05/05/2026
Wąwolnica, 2 maja 1946 roku – 80 lat później
W sobotę 2 maja 2026 roku obchodziliśmy 80. rocznicę pacyfikacji Wąwolnicy dokonanej przez zbrodniarzy komunistycznych z UB, MO i KBW. O godzinie 8:00 do Wąwolnicy przyjechali przedstawiciele władz Instytutu Pamięci Narodowej, by oddać hołd ofiarom pacyfikacji i samej Wąwolnicy jako miejscowości niepokornej wobec komunistycznych władz powojennej Polski.
Panowie Mateusz Szpytma, Robert Derewenda i Jacek Rusinek złożyli wieniec pod pomnikiem ofiar pacyfikacji Wąwolnicy. Towarzyszyli im Burmistrz Wąwolnicy Marcin Łaguna i Prezes Zarządu RTPW – Sławomir Snopek. Przy tej okazji przekazaliśmy do zbiorów IPN opracowania książkowe o pacyfikacji Wąwolnicy i Listę strat osobowych z terenu Gminy i Parafii Wąwolnica, wydanych nakładem naszego Towarzystwa.
O godzinie 14:45 rozpoczęły się oficjalne uroczystości zorganizowane przez Urząd Miejski w Wąwolnicy, Gminny Dom Kultury, Parafię pw. Św. Wojciecha i RTPW. Po złożeniu kwiatów pod tablicami przy Bazylice Mniejszej, upamiętniającymi ofiary walk o niepodległość Polski i ofiary II wojny światowej, została odprawiona msza święta. Następnie wszyscy uczestnicy mszy udali się na wąwolnicki Rynek, gdzie uroczystości były kontynuowane do godziny 20:30.
Zachęcamy do zapoznania się z relacjami dostępnymi na stronach GDK w Wąwolnicy i Parafii pw. Św. Wojciecha. My załączamy poniżej rys historyczny autorstwa Sławomira Snopka, który przedstawił on zebranym na Rynku podczas tych uroczystości. Zdjęcia zamieszczone w naszej relacji otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Pana Marcina Łaguny i Pani Moniki Podbielskiej z Sokołowa Podlaskiego, za co w tym miejscu serdecznie dziękujemy.
Sławek Snopek
2 maja 1946 r. w Wąwolnicy
Rys historyczny
Dzień dobry!
Na wstępie chcę podziękować organizatorom za zaproszenie do udziału w dzisiejszych uroczystościach. Jak wielu z Państwa wie - jestem od urodzenia mieszkańcem Wąwolnicy i historię pacyfikacji naszej miejscowości poznawałem od najmłodszych lat. Najpierw z opowieści
jej świadków i ofiar, którymi było dwieście wąwolnickich rodzin, a później także z lektury zakazanych w PRL książek i w trakcie osobistych poszukiwań archiwalnych prowadzonych w Polsce i na świecie.
Dziś są wśród nas również zaproszeni Goście i nowi mieszkańcy Wąwolnicy, dlatego pozwólcie,
że w chociaż skrótowo przybliżę Państwu to – co i dlaczego wydarzyło się 80 lat temu w Wąwolnicy. Nie chciałbym tu powielać dostępnych publikacji i wypowiedzi moich przedmówców, ale szczególnie dziś, kiedy przypada 80. rocznica tego wydarzenia, nie sposób nie opowiadać tej historii.
Zanim jednak przejdę do zrelacjonowania wydarzeń z 2 maja 1946 roku chciałbym zwrócić uwagę na to jak kształtowała się tożsamość wąwolnickiej społeczności. Od zarania istnienia Wąwolnicy, jej mieszkańcy mieli dwa filary tożsamości. Pierwszym był filar królewski – dziś powiedzielibyśmy – państwowy. Drugi filar stanowiła wiara i jej duchowy wpływ na kolejne pokolenia mieszkańców żyjących w sąsiedztwie Sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej. Zresztą u źródeł objawienia w Kęble, oprócz przekazu stricte religijnego, był też motyw narodowy – związany z najazdem tatarskim
na Polskę i uwolnieniem jeńców wziętych w jasyr przez wroga.
