09/10/2026
TO NIE JEST „LUKA PRAWNA”. TO JEST LUKA W CZYTANIU PRAWA ZE ZROZUMIENIEM.
I odniosę się do tego publicznie jako Fundacja Lex Beauty, bo to jest mój obowiązek.
Bo naprawdę trudno mi uwierzyć, że po udostępnieniu pełnego wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie, sygn. I C 534/21, razem z uzasadnieniem, można było napisać komentarz, że wyrok potwierdza kosmetologom prawo do wstrzykiwania kwasu hialuronowego w ramach „wolności gospodarczej”, byle posiadać wiedzę, dokumentację i hialuronidazę.
Można mieć inne zdanie. Można się ze mną spierać. Można mnie nawet nie lubić.
Ale nie można dopisywać sądowi zdań, których sąd nigdy nie napisał.
A tutaj właśnie to zrobiono.
To nie jest interpretacja prawna.
To jest próba zbudowania sobie prawa z jednego wygodnego fragmentu uzasadnienia, z pominięciem reszty wyroku, aktualnych przepisów, MDR, ustawy o wyrobach medycznych, komunikatów URPL i aktualnego stanowiska Ministerstwa Zdrowia.
Czyli, mówiąc wprost, prawnicze fan fiction.
CO NAPRAWDĘ WYNIKA Z WYROKU I C 534/21?
Sąd Okręgowy w Warszawie rozpoznawał konkretną sprawę cywilną dotyczącą odpowiedzialności za nienależycie wykonany zabieg. Zasądził na rzecz poszkodowanej 72 398,07 zł wraz z odsetkami.
Tak, sąd wskazał, że w okolicznościach tej konkretnej sprawy zabieg miał cel estetyczny i kwalifikował go jako zabieg kosmetyczny.
Ale teraz uwaga, bo właśnie tutaj zaczyna się czytanie ze zrozumieniem.
Sąd nie napisał, że kosmetolog posiada ustawową kompetencję do wykonywania iniekcji wypełniaczy.
Nie napisał, że „wolność działalności gospodarczej” tworzy takie uprawnienie.
Nie napisał, że brak ustawy o zawodzie kosmetologa oznacza prawo do wykonywania dowolnych procedur.
I już na pewno nie napisał:
„Wystarczy mieć hialuronidazę i można wstrzykiwać”.
To zostało dopisane przez autorkę komentarza.
Dlatego robienie z tego wyroku transparentu z napisem „SĄD POTWIERDZIŁ, ŻE KOSMETOLOG MOŻE” jest po prostu kompromitujące.
Wyrok dotyczący odpowiedzialności cywilnej nie jest ustawą kompetencyjną dla zawodu kosmetologa.
Pełny wyrok i uzasadnienie, I C 534/21
I TERAZ LEGENDARNA „LUKA PRAWNA”
Od lat na grupach branżowych krąży slogan:
„Nie ma ustawy o zawodzie kosmetologa, więc jest luka prawna”.
A potem:
„Skoro nie ma przepisu: kosmetologowi zabrania się podawać kwas, to wolno”.
Nie.
Tak nie działa system prawa.
Brak jednego aktu zatytułowanego „ustawa o kosmetologach” nie powoduje anulowania Prawa farmaceutycznego, ustawy o wyrobach medycznych, rozporządzenia MDR, przepisów dotyczących działalności leczniczej, zawodów lekarza, zasad stosowania produktów leczniczych ani instrukcji producenta.
Prawo czyta się systemowo, a nie metodą:
„wpisałam w wyszukiwarkę słowo kosmetolog, nie znalazłam zakazu, więc jestem chirurgiem”.
I właśnie dlatego powielane na grupach zdanie o „luce prawnej” jest tak niebezpieczne.
Nie mamy pustyni legislacyjnej.
Mamy rozproszone regulacje, a to zupełnie co innego.
KWAS HIALURONOWY. URPL NAPISAŁ TO WPROST.
4 września 2025 r. Prezes URPL wydał oficjalny komunikat dotyczący wyrobów przeznaczonych do wypełniania skóry przez iniekcję.
Urząd wymienia wprost, że wypełniacz to wyrób medyczny. Bo to czasowa implantacja tkanek.
Przypomina również art. 63 ust. 1 ustawy o wyrobach medycznych, zgodnie z którym wyrób ma być używany zgodnie z przewidzianym zastosowaniem, a użytkownik ma obowiązek przestrzegać instrukcji używania.
I teraz najważniejsze.
