08/08/2026
"Pani Agnieszko, a co jeśli nasz konflikt trwa już od kilku lat? Czy mediacja ma jeszcze sens?
Tak — wieloletni konflikt nie wyklucza mediacji. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że im dłużej trwa spór, tym trudniej rozmawiać wyłącznie o jego przedmiocie.
Po kilku latach strony najczęściej nie spierają się już tylko o miejsce zamieszkania dziecka, terminy kontaktów, alimenty czy sposób podejmowania decyzji. Do pierwotnego problemu dochodzą kolejne warstwy: rozczarowanie, utrata zaufania, poczucie niesprawiedliwości, niespełnione obietnice, przykre wiadomości, wcześniejsze postępowania sądowe i przekonanie, że druga osoba działa zawsze w złej wierze.
Każde nowe zdarzenie zaczyna być oceniane przez pryzmat całej historii konfliktu.
Spóźnienie nie jest już tylko spóźnieniem, lecz kolejnym dowodem braku szacunku. Prośba o zmianę weekendu może zostać odebrana jako próba przejęcia kontroli. Pytanie dotyczące szkoły lub zdrowia dziecka bywa rozumiane jako ingerencja, krytyka albo przygotowanie materiału do następnej sprawy sądowej.
W takiej sytuacji mediator nie powinien oczekiwać, że jedno spotkanie rozwiąże wszystko.
Pierwszym celem może być ustalenie, co rzeczywiście wymaga decyzji tu i teraz. Nie zawsze trzeba od razu odbudowywać wzajemne zaufanie ani rozwiązywać wszystkich problemów z przeszłości. Czasami wystarczy stworzyć zasady, które pozwolą rodzicom funkcjonować mimo tego, że ich relacja pozostaje trudna.
Może to dotyczyć na przykład:
– sposobu przekazywania informacji o dziecku;
– terminów i miejsc odbioru;
– organizacji wakacji i świąt;
– podejmowania decyzji dotyczących szkoły i leczenia;
– zasad kontaktowania się w nagłych sytuacjach;
– podziału kosztów;
– ustalenia, które sprawy wymagają wspólnej decyzji, a które mogą być rozstrzygane samodzielnie.
W rodzinach pozostających od dawna w silnym konflikcie celem nie zawsze jest bliska i harmonijna współpraca. Niekiedy bardziej realistyczne okazuje się stworzenie takiego systemu opieki, który ograniczy liczbę bezpośrednich sporów, zmniejszy potrzebę ciągłych negocjacji i zapewni dziecku możliwie dużą przewidywalność.
To nie jest idealny obraz współrodzicielstwa, ale może być rozwiązaniem lepszym niż permanentny konflikt.
**Mediacja nie wymaga, aby strony się lubiły.**
Nie wymaga także wybaczenia, pojednania ani przyznania drugiej osobie racji we wszystkich wcześniejszych sporach. Wymaga natomiast minimalnej gotowości do wysłuchania propozycji, przekazania potrzebnych informacji i sprawdzenia, czy można ustalić zasady funkcjonowania na przyszłość.
Trudność pojawia się wtedy, gdy mediacja jest traktowana wyłącznie jako kolejny etap walki. Na przykład gdy jedna ze stron przychodzi tylko po to, aby uzyskać informacje, przedłużyć postępowanie, stworzyć pozory współpracy albo skłonić drugą osobę do rezygnacji z jej praw. W takich warunkach samo siedzenie przy jednym stole nie prowadzi jeszcze do rzeczywistej mediacji.
Wieloletni konflikt może również sprawić, że rodzice zaczynają mówić przede wszystkim o zachowaniu drugiej strony, a coraz mniej o sytuacji dziecka. Tymczasem dziecko przez te kilka lat dorastało. Jego potrzeby, rytm dnia, szkoła, relacje i zdolność wyrażania własnego zdania mogły się zmienić. Ustalenia, które były odpowiednie kilka lat wcześniej, nie muszą nadal odpowiadać jego aktualnej sytuacji.
Dlatego jednym z ważniejszych pytań jest nie tylko:
„Kto miał rację w przeszłości?”
ale także:
„Czego nasze dziecko potrzebuje dzisiaj i jakie rozwiązanie pozwoli mu funkcjonować spokojniej w najbliższych miesiącach i latach?”
Mediacja nie powinna jednak służyć do zamiatania pod dywan przemocy, zastraszania, kontroli ekonomicznej czy innych form przewagi. Jeżeli jedna osoba boi się swobodnie mówić, nie może podejmować samodzielnych decyzji albo pozostaje pod presją drugiej strony, trzeba najpierw ocenić, czy rozmowy mogą być prowadzone bezpiecznie i dobrowolnie.
Nie każda wieloletnia sprawa zakończy się pełnym porozumieniem. Czasem strony uzgodnią tylko jedną lub dwie kwestie. Czasem mediacja pozwoli im ustalić, w czym dokładnie się różnią i co będzie musiał rozstrzygnąć sąd. Nawet częściowe uporządkowanie konfliktu może jednak zmniejszyć liczbę sytuacji, w których dziecko staje się pośrednikiem, posłańcem albo świadkiem kolejnej konfrontacji.
Po kilku latach konfliktu mediacja może więc nadal mieć sens. Nie dlatego, że cofnie czas i naprawi całą przeszłość, ale dlatego, że może pomóc inaczej zorganizować przyszłość.
Najważniejsze pytanie nie brzmi:
„Czy po tylu latach potrafimy jeszcze dojść do pełnego porozumienia?”
Lepiej zapytać:
„Czy jesteśmy gotowi ustalić choć kilka zasad, dzięki którym nasze dziecko nie będzie musiało dłużej żyć w samym środku naszego konfliktu?”
Masz pytanie z serii „Pani Agnieszko, a co jeśli…?”.Możesz zadać je w komentarzu albo przesłać w wiadomości prywatnej. Być może odpowiem na nie w kolejnym poście.