31/03/2026
Wołomin został z tysiącami ton niebezpiecznych odpadów. Przetarg unieważniono, pieniędzy nie ma
To już nie jest historia o papierach, terminach i urzędowych przepychankach. To jest historia o bezpieczeństwie mieszkańców Wołomina. Na terenie przy ul. Łukasiewicza 11 znajdują się odpady niebezpieczne i inne niż niebezpieczne w postaci stałej i ciekłej. Sama dokumentacja przetargowa mówi o szacowanej łącznej ilości około 20 422 Mg, a zakres usunięcia określono od 6484 Mg do 22 000 Mg. To nie jest drobny problem do przeczekania. To jest skala zagrożenia, którą państwo i samorząd znały od dawna.
11 września 2025 roku Województwo Mazowieckie uruchomiło przetarg na zastępcze usunięcie tych odpadów. W SWZ zapisano 24 miesiące na wykonanie zamówienia. Co ważne, o wyborze oferty miała decydować wyłącznie cena. Przy takiej sprawie mieszkańcy mają prawo pytać, dlaczego państwo przez miesiące nie potrafiło doprowadzić nawet do etapu wyboru wykonawcy.
Potem zaczęło się przeciąganie. Termin składania ofert przesuwano z 17 października 2025 roku na 18 grudnia 2025 roku, potem na 30 stycznia 2026 roku, następnie na 27 lutego, 20 marca i w końcu na 2 kwietnia 2026 roku. Pięć zmian. Prawie pół roku zwłoki. I ani jednego realnego kroku do usunięcia zagrożenia z Wołomina.
Już na starcie było widać, że dokumentacja budzi spór. 22 września 2025 roku wykonawca FCC PRO wniósł odwołanie do KIO przeciw treści ogłoszenia i dokumentów zamówienia, w szczególności SWZ i wzorowi umowy. Odwołanie później cofnięto, a Izba umorzyła sprawę, ale sam fakt pokazuje, że to postępowanie od początku nie było spokojne i bezdyskusyjne.
Najmocniejszy cios przyszedł 26 marca 2026 roku. Wtedy sporządzono zawiadomienie o unieważnieniu przetargu, a 27 marca informacja trafiła na platformę. Oficjalny powód? Środki publiczne, które miały sfinansować całość zamówienia, nie zostały przyznane. W tym samym piśmie urząd marszałkowski przyznał wprost, że działał z uwagi na interes społeczny związany z koniecznością usunięcia odpadów i że zamówienie miało być realizowane jako zadanie zlecone z zakresu administracji rządowej. Innymi słowy: wszyscy wiedzieli, że sprawa jest ważna, ale pieniędzy i tak nie zapewniono.
I tu dochodzimy do sedna. Mieszkańców Wołomina nie uderzyła jakaś nagła katastrofa. Uderzył ich łańcuch publicznych decyzji i zaniechań. Już 27 września 2024 roku, po spotkaniu z ministrą klimatu, gmina informowała, że rozwiązanie problemu nielegalnego składowiska w Wołominie jest priorytetem dla resortu, że ruszyły prace nad zabezpieczeniem finansowania, że na miejscu zalega ponad 20 tysięcy ton odpadów i że koszt usunięcia może sięgnąć 200 mln zł. Minęło półtora roku. Efekt? Unieważniony przetarg i komunikat o braku pieniędzy.
Jeszcze bardziej kompromitujący jest zbieg dat. Tego samego 27 marca 2026 roku Ministerstwo Klimatu i Środowiska chwaliło się, że od 2024 roku przeznaczyło już 500 mln zł na wsparcie usuwania nielegalnie nagromadzonych odpadów w 33 lokalizacjach i że zutylizowano 17 tysięcy ton. Ale w tym samym komunikacie resort napisał też wprost, że odpady wykryte w Wołominie nie są odpadami usuniętymi w ramach nowego programu „Sprzątamy Polskę”. Dla mieszkańców brzmi to brutalnie jasno: w innych miejscach państwo znalazło pieniądze i sprawczość, w Wołominie nie.
To nie jest zresztą problem istniejący tylko na papierze. 4 października 2024 roku gmina informowała o zgłoszeniu wycieku brązowej substancji z przepustu do rzeki Czarnej na wysokości terenu przy Łukasiewicza 11. W komunikatach przekazanych przez ochronę środowiska nie wykazano wtedy zagrożenia dla zdrowia i środowiska, ale sam incydent pokazuje, że mieszkańcy nie mają do czynienia z abstrakcyjną teczką w urzędzie, tylko z realnym ryzykiem, które wymaga realnego działania.
Od dawna było też jasne, że sprawa tonie w sporach kompetencyjnych. Już w grudniu 2023 roku gmina pisała wprost, że sytuacja przy Łukasiewicza 11 to ponadlokalny kryzys, że potrzebne jest działanie rządu, wojewody, starosty i marszałka, a między starostwem i urzędem marszałkowskim toczył się spór o to, kto ma zająć się odpadami nielegalnie składowanymi przez przedsiębiorcę. Mieszkańcy nie potrzebowali i nie potrzebują takiego ping-ponga. Mieszkańcy potrzebują uprzątnięcia zagrożenia.
Niepokojące jest również to, jak wyglądało samo postępowanie na finiszu. Jeszcze 12 marca 2026 roku wykonawcy pytali zamawiającego, ile odpadów faktycznie ma zostać usuniętych w ciągu 24 miesięcy. Urząd odpowiedział, że minimum gwarantowane to 6484 tony, ale wykonawca musi być gotowy na pełne 22 000 ton. W tych samych wyjaśnieniach zamawiający przyznał, że przed wszczęciem postępowania nie prowadził odrębnych, formalnych konsultacji rynkowych ani badań rynku, a termin realizacji określono na podstawie ogólnie dostępnych informacji o instalacjach do przetwarzania odpadów niebezpiecznych. Przy sprawie tej wagi to nie uspokaja. To tylko pokazuje skalę ryzyka, z jakim mieszkańców zostawiono.
Jako stowarzyszenie mówimy to wprost: bezpieczeństwo mieszkańców Wołomina przegrało z politycznym przeciąganiem liny, z urzędową bezwładnością i z niezdolnością do zagwarantowania finansowania. Tu nie zawiódł jeden podpis i nie zawalił jeden referat. Tu zawiódł cały system odpowiedzialności publicznej. Najpierw były narady. Potem zapowiedzi. Potem przesuwanie terminów. A na końcu mieszkańcy dostali tylko oficjalne pismo, że środków nie przyznano.
Dzisiaj Wołomin nie potrzebuje kolejnego zdjęcia ze spotkania i kolejnego zapewnienia, że sprawa jest ważna. Wołomin potrzebuje trzech rzeczy: publicznego harmonogramu, wskazania źródła finansowania i konkretnej daty rozpoczęcia usuwania odpadów z Łukasiewicza 11. Wszystko inne jest już tylko teatrem administracyjnym wystawianym kosztem bezpieczeństwa mieszkańców.
źródło załączonego dokumentu: https://platformazakupowa.pl/transakcja/1171247