17/03/2026
𝗝𝗲𝗱𝗻𝗮 𝗻𝗼𝗰, 𝗸𝘁ó𝗿𝗮 𝘇𝗺𝗶𝗲𝗻𝗶𝗮 𝗰𝘇ł𝗼𝘄𝗶𝗲𝗸𝗮
Przez wiele lat myślałem o sobie jak o zwykłym człowieku.
Bez szczególnych talentów, bez wielkich planów. Po prostu ktoś, kto próbuje robić w życiu coś dobrego.
Od 10 lat chodzę na Ekstremalną Drogę Krzyżową. I wiem dziś jedno:
𝗘𝗗𝗞 𝗽𝗼𝘁𝗿𝗮𝗳𝗶 𝘄𝘀𝘁𝗿𝘇ą𝘀𝗻ąć 𝗰𝘇ł𝗼𝘄𝗶𝗲𝗸𝗶𝗲𝗺 𝗱𝗼 𝗴łę𝗯𝗶. Nie tylko duchowo. Także biologicznie. Bo kiedy idziesz nocą kilkadziesiąt kilometrów, zmęczony, przemoczony, z bólem w nogach, budzi się w Tobie coś, o czym wcześniej nie miałeś pojęcia.
Ale jedną z najważniejszych historii tej drogi przeżyłem nie sam.
Kilka lat temu pracowałem w projekcie readaptacyjnym. Prowadziliśmy wraz z małżonką Ireną dom dla osób, które po wielu latach wychodziły z więzienia. Spotykałem ludzi, którzy po 20 czy 25 latach za kratami uczyli się życia od nowa. To był niezwykły czas – dla nich i dla mnie.
Pewnego dnia, w czasie Wielkiego Postu, opowiedziałem im o moim doświadczeniu Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Mówiłem o nocnej ciszy, o walce ze zmęczeniem, o spotkaniu z samym sobą.
Po zajęciach kilku chłopaków podeszło i powiedziało:
– 𝙍𝘢𝘧𝘢ł, 𝘸𝘦ź 𝘯𝘢𝘴 𝘯𝘢 𝘵ę 𝘥𝘳𝘰𝘨ę. 𝘊𝘩𝘤𝘦𝘮𝘺 𝘴𝘱𝘳ó𝘣𝘰𝘸𝘢ć.
Wśród nich był Paweł.
Chłopak niewidomy na jedno oko, a na drugie widzący bardzo słabo. Po zmroku praktycznie nie poruszał się poza domem.
Pozostali dali mu jasno do zrozumienia:
– 𝗧𝗼 𝗻𝗶𝗲 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝗱𝗿𝗼𝗴𝗮 𝗱𝗹𝗮 𝗰𝗶𝗲𝗯𝗶𝗲 !!!
Następnego dnia Paweł podszedł do mnie i powiedział jedno zdanie, którego nigdy nie zapomnę:
„𝙍𝘢𝘧𝘢ł, 𝘤𝘻𝘺 𝘣ę𝘥𝘻𝘪𝘦𝘴𝘻 𝘮𝘰𝘪𝘮𝘪 𝘰𝘤𝘻𝘢𝘮𝘪? 𝙅𝘢 𝘣𝘢𝘳𝘥𝘻𝘰 𝘤𝘩𝘤ę 𝘪ść...”
Pomyślałem wtedy, że dam mu szansę.
Szczerze? Byłem przekonany, że przejdzie 5 kilometrów i będzie chciał wracać.
Wybrałem trasę „Kresowe Więzi” – 54 kilometry. Pętla wychodząca ze Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie, prowadząca przez pola, lasy i nasypy kolejowe.
.. Padał lekki deszcz, wiał chłodny wiatr.
Wyruszyliśmy w piątkę wraz z moją żoną.
Na początku szło nam bardzo trudno. Testowaliśmy różne sposoby marszu, żeby złapać wspólny rytm. Było ciemno, potykaliśmy się o kamienie, kilka razy razem upadliśmy w błoto.
Po 5 kilometrach zaczęliśmy iść jednym krokiem.
Na 10 kilometrze Paweł pierwszy raz upadł.
Usiadł na ziemi, złapał oddech i powiedział tylko:
„𝙄𝘥𝘻𝘪𝘦𝘮𝘺 𝙍𝘢𝘧𝘢ł. 𝙄𝘥𝘻𝘪𝘦𝘮𝘺 𝘥𝘢𝘭𝘦𝘫.”
