15/07/2026
Drodzy!
Tworząc Stodołę, chcieliśmy, aby była miejscem radosnym, serdecznym i otwartym. Chcieliśmy – i mamy nadzieję, że tak właśnie było – aby stała się przystanią dla dobrych ludzi; dla tych, którzy chcą spotkać się z twórcami zawodowymi, jak i tych, którzy nie boją się odkrywać w sobie radości tworzenia.
Dziś musimy przyznać, że obecnie nie jesteśmy w stanie kontynuować naszej misji: tworzyć przestrzeni beztroskiej oraz oferować naszym gościom rozrywki w lekkiej i przyjemnej formule. Potrzebujemy czasu, by poukładać na nowo swoje sprawy. Dlatego podjęliśmy trudną decyzję o zawieszeniu działalności i odwołaniu wszystkich wydarzeń zaplanowanych w tym sezonie.
Dziękujemy wszystkim Artystom, którzy zaszczycili naszą scenę swoimi występami. A byli to:
Tomek Lewandowski,
꧁Michał Łangowski - Akademia Słów Pięknych꧂ i Agata Gasinska,
Arkadiusz Piechowski i Jarek Woszczyk,
Zespół Pokój Muzyczny (Piotrek, Serek, Maja, Kornel i Sebastian),
Zespół Po Słowie - Poezja Śpiewana (Martyna, Arek, Mirek i Jacek),
Zespół Przedwieczór (Basia i Radek),
Zespół ZaSkoczeni (Justyna i Kamil),
Bartosz Baltazar Zbroszczyk.
Wypełniliście tę przestrzeń pięknem, poetycką ulotnością i muzyczną finezją. Daliście nam wszystkim chwile uniesień, oderwania od szarej rzeczywistości, potrzebny oddech i doładowanie akumulatorów.
Bardzo żałujemy, że w tym sezonie nie zdążyliśmy już gościć u siebie:
Krzysztofa „Jurkiela” Jurkiewicza,
Zespołu Polana,
Zespołu Ta Jedna Chwila,
których obecność zapowiadaliśmy.
Chcielibyśmy podziękować wszystkim naszym Gościom – nie tylko za obecność na koncertach w roli wdzięcznych słuchaczy, ale i za dobre słowa, polecenia, udział w zrzutkach, prezenty (pyszne ciasta!), wspólną zabawę na warsztatach i mobilizowanie nas do dalszych działań. Dziękujemy, że towarzyszyliście nam zarówno w chwilach beztroskiej radości, jak i ogromnego smutku.
Dziękujemy również organizacjom pozarządowym, które jako Stowarzyszenie mieliśmy ogromną przyjemność poznać:
Galicjanki - Koło Gospodyń Wiejskich Gruszczyno,
Stowarzyszenie "Razem Możemy Więcej"
Stowarzyszenie „Żyj zdrowo i w zgodzie z Naturą” Stowarzyszenie Ekologiczne,
Stowarzyszenie „Razem dla Wszystkich” z siedzibą w Żulinie,
Fundacja Psi Dworek,
OSP Grygrów
nieformalną grupę Klasyki ze stodoły,
Stowarzyszenie "Nasze Stare Lipki",
Fundacją Batorego (organizatora akcji Masz Głos).
Wasza energia i chęć zmieniania lokalnej społeczności są zaraźliwe. Będziemy Wam gorąco kibicować.
Nie żegnamy się na zawsze – z pewnością nie raz spotkamy się przy innych okazjach, na koncertach czy w innych miejscach.
Pozostawiamy Was z poruszającym tekstem , którego autorem jest Krzysztof Maciejewski - profil autorski. Tekst powstał z dedykacją dla Stodoły na tegoroczną Noc Kupały. Przeczytajcie i ...odbierajcie telefon…
ŚPIEW LASU
Są takie dni, kiedy człowiek wraca do miejsca, a miejsce udaje, że nic się nie stało. Że ścieżka nie zarosła, matka przez telefon nie mówi głosem cieńszym niż dawniej, a powietrze nie pamięta tego, co pamięta aż za dobrze.
Zosia wróciła do Żulina po dwunastu latach, bo zobaczyła plakat:
„Przyjdźcie, zanim las zacznie śpiewać”.
Pomyślała: ładny chwyt. Noc Kupały dla zmęczonych miastem. Wianki, ognisko, Dydki ze słomy, trochę rumianku na sumienie, trochę magii dla ludzi, którzy dotykają trawy głównie po to, żeby zrobić zdjęcie.
Matka powiedziała tylko:
– Przyjedź wcześniej. Zanim się ściemni.
Na polanie było jasno. Dziewczyny plotły wianki, ktoś grał na akordeonie, ktoś tańczył krzywo, ale z sercem. Stary sąsiad dostał wianek na łysinę i śmiał się jak chłopiec.
Zosia zrobiła swojego Dydka. Krzywego, z guzikiem zamiast oka. Brzydkiego, więc prawdziwego. Słoma była ciepła od słońca, prawie żywa.
Wieczorem wianki puszczone na wodę zaczęły wracać pod prąd.
Muzyka ucichła.
Z lasu dobiegła kołysanka. Ta sama, którą śpiewał dziadek, zanim pewnej nocy wyszedł z domu i nie wrócił. Znaleziono go rano nad rzeką, z wiankiem na kolanach i spokojem na twarzy, którego nikt z żywych nie umiał znieść.
Między drzewami poruszyły się Dydki. Szły niezgrabnie, szeleszcząc słomą. Trochę śmieszne, trochę nie do wybaczenia.
Za nimi wyszła kobieta z włosami jak rzeczne trawy. Mokra, srebrna, cicha. Nie straszyła. Przypominała.
– W takie noce wraca to, czego człowiek nie pożegnał porządnie – szepnęła matka.
Wtedy z lasu wyszedł dziadek. Młodszy niż w dniu śmierci. W białej koszuli, z wiankiem z paproci.
– Nie odebrałaś telefonu – powiedział.
– Nie wiedziałam, że to ostatni raz.
– Nikt nie wie. Dlatego trzeba odbierać.
Podał jej wianek. W środku kwitł zielony kwiat – niemożliwy i prawdziwy.
– Umarli nie odchodzą całkiem – powiedział. – Zostają tam, gdzie ktoś jeszcze umie się z nimi śmiać.
Zosia spojrzała na matkę i zobaczyła nie jej upór, nie zmęczenie, tylko córkę, która straciła ojca.
– Ja też za nim tęsknię – powiedziała matka.
Wtedy ludzie zaczęli mówić imiona. Cicho, potem śmielej. Każde imię było jak krzesło od lat stojące pod ścianą, nagle dosunięte do stołu.
Dydki pochylały głowy. Rzeka milczała. Ogień grzał.
– Żyj dobrze – powiedział dziadek. – To najlepszy sposób, żeby nie zapomnieć umarłych.
Potem odszedł między drzewa, a las przyjął go bez grozy, tylko z szelestem.
Po chwili akordeon złapał rytm. Ktoś tupnął, ktoś parsknął śmiechem, i polana wróciła do ludzi. Krzywo, żywo, po ludzku.
O świcie Zosia znalazła plakat. Na dole ktoś dopisał dziecięcym pismem:
„Przyjdźcie wcześniej. Las najbardziej lubi tych, którzy wracają z pamięcią”.
Kilka dni później zadzwoniła matka.
Zosia odebrała od razu.