22/09/2026
Co jest systemową blokadą polskiej modernizacji? Co uniemożliwia dostosowanie państwa polskiego do zmieniającego się otoczenia i wyzwań XXI wieku? Jakie zaszłości historyczne i specyfika polskiego charakteru narodowego za tym stoją?
Do refleksji związanej z powyższymi zagadnieniami zachęca ostatnia rozmowa na kanale Bogdana Rymanowskiego, w której wzięli udział Jacek Bartosiak i Adam Wielomski.
W pewnym momencie rozmówcy przeprowadzili krytyczną analizę polskiego modelu modernizacyjnego, wskazując na brak suwerenności myślowej i instytucjonalnej współczesnych, ale także historycznych elit.
Główne tezy sformułowane przez obu dyskutantów:
🛑Polska klasa polityczna to dobitny przykład „tępego naśladownictwa” i peryferyjności.
Bartosiak twierdzi, że współczesna Rzeczpospolita funkcjonuje jako „państwo z naśladownictwa”, które przyjęło peryferyjną formę wobec systemu Zachodu. W rezultacie polskie elity nie chcą i nie potrafią prowadzić samodzielnej, podmiotowej polityki, kryjąc się za „wirtualnym murem” unijnych i amerykańskich gwarancji.
Irytujące wręcz ma być – jego zdaniem – dążenie polskich elit do udowadniania na siłę przynależności do „cywilizacji zachodniej” i pokazowego pełnienia roli jej „przedmurza”. De facto motywacją polskich elit ma być permanentna potrzeba potwierdzania więzi z mniej lub bardziej wyimaginowanym „kolektywnym Zachodem” i kwitowania tej przynależności in blanco.
Tymczasem prawdziwi gracze – mocarstwa światowe i regionalne – podejmują decyzje w oparciu o twardą geopolitykę. Nie pozwalają się wyprzedzić takiej czy innej ideologii, choć formułują wygodne dla siebie założenia, które pomagają w rozszerzaniu i utwierdzaniu własnych interesów. Taką kategorią są np. prawa człowieka, wykorzystywane w ramach idei amerykańskiego prymatu i paninterwencjonizmu.
Ponadto polskie elity nie zauważają lub nie chcą zauważyć, że dotychczasowy model rozwojowy, oparty na bezkrytycznym przyjmowaniu kapitału zagranicznego i funduszy unijnych, wyczerpuje się. Wymaga to przełamania feudalnych układów w sektorze publicznym i mocniejszego postawienia na krajowy, rynkowy sektor prywatny.
W myśl tej opinii to właśnie rodzimy potencjał intelektualny i przedsiębiorczy jest największym zasobem, który należy wyzwolić na obecnym zakręcie dziejów, aby z niego boleśnie nie wypaść.
Dlaczego tak się dzieje?
🛑Może to wynikać z imposybilizmu pokolenia „Solidarności”, które wciąż trzyma ster państwa w duopolu PO–PiS, wchodzącym dodatkowo – w przypadku PO – w konszachty z postkomunistami, równie zainteresowanymi konserwowaniem okrągłostołowego układu.
Otóż, zdaniem Bartosiaka, elita polityczna ukształtowana w okresie podziemia antykomunistycznego („wychowana na styropianie”) mentalnie i intelektualnie nie dorosła do samodzielnego tworzenia koncepcji państwowych. Jej horyzont myślowy ogranicza się do pytania: „co powiedzą” w Waszyngtonie, Brukseli czy Berlinie.
Zamiast nastawienia na wyniki i suwerenne budowanie siły państwa elity te stworzyły system oparty na lojalnościach partyjnych i dystrybucji publicznych pieniędzy.
Do tych konstatacji ciekawą refleksję dorzucił Adam Wielomski, przywołując tradycję i dorobek myśli politycznej Narodowej Demokracji.
⭕️Zgadzając się z drugim dyskutantem, Wielomski przypomina, że w pewnym momencie polskich dziejów najbardziej krytycznym stronnictwem wobec wad narodowych byli właśnie narodowcy. Współczesny dyskurs o tym zapomina, gdyż dla lewicowo-liberalnego głównego nurtu wygodnie jest ustawiać historyczny obóz narodowy wyłącznie w roli megalomanów, zapatrzonych w wielkość polskości.
