Regionalne Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy

Regionalne Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy powstało z inicjatywy długoletniego proboszcza parafii - ks. prałata Józefa Gorajka i dr hab. Sławomira Partyckiego.

Wąwolnica, 2 maja 1946 roku – 80 lat późniejW sobotę 2 maja 2026 roku obchodziliśmy 80. rocznicę pacyfikacji Wąwolnicy d...
05/05/2026

Wąwolnica, 2 maja 1946 roku – 80 lat później

W sobotę 2 maja 2026 roku obchodziliśmy 80. rocznicę pacyfikacji Wąwolnicy dokonanej przez zbrodniarzy komunistycznych z UB, MO i KBW. O godzinie 8:00 do Wąwolnicy przyjechali przedstawiciele władz Instytutu Pamięci Narodowej, by oddać hołd ofiarom pacyfikacji i samej Wąwolnicy jako miejscowości niepokornej wobec komunistycznych władz powojennej Polski.
Panowie Mateusz Szpytma, Robert Derewenda i Jacek Rusinek złożyli wieniec pod pomnikiem ofiar pacyfikacji Wąwolnicy. Towarzyszyli im Burmistrz Wąwolnicy Marcin Łaguna i Prezes Zarządu RTPW – Sławomir Snopek. Przy tej okazji przekazaliśmy do zbiorów IPN opracowania książkowe o pacyfikacji Wąwolnicy i Listę strat osobowych z terenu Gminy i Parafii Wąwolnica, wydanych nakładem naszego Towarzystwa.
O godzinie 14:45 rozpoczęły się oficjalne uroczystości zorganizowane przez Urząd Miejski w Wąwolnicy, Gminny Dom Kultury, Parafię pw. Św. Wojciecha i RTPW. Po złożeniu kwiatów pod tablicami przy Bazylice Mniejszej, upamiętniającymi ofiary walk o niepodległość Polski i ofiary II wojny światowej, została odprawiona msza święta. Następnie wszyscy uczestnicy mszy udali się na wąwolnicki Rynek, gdzie uroczystości były kontynuowane do godziny 20:30.
Zachęcamy do zapoznania się z relacjami dostępnymi na stronach GDK w Wąwolnicy i Parafii pw. Św. Wojciecha. My załączamy poniżej rys historyczny autorstwa Sławomira Snopka, który przedstawił on zebranym na Rynku podczas tych uroczystości. Zdjęcia zamieszczone w naszej relacji otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Pana Marcina Łaguny i Pani Moniki Podbielskiej z Sokołowa Podlaskiego, za co w tym miejscu serdecznie dziękujemy.

