Geopolityka - Wojenna gra RTS

Geopolityka - Wojenna gra RTS Geopolityka to taka gra RTS

Ciekawa analiza choć brakuje stanowiska AS, ZEA i Turcji
19/02/2026

Ciekawa analiza choć brakuje stanowiska AS, ZEA i Turcji

Czarne chmury nad Iranem

W 2013 r. - gdy trwały jeszcze negocjacje w sprawie porozumienia nuklearnego z Iranem (JCPOA) - Donald Trump twierdził, że prezydent Obama zaatakuje Iran z powodu swojej niezdolności do właściwego negocjowania.

Finalnie Obama do wojny z Iranem nie doprowadził, ale jego następca i autor książki “The art of the deal“ jest na najlepszej drodze, aby do tej wojny doprowadzić.

Obserwujemy właśnie największą koncentrację amerykańskich sił zbrojnych na Bliskim Wschodzie od czasu inwazji na Irak w 2003 r. Na Morzu Arabskim operuje grupa uderzeniowa lotniskowca USS Abraham Lincoln. Do regionu zmierza teraz druga grupa uderzeniowa — na czele z USS Gerald R. Ford. Do amerykańskich baz lotniczych w regionie kierowane są dodatkowe siły lotnicze i systemy obrony przeciwrakietowej.

Cel tej amerykańskiej armady jest oczywisty — Islamska Republika Iranu.

Trump żąda, aby Teheran zgodził się na zawarcie umowy, która ureguluje kwestię irańskiego programu nuklearnego, pocisków balistycznych i wsparcia Teheranu dla bojówek działających w regionie. Choć obie strony rozmawiają, to drzwi do dyplomacji powoli się zamykają — dwie rundy pośrednich negocjacji w Omanie i Szwajcarii nie przyniosły przełomu. Współpracownicy Trumpa mówią, że prezydent traci cierpliwość, a uderzenie na Iran może być już tylko kwestią czasu.

Amerykańska armada

Islamska Republika Iranu to dla prezydenta Trumpa “niedokończona rozgrywka” jeszcze z czasu jego pierwszej kadencji. W 2018 r. Trump wypowiedział porozumienie nuklearne (JCPOA), które zawarł jego poprzednik, Barack Obama. Trump nazwał JCPOA najgorszą umową wszechczasów i zapowiedział, że szybko uda mu się wynegocjować nową, lepszą umowę. Osiem lat (i kilka rund wymiany ciosów między USA a Iranem) później, nowej umowy nadal nie ma, a Teheran nadal opiera się woli Trumpa.

Dlatego gdy pod koniec 2025 r. w Iranie wybuchły protesty, Trump wykorzystał sytuację, aby wznowić “rozgrywkę“ z Iranem. Trump obiecał pomóc protestującym oraz zaczął kierować groźby pod adresem irańskich władz.

Od tamtego czasu sytuacja cały czas eskaluje, a Trump - podbudowany sukcesem w Wenezueli - zdaje się zdeterminowany w sprawie Iranu jak nigdy dotychczas.

Pod koniec stycznia na Bliski Wschód dotarła grupa uderzeniowa lotniskowca USS Abraham Lincoln, a do amerykańskich baz lotniczych w regionie zaczęły napływać dodatkowe eskadry. 13 lutego prezydent Trump wysłał do regionu kolejny już lotniskowiec - USS Gerald R. Ford. Nie widzieliśmy takiej koncentracji sił USA na Bliskim Wschodzie od 2003 r. i inwazji na Irak.

Rozmowy

Mimo narastającego napięcia, Ameryka i Iran utrzymują otwarte kanały komunikacyjne. Obie strony odbyły dwie rundy rozmów: w Omanie (6 lutego) oraz w Szwajcarii (17 lutego). Rozmowy nie przyniosły jednak żadnego przełomu.

Punktami spornymi są zasadniczo te same kwestie co w 2018 r. Iran zgadza się wyłącznie na negocjacje dotyczące programu nuklearnego (a więc w ramach wyznaczonych przez JCPOA). Trump chce uregulować jeszcze kwestię irańskiego programu balistycznego i relacji Iranu z członkami Osi Oporu - to Teheran traktował, i nadal traktuje, za “czerwoną linię“.

