29/05/2025
Prawda ma jedno oblicze . Połączenie faktów - ma sens !
Gdzie kończy się zaufanie, tam zaczyna się gniew i opór obywatelski .
Spotkania bez świadków, decyzje bez mieszkańców:
– jak dziś nasza Gmina stacza się, nie zostawiając nam najmniejszych złudzeń.
Minął rok od ostatnich wydarzeń w Dubidzach, a kulisy prawdy powoli wychodzą na jaw. My, jako reprezentanci naszych mieszkańców, czujemy się zobowiązani ujawnić, co dzieje się za murami władzy, której pycha, brak szacunku, ignorancja i prywatne interesy zataczają coraz szersze kręgi.
Tuż po wyborach nowa władza, która obiecywała kontynuację działań na rzecz naszej gminy i naszych interesów, stanowiących fundament jej dynamicznego rozwoju, szybko pokazała swoje prawdziwe oblicze.
Kilkanaście lat walki o drogę w Dubidzach, dziesiątki spraw sądowych i setki zaangażowanych osób – od zwykłych mieszkańców, przez wojewodów, aż po posłów i senatorów – wszystko po to, by potwierdzić prawdę. Ta oczywistość stała się jednak areną dziwnych zbiegów okoliczności, mających na celu likwidację przejazdu przez park w Dubidzach, za sprawą pana M. K – wszystkim znany .
W skrócie przypomnijmy okoliczności związane z tą sprawą, które z perspektywy czasu ukazują złe intencje kupującego i jego działania zmierzające do likwidacji - drogi służącej mieszkańcom od zawsze.
Zaczęło się od wygrania przez pana M. K. przetargu w Agencji Rolnej w Łodzi. Zgodnie z zasadami administracji wszystkie usługi powinny być wybierane na podstawie ofert. Jednak w tym przypadku „Łódź” wyjątkowo „uprzejmie” wybrała notariusza z Radomska, który sporządził akt notarialny z brakami prawnymi, pomijając zaświadczenie Wójta Gminy o istniejącej drodze gminnej przebiegającej przez działkę nr 1.
Zapis w akcie notarialnym o możliwości korzystania przez mieszkańców z drogi szybko stracił znaczenie, gdy została ona zniszczona w sobotę.
Pomimo zgłoszenia sprawy na policję przez Wójta Gminy – zarówno do Łodzi, jak i na komisariat w Pajęcznie oraz do organów powiatowego Nadzoru Budowlanego – nie udało się nic zdziałać. Stało się to pomimo braku jakichkolwiek dokumentów, podstaw prawnych uprawniających do zniszczenia własności Gminy, czyli drogi mieszkańców.
W konsekwencji, w odrębnych postępowaniach ukarano policjantów oraz kierownika Nadzoru Budowlanego w Pajęcznie za niewłaściwe postępowanie w sprawie doprowadzenia do likwidacji drogi przez właściciela dworku. Jednak, jak wiemy, droga została zniszczona i trudno to odwrócić.
W tym samym czasie, w dziwnym zbiegu okoliczności, na emeryturę odeszli konserwator zabytków w Piotrkowie Trybunalskim, który w dokumentach zataił przebieg drogi, oraz wspomniany kierownik Nadzoru Budowlanego w Pajęcznie.
Sprawy trafiły do sądów oraz różnych postępowań administracyjnych szczebla wojewódzkiego, a następnie do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
W międzyczasie wydane zaświadczenie Wójta Gminy, potwierdzające przebieg drogi, zostało zgłoszone do prokuratury jako poświadczenie nieprawdy. Sędzia prowadzący sprawę również pominął ten fakt i podważył dokument oparty na planie zagospodarowania przestrzennego gminy i dokumentach historycznych, mimo że dokumenty administracyjne podlegają innym procedurom prawnym – ich poprawność może weryfikować jedynie Sąd Administracyjny, a nie Sąd Cywilny.
Czy to znowu zbieg okoliczności?
Stowarzyszenie powstałe w Dubidzach, które miało reprezentować mieszkańców, po krótkim okresie działalności zostało rozwiązane. Część jego członków szybko zmieniła swoje podejście — zamiast wspierać ówczesne władze, zaczęli je krytykować, oskarżając i obarczając winą.
