01/11/2025
...Bębniący o szyby deszcz wybudził ją ze snu. Jeszcze przez chwilę leżała w ciszy, wsłuchując się w rytmiczny dźwięk spadających kropli. Jej wzrok niespiesznie przesunął się po pokoju i zatrzymał na wiszącym nieopodal kalendarzu - 1 listopada. Uśmiechnęła się.
- Dziś budzą się wspomnienia - pomyślała. Ten dzień od zawsze wzbudzał w niej szczególne uczucia.
Wolnym krokiem podeszła do okna i odsłoniła lekko firankę. Przez noc, na ulicach Tangeru zdążyły utworzyć się małe, rwące strumyczki. Chwilę spoglądała przez mokre szyby i wtedy Maruszka, ta niezwykła kobieta z przeszłości, wkradła się w jej myśli. Wydawałoby się, zupełnie bez powodu.
Przecież tak niewiele o niej wiedziała. Jedynie, co roku o tej samej porze, "odwiedzała ją" na cmentarzu. Bardziej z sentymentu, niż z więzi, bo jedyne co je łączyło to Polska i Tanger. Niczym niewidzialny most łączący pokolenia...
Maruszka - a właściwie to Maria Sierakowska - Polka, hrabianka, która odnalazła swoje prawdziwe powołanie właśnie tutaj, w Tangerze. Wywodziła się z Waplewa, ze szlachty polskiej. Już od wczesnego dzieciństwa uwielbiała konie. Uczęszczała na lekcje jeździectwa do prywatnej szkółki w Warszawie, i całkiem naturalnie, po przybyciu do Maroka w latach 60, zajęła się małą stadnina koni i założyła własną szkołę jazdy konnej. Szybko stała się znaną w Tangerze osobowością pod sympatycznym zdrobnieniem "Maruszka". W swoim klubie jeździeckim nauczała jazdy nie tylko członków marokańskiej rodziny królewskiej, ale także miejscowej i miedzynarodowej elity. A nauczycielem była znakomitym, pełnym pasji, entuzjazmu i zrozumienia. Jej zamiłowanie do natury, radość życia i skromność, roztaczaly wokół niej aurę serdeczności przyciągającą ludzi. Miała mnóstwo przyjaciół, była kochana i lubiana. Jej znakiem rozpoznawczym był kapelusz kowbojski i skuter, którym przemieszczała się po Tangerze. Niektórzy do dziś pamiętają jego dźwięk... Odeszła w 1989r.
Nagle dźwięk przychodzącej wiadomości wyrwał ją z rozmyślań. Sięgnęła po telefon i odczytała :
"Spotkanie godz.11 przy bramie cmentarza".
- Będę - wystukała szybko i odłożyła telefon. - Niech tradycji stanie się zadość...w blasku zapalanych świec znowu zatęsknimy za śmiechem tych, którzy odeszli...