17/09/2026
Kiedy Polska broniła się przed Wehrmachtem, bez wypowiedzenia wojny ze wschodu wkroczyła Armia Czerwona. Realizując tajny protokół paktu Ribbentrop-Mołotow, Sowieci uderzyli na państwo, które już walczyło o życie. Złamali obowiązujące traktaty, zignorowali prawo międzynarodowe i zaatakowali kraj, z którym formalnie nie byli w stanie wojny. Oficjalnie nazywali to „wyzwoleniem zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi”.
Tak samo „wyzwalali” później inne kraje – zawsze pod pięknymi hasłami, zawsze z bagnetem. Prawda była prosta: dwóch okupantów, jeden cel – zniszczenie polskiej państwowości.
Dziś wciąż słyszymy, że w 1945 roku Sowieci „wyzwolili” Polskę. Warto zadać pytanie: co to było za wyzwolenie, skoro „wyzwoliciel” gwałcił, rabował, mordował i na pół wieku narzucił krajowi swój aparat terroru? Sojusznicy Hitlera z 1939 roku przeszli przez Polskę nie dlatego, że kochali wolność Polaków. Poszli najkrótszą drogą na Berlin, by pokonać Niemców. A potem zostawili tu swoich pionków – ludzi, którzy przez dekady trzęśli się na samą myśl o sprzeciwie wobec Moskwy.
Komunizm nas zacofał cywilizacyjnie. Odbudował nie wolność, tylko niewolę. I nie był żadną cywilizacją. Był antycywilizacją. Ideologią kradzieży, pogardy dla człowieka i totalnego braku poszanowania wartości, które w cywilizowanym świecie są oczywiste.
Wersja o „wyzwoleniu” 1945 roku to opowieść, którą przez lata wpajano w komunistycznej szkole. Najgłośniej powtarzali ją ci, którym ten system dał wszystko – którzy z nikogo stali się kimś właśnie dzięki komunizmowi.
Komuniści byli sojusznikami nazistów.
Komunizm jest równie zbrodniczą ideologią jak nazizm.
17 września 1939 nie był żadnym wyzwoleniem. Był nożem w plecy. A to, co przyszło później, było tylko kontynuacją tej samej zdziczałej antycywilizacji.