Do tych dwóch filarów tożsamości przez wieki odwoływali się mieszkańcy Wąwolnicy. Czy to podczas wojen i najazdów – broniąc swojej Ojczyzny, czy podczas pokoju, gdy podkreślali swoją niezależność wobec dzierżawców Starostwa Wąwolnickiego, czy wreszcie podczas reformacji, kiedy to Wąwolnica była trwałą ostoją wiary katolickiej. W tym przypadku ogromną rolę odegrali benedyktyni świętokrzyscy, którzy sprawowali opiekę nad parafią i sanktuarium wąwolnickim.
W kolejnych wiekach zaangażowanie mieszkańców w powstania narodowe XVIII i XIX wieku
oraz walka o niepodległość Polski w latach 1914-1921 wzmacniało poczucie tożsamości narodowej
i kulturowej Wąwolniczan. Na początku XX wieku powstawały tu także organizacje, które miały na celu podniesienie świadomości obywatelskiej i połączenie wysiłków wszystkich warstw społecznych w budowaniu zrębów nowoczesnego społeczeństwa. Jedną z takich organizacji było Lubelskie Towarzystwo Rolnicze założone przez ziemian Lubelszczyzny, w tym Antoniego Rostworowskiego z Milejowa a później z Kębła. Towarzystwo miało na celu szerzenie oświaty rolniczej wśród dzieci chłopskich, a poprzez to podnoszenie kultury agrarnej wsi polskiej. Powstawały spółdzielnie rolnicze i koła młodzieży wiejskiej, które skupiały najaktywniejszych mieszkańców Wąwolnicy i okolicznych wsi. W latach 20. i 30. XX wieku działały tu również inne organizacje społeczne, jak Ochotnicza Straż Ogniowa czy Stowarzyszenie Polskiej Młodzieży Katolickiej, które także miały duży wpływ na kształtowanie postaw tak społecznych jak i patriotycznych tutejszych mieszkańców.
Nic więc dziwnego, że kiedy we wrześniu 1939 roku Niemcy i Sowieci napadli na Polskę, wielu mieszkańców Wąwolnicy brało czynny udział w wojnie obronnej, przy czym część z nich walczyła ochotniczo.
Po przegranej kampanii wrześniowej, już w listopadzie 39 roku powstawały tu pierwsze organizacje konspiracyjne. Na terenie Wąwolnicy od listopada działała placówka tzw. Grupy Puławskiej złożonej głównie z dawnych żołnierzy P.O.W., czyli Polskiej Organizacji Wojskowej, którzy walczyli o niepodległość Polski w latach 1914-21. Na przełomie 1939 i 1940 roku Grupa Puławska podporządkowała się Służbie Zwycięstwu Polski, a następnie Związkowi Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. Równolegle w Wąwolnicy powstały struktury Batalionów Chłopskich złożone głównie z członków Stronnictwa Ludowego i przedwojennego Związku Młodzieży Wiejskiej „Wici”.
W pierwszych latach okupacji niemieckiej wąwolnickie organizacje konspiracyjne nie prowadziły dużych operacji partyzanckich. Według raportu por. Edwarda Wrotniaka, ps. Weneda, który był dowódcą oddziałów AK w Rejonie Nałęczów-Wąwolnica, ograniczano się do akcji rozbrajania pojedynczych Niemców i policjantów w celu zdobycia broni.
Nasilenie akcji partyzanckich nastąpiło z początkiem 1944 roku. Między innymi w kwietniu 44 połączone oddziały AK i B*h zaatakowały w Zofiance skład kolejki wąskotorowej, rozbrajając konwojentów niemieckich i przejmując transportowane materiały mundurowe i spożywcze.
W ramach „Akcji Kośba”, w maju zlikwidowano kilku Niemców i kolaborantów. Również w maju 1944 roku oddział zrzutowy AK pod dowództwem Wenedy przyjął dwa duże zrzuty broni i innych materiałów wojskowych, dostarczone przez aliantów z lotniska Brindisi we Włoszech.