URPL wskazuje, że w odniesieniu do instrukcji znajdujących się w posiadaniu Urzędu takie wyroby są przewidziane do stosowania przez profesjonalistów posiadających odpowiednie formalne wykształcenie, a używanie ich niezgodnie z instrukcją, przykładowo przez osoby bez odpowiedniego formalnego wykształcenia medycznego, stanowi naruszenie art. 63 ustawy o wyrobach medycznych i wiąże się z nieakceptowalnym ryzykiem.
To nie jest komentarz z grupy.
To Prezes URPL.
A więc zanim ktoś kolejny raz napisze „jest luka”, proponuję przeczytać art. 63.
Tym razem do końca.
BOTOKS? TU JUŻ NAPRAWDĘ NIE MA CZEGO INTERPRETOWAĆ.
14 sierpnia 2025 r. Prezes URPL wydał pilny komunikat dotyczący toksyny botulinowej.
Preparaty zawierające toksynę botulinową stosowane u ludzi są produktami leczniczymi.
Wszystkie dopuszczone do obrotu w Polsce mają status leków wydawanych z przepisu lekarza.
I punkt 4 komunikatu mówi wprost:
preparaty z toksyną botulinową mogą być podawane wyłącznie przez osoby posiadające prawo wykonywania zawodu lekarza lub lekarza dentysty.
Gdzie jest ta „luka”?
Naprawdę chciałabym ją zobaczyć.
Pomiędzy słowem „wyłącznie” a słowem „lekarz”?
Bo chyba tylko tam jeszcze można jej szukać.
A HIALURONIDAZA?
Tu komentarz osiąga już poziom prawnego kuriozum. 😱
„Trzeba mieć hialuronidazę pod ręką”.
Nie.
Posiadanie hialuronidazy nie nadaje żadnych uprawnień do leczenia powikłań.
Ministerstwo Zdrowia w komunikacie z 23 stycznia 2026 r. wskazuje, że procedury medycyny estetyczno-naprawczej wymagają wcześniejszego badania, diagnostyki, oceny ryzyka wynikającego z zastosowania leków i wypełnień podawanych iniekcyjnie, a także umiejętności i uprawnień do wdrożenia leczenia powikłań.
Co więcej, w katalogu procedur MZ wymienia wprost:
- toksynę botulinową,
-usieciowany kwas hialuronowy,
-inne wypełniacze,
-procedury iniekcyjne związane z podawaniem leków, w tym hialuronidazę,
-leczenie powikłań pozabiegowych.
A dalej Ministerstwo pisze wprost, że kosmetolodzy i kosmetyczki są osobami nieuprawnionymi do wykonywania procedur medycyny estetyczno-naprawczej w rozumieniu przedstawionym w tym komunikacie i że certyfikat ukończenia szkolenia nie nadaje takich uprawnień.
Dla ścisłości, bo w przeciwieństwie do internetowych „prawników” wolę precyzję: komunikat Ministerstwa nie jest ustawą ani rozporządzeniem.
Jest oficjalnym stanowiskiem resortu co do interpretacji istniejącego systemu prawnego.
I właśnie tak przedstawia się źródła uczciwie.
HIALURONIDAZA NIE JEST GAŚNICĄ.
Nie wystarczy położyć ampułki w szufladzie.
Trzeba rozpoznać niedokrwienie.
Rozpoznać lub podejrzewać okluzję naczyniową.
Różnicować objawy.
Podjąć decyzję terapeutyczną.
Podać lek.
Monitorować efekt.
Rozpoznać powikłania leczenia.
I wiedzieć, kiedy konieczne jest dalsze postępowanie medyczne.
Posiadanie leku nie nadaje kompetencji do leczenia.
A do jego podawania uprawniony jest tylko lekarz!
Gdyby tak było, zakup defibrylatora robiłby z człowieka kardiologa.
A CO Z ORZECZNICTWEM?
Tu również warto skończyć z opowiadaniem połowy historii.
W wyroku Sądu Okręgowego w Gliwicach, VI Ka 581/19, dotyczącym zabiegu wykonanego w 2016 r., sąd rzeczywiście wskazywał, że w dacie tamtego zabiegu przepisy nie precyzowały jednoznacznie, komu przysługuje prawo wykonywania wypełniania ust kwasem hialuronowym.
Tylko że sąd jednocześnie odnosił się do nadchodzącej regulacji MDR.
Zabieg był wykonany w 2016 roku.
