17/06/2026
Wczoraj o 23:32 minęło 4 lata.
"1461 dni.
Kiedyś wydawało nam się, że to niewyobrażalnie dużo czasu.
Dziś mamy wrażenie, że minęło kilka miesięcy.
Czas jest dziwny.
Pierwsze dwa lata po odejściu Sandry byliśmy rozdarci pomiędzy światami. Dzień po śmierci: 99% starego życia, 1% nowego życia – z nastawieniem, że mamy następne 24 h, bo nie wiemy, czy więcej będzie nam dane.
Przeżyć produktywnie i wartościowo kolejny dzień tak, jakby był tym ostatnim – takim jednym z wielu, które Sandra straciła bezpowrotnie, i to z szacunku do tej straty ważyć każdy krok, każdy czyn.
Potem następny i następny dzień w tym samym trybie.
Nie budowaliśmy wtedy nowego życia.
Próbowaliśmy nie stracić tego, co zostało ze starego.
Dopiero kolejne dwa lata pozwoliły nam powoli nauczyć się funkcjonować na nowo.
Proporcja z 99% / 1% zaczęła się powolutku zmieniać na 90% / 10%, potem 85% / 15% itd., itd.
Dziś to 10% starego życia i 90% nowego i chyba długo ta proporcja nie zmieni się znacząco, a to dlatego, że te 90% nowego życia cenimy ponad wszelkie złoto właśnie mając na tapecie te 10% starego.
Przez te wszystkie lata bardzo często słyszeliśmy od ludzi:
„Nie wiem, jak Wy to robicie.”
„Ja bym nie dał rady.”
„Podziwiam Was.”
I szczerze?
Nigdy tego nie rozumieliśmy.
Bo niby co mieliśmy zrobić?
Nie było alternatywnej rzeczywistości.
Był kolejny poranek.
Kolejny rachunek.
Kolejna sprawa do załatwienia.
Kolejna rocznica.
Kolejne święta.
Kolejne urodziny.
Życie nie pytało nas o zgodę.
Po prostu szło dalej.
Dzisiaj, z perspektywy czterech lat, zaczynamy rozumieć, co mieliście na myśli. A czasami nawet sami łapiemy się na tym, że dołączamy do Waszego zdziwienia.
Bo patrzymy na siebie nie oczami ludzi będących w samym środku katastrofy, ale coraz częściej oczami ludzi, którzy bardzo powoli wracają do względnej normalności.
I dopiero z tej perspektywy widać, jak bardzo człowiek w trybie przetrwania działa inaczej.
Docierają do niego inne bodźce.
Uruchamiają się inne mechanizmy.
Zmieniają się wartości.
Zmienia się sposób patrzenia na świat.
Zmienia się wszystko.
Wiele rzeczy, które wcześniej wydawały się ważne, przestaje mieć znaczenie. Z kolei rzeczy zupełnie zwyczajne urastają do rangi największych skarbów świata.
Przez ostatnie dwa lata świat bardzo usilnie próbował wciągnąć nas z powrotem w ten sam galop, który prowadziliśmy przed odejściem Sandry.
Praca.
Obowiązki.
Terminy.
Plany.
Cele.
Wieczny pośpiech.
I pewnie jeszcze wiele razy będzie próbował.
Ale dziś patrzymy na to wszystko trochę inaczej.
Bo kiedy przez wiele miesięcy siedzi się przy łóżku własnego dziecka, człowiek odkrywa coś bardzo prostego.
Ogromna część rzeczy, które wcześniej wydawały się najważniejsze na świecie, wcale taka nie jest.
Paradoksalnie to właśnie Sandra nauczyła nas żyć trochę wolniej.
Uważniej patrzeć.
Mocniej przytulać.
Rzadziej odkładać rzeczy na później.
Częściej wybierać to, co warto, a nie tylko to, co się opłaca.
Cztery lata.
To bardzo dużo.
I jednocześnie bardzo mało.
O 23:32 na chwilę zatrzymamy świat.
Bo właśnie o tej godzinie zakończyła się ziemska podróż Sandry i rozpoczęła się ta następna.
A my od czterech lat uczymy się żyć tak, aby kiedyś, gdy znów się spotkamy, móc jej spokojnie powiedzieć:
„Mała... naprawdę daliśmy radę. Myślę że była byś z Nas dumna , tak jak my jesteśmy ogromnie dumni z Ciebie”
PS
Jest jeszcze jeden skutek uboczny oglądania, jak 6-latka dzielnie walczy z tak ciężką chorobą. Kiedy dzielnie i niemal w milczeniu znosi tortury codziennych procedur medycznych po to żeby się Mamusia nie martwiła a rodzeństwo starsze nie bało.
Setki kłuć, iniekcji, zabiegów, czasami operacji, godziny rezonansów, zakładania sond, wkłuć, lewatyw i wszystkich tych „wspaniałości” w natężeniu iście maltretującym.
Otóż kiedy któreś z naszej czwórki idzie do dentysty, na pobranie krwi, na zastrzyk, na iniekcję kwasu w kolano albo usuwają mu odcisk, to nikomu nawet nie drgnie brewka.
Na milimetr nie skrzywią się usta.
Nie wydobędzie się nawet głębszy oddech.
Bo wszyscy wiemy, że przy tym, co Sandra znosiła na co dzień, nam nie wolno nawet mrugnąć przy tak nieporównywalnie mniej trudnych chwilach.
Nie mamy prawa nawet stęknąć.
Byłoby to dla nas ujmą na jej i naszym honorze.
Wobec tego, przez co przeszła.
Wobec tego, co zniosła.
I przede wszystkim wobec tego, jak to znosiła."
Sandra Arkabuz
Pamiętamy ...