21/08/2026
FINANSOWE ELDORADO RODZICÓW ...
Przygody Rezolutnego Bączka
👇👇👇
NIESAMOWITA KASA, CZYLI FINANSOWE ELDORADO RODZICÓW
Według narracji naszych ulubionych organizacji rodzice osób z głęboką niepełnosprawnością żyją lekko, łatwo i przyjemnie. Siedzą w domu, nic nie robią i są „przyssani” do pieniędzy własnych dzieci, bo tak jest im po prostu wygodnie. I jeszcze boją się rozliczeń. Rzeczywiście. Trudno wyobrazić sobie bardziej luksusowy model życia. Osoba całkowicie zależna od pomocy drugiego człowieka przecież doskonale radzi sobie sama.
Mrugnie raz – zmieni sobie pieluchę.
Mrugnie dwa razy – przepłucze sondę albo oczyści worek stomijny.
Zmarszczy nos – poda sobie leki.
Spojrzy w lewo – przygotuje posiłek.
Spojrzy w prawo – umyje się, ubierze i zmieni pozycję, żeby nie powstały odleżyny.
A jeśli wydarzy się napad padaczkowy, zachłyśnięcie, krwotok, gwałtowny spadek saturacji albo atak agresji, rodzic może spokojnie zostać w pracy. Przecież od tego są „usługi opiekuńcze”.
Wystarczy wypowiedzieć to magiczne zaklęcie i natychmiast materializuje się wykwalifikowana osoba dostępna przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Bez decyzji administracyjnej, bez kolejek, bez limitu godzin, bez odpłatności i bez problemów kadrowych.
A jeśli zaklęcie nie zadziała, zawsze można powiedzieć: DPS, ZOL albo placówka całodobowa.
Problem rozwiązany. Człowieka można przecież zwyczajnie przenieść, jak szafę.
Policzmy więc tę niewiarygodną fortunę, z której podobno tak wygodnie żyją rodziny. Przyjmijmy bardzo ostrożnie, że niepełnosprawność obowiązuje tylko przez 12 godzin na dobę – od 8.00 do 20.00. W nocy człowiek oczywiście przestaje wymagać pomocy, nie trzeba go przewracać, kontrolować oddechu, zmieniać środków higienicznych, podawać leków ani reagować na kryzysy.
Przy stawce 50 zł za godzinę prywatnej opieki otrzymujemy:
12 godzin × 50 zł × 30 dni = 18 000 zł miesięcznie.
Rocznie: 216 000 zł.
I mówimy wyłącznie o podstawowej obecności opiekuna przez połowę doby. Bez nocy. Bez świąt. Bez specjalistycznych procedur. Bez zastępstwa na czas choroby. Bez urlopu.
Dodajmy po jednej godzinie tygodniowo:
– fizjoterapeuty,
– psychologa,
– logopedy,
– pedagoga specjalnego.
Przy stawce około 150 zł za spotkanie daje to kolejne około 2400 zł miesięcznie.
Do tego zwyczajne koszty mieszkania:
– czynsz: około 2000 zł,
– prąd i gaz: około 500 zł,
– woda: kolejne 150–200 zł, jeżeli nie została ujęta w czynszu,
– telefon i internet: około 150 zł.
Razem otrzymujemy już około 23 200–23 250 zł miesięcznie.
Nie policzyliśmy jeszcze:
– jedzenia i żywienia specjalistycznego,
– leków i suplementów,
– pieluch, podkładów i środków higienicznych,
– sprzętu medycznego i rehabilitacyjnego,
– napraw wózka, podnośnika czy łóżka,
– dojazdów do lekarzy i terapeutów,
– prywatnych konsultacji, kiedy system publiczny każe czekać miesiącami,
– dostosowania mieszkania,
– zniszczonej odzieży i obuwia,
– opieki nocnej,
– utraconych zarobków, składek i przyszłej emerytury opiekuna,
– leczenia kręgosłupa, stawów i innych konsekwencji wieloletniego dźwigania, niedosypiania i życia w nieustannym napięciu.
Nie uwzględniliśmy też rozrywki. Chociaż przepraszam – rozpędziłam się. Po co osobie z niepełnosprawnością rozrywka? Przecież według tej narracji nie ma ona żyć, tylko być możliwie tania w obsłudze. Ma być umyta, nakarmiona, przewinięta i najlepiej niezauważalna. Wyjście do kina, na mecz, koncert, lody, wycieczkę czy turnus? Książka, zabawka, muzyka, basen albo zwykła kawa poza domem? E tam. Niepełnosprawny nie potrzebuje rozrywki.
A jeśli rodzic kupi mu bilet, powinien najlepiej zachować paragon, przygotować uzasadnienie i wyjaśnić, czy wydatek był dostatecznie „racjonalny”. Bo jeszcze ktoś pomyśli, że człowiek z niepełnosprawnością ma prawo nie tylko przetrwać, lecz również doświadczać świata i zwyczajnie się cieszyć.
Dla porównania: od 1 marca 2026 roku renta socjalna wynosi 1978,49 zł. Najwyższe świadczenie wspierające to około 4353 zł, a dodatek dopełniający – przy spełnieniu odrębnych warunków – 2704,71 zł. Podane kwoty są kwotami brutto - więc bez szaleństw. Nawet gdyby dla pokazania skali zsumować te najwyższe możliwe kwoty, otrzymamy około 9036 zł. To czysto teoretyczne zestawienie, ponieważ każde ze świadczeń ma własne przesłanki i nie każda osoba je otrzymuje. To nadal mniej niż połowa bardzo ostrożnie policzonych kosztów samej opieki i podstawowego funkcjonowania. I uwaga: renta oraz świadczenie wspierające są pieniędzmi osoby z niepełnosprawnością. Nie są pensją rodzica ani nagrodą za pozostanie w domu. Mają służyć zaspokajaniu potrzeb człowieka, którego niepełnosprawność generuje realne, często ogromne koszty.
