09/08/2026
W połowie lat 80. młoda agentka nieruchomości weszła do szpitalnej sali, której niemal wszyscy unikali.
W środku znajdował się mężczyzna ciężko chory na AIDS, odizolowany i opuszczony przez swoją rodzinę.
Została przy nim aż do jego śmierci.
Ta decyzja na zawsze zmieniła bieg jej życia.
Nazywała się Ruth Coker Burks.
Urodziła się 19 marca 1959 roku w Hot Springs w stanie Arkansas.
Nie miała wykształcenia medycznego.
Była samotną matką, która pracowała jako agentka nieruchomości i starała się wychować córkę.
Pewnego dnia, odwiedzając osobę hospitalizowaną w Little Rock, zauważyła coś dziwnego na jednym ze szpitalnych korytarzy.
Wejście do jednej z sal było odizolowane.
Przed drzwiami stały nietknięte tace z jedzeniem.
Personel medyczny bał się zbliżać do pacjenta z powodu niewiedzy i strachu, jakie w tamtych latach otaczały AIDS.
Ruth weszła do środka.
Na łóżku zobaczyła niezwykle osłabionego młodego mężczyznę.
Umierał i poprosił ją tylko o jedną rzecz.
Chciał zobaczyć swoją matkę.
Ruth udało się z nią skontaktować.
Według relacji, którą później opowiadała, kobieta odmówiła przyjazdu i nie chciała również zająć się ciałem swojego syna.
Ruth więc została.
Przez wiele godzin trzymała go za rękę.
Kiedy zmarł, nie było przy nim ani rodziny, ani przyjaciół.
Była tylko nieznajoma, która nie chciała pozwolić mu umrzeć w całkowitej samotności.
Ruth zajęła się również jego kremacją i złożyła jego prochy na cmentarzu, na którym spoczywali członkowie jej własnej rodziny.
Wieść zaczęła się rozchodzić.
Szpitale i chorzy zaczęli otrzymywać nazwisko i numer telefonu kobiety z Arkansas, która nie bała się do nich zbliżyć.
Wkrótce zaczęły napływać telefony.
Młodzi mężczyźni chorzy na AIDS kontaktowali się z nią z różnych części stanu.
Niektórzy zostali odrzuceni przez swoje rodziny.
Inni stracili wsparcie swoich kościołów, pracodawców lub lokalnych społeczności.
Wielu potrzebowało czegoś więcej niż opieki medycznej.
Potrzebowali jedzenia.
Transportu.
Leków.
Dachu nad głową.
Kogoś, kto ich wysłucha.
Ruth stała się opiekunką, kierowczynią, rzeczniczką ich praw i przyjaciółką.
Część swoich dochodów przeznaczała na opłacanie czynszu, żywności, recept i pogrzebów.
Czasami opiekowała się jednocześnie wieloma ciężko chorymi mężczyznami, otrzymując bardzo niewielką pomoc ze strony instytucji.
Uprzedzenia nie kończyły się nawet wraz ze śmiercią.
Niektóre zakłady pogrzebowe odmawiały przyjmowania ciał osób zmarłych na choroby związane z AIDS.
Ruth zaczęła chować prochy niektórych z tych mężczyzn na cmentarzu Files w Hot Springs, z którym jej rodzina była związana od pokoleń.
Dokładna liczba pochowanych tam osób nadal pozostaje przedmiotem dyskusji.
Na przestrzeni lat Ruth podawała różne liczby — od kilkudziesięciu do ponad czterdziestu — i nie udało się publicznie udokumentować pełnej listy wszystkich ich nazwisk.
Jednak osoby z lokalnej społeczności potwierdziły, że towarzyszyła wielu mężczyznom w ostatnich dniach ich życia i organizowała pogrzeby tym, którzy zostali opuszczeni.
Przy każdym pożegnaniu próbowała przywrócić im coś z tego, co odebrały im choroba i społeczne odrzucenie.
Godność.
Muzykę.
Historie.
Obecność przyjaciół i rodziny, którą sami sobie wybrali.
„To ja zapewniałam im opiekę u kresu życia” — wyjaśniała.
„To ich przyjaciele się nimi opiekowali. To ich partnerzy się nimi opiekowali”.
Jej działalność otrzymywała wsparcie od społeczności homoseksualnej w Arkansas.
W klubie Discovery w Little Rock organizowano występy i różne wydarzenia, aby zbierać pieniądze na leki, żywność i czynsz.
Ci ludzie stali się niezwykle ważną siecią wsparcia w czasach, gdy wiele instytucji nadal nie wiedziało, jak reagować, albo po prostu odmawiało pomocy.
Ruth znała Billa Clintona od młodości w Hot Springs.
Kiedy został prezydentem, współpracowała jako doradczyni w kwestiach edukacji i zwiększania świadomości dotyczącej AIDS.
Jednak żadna oficjalna funkcja nigdy nie zastąpiła codziennej pracy.
Nadal odbierała telefony.
Towarzyszyła chorym.
Szukała pomocy.
I pozostawała przy tych, którzy bali się umrzeć w samotności.
W latach 90. nowe metody leczenia zaczęły zwiększać szanse na przeżycie osób zakażonych ludzkim wirusem niedoboru odporności.
Do tego czasu Ruth od lat wypełniała lukę, której szpitale, organizacje i administracja nie potrafiły odpowiednio wypełnić.
Według jej własnych szacunków przez kilka dekad pomogła na różne sposoby ponad tysiącu osób.
Liczbę tę trudno w pełni zweryfikować, jednak jej bezpośrednie zaangażowanie w opiekę nad licznymi pacjentami i obronę ich praw jest powszechnie uznawane.
Wśród nich byli bardzo bliscy przyjaciele, których twarzy nigdy nie zapomniała.
Każda śmierć przypominała jej, że za statystykami krył się człowiek.
Czyjś syn.
Przyjaciel.
Partner.
Ktoś, kto zasługiwał na opiekę.
W 2017 roku otrzymała nagrodę Thom Weyand Unsung Hero Award przyznawaną przez National AIDS Memorial za lata służby.
W grudniu 2020 roku opublikowała swoje wspomnienia zatytułowane „All the Young Men”, w których własnymi słowami opisała swoje doświadczenia.
Wielu czytelników było poruszonych, gdy odkryli, jak młoda była, kiedy zaczęła swoją działalność.
Podczas gdy inni ludzie w jej wieku próbowali znaleźć swoje miejsce w świecie, ona towarzyszyła nieznajomym w ostatnich dniach ich życia i organizowała pogrzeby, którymi nikt inny nie chciał się zająć.
Jej historia pokazuje również ograniczenia ówczesnego systemu opieki zdrowotnej i pomocy społecznej.
Strach, dezinformacja i uprzedzenia sprawiły, że wielu chorych zostało bez opieki, której potrzebowali.
Ruth pomagała tak, jak potrafiła.
Jeden telefon na raz.
Jeden posiłek na raz.
Jedno pożegnanie na raz.
Na cmentarzu Files ustawiono później pomnik związany z tą historią.
Przypomina on o ludziach, którzy zostali odrzuceni za życia, a tam znaleźli miejsce wiecznego spoczynku.
Ruth Coker Burks nigdy nie planowała stać się symbolem czegokolwiek.
Po prostu otworzyła drzwi, przez które inni bali się przejść.
A potem poświęciła znaczną część swojego życia, aby nie pozwolić, by ponownie zamknęły się przed tymi, którzy najbardziej potrzebowali czyjejś obecności.