Od tamtej pory weszło MDR, mamy ustawę o wyrobach medycznych z 2022 r., mamy art. 63, mamy komunikat URPL dotyczący wypełniaczy z 2025 r., komunikat dotyczący toksyny botulinowej i stanowisko Ministerstwa Zdrowia z 2026 r.
Przenoszenie jednego zdania dotyczącego stanu prawnego z 2016 roku do roku 2026, z pominięciem dziesięciu lat zmian legislacyjnych, jest mniej więcej tak aktualne jak powoływanie się na kodeks drogowy sprzed autostrad.🤣
Jest jeszcze postanowienie Sądu Najwyższego I KK 23/21 dotyczące zabiegu Aquafilling.
To ważne orzeczenie, bo pokazuje, że estetyczny cel zabiegu nie przesądza automatycznie, że dana ingerencja pozostaje poza obszarem świadczeń zdrowotnych. SN analizował charakter procedury, ryzyko i sposób jej wykonania, a nie tylko to, czy pacjent chciał wyglądać lepiej.
W przypadku toksyny botulinowej nie trzeba go wymyślać, bo aktualny komunikat właściwego organu mówi wprost, że jest to produkt leczniczy na receptę i może być podawany wyłącznie przez lekarza lub lekarza dentystę.
I TERAZ ART. 51. BO TO DOPIERO BĘDZIE CIEKAWE.
Art. 51 ustawy o wyrobach medycznych przewiduje możliwość wprowadzenia przez Ministra Zdrowia, w drodze rozporządzenia, wymagań i ograniczeń dla określonych grup wyrobów.
Ustawa mówi wprost o ograniczeniach dotyczących dystrybucji, wydawania, stosowania, warunków używania oraz kwalifikacji użytkowników.
I to nie jest teoria.
30 września 2026 r. OPPM Technomed poinformował, że Ministerstwo Zdrowia prowadzi prace nad rozporządzeniem związanym z art. 51 ustawy o wyrobach medycznych, a wśród omawianych kwestii znajdują się kwalifikacje użytkowników wyrobów stosowanych w medycynie estetycznej, warunki stosowania, sprzedaż i dystrybucja.
To już się dzieje i będzie opublikowane na dniach!
Podkreślam: rozporządzenie jeszcze nie obowiązuje, więc nie będę robiła tego, co robi autorka komentowanego wpisu, czyli przedstawiała własnych życzeń jako obowiązującego prawa.
Ale sama delegacja ustawowa już istnieje.
A art. 96 ustawy przewiduje, że za nieprzestrzeganie wymagań lub ograniczeń określonych w przepisach wydanych na podstawie art. 51 ust. 3 będzie mogła zostać nałożona kara pieniężna do 50 000 zł.
Czyli podczas gdy na grupach nadal trwa rytualne:
„jest luka, jest luka, jest luka…”
Ministerstwo pracuje właśnie nad mechanizmem, który pozwala wprost określić kwalifikacje użytkowników konkretnych grup wyrobów.
Można powiedzieć, że rzeczywistość prawna trochę uciekła internetowym ekspertom.
I WŁAŚNIE DLATEGO TEN KOMENTARZ TAK BARDZO SIĘ OŚMIESZA.
Nie dlatego, że jego autorka ma inne zdanie niż ja.
To byłoby zupełnie normalne.
Ośmiesza się dlatego, że dostała pełne źródło, a następnie przypisała temu źródłu treść, której w nim nie ma.
Ja podałam wyrok.
Podałam uzasadnienie.
Każdy może je otworzyć.
Każdy może przeczytać.
A mimo tego z wyroku, w którym zasądzono ponad 72 tysiące złotych w związku z nieprawidłowo wykonanym zabiegiem i jego następstwami, ktoś stworzył manifest:
„Kosmetologu, masz prawo wstrzykiwać”.
To jest naprawdę niezwykły poziom gimnastyki interpretacyjnej.
W takich chwilach doskonale widać, jak rodzą się branżowe mity.
Ktoś rzuca na grupie:
„jest luka prawna”.
Ktoś drugi dopisuje:
„sąd potwierdził”.
Trzeci powtarza:
„prawnik powiedział”.
Po miesiącu pięćset osób uważa to za fakt.
Tylko że prawo nie działa demokratycznie.
Powtórzenie bzdury pięćset razy nie zamienia jej w przepis.
Facebook nie jest Dziennikiem Ustaw.
Grupa branżowa nie jest Sądem Najwyższym.
A liczba lajków nie jest źródłem prawa.