Sławek Snopek
2 maja 1946 r. w Wąwolnicy
Rys historyczny

Dzień dobry!
Na wstępie chcę podziękować organizatorom za zaproszenie do udziału w dzisiejszych uroczystościach. Jak wielu z Państwa wie - jestem od urodzenia mieszkańcem Wąwolnicy i historię pacyfikacji naszej miejscowości poznawałem od najmłodszych lat. Najpierw z opowieści
jej świadków i ofiar, którymi było dwieście wąwolnickich rodzin, a później także z lektury zakazanych w PRL książek i w trakcie osobistych poszukiwań archiwalnych prowadzonych w Polsce i na świecie.
Dziś są wśród nas również zaproszeni Goście i nowi mieszkańcy Wąwolnicy, dlatego pozwólcie,
że w chociaż skrótowo przybliżę Państwu to – co i dlaczego wydarzyło się 80 lat temu w Wąwolnicy. Nie chciałbym tu powielać dostępnych publikacji i wypowiedzi moich przedmówców, ale szczególnie dziś, kiedy przypada 80. rocznica tego wydarzenia, nie sposób nie opowiadać tej historii.
Zanim jednak przejdę do zrelacjonowania wydarzeń z 2 maja 1946 roku chciałbym zwrócić uwagę na to jak kształtowała się tożsamość wąwolnickiej społeczności. Od zarania istnienia Wąwolnicy, jej mieszkańcy mieli dwa filary tożsamości. Pierwszym był filar królewski – dziś powiedzielibyśmy – państwowy. Drugi filar stanowiła wiara i jej duchowy wpływ na kolejne pokolenia mieszkańców żyjących w sąsiedztwie Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej. Zresztą u źródeł objawienia w Kęble, oprócz przekazu stricte religijnego, był też motyw narodowy – związany z najazdem tatarskim
na Polskę i uwolnieniem jeńców wziętych w jasyr przez wroga.
Do tych dwóch filarów tożsamości przez wieki odwoływali się mieszkańcy Wąwolnicy. Czy to podczas wojen i najazdów – broniąc swojej Ojczyzny, czy podczas pokoju, gdy podkreślali swoją niezależność wobec dzierżawców Starostwa Wąwolnickiego, czy wreszcie podczas reformacji, kiedy to Wąwolnica była trwałą ostoją wiary katolickiej. W tym przypadku ogromną rolę odegrali benedyktyni świętokrzyscy, którzy sprawowali opiekę nad parafią i sanktuarium wąwolnickim.
W kolejnych wiekach zaangażowanie mieszkańców w powstania narodowe XVIII i XIX wieku
oraz walka o niepodległość Polski w latach 1914-1921 wzmacniało poczucie tożsamości narodowej
i kulturowej Wąwolniczan. Na początku XX wieku powstawały tu także organizacje, które miały na celu podniesienie świadomości obywatelskiej i połączenie wysiłków wszystkich warstw społecznych w budowaniu zrębów nowoczesnego społeczeństwa. Jedną z takich organizacji było Lubelskie Towarzystwo Rolnicze założone przez ziemian Lubelszczyzny, w tym Antoniego Rostworowskiego z Milejowa a później z Kębła. Towarzystwo miało na celu szerzenie oświaty rolniczej wśród dzieci chłopskich, a poprzez to podnoszenie kultury agrarnej wsi polskiej. Powstawały spółdzielnie rolnicze i koła młodzieży wiejskiej, które skupiały najaktywniejszych mieszkańców Wąwolnicy i okolicznych wsi. W latach 20. i 30. XX wieku działały tu również inne organizacje społeczne, jak Ochotnicza Straż Ogniowa czy Stowarzyszenie Polskiej Młodzieży Katolickiej, które także miały duży wpływ na kształtowanie postaw tak społecznych jak i patriotycznych tutejszych mieszkańców.
Nic więc dziwnego, że kiedy we wrześniu 1939 roku Niemcy i Sowieci napadli na Polskę, wielu mieszkańców Wąwolnicy brało czynny udział w wojnie obronnej, przy czym część z nich walczyła ochotniczo.
Po przegranej kampanii wrześniowej, już w listopadzie 39 roku powstawały tu pierwsze organizacje konspiracyjne. Na terenie Wąwolnicy od listopada działała placówka tzw. Grupy Puławskiej złożonej głównie z dawnych żołnierzy P.O.W., czyli Polskiej Organizacji Wojskowej, którzy walczyli o niepodległość Polski w latach 1914-21. Na przełomie 1939 i 1940 roku Grupa Puławska podporządkowała się Służbie Zwycięstwu Polski, a następnie Związkowi Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. Równolegle w Wąwolnicy powstały struktury Batalionów Chłopskich złożone głównie z członków Stronnictwa Ludowego i przedwojennego Związku Młodzieży Wiejskiej „Wici”.
W pierwszych latach okupacji niemieckiej wąwolnickie organizacje konspiracyjne nie prowadziły dużych operacji partyzanckich. Według raportu por. Edwarda Wrotniaka, ps. Weneda, który był dowódcą oddziałów AK w Rejonie Nałęczów-Wąwolnica, ograniczano się do akcji rozbrajania pojedynczych Niemców i policjantów w celu zdobycia broni.
Nasilenie akcji partyzanckich nastąpiło z początkiem 1944 roku. Między innymi w kwietniu 44 połączone oddziały AK i B*h zaatakowały w Zofiance skład kolejki wąskotorowej, rozbrajając konwojentów niemieckich i przejmując transportowane materiały mundurowe i spożywcze.
W ramach „Akcji Kośba”, w maju zlikwidowano kilku Niemców i kolaborantów. Również w maju 1944 roku oddział zrzutowy AK pod dowództwem Wenedy przyjął dwa duże zrzuty broni i innych materiałów wojskowych, dostarczone przez aliantów z lotniska Brindisi we Włoszech.
W połowie lipca 1944 roku na terenie Inspektoratu Puławy AK rozpoczęła się Akcja Burza, czyli ogólnopolskie powstanie przeciwko Niemcom, które miało na celu opanowanie miejscowości przez połączone oddziały AK i B*h, przed wkroczeniem na te tereny Sowietów. Wąwolnica i Nałęczów zostały wyzwolone przez te oddziały w dniu 23 lipca 1944 roku. Sowieci weszli do Wąwolnicy dwa dni później - 25 lipca. Jak się niebawem okazało były to jedyne dwa dni prawdziwej wolności…
Dosłownie w kilka dni po wejściu Armii Czerwonej do Wąwolnicy i Nałęczowa – już na początku sierpnia 1944 roku sowieckie NKWD i Milicja Obywatelska, rozpoczęły intensywne aresztowanie żołnierzy AK i tych żołnierzy B*h, którzy nie chcieli współpracować z władzą „ludową”, narzuconą przez Moskwę. W tej sytuacji „Weneda” w porozumieniu w dowództwem Inspektoratu Puławy wydał rozkaz zakończenia działalności bojowej, ukrycie broni i demobilizację oddziałów. Nie zatrzymało to jednak fali aresztowań. Szybko okazało się, że niemiecką okupację zastąpiła nie mniej okrutna okupacja sowiecka i represje komunistycznych władz Polski, pozostających na usługach moskiewskich mocodawców.
W 1945 roku, po rozwiązaniu AK, na terenie Wąwolnicy powstała placówka Zrzeszenia Wolność