Wielomski przywołał słynną broszurę Romana Dmowskiego „Nasza bierność”, w której lider narodowy piętnował tendencję Polaków do unikania działania.
Tutaj warto uzupełnić, że mowa zapewne nie o samodzielnej broszurze, lecz o artykule, który wraz z innymi tekstami ukazywał się w 1902 roku na łamach „Przeglądu Wszechpolskiego”, by w 1903 roku zostać wydanym w słynnym dziele *„Myśli nowoczesnego Polaka”*. W wydaniu książkowym „Nasza bierność” stanowiła trzeci rozdział tego tekstu, będącego swoistą polityczną – czy też polityczno-historyczną – spowiedzią lidera Narodowej Demokracji.
Na bazie tej publikacji Wielomski wskazuje za Dmowskim, że Polacy mają skłonność do trwania w samozachwycie i przekonaniu o własnej wyższości moralnej, jednocześnie reagując agresją na próby obnażania ich bezczynności.
Wsłuchując się w tezy i całą rozmowę, nie sposób nie dostrzec analogii między kondycją społeczeństwa polskiego doby zaborów a społeczeństwem III RP. Elity tego ostatniego konsekwentnie, z zachwytem konserwują swoją bierność. Sakralizują przy tym wejście do NATO i UE, co jako mityczny „koniec historii” nad Wisłą uzasadnia ten wygodny dla nich stan rzeczy.
Zatrzymajmy się na chwilę przy tych rozważaniach, pogłębiając przekaz, który formułował ponad 100 lat temu Roman Dmowski, a który Adam Wielomski przywołał jedynie punktowo.
📖Przywołajmy zatem kilka cytatów z tekstu Dmowskiego, aby lepiej uchwycić postawione tezy.
> „Jeżeli się głębiej zastanowimy nad istotą pojęć politycznych, najbardziej rozpowszechnionych w naszym społeczeństwie, to dojdziemy do przekonania, że w nich najlepiej bodaj wyraża się ta bierność naszego charakteru. Najpopularniejsze u nas hasło: „nie drażnić wrogów” – jest hasłem narodu pragnącego sobie zapewnić spokojną wegetację, nie życie, bo wszelkie przejawy naszego życia, naszej energii czynnej z natury rzeczy najsilniej tych wrogów drażnią. Przecie, chcąc zastosować się do programu, według którego nie trzeba dawać powodów do prześladowań, nie trzeba dostarczać wrogom argumentów, a natomiast postępowaniem swoim pozyskać zaufanie obcych rządów, chcąc być z nimi w zgodzie, nie należałoby żadnej pracy narodowej prowadzić. Ogół nasz w głównej swej masie tego właśnie programu przestrzega. Oceniając postępowanie naszych wrogów, główną mamy do nich pretensję za to, że nie są tacy bierni, jak my, i przejawy ich energii narodowej potępiamy na równi z gwałtami i bezprawiem, nie umiejąc nawet odróżnić pierwszych od ostatnich”.
Powyższy fragment z rozdziału „Nasza bierność” warto uzupełnić jeszcze cytatem z wcześniejszego rozdziału pt. „Charakter narodowy”, gdzie czytamy:
> „I tu leży tajemnica naszego indywidualizmu, którym, zdaje się, zanadto się szczycimy, obejmując nim wszelką dowolność, kapryśność, fantazję, która hula, gdy nie znajduje przeszkody. Przecież ten szlachcic polski z ostatnich czasów Rzeczypospolitej i z okresu porozbiorowego, przy całej swej bujnej indywidualności, był dzieckiem, istotą bez charakteru, łamiącą się a raczej gnącą pod lada naciskiem. W swej duchowej indywidualności był to olbrzym, ale olbrzym w rodzaju dronta, owego ptaka z rodziny gołębiej, który wyrósł w olbrzyma dzięki temu, że w swej siedzibie na wyspach oceanu nie miał współzawodnictwa, że nikt mu nie przeszkadzał bujać. Gatunek dronta po odkryciu wysp, ze zjawieniem się człowieka szybko bardzo wyginął; typ szlachcica polskiego z przejściem kraju w nowoczesne normy życia w większości także już ustąpił z pola, a w resztkach swych ciągle ginie bezpowrotnie”.