Jeżeli ktoś nadal twierdzi:
„jest luka prawna, więc kosmetolog może wykonywać iniekcje kwasu, botoksu i leczyć powikłania hialuronidazą”
to naprawdę proszę o jedno.
Podajcie konkretną podstawę prawną.
Aktualny przepis.
Aktualne orzeczenie.
Instrukcję konkretnego wyrobu dopuszczającą takiego użytkownika.
Oficjalne stanowisko organu.
Nie komentarz z grupy.
Nie „mój prawnik powiedział”.
Nie wyrok dotyczący stanu prawnego sprzed dziesięciu lat wyrwany z kontekstu.
Konkret. Sygnatura. Przepis. Źródło.
Ja swoje podałam.
Jeżeli ten post może uchronić choć jedną osobę przed uwierzeniem w branżowe legendy o „luce prawnej”, udostępnijcie go.
Bo za błędną interpretację prawa bardzo często nie płaci później osoba, która napisała komentarz.
Płaci pacjent albo klient własnym zdrowiem.
PS.
Najbardziej kuriozalne w tej historii jest to, że naprawdę podałam link do pełnego wyroku i uzasadnienia.
Nie trzeba było być prawnikiem.
Nie trzeba było mieć LEX-a.
Nie trzeba było mnie lubić.
Trzeba było wykonać jedną skomplikowaną czynność:
przeczytać.
Najlepiej do końca.
Bo można bawić się w prawnika na Facebooku.
Tylko warto najpierw nauczyć się odróżniać to, co sąd rzeczywiście napisał, od tego, co bardzo chciałoby się, żeby napisał.
W tym przypadku nie zabrakło prawa.
Zabrakło czytania prawa ze zrozumieniem. I JESZCZE JEDNA RZECZ, BO TU ZACZYNA SIĘ PRAWDZIWE KURIOZUM
Najbardziej kompromitujące nie jest nawet to, że autorka komentarza źle zinterpretowała wyrok.
Najbardziej kompromitujące jest to, że dostała ode mnie bezpośredni link do pełnego orzeczenia i uzasadnienia, a mimo to publicznie przypisała sądowi tezę, której sąd nigdy nie wypowiedział.
To już nie jest brak dostępu do informacji.
To jest sytuacja, w której informacja leży przed oczami, a ktoś mimo to wybiera własną wersję rzeczywistości.
I potem dokładnie takie „interpretacje” zaczynają żyć własnym życiem na grupach:
„jest luka prawna”,
„sąd potwierdził”,
„kosmetolog może”,
„wystarczy mieć hialuronidazę”.
Po czym nikt już nie sprawdza, kto pierwszy napisał bzdurę i na jakiej podstawie.
I właśnie dlatego odpowiadam publicznie.
Bo jeżeli ktoś publicznie rozpowszechnia błędną interpretację prawa, to odpowiedź również powinna być publiczna, żeby nie tylko autor komentarza, ale również setki osób, które później mogłyby tę bzdurę powtarzać, zobaczyły dokumenty źródłowe.
Autorka na końcu swojego wpisu zachęca mnie, żebym przyszła odpowiadać pod jej postem.
Miło, że tak zależy jej na mojej obecności.
Ale nie.
Nie będę biegała po cudzych profilach tylko dlatego, że ktoś bardzo chce wywołać moją reakcję.
Jeżeli ktoś potrzebuje mojej atencji, żeby zwiększyć zainteresowanie własnym wpisem, to musi niestety znaleźć inny sposób.
Ja wolę odpowiedzieć tutaj.
Publicznie.
Merytorycznie.
Z wyrokiem.
Z sygnaturą.
Z ustawą.
Z komunikatami URPL.
Ze stanowiskiem Ministerstwa Zdrowia.
Bo wtedy z tej dyskusji może skorzystać kilka tysięcy osób, a nie tylko grupka komentujących pod jednym postem.
I jest jeszcze jedna różnica.
Ja nie proszę nikogo, żeby wierzył mi na słowo.
Daję źródła.
Można je otworzyć.
Można przeczytać.
Można sprawdzić.
To właśnie odróżnia analizę od internetowego folkloru.
Bo naprawdę trzeba mieć niezwykłą pewność siebie, żeby dostać pełne uzasadnienie sądu, przeczytać z niego coś, czego tam nie ma, a następnie jeszcze publicznie zapraszać autora źródła do „dyskusji”.
Najpierw warto wygrać dyskusję z dokumentem, który samemu się komentuje.
Tutaj ten etap najwyraźniej został pominięty.