i Niezawisłość, która składała się z tych żołnierzy AK i B*h, którzy uniknęli śmierci z rąk komunistów lub aresztowań. W szeregi WiN wstępowali również nastolatkowie, którzy w czasie okupacji niemieckiej byli zbyt młodzi, żeby walczyć z okupantem z bronią w ręku. Władze próbowały na wszelkie sposoby zwalczać organizacje antykomunistyczne. Na szeroką skalę stosowały inwigilację z pomocą zdrajców, aresztowania, obławy lub zasadzki. Odpowiedzią na represje i fizyczną eksterminację żołnierzy podziemia niepodległościowego, były przeprowadzane przez podziemie akcje likwidacyjne wymierzone w funkcjonariuszy reżimu komunistycznego, ale także w ich rodziny i sympatyków nowej władzy.
Do kwietnia 1946 roku na terenie Gminy Wąwolnica i w samej Wąwolnicy z rąk władz komunistycznych zginęło co najmniej dwudziestu żołnierzy niezłomnych i kilkoro cywili. Kolejnych kilkadziesiąt osób zostało uwięzionych, a część z nich została zesłana na Syberię.
Oprócz tego ogół społeczeństwa wsi był nękany ciągłymi rekwizycjami płodów rolnych i zwierząt hodowlanych, które rząd komunistyczny rekwirował bezlitośnie. Grupy operacyjne wysyłane w teren do ściągania kontyngentów, nierzadko były wspierane przez uzbrojonych funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
W takiej rzeczywistości – w środę 1 maja 1946 roku do Wąwolnicy przyjechali agitatorzy komunistyczni, którzy usiłowali zorganizować wiec pierwszomajowy na rynku wąwolnickim. Zgromadzeni mieszkańcy wyśmiali ich, a kliku żołnierzy podziemia niepodległościowego schwytało agitatorów i po wymierzeniu im kary chłosty wypędzili ich do Puław zapowiadając, że w Wąwolnicy świętuje się Święto Konstytucji Trzeciego Maja, a nie komunistyczny 1 Maja.
2 maja 1946 roku około godziny 13. na wąwolnicki rynek wjechały dwie duże ciężarówki wypełnione uzbrojonymi funkcjonariuszami MO i KBW. Zauważyli to partyzanci przebywający w gospodzie przy rynku (w miejscu gdzie dziś stoi Gminny Dom Kultury). Widząc, że nie mają najmniejszych szans
w walce z przeważającymi siłami milicji, zdecydowali się na ucieczkę w stronę Zarzeki. Funkcjonariusze zauważyli to i rozpoczęli pościg za nimi. Około godziny 13:15 partyzanci wbiegli
na podwórze gospodarstwa Wacława Łuszczyńskiego. Milicjanci obawiając się zasadzki wrzucili
do stodoły granat. Tak rozpoczęła się pacyfikacja Wąwolnicy. W kolejnych godzinach milicjanci wspierani przez oddziały Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego systematycznie podpalali następne domy i budynki gospodarcze. Używali do tego pocisków zapalających, granatów lub wręcz zapałek. Według relacji mieszkańców Wąwolnicy, którzy składali je w dniach 3-6 maja 1946 roku - na 69 znanych przyczyn pożaru ich domostw aż 38 było spowodowanych podpaleniem przez funkcjonariuszu MO i KBW. Po podpaleniu miasteczka zbrodniarze zablokowali wszystkie drogi dojazdowe do Wąwolnicy i nie wpuszczali jednostek straży pożarnych, które jechały
z okolicznych miejscowości, by gasić pożar. Zwarta, drewniana zabudowa kryta strzechą i dość silny tego dnia wiatr, potęgowały falę zniszczenia,
Podczas pacyfikacji straty dotknęły dwustu rodzin. Łącznie spłonęło ponad 450 budynków,
w tym co najmniej 103 domy mieszkalne i kilkaset zabudowań gospodarczych. Niestety były też ofiary śmiertelne. W płomieniach zginęło dwóch mieszkańców ulicy Kębelskiej – Józef Łuszczyński i Jan Wargocki. W następnych dniach zmarło jeszcze troje mieszkańców. Wacław Karpiński zmarł na zawał serca, którego doznał ratując mienie z zagrożonego pożarem sklepu, zaś Marcjanna Łuszczyńska i Natalia Pruchniak zmarły w wyniku ciężkich poparzeń odniesionych w czasie ratowania dobytku z płonących domów. Wielu innych mieszkańców było poważnie poparzonych.
Od pierwszych dni po pacyfikacji władze komunistyczne fałszowały prawdę o swojej zbrodni. Najpierw winę za tę zbrodnię zrzucano na cywilną bandę, potem na żołnierzy WiN a w latach pięćdziesiątych na żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.
Do ostatnich lat istnienia PRL prawda o zbrodni komunistycznej w Wąwolnicy była fałszowana, czego przykładem są kłamliwe artykuły Jacka Wilamowskiego opublikowane w maju 1987 roku na łamach tygodnika Perspektywy.
Mimo podejmowanych starań, Wąwolniczanie nigdy nie otrzymali godziwych odszkodowań za straty poniesione w pacyfikacji. Co więcej władze komunistyczne utrudniały mieszkańcom odbudowę zniszczonych gospodarstw ograniczając im sprzedaż materiałów budowlanych. W sierpniu 1946 roku Urząd Bezpieczeństwa na prośbę starosty puławskiego wskazał jedynie 84 rodziny, którym można było udzielić pomocy. Przypomnę, że według znanych dokumentów poszkodowanych było 200 rodzin. W ten sposób władza komunistyczna kontynuowała pacyfikację społeczności wąwolnickiej wprowadzając niezgodę wśród ofiar, które straciły dosłownie cały majątek materialny.
Dopiero na początku XXI wieku Instytut Pamięci Narodowej wszczął rzetelne śledztwo w sprawie pacyfikacji Wąwolnicy. W toku tego śledztwa przesłuchano ponad 130 świadków oraz zgromadzono liczne dokumenty archiwalne. Prokuratura IPN niezaprzeczalnie wykazała, że pacyfikacja Wąwolnicy była zbrodnią komunistyczną oraz zbrodnią przeciwko ludzkości.
Bezcennym dowodem tej zbrodni są fotografie wykonane w czasie pacyfikacji przez niezależnego fotoreportera amerykańskiego - Johna Vachona oraz zdjęcia anonimowego fotografa, który w dwa dni po pożarze wykonał kilka zdjęć obrazujących ogrom zniszczeń Wąwolnicy. Zostały one opublikowane w opracowaniu historycznym pt. „ Wąwolnica, 2 maja 1946. Relacje, dokumenty”, które zostało wydane nakładem Regionalnego Towarzystwa Przyjaciół Wąwolnicy w 2017 roku. Dziś te fotografie możecie Państwo zobaczyć na wystawie plenerowej przy Bazylice Mniejszej w Wąwolnicy. Będą one zaprezentowane za chwilę również tu, na wąwolnickim rynku, gdzie 80 lat temu rozpoczęła się zbrodnicza akcja UB.
Pamiętajmy o tych wydarzeniach. To bardzo bolesny fragment naszej historii, ale jednocześnie bardzo ważny element naszej tożsamości. Ma to szczególne znaczenie w dzisiejszych czasach, kiedy znowu próbuje się relatywizować role katów i ofiar tamtych wydarzeń, i znowu jak za komuny - coraz częściej kłamstwo nazywa się prawdą, a prawdę - kłamstwem.
Dziękuję za uwagę! Wąwolnica 2 maja 2026 r.