Co się stało, że właściciel „Kompleksu Parkowego” nagle zaczął zyskiwać w oczach wielu osób? To już temat na inną okazję.
Wątek ten nabiera tempa, podobnie jak krążące wśród mieszkańców opowieści o rzekomych winnych — pełne niedomówień i sprzeczności, które zamierzamy rozwiać, przedstawiając sprawę w świetle faktów.
Tylko w ten sposób możemy obronić naszą drogę w Dubidzach i ujawnić, kto walczył o nią od początku do końca – rzetelnie i z czystym sumieniem.
Udowadnianie autentyczności gminnych dokumentów zajmuje wiele czasu i często wiąże się z absurdalnymi próbami ich podważania – nawet wtedy, gdy jednoznacznie wskazują, że droga należy do mieszkańców. Przykładem tego była sytuacja z udziałem byłego Wójta Gminy, pana Włodzimierza Wypycha, który musiał przed sądem udowadniać, że jest tą samą, żyjącą osobą, która osobiście podpisała stosowne dokumenty. Mimo oczywistych faktów, jego tożsamość i podpisy były kwestionowane – co trudno nazwać inaczej niż absurdem.
Pierwszy Wójt Gminy, pan Włodzimierz Wypych, w oficjalnych dokumentach posługiwał się swoim drugim imieniem – Kazimierz, co było zgodne z jego zwyczajem. Ten fakt został później wykorzystany przez pełnomocnika właściciela prywatnego, który próbował podważyć ważność postępowania komunalizacyjnego, twierdząc, że Wojewoda Łódzki przesłuchał niewłaściwą osobę – rzekomo niebędącą wójtem i niemającą wiedzy o sprawach dotyczących drogi.
Tymczasem to właśnie Włodzimierz Wypych, jako ówczesny Wójt Gminy, a wcześniej Naczelnik Gminnej Rady Narodowej, jednoznacznie zatwierdził przebieg drogi gminnej przez park – a nie wokół niego – co zostało udokumentowane w planie zagospodarowania przestrzennego. Ww. ustalenie przebiegu jest jednoznacznie dokonane na rysunku miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego gminy Nowa Brzeźnica – uchwała z dnia 25.07.1990 r. Rady Gminy w Nowej Brzeźnicy nr 17/III/90 (opublikowana w Dz. Urz. Województwa Częstochowskiego nr 9, poz. 149 z dnia 17.09.1990 r.).
Za wszystko, co zrobił w walce o tę drogę, serdecznie mu dziękujemy.
Po wielu latach, wystąpieniach w telewizji, rozprawach sądowych, walki o prawdę na różnych szczeblach władzy – od wojewódzkich po ministerialne – doczekaliśmy się w sprawie siedmiu wniosków czekających na rozstrzygnięcie w Naczelnym Sądzie Administracyjnym w Warszawie.
Po długiej drodze udowadniania doszliśmy do etapu, w którym oczekiwaliśmy na decyzję administracyjną, w której miano nas dopisać jako współwłaściciela do działki nr 1, czyli naszej drogi.
Jednak musimy wrócić do czasu, co działo się około półtora roku przed i po zmianie władzy w naszej gminie.
Co się wydarzyło? Czy to zbieg okoliczności czy dalszy ciąg dziwnych faktów? Sami oceńcie, czytając ten materiał...
Nie sposób nie zauważyć, że niektóre osoby w Dubidzach – które z jednej strony deklarowały walkę o utrzymanie drogi, z drugiej strony otwarcie sprzeciwiały się Wójtowi Gminy, obwiniając go o całą sytuację – pomijają fakt, że wcześniejsze zaniedbania formalne leżały po ich stronie.
Nie podajemy nazwisk, bo dobrze znamy te osoby i ich wielokrotnie powtarzane opowieści „pod sklepem”, które były zmyślane po to, aby powtarzane dziesiątki razy miały zatrzeć ich odpowiedzialność za wcześniejsze własne niedociągnięcia będąc u władzy.
No cóż, prawda jest jedna.
