02/06/2026
„Wiecie, co jest najsmutniejsze?
Nie to, że w Gambii psy umierają na ulicach. Nie to, że brakuje karmy, leków i pieniędzy. Najsmutniejsze jest to, że człowieka częściej dobije drugi człowiek niż sama bieda.
Zwłaszcza ‘swój’.
Bo zamiast pomóc, łatwiej jest siedzieć przy kawce, słuchać plotek i opowiadać ludziom, że pieniądze trafiają do czyjejś kieszeni. Łatwiej obgadać. Łatwiej zniszczyć komuś opinię. Łatwiej rzucić kilka słów i patrzeć, jak zwierzęta tracą pomoc.
Tylko że moje życie nie wygląda jak wakacje pod palmami i siedzenie w weekend na plazy z turystami
Nie przyjeżdżają do mnie turyści. Nie mam czasu siedzieć i plotkować. Nie żyję z pięknych zdjęć i opowieści.
Zapierdalam na dwa etaty, mieszkam skromnie i cale
życia podporządkowałam ratowaniu zwierząt. Za tym wszystkim stoi smród parwo, krew, weterynarze, biegunki, umierające szczeniaki, sterylizacje i codzienna walka, żeby kolejny pies przeżył.
I serio — jeśli ktoś uważa, że na ratowaniu bezdomnych psów w Gambii można się dorobić, to chyba nigdy nie widział, jak naprawdę wygląda to życie.
Najbardziej boli jednak to, że takie rzeczy potrafią mówić ludzie, którzy sami są emigrantami. Ludzie, którzy wiedzą, jak ciężko jest żyć na obczyźnie. P***k za granicą powinien wspierać drugiego P***ka. A czasem człowiek ma wrażenie, że niektórzy poczują się lepiej dopiero wtedy, kiedy komuś wszystko się rozsypie.
Nie podam nazwisk. Nie będę robić internetowego cyrku. Ale osoby, których ten post dotyczy, doskonale wiedzą, o kim mowa.
I jedno powiem na koniec: kiedy niszczycie zaufanie do ludzi pomagających zwierzętom, nie ranicie tylko człowieka. Ranite przede wszystkim te psy, które bez tej pomocy po prostu umrą.”
Mam nadzieję że nie będę zmuszona napisać nazwiska i rozpętać wojnę lub odwiedzić komisariat policji że zgłoszeniem o znieslawienie lub pomówieniem.