RUSZYŁY PRACE RENOWACYJNE ZABYTKOWEGO NAGROBKA KAROLA KĘDZIORY!Sobota, 18 kwietnia 2026 roku to znacząca data w historii...
21/04/2026

RUSZYŁY PRACE RENOWACYJNE ZABYTKOWEGO NAGROBKA KAROLA KĘDZIORY!
Sobota, 18 kwietnia 2026 roku to znacząca data w historii działalności Regionalnego Towarzystwa Przyjaciół Wąwolnicy, ale także ważna chwila dla wszystkich darczyńców wspierających ratowanie zabytków i kultywowanie pamięci o wybitnych mieszkańcach Ziemi Wąwolnickiej. Dzięki Państwa zaangażowaniu mogliśmy rozpocząć prace ratujące ciekawy zabytek sepulkralny, ale pamiętajmy, że przede wszystkim dzięki tym pracom przywracamy pamięć o wyjątkowym, młodym człowieku, mieszkańcu wsi Zgórzyńskie, z początków XX wieku. Był on stypendystą Lubelskiego Towarzystwa Rolniczego, uczniem szkół rolniczych w Nałęczowie i w Starościcach. Zdobytą wiedzę przekazywał swoim rówieśnikom i doświadczonym gospodarzom Ziemi Wąwolnickiej pracując jak inspektor rolniczy i członek gminnego zarządu Związku Młodzieży Wiejskiej. Oddany pracy społecznej, zawsze był gotowy nieść pomoc potrzebującym. Gdy na przełomie 1918 i 1919 roku na Lubelszczyźnie wybuchła epidemia tyfusu, Karol pomagał chorym kolegom i sąsiadom. Niestety, w tym czasie zaraził się tyfusem i zmarł w kwietniu 1919 roku. Nagrobek, który obecnie ratujemy, ufundowała Karolowi okoliczna młodzież, która uważała go za swojego przewodnika.

W minioną sobotę do Wąwolnicy przyjechali konserwatorzy zabytków, w osobach Pani Pauliny Antoniuk z Krakowa i Pana Andrzeja Kazberuka z Warszawy, którzy przeprowadzą renowację niszczejącego nagrobka Karola Kędziory ze Zgórzyńskiego. Nagrobek ten jest objęty ochroną prawną i rozpoczęcie prac było uzależnione od spełnienia wszelkich wymagań formalnych, począwszy od uzyskania zgody dysponenta grobu, którym jest Bratanica Karola Kędziory, poprzez zgodę administratora cmentarza (śp. Ks. Jerzego Ważnego) aż po pozytywną decyzję Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z Lublina, Pana Dariusza Kopciowskiego. Oczywiście decyzja taka mogła być podjęta dopiero po zgromadzeniu i przedstawieniu odpowiedniej dokumentacji, w tym programu konserwatorskiego, którego autorem jest Pan Andrzej Kazberuk.

