka, szkoła sercem 🩷 pisana, dobrym słowem i życzliwością tkana – mówiła wierszem pani Halinka, jedna z nauczycielek pracujących z Arturkiem.

Na czym jednak polega edukacja dzieci z Pałacu?

Przez 1️⃣️️0️⃣ godzin w tygodniu odbywają się indywidualne zajęcia z nauczycielami szkoły specjalnej dopasowane do potrzeb i możliwości Książąt i Księżniczek. Nauczyciele, po poznaniu dzieci, piszą dla nich program rozwoju, w ramach którego odbywa się m.in. praca nad polepszeniem jakości funkcjonowania wszystkich zmysłów, jakimi dziecko może poznawać świat czy umiejętności motorycznych.

– Rozwijamy też, w miarę możliwości naszych podopiecznych, umiejętność nawiązywania kontaktów społecznych i odnajdywania się w relacji z drugim człowiekiem. Pracujemy nad orientacją w schemacie swojego ciała, tak aby Książęta i Księżniczki mogły jak najlepiej poznawać siebie, a potem szerszy świat – opowiada Monika Bisewska, oligofrenopedagog i koordynatorka ds. edukacji w Pałacu.

– Wbrew pozorom z naszymi podopiecznymi można robić bardzo dużo. Ile? Tak naprawdę zależy to tylko od kreatywności nauczyciela – zaznacza Monika Bisewska. I dodaje: – Zajęcia szkolne to, obok fizjoterapii, rehabilitacji, zajęć z pedagogiem, zabaw z opiekunami i wolontariuszami kolejny element stymulujący rozwój i podnoszący dobrostan naszych dzieci. I widzimy, że taka praca przynosi efekty. Dzieci stają się bardziej otwarte, zaciekawione światem, zaczynają się domagać aktywności. Nie jest im wszystko jedno. Po prostu żyją pełniej.

– Nie spodziewaliśmy się, że Artur będzie miał możliwość skorzystać z edukacji w jakiejkolwiek formie, dlatego pasowanie na ucznia i zajęcia, w których bierze udział, to dla nas ogromne wydarzenie – mówi pani Anna, mama naszego Księcia. – Emocje były tak samo duże jak w przypadku pasowania na pierwszoklasistę naszego starszego syna – zaznacza.

– Z Arturkiem nie ma teoretycznie kontaktu, nie mamy też alternatywnej formy komunikacji, ale widzimy, jak reaguje na bodźce różnego rodzaju, na osoby znane sobie i zupełnie obce. Choć nie tak jak my, to on odbiera świat po swojemu. Każda forma wspierająca jego procesy poznawcze jest dla niego i dla nas bardzo cenna – podkreśla.

🦩🦩🦩

Pałac to jedyne hospicjum stacjonarne dla dzieci w Polsce, w którym podopieczni mają szansę realizować obowiązek szkolny.

Wesprzyj nas w naszych działaniach. Zostań Pomagajuszem 👉 gajusz.org.pl/pomagam/zostan-pomagajuszem/

Historia chłopca, którego śmiech pozostał w pełnych światła wspomnieniach  🖤Gdzieś na uboczu, pośród natury odmierzające...
11/10/2026

Historia chłopca, którego śmiech pozostał w pełnych światła wspomnieniach 🖤

Gdzieś na uboczu, pośród natury odmierzającej kolejne pory roku, znajduje się miejsce, które przez wiele lat było jednym z przystanków na naszej hospicyjnej mapie. Dom pełen czułości, codziennych rytuałów i miłości, niepotrzebującej wielkich słów, by każdego dnia rozkwitać na nowo.

To właśnie tam poznawaliśmy Olusia – chłopca, którego uśmiech miał w sobie coś niesamowicie kojącego.

Pojawiał się niespodziewanie – jak promień słońca przedzierający się przez gęste korony drzew w pochmurny dzień. Łagodził troski i na chwilę pozwalał zapomnieć o wszystkim, co trudne. Był jednym z drobnych darów, których znaczenie najpełniej rozumie się właśnie wtedy, kiedy pozostają jedynie wspomnieniem.

Wokół Olusia przez lata splatały się całe światy. Ten najbliższy, utkany z czułych dłoni mamy i taty oraz bezgranicznej siostrzanej miłości. I ten nieco dalszy, w którym było miejsce na znajome głosy i miękkość sierści zwierzęcych przyjaciół.