Każdy ma prawo postępować według własnego uznania i decydować, jak chce być postrzegany. Niemniej zauważalne jest, że ci sami ludzie, którzy kiedyś otwarcie krytykowali działania władz, nagle zaczęli prezentować postawę neutralną, a nawet zbieżną z interesami właściciela „Parku Dworskiego”.
Podjęto razem z nim próbę oprotestowania zmian planu zagospodarowania odnośnie drogi, w którym znalazła się zgoda Szefowej Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Łodzi, w którym uzgodniono poprawiony przebieg drogi (jedynie 2 metry bardziej oddalony od dworku). Protest i zamiary tego czynu udaremnione zostały przez stanowczość ówczesnej całej Rady Gminy, dzięki czemu plan został uchwalony.
Podczas wyłożenia ówczesnego planu w Urzędzie Gminy, komisja dowiedziała się od właściciela parku, że planował na tym terenie także inne przedsięwzięcia.
Dlatego, wykorzystując swoją „siłę majętności”, przekonywał mieszkańców do swojej wizji – ale to jego sprawa. Jednak my znamy wszystkich i nie zapomnimy tych, którzy działali i działają na jego rzecz. Historia to osądzi.
Zgodnie z przysłowiem „oliwa zawsze sprawiedliwa, bo na wierzch wypływa”, od 2024 roku zaczyna się nowy okres. Nowa władza, z prostą deklaracją reprezentowania i walki o nasze dobro oraz kontynuowania dotychczasowych osiągnięć.
Ale nic z tego.!
Zdumiewa fakt, że o tych wydarzeniach nikt oficjalnie nie mówi, a temat wydaje się być kolejnym tabu.
Tymczasem z nieoficjalnych źródeł dowiadujemy się, że właściciel dworku przyjeżdża na spotkania z Wójtem Dygasiem. Czy po to, aby przeprosić nas i mieszkańców Dubidz za wcześniejsze zachowanie?
Trudno w to uwierzyć – nikt już nie wierzy w takie intencje.
Spotkanie, jak wynika z naszych informacji, miało bardzo „rzeczowy” przebieg i zakończyło się obiadem w Pajęcznie – najprawdopodobniej opłaconym przez odwiedzającego. Tylko nikt o tym oficjalnie nas nie poinformował, przykre, żałosne!
O czym mogli rozmawiać tuż po wyborach? Można się domyślić!
Przebieg zdarzeń przyspieszył w kierunku „walki o naszą drogę”.
Nastąpił wyjazd do Warszawy, do Ministerstwa, do Dyrektora Departamentu, który od lat prowadził naszą sprawę, a który szykował dla nas już decyzję stwierdzającą naszą współwłasność – działki nr 1, czyli naszej drogi.
Na potwierdzenie wyjazdu nasz włodarz uwiecznił się na zdjęciu – przynajmniej wiemy, że tam był. To nie koniec dziwnych zdarzeń wokół drogi.
Podczas sesji Rady Gminy w Urzędzie Gminy doszło do rozmów, które zaskoczyły i zaniepokoiły wielu mieszkańców.
Przewodniczący Taranek wraz z Wójtem Dygasiem zaczęli publicznie poddawać w wątpliwość sens dalszych działań Gminy Nowa Brzeźnica w obronie naszych wspólnych interesów.
Zamiast rozmawiać o tym, jak skutecznie zakończyć spór z korzyścią dla mieszkańców, sugerowano wycofanie się z walki o drogę.
O co tutaj chodzi? Czy naprawdę można tak po prostu przekreślić lata starań, dziesiątki rozpraw sądowych, spotkań z mieszkańcami i walki o prawdę?
To nie tylko przykład niegospodarności obecnych władz, ale także działanie, które może zostać odczytane jako zdrada interesów gminy i narażenie jej na poważne konsekwencje finansowe.
Mamy do czynienia z brakiem kompetencji, odpowiedzialności oraz wizji rozwoju.
Tymczasem obecne władze, zamiast przyjąć konstruktywną krytykę i uczyć się na błędach, próbują zrzucać winę na wszystkich, którzy mają odwagę wyrażać sprzeciw, a także – wciąż – na swoich poprzedników.