Szczęśliwie wszystkie te formalności są już za nami i wreszcie w sobotę ruszyły zasadnicze prace konserwatorskie. O 10 rano spotkaliśmy się na wąwolnickim cmentarzu, przy nagrobku Karola Kędziory. Był z nami miejscowy ksiądz proboszcz – Mirosław Bielecki, konserwatorzy, członkowie RTPW i pracownicy cmentarza – w sumie osiem osób.
Podczas prac demontażowych okazało się, że nagrobek jest w gorszym stanie niż się spodziewaliśmy. Wiedzieliśmy, że jakaś katastrofa z lat 70. XX w. zburzyła część nagrobka, ale dopiero przy demontażu okazało się, że korzenie drzew rosnących w sąsiedztwie nagrobka dosłownie „rozsadziły” go od samych podstaw. Ponad sto lat zmiennych warunków atmosferycznych też zrobiło swoje. Większość elementów nagrobka jest popękana i trzeba je było delikatnie rozkładać, żeby w trakcie konserwacji wzmocnić ich strukturę, a potem złożyć je jak przestrzenne puzzle, aby mogły przetrwać kolejne dziesiątki, jeśli nie setki lat.
Prace demontażowe trwały kilka godzin. Ich etapy możecie Państwo zobaczyć w załączonej fotorelacji autorstwa Jolanty Snopek. Niespodziewanym odkryciem był fakt, że nagrobek stał na cokole, który pierwotnie był nad powierzchnią gruntu, a obecnie znajdował się około 15-20 cm pod ziemią. Mimo, że w programie konserwatorskim nie było zaplanowanej konserwacji cokołu, decyzja mogła być tylko jedna – należy rozszerzyć prace konserwatorskie, uwzględniając zachowanie cokołu nagrobka. To, niestety, podniesie zaplanowane koszty renowacji, ale jesteśmy przekonani, że znajdą się sponsorzy, którzy pomogą nam udźwignąć i ten dodatkowy koszt.
Po zdemontowaniu nagrobka przyszedł czas na przeniesienie jego elementów do samochodów stojących na parkingu przy cmentarzu. Każdy kto zna nasz cmentarz wie, że było to karkołomne wyzwanie. W starej części cmentarza nie ma wytyczonych alejek, a groby są rozmieszczone chaotycznie, co skutecznie utrudniało nam ręczny transport ciężkich, betonowych elementów nagrobka. Mimo tego, że topografia cmentarza jest skomplikowana, udało się nam bezpiecznie przenieść wszystkie elementy nagrobka na parking i załadować je do samochodów. Na zakończenie oznakowaliśmy puste miejsce po nagrobku Karola, zamieszczając informacje o rozpoczętych pracach konserwatorskich.
W najbliższym czasie planujemy uprzątnięcie odpadów pozostałych po demontażu nagrobka oraz wylanie płyty betonowej, która będzie stanowić podstawę, na której stanie odnowiony nagrobek. Prace konserwatorskie mają potrwać do końca września. W międzyczasie będziemy Państwu przekazywać relacje z kolejnych etapów renowacji.

Na zakończenie chcę serdecznie podziękować wszystkim, którzy dotychczas zaangażowali się w przygotowanie tego przedsięwzięcia. Dziękuję darczyńcom i wolontariuszom, którzy brali udział w kwestach na ratowanie zabytków naszego cmentarza. Wciąż potrzebujemy Waszego wsparcia, tym bardziej, że jak się okazało w sobotę – koszty renowacji wzrosną ze względu na odkrycie nieznanego wcześniej elementu nagrobka. Dziękuję Panu Markowi Skowronkowi z firmy BudMark z Wąwolnicy za bezinteresowną pomoc techniczną przy demontażu nagrobka. Szczególnie gorąco dziękuję tym, którzy nie tylko w przenośni, ale i dosłownie wzięli na siebie ciężar sobotnich prac.
A byli to: Ksiądz Mirosław Bielecki, Paulina Antoniuk, Andrzej Kazberuk, Gerard Potakiewicz, Sławomir Szeląg, Tadeusz Rogala oraz Jolanta Snopek i niżej podpisany autor relacji.
Sławomir Snopek

PS
Dziękujemy także Grzegorzowi Gajkosiowi z Wąwolnicy i jego Kolegom, za gotowość do pomocy przy transporcie nagrobka i bycie „pod telefonem”. Wprawdzie tym razem poradziliśmy sobie sami, ale Wasza pomoc na pewno jeszcze nie raz będzie nam potrzebna. Dziękujemy, że możemy na Was licz

Bystrą pod prądW sobotę, 18 kwietnia br. po raz kolejny członkowie i sympatycy RTPW wzięli udział w akcji sprzątania Świ...
19/04/2026