Czy zdarzają się przypadki patologii, zaniedbań albo wykorzystywania środków osoby z niepełnosprawnością?
Oczywiście, że tak.
Powinny być wykrywane, badane i odpowiednio rozliczane. Nikt rozsądny tego nie kwestionuje. Ale istnienie patologii w części rodzin nie oznacza, że cały system rodzinnej opieki jest patologiczny. Dokładnie tak samo jak istnienie zamożnych rodzin, które stać na prywatną opiekę, terapie i likwidację wszystkich barier, nie oznacza, że w takich warunkach żyje całe środowisko. Bardzo wiele osób z głęboką niepełnosprawnością wychowuje się i mieszka w rodzinach niepełnych. Z jednym rodzicem, bez zmiennika, bez zastępstwa, bez możliwości chorowania i bez szansy na spokojną diagnostykę czy pobyt w szpitalu. W innych rodzinach jeden rodzic rezygnuje z pracy i powoli niszczy zdrowie podczas całodobowej opieki, a drugi pracuje ponad siły, czasem na dwóch etatach, aby finansowo utrzymać dom, leczenie i terapię. To nie jest wygodne życie „z niepełnosprawnego”. To jest praca dwóch ludzi, za którą nierzadko płaci się zdrowiem, małżeństwem, emeryturą i całym własnym życiem. Usługi opiekuńcze nie spadają z nieba. Są przyznawane decyzją, w określonym wymiarze, zależnym od dostępności lokalnych kadr, a niekiedy również odpłatne. Nie zapewniają automatycznie całodobowej pieczy. DPS-y i inne placówki nie są złem. Pracują w nich ludzie wykonujący niezwykle trudną i potrzebną pracę. Dla wielu osób placówka jest jedynym bezpiecznym miejscem. Ale przeniesienie człowieka, który przez kilkadziesiąt lat znał jeden dom, określone osoby, zapachy, rytuały i sposoby komunikowania potrzeb, może być ogromną traumą. Szczególnie jeżeli do zmiany dochodzi nagle, po śmierci rodzica, bez wcześniejszego przygotowania i stopniowej adaptacji. Po zamieszkaniu w DPS osoba traci prawo do świadczenia wspierającego, a na koszt pobytu przeznacza do 70 procent swojego dochodu. Nie oznacza to automatycznego odebrania wszystkich świadczeń, ale opowieść o cudownej niezależności finansowej rozpada się przy pierwszym kontakcie z obowiązującymi przepisami.
Rodziny już dziś podlegają nadzorowi sądu opiekuńczego. Opiekun prawny składa sprawozdania dotyczące osoby i zarządu jej majątkiem. Sąd może żądać wyjaśnień, dokumentów i rachunków oraz reagować, jeżeli opieka jest sprawowana niewłaściwie. UD80 nie odkrywa zatem kontroli. Projekt usuwa natomiast osobę sprawującą ustawową pieczę, pozostawia kuratora do określonych czynności i nie odpowiada jasno na podstawowe pytanie:
Kto po likwidacji opiekuna prawnego będzie ustawowo odpowiedzialny za codzienną pieczę, zdrowie i bezpieczeństwo człowieka całkowicie zależnego?
Łatwo jest rozliczać rodzica z każdego kotleta. Znacznie trudniej wskazać człowieka, który tego rodzica zastąpi, kiedy ten zachoruje, trafi do szpitala albo umrze. Jeszcze trudniej powiedzieć, skąd weźmiemy odpowiednią liczbę przygotowanych opiekunów, specjalistów, mieszkań, placówek i pieniędzy. Rodzice nie boją się kontroli. Boją się ustawy, która może usunąć ich obowiązki z jednej rubryki, ale nie stworzy w zamian realnej opieki. Żadna ustawa nie nakarmi, nie umyje, nie podniesie, nie poda leków i nie zostanie przy łóżku w środku nocy.
Do tego nadal potrzebny jest człowiek.
Podpisz petycję o wstrzymanie procedowania UD80 w obecnym kształcie i przeprowadzenie ponownych, szerokich konsultacji społecznych:
https://www.petycjeonline.com/w_sprawie_wstrzymania_procedowania_projektu_ud80_oraz_skierowania_go_do_ponownych_szerokich_konsultacji_spoecznych_z_udziaem_rodzin_osob_z_gbok_niepenosprawnoci_intelektualn
I jak zawsze proszę o wsparcie Bączka.
Nie wstydzę się tej prośby. To jest mój blog, moje dziecko i moja codzienność. Czas, który przeznaczam na analizy, spotkania, rozmowy, pisma oraz wyjazdy, to czas i pieniądze, których nie mogę przeznaczyć na jego terapię, leczenie i kolejne wyzwania.
Jeśli możesz, wpłać 5, 10 albo 20 zł. Jeśli nie możesz – udostępnij zbiórkę:
https://pomagam.pl/rezolutnybaczek1
Chamskie odzywki w rodzaju „a gdzie link do zbiórki?” nie świadczą o mnie ani o Bączku. Świadczą wyłącznie o osobach, które próbują ośmieszyć matkę proszącą o pomoc dla własnego dziecka, a jednocześnie chętnie korzystają z jej bezpłatnej pracy.