W połowie lipca 1944 roku na terenie Inspektoratu Puławy AK rozpoczęła się Akcja Burza, czyli ogólnopolskie powstanie przeciwko Niemcom, które miało na celu opanowanie miejscowości przez połączone oddziały AK i B*h, przed wkroczeniem na te tereny Sowietów. Wąwolnica i Nałęczów zostały wyzwolone przez te oddziały w dniu 23 lipca 1944 roku. Sowieci weszli do Wąwolnicy dwa dni później - 25 lipca. Jak się niebawem okazało były to jedyne dwa dni prawdziwej wolności…
Dosłownie w kilka dni po wejściu Armii Czerwonej do Wąwolnicy i Nałęczowa – już na początku sierpnia 1944 roku sowieckie NKWD i Milicja Obywatelska, rozpoczęły intensywne aresztowanie żołnierzy AK i tych żołnierzy B*h, którzy nie chcieli współpracować z władzą „ludową”, narzuconą przez Moskwę. W tej sytuacji „Weneda” w porozumieniu w dowództwem Inspektoratu Puławy wydał rozkaz zakończenia działalności bojowej, ukrycie broni i demobilizację oddziałów. Nie zatrzymało to jednak fali aresztowań. Szybko okazało się, że niemiecką okupację zastąpiła nie mniej okrutna okupacja sowiecka i represje komunistycznych władz Polski, pozostających na usługach moskiewskich mocodawców.
W 1945 roku, po rozwiązaniu AK, na terenie Wąwolnicy powstała placówka Zrzeszenia Wolność
i Niezawisłość, która składała się z tych żołnierzy AK i B*h, którzy uniknęli śmierci z rąk komunistów lub aresztowań. W szeregi WiN wstępowali również nastolatkowie, którzy w czasie okupacji niemieckiej byli zbyt młodzi, żeby walczyć z okupantem z bronią w ręku. Władze próbowały na wszelkie sposoby zwalczać organizacje antykomunistyczne. Na szeroką skalę stosowały inwigilację z pomocą zdrajców, aresztowania, obławy lub zasadzki. Odpowiedzią na represje i fizyczną eksterminację żołnierzy podziemia niepodległościowego, były przeprowadzane przez podziemie akcje likwidacyjne wymierzone w funkcjonariuszy reżimu komunistycznego, ale także w ich rodziny i sympatyków nowej władzy.
Do kwietnia 1946 roku na terenie Gminy Wąwolnica i w samej Wąwolnicy z rąk władz komunistycznych zginęło co najmniej dwudziestu żołnierzy niezłomnych i kilkoro cywili. Kolejnych kilkadziesiąt osób zostało uwięzionych, a część z nich została zesłana na Syberię.
Oprócz tego ogół społeczeństwa wsi był nękany ciągłymi rekwizycjami płodów rolnych i zwierząt hodowlanych, które rząd komunistyczny rekwirował bezlitośnie. Grupy operacyjne wysyłane w teren do ściągania kontyngentów, nierzadko były wspierane przez uzbrojonych funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
W takiej rzeczywistości – w środę 1 maja 1946 roku do Wąwolnicy przyjechali agitatorzy komunistyczni, którzy usiłowali zorganizować wiec pierwszomajowy na rynku wąwolnickim. Zgromadzeni mieszkańcy wyśmiali ich, a kliku żołnierzy podziemia niepodległościowego schwytało agitatorów i po wymierzeniu im kary chłosty wypędzili ich do Puław zapowiadając, że w Wąwolnicy świętuje się Święto Konstytucji Trzeciego Maja, a nie komunistyczny 1 Maja.
2 maja 1946 roku około godziny 13. na wąwolnicki rynek wjechały dwie duże ciężarówki wypełnione uzbrojonymi funkcjonariuszami MO i KBW. Zauważyli to partyzanci przebywający w gospodzie przy rynku (w miejscu gdzie dziś stoi Gminny Dom Kultury). Widząc, że nie mają najmniejszych szans
w walce z przeważającymi siłami milicji, zdecydowali się na ucieczkę w stronę Zarzeki. Funkcjonariusze zauważyli to i rozpoczęli pościg za nimi. Około godziny 13:15 partyzanci wbiegli
na podwórze gospodarstwa Wacława Łuszczyńskiego. Milicjanci obawiając się zasadzki wrzucili
do stodoły granat. Tak rozpoczęła się pacyfikacja Wąwolnicy. W kolejnych godzinach milicjanci wspierani przez oddziały Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego systematycznie podpalali następne domy i budynki gospodarcze. Używali do tego pocisków zapalających, granatów lub wręcz zapałek. Według relacji mieszkańców Wąwolnicy, którzy składali je w dniach 3-6 maja 1946 roku - na 69 znanych przyczyn pożaru ich domostw aż 38 było spowodowanych podpaleniem przez funkcjonariuszu MO i KBW. Po podpaleniu miasteczka zbrodniarze zablokowali wszystkie drogi dojazdowe do Wąwolnicy i nie wpuszczali jednostek straży pożarnych, które jechały
z okolicznych miejscowości, by gasić pożar. Zwarta, drewniana zabudowa kryta strzechą i dość silny tego dnia wiatr, potęgowały falę zniszczenia,
Podczas pacyfikacji straty dotknęły dwustu rodzin. Łącznie spłonęło ponad 450 budynków,
w tym co najmniej 103 domy mieszkalne i kilkaset zabudowań gospodarczych. Niestety były też ofiary śmiertelne. W płomieniach zginęło dwóch mieszkańców ulicy Kębelskiej – Józef Łuszczyński i Jan Wargocki. W następnych dniach zmarło jeszcze troje mieszkańców. Wacław Karpiński zmarł na zawał serca, którego doznał ratując mienie z zagrożonego pożarem sklepu, zaś Marcjanna Łuszczyńska i Natalia Pruchniak zmarły w wyniku ciężkich poparzeń odniesionych w czasie ratowania dobytku z płonących domów. Wielu innych mieszkańców było poważnie poparzonych.