Podobno podczas ostatniej rundy rozmów w Szwajcarii, obie strony miały zgodzić się, aby spotkać ponownie, za 2 tygodnie - Irańczycy mają wtedy przedstawić swoje szczegółowe propozycje. Nie wiadomo jednak czy faktycznie do tego kolejnego spotkania dojdzie. Współpracownicy Trumpa mówią, że prezydent USA postrzega zachowanie Irańczyków za “grę na czas“ i zaczyna tracić cierpliwość wobec Teheranu.

W stolicach Bliskiego Wschodu rośnie przekonanie, że “dzień próby“ jest już blisko. Takie wrażenie wzmagają również komentarze samego Trumpa, który dzisiaj, w rozmowie z dziennikarzami, powiedział że w ciągu 10 dni sytuacja powinna się wyjaśnić czy uda mu się zawrzeć umowę z Iranem czy będzie musiał “iść o krok dalej“.

Moja ocena

Osobiście pozostaję sceptycznie nastawiony do wizji szybkiego porozumienia USA-Iran. Stanowiska obu stron są tutaj całkowicie rozbieżne i nikt nie wykazuje chęci do rezygnacji ze swoich maksymalnych żądań. Fakt, że rozmowy USA-Iran jeszcze w ogóle trwają to głównie zasługa krajów arabskich i Turcji, które intensywnie mediują między stronami.

Rozmowy nie będą trwały jednak w nieskończoność.

Amerykanie nie gromadziliby tak dużych sił w regionie, gdyby nie mieli zamiaru ich użyć. Tak jak wspomniałem na początku, Iran to dla Trumpa “niedokończona rozgrywka“, którą Trump chciałby teraz dograć do końca. Tym bardziej, że ocena płynąca z Waszyngtonu jest taka, że Islamska Republika znajduje się obecnie w najgorszej sytuacji od 1980 r., gdy czołgi Saddama Husajna przekroczyły iracko-irańską granicę. Oś Oporu została de facto rozmontowana, a droga do Teheranu wydaje się stać otworem. Tak przynajmniej uważają Amerykanie (zaraz powiemy sobie o tym czy to słuszna ocena).

Zakładając, że finalnie rozmowy USA-Iran się załamią, Trump będzie miał na stole kilka opcji militarnych (każda z nich może liczyć na wsparcie ze strony Izraela).

Pierwszą opcją będzie precyzyjne uderzenie na cele w Iranie, a zatem powtórzenie operacji "Midnight Hammer z lata 2025 r. Tym razem Amerykanie mogliby się skupić nie na irańskich ośrodkach nuklearnych, ale np. na bazach wojsk rakietowych. Jak pokazują jednak doświadczenia wspomnianej Midnight Hammer taka operacja choć dotkliwa dla Iranu, to - ze względu na swoją ograniczoną skalę - nie będzie w stanie diametralnie zmienić sytuacji i zmusić Iranu do ustępstw.

Pojawia się zatem druga opcja - intensywna, rozłożona w czasie, kampania ataków na Iran z morza i z powietrza. Tutaj katalog celów może być szerszy. Amerykanie mogą np. skupić się na bazach wojsk rakietowych, centrach dowodzenia, eliminacji dowódców wojskowych, a może również nawet irańskich przywódców politycznych. Celem byłoby zmuszenie Irańczyków do ustępstw w negocjacjach lub “zmiana reżimu“ - w jakiejś sytuacji kampania bombardowań mogłaby być połączona z podburzaniem Irańczyków do protestów i obalenia władz Islamskiej Republiki Iranu.

Myślę, że Amerykanie mogą realnie rozważać taki scenariusz. Tym bardziej, że grunt pod takie działania został już częściowo przygotowany - na początku tego roku Amerykanie mieli przeszmuglować do Iranu ok. 6000 Starlinków.

Irańczycy zdają sobie sprawę z takiego zagrożenia. W ostatnim czasie siły bezpieczeństwa wzmacniają swoje pozycje w Teheranie i innych większych miastach oraz przygotowują się do zwalczania sabotażystów i dywersantów. Wygląda również na to, że delegowano większe uprawnienia do lokalnych dowódców wojskowych, tak aby mogli działać swobodniej w sytuacji utraty kontaktu z dowództwem. Jednocześnie w miastach identyfikowane są budynki, które można przeznaczyć na schrony w przypadku amerykańsko-izraelskich nalotów.