Bo gdy coś idzie nie tak – winni są zawsze inni.
Dlaczego takie działania?
Czy jeden zafundowany obiad tak wiele zmienia? Czy dzieje się coś jeszcze, o czym nie wiemy!
Na szczęście mecenas prowadzący sprawę od wielu lat rzeczowo przedstawił na sesji Rady Gminy aktualną sytuację oraz potencjalne zagrożenia, jakie mogą dotknąć naszą społeczność.
Dzięki pracy – obecnie już zwolnionej – pani mecenas, udało się również ujawnić, kim naprawdę jest właściciel „Parku” w Dubidzach.
Co istotne; - zapadła wtedy kluczowa decyzja: gmina będzie kontynuować działania prawne w sprawie naszej drogi – wybudowanej w czynie społecznym, z funduszy mieszkańców.
Sprawę nadal będzie prowadził, na dotychczasowych zasadach, radca prawny z Rudy Śląskiej.
Trudno nie uznać za żenujące faktu, że można było zaobserwować próby wycofywania się z działań na rzecz obrony drogi – zarówno ze strony Przewodniczącego Rady Gminy, pana Taranka, jak i Wójta Dygasia.
Czy radni naprawdę nie dostrzegają, co jest „grane” w tej sprawie i co dla nas jest najważniejsze? My – mieszkańcy – widzimy to i wiemy, co jest dla nas priorytetem.
Gmina mogłaby stracić nie tylko samą drogę, ale również setki tysięcy złotych. Pan M.K. złożył bowiem pozew do sądu przeciwko gminie, zarzucając jej bezumowne korzystanie z działki nr 1 w Dubidzach – poprzez użytkowanie spornego odcinka drogi.
O roszczenia te upomniał się człowiek, o którym wcześniej nikt nie przypuszczałby, że w tak prosty sposób będzie w stanie wprowadzać mieszkańców w błąd – zwłaszcza że w akcie notarialnym znajdował się zapis o istnieniu drogi i zagwarantowanym przejeździe.
Ciąg dalszy zdarzeń.
Wyjazd do Warszawy, który początkowo postrzegaliśmy jako chlubny i przełomowy, przyniósł niestety porażające skutki.
Zamiast oczekiwanej decyzji potwierdzającej współwłasność gminy do działki nr 1 – co wcześniej zostało już rozstrzygnięte prawomocnie – otrzymaliśmy pismo, które ku naszemu zdziwieniu nie tylko tej współwłasności nie potwierdzało, ale wręcz przeciwnie: decyzja Wojewody Łódzkiego została cofnięta.
Przypadek? Co nagle wydarzyło się w Warszawie?
Powinien to przedstawić na sesji Rady Gminy, z kim był, kto mu pomagał, jak przedstawiał problem, co usłyszał i co zrobił. Po przyjeździe cisza, bez komentarzy, wszystko jest w porządku.
Tak ma wyglądać walka o nas – czy to właśnie nam obiecał?
Co jeszcze kryje się za tym postępowaniem „Naszej Władzy”? Nie chcemy się domyślać...
Kto zmienia dokumenty i decyzje w taki sposób, aby za jednym pociągnięciem zmienić front o 180 stopni?
Jako mieszkańcy nie mogliśmy już na to dłużej patrzeć. Pod koniec 2024 roku założyliśmy stowarzyszenie (jesteśmy na Facebooku), aby patrzeć na ręce tym ludziom, gdyż to, co robią i kłamią nas na każdym kroku, będziemy ujawniać i komentować.
Nie możemy pozwolić, aby dotychczasowe osiągnięcia były niszczone z dnia na dzień.
Mamy do czynienia z kontrowersyjnymi decyzjami, brakiem komunikacji i lekceważeniem naszego zdania.
Nie poddajemy się. Otrzymaliśmy kolejny, długo wyczekiwany wyrok sądowy.
W dniu 6 maja 2025 r. Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie wydał orzeczenie (sygn. II OSK 553/22) dotyczące zaskarżenia uchwały Rady Gminy Nowa Brzeźnica w sprawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.