Bystrą pod prąd
W sobotę, 18 kwietnia br. po raz kolejny członkowie i sympatycy RTPW wzięli udział w akcji sprzątania Świata. I znowu ruszyliśmy na pomoc naszej rzece – Bystrej. W ubiegłych latach sprzątaliśmy już odcinki rzeki na Zarzece, w Wąwolnicy, Zgórzyńskiem i Mareczkach. Nie wiedzieć czemu, wciąż są wśród nas ludzie, którzy traktują rzekę i przyległe do niej źródliska jak ściek, lub wysypisko śmieci…
Choć trzeba przyznać, że to kolejny rok, kiedy idąc rzeką i jej brzegami, zebraliśmy mniej odpadów niż w latach poprzednich. Tym razem wyruszyliśmy inaczej, bo pod prąd.
Zaczęliśmy przy moście w Bartłomiejowicach i przez dwie godziny szliśmy w stronę Mareczek. Silną ekipę tworzyli: Marcin, Piotr, Jola, Iwona, Ola ze Stasiem, Gerard i Sławek.
Zebraliśmy kilkanaście worków odpadów, które wytaskaliśmy do drogi asfaltowej, żeby służby komunalne mogły łatwo je zabrać. Ciekawym znaleziskiem był mały, dobrze zachowany, chyba stuletni garnek - „żeliwniak” - wydobyty z dna Bystrej. Niestety pusty… Ale jego nie wyrzuciliśmy razem z innymi odpadami. Zapewnimy mu drugie życie w prywatnych zbiorach etnograficznych.
Dziękujemy wszystkim angażującym się w przywracanie blasku Bystrej, która stanowi wyjątkową, a wciąż niedocenianą wartość naszej Gminy i nie tylko.
Akcja nie byłaby tak sprawnie przeprowadzona, gdyby nie sponsorzy. Szczególne podziękowania kierujemy do firmy Andros Polska z Łopatek i MRODEN z Lublina, dzięki którym mieliśmy w czym i w co zbierać odpady.
A już w niedługim czasie zapraszamy nad Bystrą do Celejowa, skąd wyruszymy na kolejny spacer – tym razem historyczno-krajoznawczy. Śledźcie nasz profil, żeby poznać szczegóły. Nie będziemy szli pod prąd, tylko zgodnie z biegiem rzeki, a naszym celem będzie piekielne miejsce…
Zapraszamy!

Akcja Sprzątanie Świata!​Regionalne Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy zaprasza na wspólne sprzątanie rzeki Bystrej (na od...
16/04/2026

Akcja Sprzątanie Świata!

​Regionalne Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy zaprasza na wspólne sprzątanie rzeki Bystrej (na odcinku Bartłomiejowice – Mareczki).
Zbiórka na moście w Bartłomiejowicach o godz. 15. 00
Do zobaczenia!

Sprawiedliwi z Wąwolnicy24 marca 2026 roku, już po raz dziewiąty obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Ży...
25/03/2026

Sprawiedliwi z Wąwolnicy
24 marca 2026 roku, już po raz dziewiąty obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. Mało kto z nas zdaje sobie sprawę z tego, że jest to święto państwowe ustanowione przez Sejm RP z inicjatywy Prezydenta RP Andrzeja Dudy, w 2018 roku. Ale tak naprawdę nie chodzi tu o świętowanie dla świętowania. Przede wszystkim chodzi o naszą pamięć, która stanowi fundament tożsamości kulturowej i narodowej. To właśnie pamięć o Polakach ryzykujących swoje życie dla ratowania Żydów w czasie okupacji niemieckiej stanowi ważną część tego fundamentu.

Powinniśmy sobie to uświadomić szczególnie dziś, gdy różni „naukowcy” i „dziennikarze” próbują przekonać opinię publiczną, w tym młode pokolenia Polaków o tym, że nasi przodkowie byli współodpowiedzialni za Holokaust… Jakie to przewrotne, że zamiast wskazywać ludziom przykłady autentycznego humanizmu i poświęcenia Polaków w ratowaniu Żydów aż do ofiary życia, próbuje się splugawić pamięć o tamtym pokoleniu i w ogóle o Polakach.

A przecież i w naszej społeczności byli tacy, którzy gotowi byli zaryzykować życie dla ratowania swoich współmieszkańców lub nawet dla zupełnie obcych ludzi. Dziś chcę przypomnieć ich nazwiska.

Maria i Jan Polkowscy byli rolnikami mieszkającymi w przysiółku Polkowszczyzna, nieopodal Wąwolnicy. Przed wojną znali się z żydowską rodziną Hofmanów z Wąwolnicy, z którymi wiązały ich kontakty handlowe. Kiedy nastała noc okupacji część rodziny Hofmanów ukrywała się przed ścigającymi ich Niemcami. Zapewne dlatego, żyjąc w ciągłym zagrożeniu zdecydowali się w noc wigilijną 1941 roku przynieść do gospodarstwa Polkowskich zawinięte w łachmany niemowlę. Zresztą, nie wiemy, czy byli to sami Hofmanowie, czy też ktoś inny, kto chciał ocalić przed śmiercią dziecko, którym okazała się maleńka, schorowana dziewczynka. Polkowscy zdecydowali się ją uratować i z pomocą swoich przyjaciół – Państwa Popiołków – zajęli się maleństwem. Duży wkład w pomoc przy leczeniu dziewczynki miał wąwolnicki aptekarz, Stefan Janiszewski. Wspólnie udało się im uratować jej życie. Polkowscy dali jej na imię Basia, a w akcie chrztu zapisano dwa imiona – Barbara Michalina. To drugie imię po matce Chrzestnej – Michalinie Popiołek. Po wojnie Basię odnalazła ciotka Jadwiga Kolodner z domu Hofman, która wzięła ją do siebie, do Łodzi. Gdy Basia dorosła wyjechała do Australii, jednak nigdy nie zapomniała o swoich „ciociach” z Wąwolnicy. W 1979 roku z jej inicjatywy Instytut Yad Vashem nadał Marii Polkowskiej Medal Sprawiedliwego wśród Narodów Świata o numerze 1610. Mimo podobnej propozycji dla Michaliny Popiołek, ta odmówiła przyjęcia Medalu, twierdząc, że nie zrobiła nic takiego, za co miałaby otrzymać wyróżnienie.