Założenia Amerykanów co do tego jak zachowa się ludność cywilna wobec takiej zakrojonej na szeroką skalę kampanii ataków, wydają się dość odważne. Amerykanie zdają się bowiem uważać, że ludność cywilna będzie aktywnie wspierać amerykańskie działania, organizując protesty i występując przeciwko władzom Islamskiej Republiki. Gdyby Amerykanie przeprowadzili taką operację w styczniu, gdy protesty nabierały na sile, to miałoby to pewne szanse na powodzenie (choć nadal małe). Teraz, gdy aparat bezpieczeństwa, stłumił już protesty, amerykańska operacja spotka się raczej z apatią Irańczyków (a w najgorszym przypadku dla USA zobaczymy kolejne zjednoczenie się Irańczyków wobec struktur państwa, tak jak podczas wojny 12-dniowej).

Armada z ograniczonym potencjałem

Przy dyskusjach o skali amerykańskiej koncentracji w regionie, pomija się to czego Amerykanie nie gromadzą w regionie. Mianowicie nie gromadzą sił lądowych. Choć na Bliski Wschód przesuwane są kolejne okręty wojenne i siły powietrzne, to próżno szukać informacji o zmierzających do regionu amerykańskich dywizjach.

To w zasadniczy sposób ogranicza możliwości USA wobec Iranu - zwłaszcza jeśli miałoby dojść do rozłożonej w czasie konfrontacji. Co bowiem jeśli intensywna kampania amerykańsko-izraelskich ataków na Iran będzie trwała np. miesiąc, irańskie zdolności wojskowe zostaną zdewastowane, ale mimo tego struktury Islamskiej Republiki nadal będą istniały, a siły bezpieczeństwa nadal będą w stanie kontrolować sytuację w kraju? Jedyną opcją będzie wysłanie wojsk lądowych do Iranu. Na to jednak nie będzie ani woli politycznej po stronie Trumpa (no boots on the ground) ani poparcia społecznego (a midterms zbliżają się wielkimi krokami).

Ponadto warto doprecyzować jeszcze jedną rzecz. Sformułowanie “największa koncentracja sił USA od 2003 r.“ brzmi groźnie, jednak obecna koncentracja (docelowo 2 lotniskowce i ponad 200 samolotów), to nadal jest tylko ułamek tego co USA zgromadziło do inwazji na Irak w 2003 r. (6 lotniskowców, ok. 900 samolotów).

Widok z Teheranu

To nie pierwszy raz, gdy Iran zmaga się z zagrożeniem ze strony USA, czy personalnie ze strony Trumpa. Nigdy jednak wcześniej pozycja Iranu nie była słabsza niż teraz. Rozmontowanie Osi Oporu doprowadziło do tego, że Iran pozostaje strategicznie osamotniony. W sytuacji wybuchu walk z USA, Iran będzie sam na polu bitwy. Nawet jeśli Hezbollah czy Huti wejdą do walki, nie zmieni to ogólnego układu sił.

Z perspektywy Teheranu najlepiej byłoby gdyby udało się zawrzeć jakiś kompromis z Trumpem (mało prawdopodobne) lub gdyby finalnie doszło do amerykańskiego ataku, ale byłby on ograniczony w swojej skali (powtórka z Midnight Hammer).

Strategia i jej brak

Ocenianie obecnej sytuacji jest bardzo trudne. Główny powód to sam Donald Trump, który działa tutaj jako "dzika karta" i który w sprawie Iranu zawsze prezentował "dwie twarze": wielkiego imperatora i wielkiego dealmakera.

Trump wypowiedział JCPOA nie dlatego, że uważał Iran za zagrożenie dla USA, ale dlatego że uważał Iran za słabego przeciwnika, którego łatwo zmusi do podpisania nowej, lepszej, a przede wszystkim trumpowskiej, umowy. To miał być kolejny dowód na zdolności negocjacyjne Trumpa. Iran okazał się jednak silniejszym przeciwnikiem.

Osiem lat później Trump stoi w tym samym miejscu — tyle że z dwiema grupami uderzeniowymi lotniskowców za plecami. Pytanie, która twarz Trumpa przeważy. Jednego dnia Trump-imperator może kazać bombardować, ale tydzień później Trump-dealmaker - bojąc się o ceny ropy - może równie dobrze ogłosić, że "dał Irańczykom lekcję", irański program nuklearny został rozmontowany i w zasadzie to nie zależy mu już na negocjacjach z Iranem (tak zresztą już raz Trump się zachował - podczas wojny 12-dniowej).

Address

Ida Bay, TAS

Website

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Geopolityka - Wojenna gra RTS posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Contact The Organization

Send a message to Geopolityka - Wojenna gra RTS:

Share