Co to dla nas oznacza?
Sąd uchylił wcześniejszy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Łodzi – konkretnie w punktach 1 i 3. Tym samym skarga Mateusza Klechy na uchwałę Rady Gminy dotyczącą miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla działki nr 1 w Dubidzach – w części dotyczącej jednoznacznego ustalenia przebiegu drogi gminnej przez teren parku – została oddalona!
W tym miejscu się obecnie znajdujemy.
To istotna informacja. Właściciel parku, świadomy swojej porażki sprzed ponad dwóch tygodni, ponownie zjawił się w Urzędzie Gminy – najwyraźniej dobrze zna Wójta Dygasia.
Spotkanie odbyło się 21 maja 2025 r. w Urzędzie Gminy.
Właściciel, mając pełną świadomość, jak znaczące – prawnie – było zwycięstwo gminy przed Naczelnym Sądem Administracyjnym w Warszawie , które zapadło 6 maja 2025 r., przyjeżdża znowu na rozmowy, a może układać dalsze plany, tylko jakie?
Znowu pod płaszczykiem zatroskania , stracimy to o co walczymy – czy to są jakieś zobowiązania?
I co dalej widzimy ?
Sytuacja się powtarza – to już skandal. Znów wszystko odbywa się bez udziału mieszkańców i radnych.
Dlaczego nikt nas nie informuje?
Dlaczego rozmowy prowadzone są w cztery oczy?
Co jest ustalane za zamkniętymi drzwiami?
Po pierwszej wizycie i symbolicznym obiedzie cofnięto korzystną dla gminy decyzję. Teraz obawiamy się, co przyniesie kolejna runda tych „nieoficjalnych” spotkań.
Wójt Dygaś oraz Przewodniczący Rady Gminy, pan Taranek, powinni publicznie – np. podczas spotkania z mieszkańcami w remizie – jasno wytłumaczyć się ze swoich działań, przedstawić swoje stanowisko i wyjaśnić, co planują dalej.
Przemilczanie tematu tylko potęguje nasz niepokój.
Takie spotkania powinny być w pełni jawne, protokołowane lub nagrywane, aby uniknąć powtórki z 2024 roku i działań podejmowanych poza wiedzą mieszkańców.
Żądamy, aby każde spotkanie z właścicielem parku w Dubidzach odbywało się w sposób przejrzysty, a jego przebieg i ustalenia były natychmiast przekazywane opinii publicznej.
Jak widzimy – niestety – tak się nie dzieje. Po wyborach zniknęły z przestrzeni publicznej osoby, które wcześniej tak chętnie zabierały głos – tzw. „dubidzcy wiejscy kronikarze i bajarze”.
Nastała cisza. Dziwne?
Oceńcie sami. Choć, jak wiemy, nie warto było ich słuchać – być może prawda leży po zupełnie innej stronie.
Dlatego to my podnosimy dziś głos społeczny i ujawniamy kulisy działań naszej „władzy”. Dzieją się rzeczy nieakceptowalne – stosowane są podwójne standardy: jedno się mówi, drugie robi, a odpowiedzialność przerzuca się na innych.
Z przykrością zauważamy, że nikt z radnych nie weryfikuje informacji przedstawianych przez obecne władze.
Nie odbywa się żadna debata na temat kierunku rozwoju naszej gminy, nikt nie zadaje fundamentalnego pytania: dokąd zmierzamy?
Zamiast tego obserwujemy jedynie puste głosowania i brak szacunku – nie tylko wobec mieszkańców, ale również wobec sołtysów, którym mówi się wprost: „nie musicie przychodzić na sesje, wszystko już załatwione – po co zadawać niewygodne pytania czy zgłaszać problemy mieszkańców?”.
Dlatego podnosimy nasz społeczny głos jako reprezentanci lokalnej społeczności. Będziemy walczyć o prawdę, o rozwiązanie realnych problemów, o przejrzystość działań władz i o przyszłość naszej gminy.
Nie odpuścimy sprawy drogi w Dubidzach ani żadnej z niejasnych kwestii, które się z nią wiążą.