Od pierwszych dni po pacyfikacji władze komunistyczne fałszowały prawdę o swojej zbrodni. Najpierw winę za tę zbrodnię zrzucano na cywilną bandę, potem na żołnierzy WiN a w latach pięćdziesiątych na żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.
Do ostatnich lat istnienia PRL prawda o zbrodni komunistycznej w Wąwolnicy była fałszowana, czego przykładem są kłamliwe artykuły Jacka Wilamowskiego opublikowane w maju 1987 roku na łamach tygodnika Perspektywy.
Mimo podejmowanych starań, Wąwolniczanie nigdy nie otrzymali godziwych odszkodowań za straty poniesione w pacyfikacji. Co więcej władze komunistyczne utrudniały mieszkańcom odbudowę zniszczonych gospodarstw ograniczając im sprzedaż materiałów budowlanych. W sierpniu 1946 roku Urząd Bezpieczeństwa na prośbę starosty puławskiego wskazał jedynie 84 rodziny, którym można było udzielić pomocy. Przypomnę, że według znanych dokumentów poszkodowanych było 200 rodzin. W ten sposób władza komunistyczna kontynuowała pacyfikację społeczności wąwolnickiej wprowadzając niezgodę wśród ofiar, które straciły dosłownie cały majątek materialny.
Dopiero na początku XXI wieku Instytut Pamięci Narodowej wszczął rzetelne śledztwo w sprawie pacyfikacji Wąwolnicy. W toku tego śledztwa przesłuchano ponad 130 świadków oraz zgromadzono liczne dokumenty archiwalne. Prokuratura IPN niezaprzeczalnie wykazała, że pacyfikacja Wąwolnicy była zbrodnią komunistyczną oraz zbrodnią przeciwko ludzkości.
Bezcennym dowodem tej zbrodni są fotografie wykonane w czasie pacyfikacji przez niezależnego fotoreportera amerykańskiego - Johna Vachona oraz zdjęcia anonimowego fotografa, który w dwa dni po pożarze wykonał kilka zdjęć obrazujących ogrom zniszczeń Wąwolnicy. Zostały one opublikowane w opracowaniu historycznym pt. „ Wąwolnica, 2 maja 1946. Relacje, dokumenty”, które zostało wydane nakładem Regionalnego Towarzystwa Przyjaciół Wąwolnicy w 2017 roku. Dziś te fotografie możecie Państwo zobaczyć na wystawie plenerowej przy Bazylice Mniejszej w Wąwolnicy. Będą one zaprezentowane za chwilę również tu, na wąwolnickim rynku, gdzie 80 lat temu rozpoczęła się zbrodnicza akcja UB.
Pamiętajmy o tych wydarzeniach. To bardzo bolesny fragment naszej historii, ale jednocześnie bardzo ważny element naszej tożsamości. Ma to szczególne znaczenie w dzisiejszych czasach, kiedy znowu próbuje się relatywizować role katów i ofiar tamtych wydarzeń, i znowu jak za komuny - coraz częściej kłamstwo nazywa się prawdą, a prawdę - kłamstwem.
Dziękuję za uwagę! Wąwolnica 2 maja 2026 r.