29/08/2026
Wczoraj minęło dokładnie 80 lat. 28 sierpnia 1946 r. w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku komuniści zamordowali Danutę Siedzikównę „Inkę” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”.
Przed godziną 6.00 rano do więzienia przybył pluton egzekucyjny. Młodzi żołnierze KBW byli uzbrojeni w pepesze. Jak zwykle za udział w egzekucji mieli dostać dodatkową przepustkę, pieniądze na kiełbasę i wódkę. Jak zwykle mówiono im, że mają zabić groźnych bandytów. Tym razem jednak do piwnicy aresztu, obok mężczyzny w średnim wieku, sprowadzono młodą dziewczynę. Skazańców przytwierdzono do słupków przy ścianie. Ks. Marian Prusak, ściągnięty przez bezpiekę wikary kościoła garnizonowego w Rumi, dał im do pocałowania krzyż.
Prokurator mjr Wiktor Suchocki odczytał wyrok i stwierdził, że prezydent nie skorzystał z prawa łaski, po czym wydał komendę: "Po zdrajcach narodu - ognia!". Stojący za plutonem egzekucyjnym ubecy wyzywali skazańców od najgorszych. Chwilę przed śmiercią Danuta Siedzikówna i Feliks Selmanowicz krzyknęli: "Niech żyje Polska!". W wygłuszonym pomieszczeniu, zwanym przewrotnie "salą śmiechu", rozległy się strzały. "Inka" i "Zagończyk" jednak wciąż żyli. Ustawieni w odległości ok. trzech kroków żołnierze KBW zapewne strzelali w powietrze, dlatego strzałem z pistoletu w głowę dobił ich dowódca plutonu egzekucyjnego, oficer KBW Franciszek Sawicki, który miał dodatkowo warknąć: "Nie chciała gadzina zdechnąć, trzeba ją dobić". "Inka" zdążyła jeszcze krzyknąć: "Niech żyje „Łupaszko”!". Lekarz kpt. Mieczysław Rulkowski stwierdził zgon. Była godzina 6.15.
Franciszek Sawicki zmarł 28 grudnia 1989 r. we Wrocławiu. Na jego nagrobku na cmentarzu Grabiszyńskim czytamy, że jest „świętej pamięci” i „pokój jego duszy”.
Cześć i chwała bohaterom!
Hańba ich oprawcom!
Autor tekstu ; Tadeusz Płużański