Walczyliśmy z właścicielem Parku – skoro potrafimy wygrywać na tym froncie, poradzimy sobie również z władzami gminy oraz z tymi mieszkańcami, którzy stanęli po przeciwnej stronie barykady.
A to właśnie ta barykada – obrona wspólnego dobra – jest dla nas najważniejsza.
Czas najwyższy, aby obecna władza na forum publicznym, podczas sesji, jasno przedstawiła, co faktycznie udało się jej samodzielnie pozyskać.
Bo jak dotąd widzimy jedynie realizację inwestycji przygotowanych wcześniej, jeszcze za kadencji poprzedniej rady i byłego wójta.
Jedynym nowym „osiągnięciem” jest zakup starego samochodu strażackiego dla OSP Dworszowice – i to za żywą gotówkę z gminnego budżetu.
Poza tym – tylko puste słowa i ciągłe manipulacje.
Czas wziąć się do pracy i wreszcie pokazać, że potraficie coś zrobić, bo do tej pory kończycie jedynie to, co zostało już wcześniej przygotowane.
Oczekujemy pokory i szacunku – zarówno wobec nas, mieszkańców, jak i wobec tych, którzy wcześniej zadbali o rozwój naszej gminy i pozyskali środki, z których dziś wszyscy korzystamy.
Jeśli władza gminna uważa, że jesteśmy nikim jako społeczeństwo – że można nas oszukiwać, przekazywać kłamstwa i odcinać się od rzeczywistości, którą widzimy na co dzień – to jest w wielkim błędzie. Jako obywatele mamy narzędzia, by naprawić sytuację w naszej gminie.
A jeśli po roku rządzenia nadal dominuje chaos i brak odpowiedzialności – podziękujemy za to.
Może dziś świeci już światło pomarańczowe, a jutro zapali się czerwone.
Co dalej?
Władza gminy musi działać przejrzyście i zgodnie z prawdą.
Popełniłeś błąd? Przyznaj się do niego jak człowiek z honorem – jak „mąż stanu”, a nie ktoś, kto chowa się za plecami radnych i zrzuca swoją nieudolność na innych.
My to widzimy.
Każde spotkanie i każda decyzja, zwłaszcza ta dotycząca całej społeczności, musi być jawna. Gwarantujemy, że wszelkie próby załatwiania spraw za plecami mieszkańców, brak szczerości i brak woli walki o nasze dobro spotkają się z naszym społecznym sprzeciwem.
Ta droga to nie tylko asfalt – to symbol naszej wspólnoty, naszej walki i uczciwości.
Nie odpuścimy!
• Nie pozwolimy zniszczyć tego, co zbudowaliśmy wspólnie,
• Nie pozwolimy, aby decyzje zapadały bez wiedzy mieszkańców,
• Nie zapomnimy, kto walczył, kto zdradził, a kto odwrócił się plecami.
• Mówimy „ DOŚĆ LIKWIDATOROM GMINY”
Pozdrawiamy Was, drodzy Mieszkańcy.
Z pełnym poszanowaniem obowiązujących standardów poufności oraz ochrony danych osobowych, zgodnie z przepisami RODO, gwarantujemy bezpieczne i odpowiedzialne przedstawianie tematów, które budzą społeczne zainteresowanie.
Naszym celem jest rzetelne i merytoryczne opisywanie spraw istotnych dla mieszkańców naszej gminy i powiatu. W miarę możliwości będziemy podejmować zagadnienia mające realny wpływ na życie lokalnej społeczności.
Nie godzimy się na manipulacje ani dezinformację – dążymy do prawdy, przejrzystości i transparentności działań.
Informacje o tematach podejmowanych przez nasze Stowarzyszenie Centrum Inicjatyw na Rzecz Rozwoju i Praworządności Samorządowej – AEQUITAS
– będą na bieżąco zapowiadane i przedstawiane w dostępnych kanałach informacyjnych.
Dla jasności pragniemy dodać, że nazwa „Aequitas” pochodzi z łaciny i oznacza sprawiedliwość, równość, bezstronność oraz słuszność – wartości, które są fundamentem naszej działalności , ale i demokratycznego społeczeństwa .
Zapraszamy do współpracy.