11/05/2026
Okrągłe rocznice skłaniają niektóre osoby do wydawania książek o różnych wydarzeniach, niezależnie od tego czy są specjalistami w danej dziedzinie, czy nie. Niedawno recenzowałem książkę prof. Polaka o wydarzeniach z maja 1926 r. i czuć w niej było, że autor nie jest specjalistą od tego okresu historii Polski. Podobne odczucia mam po przeczytaniu pozycji napisanej przez Roberta Tochę z tej samej okazji. Autor wcześniej wydał pozycję dotyczącą tysiąclecia państwa polskiego, atlas historyczny i album z fotografiami ze stulecia 1839-1939, a także kalendarz dla gimnazjalistów do WOS-u. Już to powinno budzić obawy przed dokonaniem zakupu. Niestety, dałem się skusić tytułowi i nie zweryfikowałem dotychczasowych „osiągnięć” autora.
Pół biedy, gdyby był to typowy album ze zdjęciami z maja 1926 r. Niestety, autor poszerzył zdecydowanie czasokres plus postanowił uraczyć nas swoją wizją dwudziestolecia międzywojennego. Dość powiedzieć, że w książce liczącej nieco ponad 240 stron, na zamach majowy Tocha poświęcił 24 strony, czyli dokładnie 10% objętości. Jeśli dodamy, że znacząca część wydawnictwa to grafiki, to mamy obraz zawartości merytorycznej. Książka podzielona jest na osiem rozdziałów, z czego pięć to okres po maju 1926 r.
Pojawia się pytanie czy może treść jest odkrywcza, bądź wnosi coś do dotychczasowych ustaleń. Niestety nie, to zwykła kompilacja i to z opracowań nie najwyższych lotów. Jeśli ktoś sięga do słabej pracy J. Gmitruka, jeżeli wśród przywołanych autorów brakuje prof. M. Wołosa, to niestety dostajemy wyrób „czekoladopodobny”.
Autor opisując lata po 1926 r. poświęca miejsce wojsku, społeczeństwu, kulturze, mniejszościom narodowym, gospodarce czy polityce zagranicznej, ale czyni to w tak wielkim skrócie, że ciężko to uznać nawet za przedsmak syntezy. W opisie Polski międzywojennej brakło chyba tylko trendów w modzie.
Gdyby tylko autor nie popełniał błędów merytorycznych, to można by uznać książkę/album za dobry materiał dla osób, które chcą poznać historię Polski w latach 1918-1939. Niestety, tu też porażka. Poniższe błędy, to pokłosie zapoznania się z tekstem i dość pobieżnego czytania podpisów pod znajdującymi się w wydawnictwie grafikami, więc nie da się wykluczyć, że błędów jest więcej.
Na str. 20 znajduje się błąd związany z datą przyznania Józefowi Piłsudskiemu buławy marszałkowskiej (autor datuje to na listopad 1920 r.). Strona 51 ukazuje orła strzeleckiego, tylko autor nie pisze, że ma on charakter współczesny nam, choć z kontekstu wynika, że powinien to być orzeł o sto lat starszy. Dla ułatwienia podpowiem autorowi, że przedwojenny Związek Strzelecki nosił orła bez korony. Dwie strony dalej autor przywołuje pułki piechoty mające wesprzeć stronę rządową, wymienia miejsce ich stacjonowania i numery Dowództw Okręgów Korpusów, na terenie których miały były zlokalizowane. Co z tego, skoro tu też się myli. Utrapieniem czytelników książek związanych z dziejami II RP jest nieznajomość poprawnego zapisu imion i nazwiska gen. Felicjana Sławoja Składkowskiego. U Tochy oczywiście mamy Felicjana Sławoja-Składkowskiego. W 1935 r. młodzież nie przyłączała się do skautingu, tylko wstępowała do harcerstwa (str. 161). Skauting działał 25 lat wcześniej. Nie mniejsze zaskoczenie spotkało mnie na str., 194, gdzie znalazłem informację, że po uregulowaniu stosunków z Litwą doszło do wymiany ambasadorów!!! Profesor P. Łossowski przewraca się w grobie.
Gdyby ktoś osobiście chciał zaznajomić się choćby powierzchownie z tą pozycją, to może to zrobić np. w sieci salonów jednej z firm zajmujących się dystrybucją książek i prasy. Ja tego nie zrobiłem i mocno żałuję.
Przeczytałem, abyście Wy nie musieli.