Ksiądz Józef Gorajek był wikariuszem w parafii pw. Św. Wojciecha w Wąwolnicy od 1940 roku. W 1942 roku zgłosiła się do niego Maria Winnik z sześcioletnim synem Eugeniuszem. Byli uciekinierami z getta warszawskiego. Ksiądz Gorajek wystawił im fałszywe metryki chrztu i umieścił u zaprzyjaźnionej rodziny gospodarzy w Niezabitowie. Tam szczęśliwie przetrwali do końca wojny. Po wojnie Winnikowie wyemigrowali do USA. W latach 80. XX wieku Eugeniusz postanowił odnaleźć księdza, dzięki któremu on i jego matka zostali ocaleni przed śmiercią z rąk zbrodniarzy niemieckich. W 1989 roku z jego inicjatywy Ksiądz Józef Gorajek został odznaczony Medalem Sprawiedliwego wśród Narodów Świata Nr 4298. Medal ten ofiarował Matce Bożej Kębelskiej jako wotum za opiekę w czasie wojny i w całym swoim życiu.

Najmniej znanymi Sprawiedliwymi z Wąwolnicy są Wiktor i Pelagia Dobraczyńscy. Z przekazów ustnych starszych mieszkańców wynika, że przed wojną mieszkali oni w Gdańsku. W 1942 roku podczas niemieckiej akcji wywożenia Żydów z Wąwolnicy do Sobiboru i Bełżca, Dobraczyńscy przygarnęli córkę znajomych Żydów o nazwisku Sternblic. W zamieszaniu podczas wywózki, rodzice wypchnęli ośmiolatkę z tłumu i kazali jej biec do domu Dobraczyńskich, których znali sprzed wojny. Jak wspominali mieszkańcy Wąwolnicy – mimo, że Dobraczyńscy mieli troje dzieci, to przyjęli małą Sternblicównę do siebie i troszczyli się o nią jak o własną córkę. W ich rodzinie dziewczynka doczekała wyzwolenia. Dobraczyńscy zostali wyróżnieni Medalem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata Nr 2532, w 1983 r. Po wojnie powrócili na Wybrzeże, gdzie mieszkali do końca życia. Są pochowani na Cmentarzu Witomińskim w Gdyni.

Tylko nieliczni mieli tyle szczęścia co Basia Hofman, Winnikowie i mała Sternblicówna. Niestety większość żydowskich mieszkańców Wąwolnicy zginęła w Holokauście. Jednym z najtragiczniejszych dni dla wąwolnickiej społeczności żydowskiej był 22 marca 1942 roku. To w tym dniu Niemcy dokonali największej zbiorowej egzekucji mieszkańców, podczas której zginęło według różnych źródeł od 75 do 140 mężczyzn. Egzekucja ta miała miejsce na targowisku, nieopodal ruin synagogi, którą wcześniej Żydzi rozebrali na polecenie Niemców.

Dzięki pracy nad drugim wydaniem „Listy poległych i pomordowanych z terenu Gminy i Parafii Wąwolnica w latach 1939-1948”, dziś wiemy, że w tym samym dniu tragiczny los Żydów podzielili dwaj Polacy, również mieszkańcy Wąwolnicy – 21-letni Stanisław Walencik i 36-letni Czesław Łukasiewicz. Obydwaj zostali rozstrzelani wraz ze swymi żydowskimi sąsiadami 22 marca 1942 roku.

Pamięć o wszystkich mieszkańcach naszego miasta, którzy zginęli z rąk niemieckich oprawców jest naszym obowiązkiem.
Na taką samą, wdzięczną pamięć zasługują też Polacy, którzy narażając się na śmiertelne zagrożenie uratowali choćby jedno życie ludzkie. Bo jak mówi napis wyryty na Medalu Sprawiedliwych wśród narodów Świata:
Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat.
Sławek Snopek

1 marca Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Regionalne Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy, jak co roku, uczciło te...
01/03/2026

1 marca Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
Regionalne Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy, jak co roku, uczciło ten dzień, ustawiając na Rynku symboliczny brzozowy krzyż. Znak pamięci o kilkudziesięciu młodych ludziach, którzy zapłacili najwyższą cenę – cenę życia – za wierność Ojczyźnie.
To losy konkretnych osób, często bardzo młodych, którym odebrano życie, a później próbowano odebrać także pamięć.
Wciąż trwają poszukiwania tych, którzy przez lata – decyzją komunistycznego aparatu represji – zostali skazani na zapomnienie.
Z roku na rok lista odnalezionych i zidentyfikowanych nazwisk się wydłuża. Dziś obejmuje już 33 osoby. To ważny znak, że nawet po latach prawda o życiu i śmierci człowieka może zostać wydobyta z mroku niepamięci.
Jednocześnie mamy świadomość, że nie wszystkich uda nam się odnaleźć. Aparat zacierania śladów po żołnierzach podziemia niepodległościowego działał bezwzględnie i skutecznie. Tym bardziej czujemy się zobowiązani do pielęgnowania pamięci. Każde kolejne nazwisko to przywrócona tożsamość.
Oby udało się odnaleźć jak najwięcej tych, którzy zasługują na naszą wdzięczność i pamięć.

