10/02/2026
205 lat temu do niebiańskich zastępów odszedł jeden z najświetniejszych szwoleżerów w dziejach naszego Pułku, baron Jan Leon Hipolit Kozietulski.
Krótki, acz mężny i zaszczytny żywot związał na dobre i na złe z losem umiłowanej Ojczyzny. Nikczemne pomówienia, jakich stał się ofiarą w przededniu śmierci, nie przesłoniły potomnym jego heroicznych czynów, którymi walnie przyczynił się do rozsławienia w świecie chwały rycerstwa polskiego. Złotymi zgłoskami w annałach polskiej kawalerii zapisała się szarża pod Somosierrą, przełęczą w hiszpańskich górach, którą bezskutecznie próbowali wziąć grenadierzy i szaserzy Starej Gwardii. Jedynie 6 minut potrzeba było na to 3. szwadronowi 1. Pułku Szwoleżerów, dowodzonemu tego dnia w zastępstwie przez młodego szefa szwadronu Jana Kozietulskiego. Z brawurą godną swego prapradziada, który przed laty pod Janem III Sobieskim gromił bisurmanów pod Wiedniem i z szablą tegoż husarza w dłoni, otworzył Cesarzowi Napoleonowi I drogę do ostatecznego rozbicia armii hiszpańskiej. Ciężko ranny po tej batalii niedługo korzystał jednak z lazaretów; szybko powrócił do Pułku i wiele jeszcze razy dawał dowody swej odwagi i wierności. Zasłużył się w kampanii austriackiej, w ostatniej chwili przejmując komendę podczas bitwy pod Wagram, od będącego słabego wzroku francuskiego grossmajora Delatrie i ratując regiment przed uderzeniem z flanki. W kampanii rosyjskiej, gdy szczęśliwa gwiazda Napoleona schodziła już z firmamentu, miał zaszczyt własną piersią zasłonić jego cesarską wysokość od kozackiej piki, podczas zasadzki rosyjskich kozaków. Po raz kolejny ciężko opłacił zdrowiem fizycznym swój nieskalany honor gwardzisty i jak wcześniej prędko powrócił do służby, by wziąć jeszcze udział w kampanii niemieckiej i w „bitwie narodów” pod Lipskiem. Awansowany niebawem na pułkownika, objął dowództwo 3. Pułku Eklererów Gwardii, z którym to walczył aż do końca panowania drogiego sercom nie tylko Francuzów, ale i Polaków Cesarza.
W Królestwie Polskim otrzymał dowództwo 4. Pułku Ułanów, jednak nie długo przyszło mu piastować tę funkcję. Już 6 lat później, w wyniku chorób, pogłębionych jeszcze oczerniającym spiskiem, zmarł 3 lutego 1821 roku, w swym warszawskim mieszkaniu. Zgodnie ze swą wolą, został pochowany w kościele Świętej Trójcy w Belsku Dużym, należącym do majątku siostry.
Dla potomnych stał się wzorem wierności i męstwa, następnym Zawiszą Czarnym w panteonie polskiego rycerstwa. Inspirował poetów, malarzy i swych następców - kolejne pokolenia kawalerzystów. Na swego patrona obrał go powstały w 1920 roku 3. Pułk Szwoleżerów Mazowieckich. Jest to drugi obok 16. Pułku Ułanów oddział, który ma naszego oficera po dziś dzień na sztandarze.
Aż po nasze czasy oddziały związane z postacią barona Kozietulskiego, czczą jego pamięć, modląc się za jego duszę podczas Mszy Świętej w intencji bohatera, w rocznicę jego śmierci. Niedzielny, uroczysty apel od lat jest też organizowany pod pomnikiem Pułkownika w Belsku Dużym, miejscu powstałym dzięki inicjatywie związanych od dawna z tą miejscowością Szwoleżerów Mazowieckich. Podczas tegorocznych obchodów 1. Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego wystawił tradycyjnie wartę w mundurach historycznych szwoleżerów gwardii, noszonych w naszym pułku w czasach służby Jana Kozietulskiego, używanych podczas obchodów rocznicowych już od lat 30 XX w. Uroczystości zakończyło złożenie kwiatów przez delegacje: 1. Pułku Szwoleżerów, 3. Pułku Szwoleżerów oraz 4. Pułku Ułanów.
Tradycyjnie wszyscy kawalerzyści wspólnie udali się do majątku Małej Wsi, niegdyś należącego do siostry Pułkownika, by odwiedzić mury pałacu, w których ten spędził najszczęśliwsze lata młodości. Gościnne progi tych pięknych włości, znów rozbrzmiały brzękiem ostróg, który niechaj nie ucichnie w kolejnych stuleciach.
PK