W tym świecie nie wszystko było łatwe. Pojawiały się dni naznaczone niepokojem, zmęczeniem i pytaniami, na które nie sposób znaleźć odpowiedź.

A jednak mimo to, gdzieś pomiędzy, toczyło się tam (nie)zwyczajne życie. Prawdziwe, niepowtarzalne, wypełnione po brzegi chwilami, których wartości nie uzależniała długość ich trwania.

💔 Kilka miesięcy temu zabrakło w nim Olusia.

Od tamtej pory za oknami jego domu, przyroda zdążyła zmienić krajobraz. Światło inaczej błądzi po ścianach domu, jakby próbowało odnaleźć nowe, ulubione miejsce chłopca. Codzienność musiała nauczyć się nowego rytmu.

Jedynie miłość nie poddała się tej zmianie. Pozostała w miejscach, które znał, w pamięci najbliższych i w każdym wspomnieniu, do którego wracają teraz z czułością.

My także wracamy.

Do tego skrawka świata, w którym przez wiele lat splatały się nasze historie. Do domu, którego próg przekraczaliśmy setki razy. Do dziecka, które potrafiło odpowiedzieć uśmiechem na obecność drugiego człowieka.

Olusiu, dziś droga do Ciebie prowadzi już tylko przez wspomnienia. Nie ubywa w nich jednak ani czułości, ani światła, którym wypełniałeś wszystko, co Cię otaczało.

Dziękujemy za Ciebie.

Do zobaczenia kiedyś, gdzieś.

Jedna chwila potrafi zmienić całe życie. Jedna decyzja – je uratować. 🩷Miała trzy córki i syna – wszyscy byli już samodz...
08/10/2026

Jedna chwila potrafi zmienić całe życie. Jedna decyzja – je uratować. 🩷

Miała trzy córki i syna – wszyscy byli już samodzielni, niemal wszyscy dorośli – gdy zobaczyła materiał o opuszczonym chłopcu z naszego Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego Tuli Luli. Pilnie poszukiwaliśmy dla niego domu-na-zawsze, bo Piotruś zbliżał się do ukończenia roku. 🎂 A nasi podopieczni mogą mieszkać z nami tylko do tego momentu – potem według prawa, jeśli nie znajdzie się dla nich rodzina, musieliby trafić do domu dziecka.

– Jak go zobaczyłam w reportażu telewizyjnym, od razu poczułam, że on należy do mojego serca. Wiedziałam, że to po prostu mój syn – wspomina pani Dorota.

To było ponad 3️⃣ lata temu. Niedługo później, po dopełnieniu wszelkich formalności i zgodzie sądu, Piotruś zamieszkał razem z panią Dorotą i jej mężem. Zyskał rodziców i czworo rodzeństwa. Dla wszystkich stał się ukochanym synkiem i bratem. Po prostu członkiem rodziny.

Dziś chłopiec ma 4️⃣ lata. Mierzy się z wieloma trudnościami zdrowotnymi m.in. neurologicznymi. Mimo tego świetnie się rozwija. Bo miłość i troska to najlepsze lekarstwa.

– To były niesamowite trzy lata. Od początku wiedzieliśmy, że bycie rodzicami dla Piotrusia będzie się wiązało z wieloma zdrowotnymi wyzwaniami, ale dla mnie i mojego męża nie było nigdy pytania „czy”, tylko „jak”. I efekty tej pracy są niezwykłe – opowiada pani Dorota, która aby jak najlepiej pomóc synowi, skończyła szereg kursów i szkoleń z dziedzin, które mogą go wesprzeć w rozwoju.

Teraz Piotruś jest w wielu czynnościach samodzielny, chodzi, mówi, porozumiewa się w dwóch językach: polskim i angielskim. 🎉

– Neurolog, pod opieką którego jest syn, nie sądził, że kiedykolwiek będzie funkcjonował tak, jak dziś – dodaje. – Oczywiście m.in. ze względu na jego autyzm musimy dostosować nasze funkcjonowanie do jego potrzeb, jednak dzięki temu wszyscy jesteśmy szczęśliwsi – podkreśla z uśmiechem.

