26/12/2025
Święta, święta i… po świętach, ale emocje z naszego wigilijnego spotkania dla osób w kryzysie bezdomności i ubogich zostaną z nami na długo.
To już kolejny raz, kiedy organizujemy takie wydarzenie — a jednak nigdy nie ma w nas mniej emocji. Do tego nie da się przyzwyczaić.
Kiedy my spędzamy święta w ciepłych domach, wśród bliskich, przy stole pełnym potraw i prezentów spod choinki, tu — w Klubokawiarni — spotykamy ludzi, którzy przyszli do nas przemarznięci, głodni, bez poczucia bezpieczeństwa, które dla wielu z nas jest oczywistością.
Widok osób, które z taką wdzięcznością sięgały po śledzia, pierogi, łazanki, sałatki, ciasto… zawsze uczy pokory. Przypomina, że codzienność, którą znamy, jest darem, nie normą.
A jeśli święta mają jakiś sens, to właśnie ten: żeby choć na chwilę stworzyć przestrzeń, w której każdy może poczuć ciepło, bezpieczeństwo i czyjąś obecność.
Dzięki Wam, Kochani — darczyńcy, przyjaciele, wolontariusze — mogliśmy dać namiastkę świąt tym, którzy zwykle ich nie mają.
Była modlitwa uniwersalna, było łamanie się opłatkiem, były kolędy i świąteczne piosenki, które rozbrzmiewały podczas wydawania potraw.
Było naprawdę dużo jedzenia – kiedy znikało ze stołów, donosiliśmy kolejne porcje.
Kompot z suszu – absolutny hit wieczoru!
Były też obfite paczki świąteczne:
ciepłe czapki z nausznikami, rękawiczki, skarpety, batony, kosmetyki, chusteczki, a nawet chrupki – wszystko spakowane w torby materiałowe, które posłużą długo i godnie, noszone po warszawskich ulicach.
Nie było czasu na długie rozmowy — zimno, wiatr i śnieg dawały się we znaki.
Rozmawiamy co tydzień, podczas naszych regularnych wydawek.
Po prostu najważniejsze było, żeby każdy zjadł, ogrzał się i poczuł, że jest dla kogoś ważny.
Ktoś powiedział nam: „Inne organizacje też robią takie przyjęcia”.
I dobrze. Bardzo dobrze. Bo te dni są dla osób w kryzysie bezdomności wyjątkowo trudne. W samej Warszawie żyje około 5 tysięcy takich osób.
Nie widzimy ich tak jak w Paryżu czy Nowym Jorku.
Nie dlatego, że mają tu świetną opiekę…
Są po prostu niewidzialni — często traktowani jak niechciani, jakby byli „poza społeczeństwem”. Są niewidzialni — nie dlatego, że ich tu nie ma, lecz dlatego, że nie mogą istnieć „na widoku”- są nieustannie przeganiane z miejsc publicznych, bo ich obecność jest niewygodna a przecież w taki mróz to nie jest tylko brak empatii.
To może być kwestia życia lub śmierci.
Mówimy o otwartości, akceptacji, zmianie społecznej.
Czy naprawdę jesteśmy tacy?
My wiemy jedno: ci, którzy pomagają, są prawdziwie akceptujący.
Widzimy to w Was – tych, którzy organizują, przynoszą, gotują, wspierają, nie pytając o nic w zamian.
Dziękujemy Wam za Waszą prawdziwą miłość do drugiego człowieka.
Wsparły nas osoby, które znamy od lat, i takie, które zrobiły to po raz pierwszy.
Nie liczą się imiona – liczy się to, że Wasze gesty i Wasza obecność sprawiły, że inni poczuli się zauważeni i otoczeni opieką.
Dziękujemy też za pomysł zbiórki pieniędzy —
300 zł w tym kontekście naprawdę jest jak 3000 — magicznie się rozmnaża, bo pozwala nakarmić tak wielu.
I pamiętajcie:
nasze wtorkowe wydawki odbywają się cały rok.
Zawsze można podrzucić coś, z czego ugotujemy posiłek, zaparzymy herbatę i nakarmimy tych, którzy tego najbardziej potrzebują.
Życie jest rollercoasterem.
Można być na górze, ale można też spaść.
Dlatego bądźmy dla siebie.
Dziękujemy, że jesteście z nami. ❤️