06/10/2026
Śmiało mogę napisać, że konkurs na najlepszą książkę historyczną roku 2026 został rozstrzygnięty, zanim został ogłoszony. Konkurencja nie była mała, bo i książka o maju 1926 r. prof. Chwalby i biografia Marszałka prof. Wołosa na pewno zasługują na uznanie.
O ile jednego z autorów książki o „Pierwszym ułanie II Rzeczypospolitej” miałem okazję poznać, o tyle nazwisko Izabelli Parowicz nic mi nie mówiło. Okazje się jednak, że dr hab. ekonomii potrafi odnaleźć się w meandrach historycznych.
O Wieniawie pisało wielu autorów. Jego biografie miały różne znaczenie i wartość. Do wszystkich z nich można mieć zastrzeżenia niekoniecznie wynikające z braków warsztatu historycznego, ale również natury obiektywnej. Książek o adiutancie Komendanta mam około dziesięciu, ale gdybyśmy zebrali je wszystkie, to niekoniecznie otrzymalibyśmy dzieło lepsze od recenzowanego. Oczywiście, liczba faktów, wspomnień, interpretacji będzie bardziej zasobna, ale połączenie dokonane przez autorów omawianej pozycji jest rozwiązaniem optymalnym i na długo, bardzo długo nic lepszego o „ulubieńcu Cezara” nie przeczytamy.
Książka przedstawia życie generała w układzie chronologiczno-problemowym i bardzo duży nacisk kładzie na stronę ikonograficzną. Połączenie grafik z tekstem jest o tyle bardziej uzasadnione, że wiele z nich jest publikowanych po raz pierwszy. To zasługa autorów i wnuka Bolesława Wieniawy-Długoszowskiego, który udostępnił dokumenty do tej pory niewykorzystywane w obiegu naukowym.
Osobny rozdział poświęcony jest kobietom w życiu Wieniawy, ale dla osób szukających sensacji nie będzie to żadna pożywka. Znajdziemy w książce fragmenty związane z twórczością zarówno samego bohatera, jak i te, które poświęcone są jemu. Ważnym wątkiem są także okoliczności śmierci generała. Osobiście zgadzam się z tezą, że stała za nią presja wywierana przez różnej maści Matuszewskich i Reichmanów. Szczegółowo omówiono też miejsce śmierci, zadając kłam powszechnie obowiązującej wersji.
Oczywiście nie jest to też książka idealna. Mam wrażenie, że Mariusz Kolmasiak mniej pewnie czuje się w wojskowej części życia generała, co widać po częstym powoływaniu się na biografię prof. Wołosa. Fakty, które przywołuje za wojskowym biografem „bożyszcza Polek” można sprawdzić bez większego problemu w ogólnodostępnych źródłach. Dla mnie jednak bibliografia książki stanowić będzie punkt wyjścia do poszerzenia wiedzy.
Warto przy okazji sprostować kilka stwierdzonych omyłek. Na str. 199 autor (M.K.) zastanawia się nad datą awansu na rotmistrz bohatera biografii. Podaje dwie możliwe daty. Nie jest nią 13 grudnia 1918 r., kiedy to Wieniawa -Długoszowski został przyjęty do Wojska Polskiego i zatwierdzony w posiadanym stopniu. Oznacza to, że rotmistrzem został wcześniej (na pewno po 13 kwietnia 1917 r.) i równocześnie nie jest właściwa podana data listopadowa. Rotmistrz Radziwiłł, adiutant Naczelnego Wodza poległy w 1920 r. miał na imię Stanisław, a nie Jerzy (str. 217). Ukończenie kursu Wyższej Szkoły Wojennej nie było warunkiem utrzymania stopnia oficerskiego, a jedynie tytułu oficera przydzielonego do Sztabu Generalnego (str. 252). Władysław Belina-Prażmowski na zdjęciu na str. 312 podpisany jest jako generał, co nie jest zgodne z faktami. Na stronie 693 błędnie podano, że I Kompania Kadrowa wkroczyła do Kielc w 1916 r.
Ostatnia rzecz, na którą warto zwrócić uwagę, ro rozmiar książki. To nie jest pozycja na klasyczną półkę z książkami. Format minimalnie większy od A4, papier o wysokiej gramaturze i grubość wolumenu powoduje, że na jej czytanie i przechowywanie potrzeba sporo miejsca. Ale dla niej warto poprzestawiać półki w biblioteczce.