20/08/2026
Od czego zaczęłam swoją regenerację? Od wlewów.
I przyznam szczerze, mam z tym trochę deja vu.
Po udarze też od nich zaczynałam. I wtedy naprawdę bardzo mi pomogły. Z tygodnia na tydzień wracała energia, poprawiało się samopoczucie, zaczynałam znowu normalniej funkcjonować.
I wiecie co zrobiłam, kiedy poczułam się lepiej?
Dokładnie to, co wiele z nas robi.
Uznałam, że już jest dobrze.
Więc zaczęłam brać na siebie więcej.
Potem jeszcze więcej.
Jeszcze tylko to.
Jeszcze tylko tamto.
Jeszcze ten projekt.
Jeszcze te dokumenty.
Jeszcze ten grant.
I nagle zdrowie znowu było „na później”.
Bo przecież jak człowiek już trochę lepiej się czuje, to bardzo łatwo zapomnieć, ile kosztowało go dojście do tego momentu.
No i ja zapomniałam.
Dlatego teraz wracam do tego, co już raz mi pomogło.
Do wspierania organizmu świadomie, a nie dopiero wtedy, kiedy już nie daje rady.
I dla mnie ogromne znaczenie ma to, do kogo trafiam na wlewy.
Nie interesuje mnie miejsce, gdzie wybieram sobie z menu „coś na energię” i po godzinie wychodzę.
Ja chcę, żeby ktoś najpierw spojrzał na mnie.
Na moje wyniki.
Na historię zdrowotną.
Na niedobory.
Na objawy.
Na to, jak się czuję.
Na to, co dzieje się ze mną teraz.
Dlatego wróciłam do Magdy z Project Health
Chodzę do niej od lat i jedną z rzeczy, które najbardziej u niej cenię, jest to, że nie wrzuca wszystkich do jednego worka.
Patrzy szerzej.
I nieraz zwracała moją uwagę na rzeczy w wynikach, które wcześniej zostały skwitowane krótkim:
„w normie”.
Tylko że ja już trochę inaczej patrzę na to całe „w normie”.
Bo można mieć wynik w zakresie referencyjnym i nadal czuć się fatalnie.
Można nie mieć czerwonej gwiazdki przy wyniku, a mimo to wiedzieć, że coś jest nie tak.
I właśnie dlatego coraz mniej interesuje mnie samo:
„czy wynik mieści się w tabelce?”
A coraz bardziej:
„czy mój organizm faktycznie dobrze funkcjonuje?”
Bo człowiek to nie kartka z wynikami.
To sen.
Stres.
Jedzenie.
Niedobory.
Styl życia.
Objawy.
Historia.
I całe ciało, które działa jako jedna całość.
Nie szukam cudów.
Nie szukam magicznej kroplówki, która naprawi wszystko.
Szukam sposobów, żeby dać swojemu organizmowi warunki do regeneracji.
I właśnie tym chcę się tutaj dzielić.
Nie jako ekspertka.
Nie jako ktoś, kto będzie mówił innym, co mają robić.
Tylko jako kobieta, która po raz drugi dostała bardzo mocne przypomnienie, że zdrowia nie można wiecznie przesuwać na koniec kolejki.
Bo „jeszcze tylko…” potrafi trwać naprawdę bardzo długo.
Aż któregoś dnia ciało samo powie:
koniec.
Ja już nie chcę czekać na kolejny taki moment.
Dlatego zaczynam od siebie.
Znowu.
Tylko tym razem chcę zrobić to naprawdę. ❤️
A u Ciebie? Co najczęściej spada na koniec listy, kiedy zaczyna się pęd- sen, jedzenie, odpoczynek, ruch, badania, a może coś zupełnie innego? 🤔