24/10/2025
Dni stają się krótsze, ciemniejsze, bardziej deszczowe.
To pora, gdy Szkocja wzywać zaczyna częściej i głośniej. Wtedy też zaczynamy myśleć o naszych kolejnych wyprawach do tego pięknego kraju.
Najchętniej przy pysznych dramach. Zwłaszcza tych pochodzących z dalekiej, nadmorskiej północy.
A takimi są wypusty Old Pulteney, którą bardzo lubimy.
Dziś kosztujemy trzech różnych butelek:
- Old Pulteney French Oak Matured Distillery Exclusive w mocy 53%, finiszowana w beczkach po francuskim winiaku (albo nawet samym koniaku),
- Old Pulteney Single Cask 2010 12 yo, o mocy 63,8% - ręcznie napełniana w destylarni, leżakowana w beczkach typu butt po sherry oloroso,
- Old Pulteney Single Cask 2010 14 yo, o mocy 54% - tegoroczna edycja limitowana, również dojrzewająca w oloroso sherry butts.
No i jest tak, jakbyśmy chcieli. Zresztą nie pijemy ich po raz pierwszy - to raczej chęć zafundowania sobie sentymentalnej podróży do Caithness, na klify Duncansby czy do zamku Sinclair. W każdej z nich znaleźć można kapkę pieprzu, cytrusów, ale też mnóstwo wanilii, słodyczy, toffee.
Ta finiszująca w beczkach francuskich ma to coś winogronowego, owocowego. Dwie z whisky dojrzewające w beczkach po sherry oloroso to porządne "sherry bomby", które swoje przeleżały w uczciwych, dobrej jakości beczkach, a nie "aktywnych" hogsheadach wykonanych tylko po to, by wlać w nie szkocką whisky. Ta kupiona bezpośrednio w destylarni, mimo potężnej mocy zadziwia łagodnością, głębią, a alkohol jest znakomicie ukryty. Jej tegoroczna, acz dojrzalsza edycja to łagodniejsza, delikatniejsza siostra.
Werdykt?
Wszystkie dobre. Każda odpowiednia na inną okazję, na inny dzień, ale jednocześnie - fundują nam pyszną podróż na daleką północ Szkocji.