Dlaczego te cytaty pasują do głównej osi przywoływanej rozmowy u red. Bogdana Rymanowskiego?
Nie chodzi tu bynajmniej o namysł nad kondycją polskiej szlachty w okresie upadku Rzeczypospolitej i zaborów. Owym ptakiem drontem jest obecna elita polityczno-intelektualna III RP. Doprowadzenie do transformacji ustrojowej ’89 roku uczyniło z jej autorów – czołowej ekipy postsolidarnościowej i postkomunistów – olbrzymów w rodzaju gołębia-dronta.
Samozadowoleni ze swojego wielkiego sukcesu osiągnęli niebawem kolejny: dołączenie Polski do NATO oraz akcesję do Unii Europejskiej. Rok 1999 i 2004 oznaczały dla elity III RP niemalże „koniec historii”, niczym u Francisa Fukuyamy.
I choć od wielu lat wiemy, jak bardzo złudne jest to myślenie, niestety decydenci współczesnego państwa polskiego i trwający od 2005 roku duopol partyjny w tym „końcu historii” trwają.
Na naszej oceanicznej wyspie nie potrzeba im nic więcej: ani rewizji założeń geopolitycznych, ani przeformatowania dróg modernizacji, ani refleksji nad modelem rozwojowym.
Obecność w NATO i UE to święty konsensus, a jednocześnie bilet do grona ustalającego wszelkie konsensusy życia społeczno-politycznego. Myślący inaczej są ciągle – choć już niedługo? – rugowani poza przysłowiowy nawias.
Polska elita, usadowiona w wygodnym fotelu kolektywnego Zachodu, nie zauważyła jego erozji. Popija z kufla „natowski” i „unijny” napój, celebrując swoje samozadowolenie i trudząc się jedynie powtarzaniem tych samych zaklęć i przekazów dnia z Berlina, Waszyngtonu i Brukseli.
Opis tego stanu rzeczy można ponownie podsumować wypowiedzią Dmowskiego z tej samej publikacji. W tym fragmencie lider Narodowej Demokracji zauważał u progu XX wieku blokujący nasz potencjał stan mentalny polskiej inteligencji, która nieustannie tkwiła w matniach romantyzmu politycznego i jego manierach.
Pisał:
> „Iluż to jest ludzi, którzy, mówiąc o obcych krajach, powołują się na mężów stanu, dziejopisarzy, przytaczają fakty i cyfry, gdy zaś zaczepimy ich o najistotniejsze zagadnienia własnego bytu narodowego, nie umieją wybrnąć poza Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego!... Prawda, że geniusz ostatnich głębiej sięgnął w kwestie narodowo-polityczne, niż jakakolwiek inna poezja świata; prawda, że my jeszcze jesteśmy tak mało uspołecznieni, tak mało ucywilizowani politycznie, iż, chcąc być „dobrymi Polakami”, musimy robić sobie z patriotyzmu religię, a każda religia musi mieć swoje księgi święte; ale nawet najreligijniejsi ludzie umieją oświetlać kościoły elektrycznością, gdy my w swej świątyni narodowej palimy ciągle stare woskowe świece”.
Parafrazując Dmowskiego: to prawda, że dołączenie do struktur zachodnich było dziejowym osiągnięciem, ale rzeczywistość nie stanęła w miejscu i wymaga, aby wybrnąć poza ten jedyny paradygmat.
Czas dojrzeć tę elektryczność: rywalizację mocarstw, wyścig technologiczny, wielobiegunowość, nowe zagrożenia strukturalne i cywilizacyjne oraz wiele innych zjawisk – a nie palić tylko woskowe świece z 1999 i 2004 roku.
⚠️Bez usunięcia tej blokady państwo polskie może podzielić los owego gołębia z oceanicznej wyspy.
Nowy Ład