28/09/2026
Wielka Warszawska, czyli przedwojenny klimat i współczesna obojętność.
Na Służewcu prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie podejrzenia znęcania się nad 14 końmi. Ujawniono wiązanie im języków, choć regulamin tego zabrania. Są nagrania, są dowody.
Ale spokojnie, nadeszła Wielka Warszawska. Wczoraj gonitwy się odbyły, publiczność się cieszyła, politycy wręczyli nagrody. Koń może mieć związany język, byle nikomu nie związało to języka przy przemówieniu o tradycji.
Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy i patron honorowy wydarzenia, wręczył zwycięzcy puchar. Wcześniej zachwalał, że na Wielkiej Warszawskiej można poczuć „klimat przedwojennej stolicy”. Jacek Czerniak, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa, uczestniczył w wydarzeniu w imieniu ministra Stefana Krajewskiego. Wiceminister, którego resortowy zakres obejmuje ochronę zwierząt i nadzór nad Polskim Klubem Wyścigów Konnych, też mógł podziwiać ten piękny klimat.
A cóż to za klimat! Przedwojenna Warszawa, elegancja, historia, wielki świat. Tylko że nostalgia za dawnymi czasami ma tę wadę, że dawniej kobietom też mówiono, że ich miejsce jest w kuchni. Na szczęście nie uznaliśmy, że skoro to tradycja, to trzeba ją kultywować. Może więc i końskie cierpienie nie staje się szlachetniejsze tylko dlatego, że odbywa się na historycznym torze, przy pucharze i w obecności ludzi w strojach jak z brytyjskiego Ascot zamówionego na Temu.
Odgrywanie wyższych sfer, odstrojenie się jak przyczepa na festyn i robienie selfie. A cierpienie koni? Nie psujmy zdjęcia... załatwi się to obojętnością.
Na trybunach święto, na podium ceremonia, na głowach kapelusze większe niż zainteresowanie tym, co dzieje się z końmi. Wszyscy mogą poudawać arystokrację, popatrzeć na gonitwę i zrobić zdjęcie z „przedwojennym klimatem”. A że na Służewcu zdarzały się zgony koni, również podczas Wielkiej Warszawskiej? Cóż, widocznie nie każdy element tradycji da się zmieścić w eleganckiej relacji z wydarzenia.
To nie jest żadna piękna tradycja, jeśli jej częścią jest cierpienie. To jest cierpienie opakowane w puchary, kapelusze i sentymentalne opowieści o dawnej Warszawie. Można zachwycać się historią miasta, ale wypadałoby jeszcze zauważyć, że koń nie jest rekwizytem do odgrywania salonowego spektaklu.
Dziękujemy osobom, które protestowały na miejscu. Było ich zdecydowanie mniej niż oklaskujących uczestników, ale to właśnie one przypominały, że przyzwoitość nie polega na założeniu odpowiedniego stroju i zrobieniu sobie zdjęcia. Polega na tym, żeby nie klaskać, kiedy obok dzieje się krzywda.
I tylko koni żal…