Ale bycie z Piotrusiem to nie tylko praca.

– Dzieci w spektrum rzadko okazują uczucia. Mimo to nauczyliśmy się rozpoznawać gesty, mimikę, zachowanie. Piotruś niesie w nich mnóstwo miłości. Jest po prostu wyjątkowy – mówi wzruszona pani Dorota.

Rodzina jest w trakcie procesu adopcyjnego.

I jeszcze jedno – osiem miesięcy temu pani Dorota zdecydowała się stworzyć dom 🏡 dla jeszcze jednego potrzebującego maluszka. Dziś Piotruś ma więc pięcioro rodzeństwa, w tym dwuletniego brata Jasia, który jest jego najlepszym kumplem.

Cudnie było gościć tę rodzinkę podczas uroczystości 10-lecia Tuli Luli.

Fot. Agnieszka Bohdanowicz

Przez niemal dwa lata jadł tylko nutridrinki... 💔Potrzeba czasu, aby wyjść na prostą po chorobie onkologicznej. Zdarza s...
07/10/2026

Przez niemal dwa lata jadł tylko nutridrinki... 💔

Potrzeba czasu, aby wyjść na prostą po chorobie onkologicznej. Zdarza się jednak, że nie wystarczy uporać się z nowotworem.

U Grzesia lekarze zdiagnozowali białaczkę,🩸 gdy miał 1,5 roku. Jego stan był bardzo ciężki, co gorsza – chłopiec źle reagował na chemię. Pomógł przeszczep, ale skutki uboczne leczenia były bardzo poważne. I długotrwałe.

We Wrocławiu przy przeszczepie rodzice usłyszeli, że w przyszłości Grzesiu może nie chodzić i nie jeść. Już wtedy, w wyniku „chemii” miał porażenie mięśni i był dzieckiem niechodzącym.

– Przed przeszczepem dostał białko królicze, które pomaga zniszczyć własny szpik, ale jego efektem ubocznym są poparzenia. Grzesiowi popaliło śluzówki w nosie, gardle i przełyku. Po godzinie od podania tego leku dziecko trzeba rozebrać i umyć, żeby pot nie poparzył mu skóry. Po 12 godzinach jest kolejny taki wlew. Grześ cierpiał z bólu, więc dostawał morfinę. 💉Do tego pluł krwią. Nie mogłam mu nawet podać wody, choć bardzo o nią prosił. Musiał mieć włączone żywienie dożylne. A później tak bardzo bał się bólu przy przełykaniu, że przez niemal dwa lata jadł tylko nutridrinki. A bywały dni, że nie chciał wypić nawet tego. Wtedy wlewaliśmy mu strzykawką na siłę. Do dziś je wybiórczo – zwykle woli potrawy miękkie. Niektórych dań się obawia, choć wie, że to lęk i że nie ma się czego bać. Oswajanie jedzenia zaczęliśmy od razu po wygojeniu ran na śluzówce, mniej więcej po miesiącu od przeszczepu. Jeździliśmy z Grzesiem do neurologopedy – relacjonuje mama chłopca, pani Małgosia.

Jeśli nawet Grzesiu wykazywał zainteresowanie jedzeniem, to często kończyło się na tym, że chciał tylko poczuć smak potrawy, ale już nie był w stanie jej przełknąć. Dopiero gdy poszedł do przedszkola, to zadziałała terapeutycznie siła grupy: – Jak się dowiedziałam, że zjadł chleb z masłem🍞 (ale bez skórki, bo za twarda), to było święto w domu. Miał może ze cztery lata. Później doszły do diety tłuczone ziemniaki 🥔 i parówki. Na około rok zatrzymał się na tych trzech produktach. Po roku poszedł dalej i sam już sobie rozszerzał dietę.

Dziś Grześ ma już 12 lat, a za sobą trudne doświadczenia. Poznaj historię tej niezwykłej rodziny 👉 gajusz.org.pl/arcypiekne-kwartalniki/kwartalnik-2026-gajusz-jesienia/zycie-po-zyciu-z-choroba/

Adres

Gen. Jarosława Dąbrowskiego 87
Łódź
93-271

Godziny otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Fundacja Gajusz opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Organizacja

Wyślij wiadomość do Fundacja Gajusz:

Skróty

Udostępnij