PS
Nie zamierzam uczestniczyć w konkursie pod tytułem:
„kto głośniej napisze, że istnieje luka prawna”.
Prawo nie staje się inne dlatego, że na jednej grupie branżowej sto osób polubi komentarz.
I naprawdę nie interesuje mnie, czy ktoś będzie teraz próbował mnie oznaczać, prowokować albo zapraszać pod swój post.
Jeżeli publicznie napisano bzdurę dotyczącą prawa i bezpieczeństwa zabiegów, odpowiem publicznie, tam gdzie sama zdecyduję, i pokażę dokumenty.
Nie dla autorki komentarza.
Dla osób, które mogą ten komentarz przeczytać i uznać go za prawdę.
Bo ona ośmieszyła się przede wszystkim jednym:
miała przed sobą orzeczenie, a mimo tego opisała orzeczenie, którego nie ma.
To trochę jak cytować książkę, której nie przeczytało się do końca, a potem zapraszać autora na debatę o jej treści.
Można.
Tylko efekt jest dokładnie taki, jak tutaj.
Dużo pewności siebie, bardzo mało podstaw prawnych i jeszcze mniej czytania ze zrozumieniem.
A na taki folklor naprawdę szkoda odpowiadać pod cudzym postem.
Lepiej pokazać go publicznie jako przykład tego, jak nie należy interpretować prawa.
I jednym komentarzem można tę dyskusję zamknąć:
Sąd napisał, że zabieg nie został wykonany z należytą starannością. I właśnie tu kończy się cała opowieść o rzekomym „sąd potwierdził, że kosmetolog może”.
„Należyta staranność” to pojęcie z prawa cywilnego, przede wszystkim art. 355 k.c., oceniane w związku z odpowiedzialnością za nienależyte wykonanie zobowiązania z art. 471 i 472 k.c.
Sąd badał więc, czy konkretna usługa została wykonana prawidłowo, zgodnie z wymaganym poziomem staranności, wiedzy, przygotowania i bezpieczeństwa. Nie nadawał nikomu nowych kompetencji zawodowych.
I tu właśnie autorka komentarza zrobiła rzecz wręcz kuriozalną.
Przeczytała, że sąd stwierdził brak należytej staranności, brak prawidłowego przygotowania do powikłań, brak odpowiedniej reakcji oraz problem z dostępem do hialuronidazy, po czym z radością przerobiła to na komunikat do branży:
„Możecie robić, tylko miejcie hialuronidazę”.
Nie. To kompletnie odwrócona logika wyroku.
Sąd nie napisał: „macie prawo wykonywać te zabiegi, poprawcie tylko procedury”.
Sąd napisał w istocie: w tej konkretnej sprawie zobowiązanie wykonano nienależycie i powstała szkoda, za którą poniesiono odpowiedzialność.
A „należyta staranność” nie oznacza posiadania ampułki w szufladzie.
Oznacza między innymi prawidłową kwalifikację, znajomość ryzyka, prawidłowe wykonanie procedury, rozpoznanie powikłania, możliwość adekwatnej reakcji i działanie zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz wymaganiami dla danego produktu lub wyrobu.
Z wyroku o nienależytym wykonaniu zabiegu zrobić manifest „możecie wykonywać, tylko miejcie hialuronidazę” to naprawdę imponujący przykład czytania dokładnie odwrotnie niż napisał sąd.
I to jest sedno całej dyskusji.
Nie chodzi o to, czy ktoś lubi kosmetologów, lekarzy czy mnie.
Chodzi o to, że odpowiedzialność za nienależyte wykonanie zobowiązania nie jest licencją na wykonywanie tego zobowiązania przez każdego.
To są dwie zupełnie różne kwestie prawne.
I jeśli ktoś ich nie odróżnia, nie powinien pouczać całej branży, co rzekomo „wynika z wyroku”.
Tylko przeczytać uzasadnienie ze zrozumieniem a tego tutaj wyraźnie zabrakło. 😘 a autorce tego „ manifestu” do branży, proponuję przeczytać pod swoim postem o Slapp, moją odpowiedź i poświadczenie, że zostało złożone zawiadomienie na policję o ustalenie właściciela strony.
Widocznie w ferworze pisania postów i wymyślania prawa dla Kosmetologów musiało jej to umknąć. 🤣🤣🤣 tam chyba już udzieliłam jej swojej atencji w szerokim tego słowa znaczeniu ….
Na moim drugim profilu w komentarzach, podstawy prawne i orzeczenie sądu wraz z uzasadnieniem .