ŻOŁNIERZE NIEZŁOMNI Z WĄWOLNICY I OKOLIC ORAZ ICH DOWÓDCY ZAMORDOWANI I POLEGLI W WALCE Z KOMUNISTAMI w LATACH 1944-1951

Zawołani po imieniu...

1. Stanisław Siwiec, ps. "Edmund", żył lat 31, zamordowany 15.11.1944
na Zamku w Lublinie
2. Władysław Nowakowski, żył lat 36, żołnierz AK, zastrzelony 08.11.1944
przez żołnierzy sowieckich w Niezabitowie
3. Apolinary Lewandowski, ps. „Pantera”, żył lat 20, poległ 19.05.1945 k. Nałęczowa
4. Marian Siwiec, ps. "Wigura", żył lat 20, zmarł 19.05.1945 na zesłaniu, na Syberii
5. Marian Graca, żył lat 27, żołnierz AK, zamordowany 07.07.1945 w Zawadzie
6. Stanisław Maruszak, żył lat 21, zginął 28.07.1945 r. zabity przez MO w Wąwolnicy
7. Tadeusz Morawski, żył lat 36, zginął 28.07.1945 r. zastrzelony przez MO w Wąwolnicy
8. Bolesław Stasiak, żył lat 32, zginął 28.07.1945 r. zastrzelony przez MO w Wąwolnicy
9. Lucjan Chruścicki, żył lat 20, zamordowany 02.09.1945 przez UB, w Wąwolnicy
10. Jan Łuszczyński, żył lat 33, zamordowany przez UB 24.10.1945 na Ziemiach Odzyskanych
11. Tadeusz Friedrych, ps. „Żbik”, żył lat 25, zginął w 1945 pod Wąwolnicą
12. Stefan Gryta, ps. „Orzeł”, żył lat 24, zmarł 13.01.1946 w szpitalu w Opolu Lub.,
w wyniku przypadkowego postrzału
13. Edward Zadora, żył lat 21, żołnierz AK-WiN zamordowany w lutym 1946, w zasadzce UB, w Klementowicach
14. Henryk Szymajda, ps. „Groźny”, żył lat 25, rozstrzelany 22.02.1946 w Puławach
15. Gabriel Lenartowicz, ps. „Bebe”, żył lat 20 poległ 03.03.1946 w Kocianowie
16. Edward Szczygieł, ps. „Szczepan”, żył lat 23 (24?) poległ 03.03.1946 w Kocianowie
17. Dębniak Aleksander, ps. „Rosa”, żył lat 24, rozstrzelany 28.03.1946 na Zamku
w Lublinie
18. Władysław Niezabitowski, ps. „Porzyński”, żył lat 36, rozstrzelany 28.03.1946
na Zamku w Lublinie
19. Franciszek Łuka, żył lat 22, zamordowany skrytobójczo 29.03.1946 w Gutanowie
20. Czesław Żejma, żył lat (?), zamordowany skrytobójczo 29.03.1946 w Gutanowie
21. Leon Borkowski, ps. „Zawisza”, żył lat 20, poległ 16.05.1946 w Wąwolnicy
22. Marian Bernaciak, ps. „Orlik”, żył lat 29, poległ 24.06.1946 w Piotrkówku
23. Ostrowski Bolesław, żył lat 30, zamordowany 12.09.1946 w Wąwolnicy
24. „Wicher” nazwisko nieznane, dowódca placówki WiN w W-cy zamordowany w 1946
przez UB, w Wąwolnicy
25. Marian Mokijewski, żył lat (?), zamordowany w 1946, w obławie na Stanisławce
26. Stefan Ochal, ps. Kiemlicz zamordowany 13.01.1947 r. przez UB/KBW na Zaborzu
27. Władysław Gębka, ps. „Bokser”, żył lat 29, poległ 17.02.1947 w Niezabitowie
28. Czesław Gryta, ps. „Szpak”, żył lat 26, poległ 17.02.1947 w Niezabitowie
29. Feliks Lewandowski, ps. „Zimny”, żył lat (?), poległ 17.02.1947 w Niezabitowie
30. Zdzisław Chmurzyński, ps. „Bystry”, zamordowany 17.05.1948 w Drzewcach
31. Hieronim Dekutowski, ps. „Zapora”, żył lat 31, zamordowany 07.03.1949
w Warszawie
32. Zygmunt Wilczyński, ps. „Żuk”, żył lat 40, zamordowany 16.10.1950 w Warszawie
33. Stanisław Ochnio, ps. „Granat”, żył lat 24, zamordowany 17.11.1951 r. w więzieniu na Zamku w Lublinie.

Cześć i chwała Bohaterom!

Adres

Ulica Lubelska 39
Wawolnica
24-160

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Regionalne Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Regionalne Towarzystwo Przyjaciół Wąwolnicy:

Udostępnij