O północy dotarliśmy do Kościół Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Kosieczynie – najstarszego drewnianego kościoła zrębowego w Europie z 1334 roku.
To była połowa drogi.
Paweł spojrzał na mnie, położył dłoń na ramieniu i powiedział:
– 𝙕𝘢𝘥𝘻𝘸𝘰ń 𝘱𝘰 𝘬𝘪𝘦𝘳𝘰𝘸𝘤ę. 𝘋𝘢𝘭𝘦𝘫 𝘯𝘪𝘦 𝘥𝘢𝘮 𝘳𝘢𝘥𝘺.
Weszliśmy do środka. Trwała Msza Święta za uczestników EDK.
Usiedliśmy w ławce.
Po jej zakończeniu Paweł wstał i powiedział:
„𝙊𝘥𝘸𝘰ł𝘢𝘫 𝘴𝘢𝘮𝘰𝘤𝘩ó𝘥. 𝙄𝘥𝘻𝘪𝘦𝘮𝘺 𝘥𝘢𝘭𝘦𝘫 𝘱𝘪𝘦𝘴𝘻𝘰 𝘥𝘰 𝘥𝘰𝘮𝘶.”
Szliśmy dalej.
Z pęcherzami, z bólem, w całkowitej ciemności.
Na 42 kilometrze, w Szczaniec, usiedliśmy na przystanku.
Paweł powiedział:
– 𝙅𝘢 𝘵𝘶 𝘻𝘰𝘴𝘵𝘢𝘫ę. 𝙋𝘰𝘤𝘻𝘦𝘬𝘢𝘮 𝘥𝘰 ś𝘸𝘪𝘵𝘶 𝘪 𝘱ó𝘫𝘥ę 𝘥𝘰 𝘻𝘯𝘢𝘫𝘰𝘮𝘺𝘤𝘩. 𝙏𝘺 𝘮𝘰ż𝘦𝘴𝘻 𝘪ść 𝘥𝘢𝘭𝘦𝘫.
Była 6 rano.
Zaczęły piać koguty. Ptaki zaczęły śpiewać. Nad horyzontem pojawiło się światło.
Paweł wstał.
Nie powiedział ani słowa.
Po prostu ruszył do przodu.
Ja poszedłem za nim, żeby się nie potknął.
Po 13 godzinach marszu i 54 kilometrach stanęliśmy na wzgórzu przy Pomniku Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Świebodzinie.
𝗧𝗼 𝗯𝘆ł𝗮 𝗷𝗲𝗱𝗻𝗮 𝘇 𝗻𝗮𝗷𝗽𝗶ę𝗸𝗻𝗶𝗲𝗷𝘀𝘇𝘆𝗰𝗵 𝗻𝗼𝗰𝘆 𝘄 𝗺𝗼𝗶𝗺 ż𝘆𝗰𝗶𝘂.
Ale historia Pawła nie skończyła się tamtej nocy.
Po tej drodze postanowił zmienić swoje życie.
Poszedł do szkoły wieczorowej.
Zdał maturę.
Zrobił kurs ochroniarza.
Podjął pracę.
Czasem do siebie dzwonimy.
I kiedy ktoś mnie pyta, czym jest Ekstremalna Droga Krzyżowa, odpowiadam prosto:
To nie jest tylko 40 czy 50 kilometrów nocnego marszu.
𝗧𝗼 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝗻𝗼𝗰, 𝘄 𝗸𝘁ó𝗿𝗲𝗷 𝗰𝘇ł𝗼𝘄𝗶𝗲𝗸 𝗼𝗱𝗸𝗿𝘆𝘄𝗮, ż𝗲 𝗽𝗼𝘁𝗿𝗮𝗳𝗶 𝘄𝗶ę𝗰𝗲𝗷, 𝗻𝗶ż 𝗺𝘆ś𝗹𝗮ł.
Jeśli chłopak, który prawie nie widzi po zmroku, potrafił przejść 54 kilometry w nocy, to znaczy, że granice są często tylko w naszej głowie.
Dlatego powiem Ci jedno.
Wyjdź choć raz na Ekstremalną Drogę Krzyżową.
Nie dla wyniku.
Nie dla kilometrów.
Ale po to, żeby zobaczyć,
kim naprawdę jesteś, kiedy zaczyna się noc. Idziesz?
Rafał Wojtkiewicz - koordynator krajowy EDK.