09/02/2026
Z więzienia prosto do biblioteki w Medyce
Niesłychanie zaskakującym wydarzeniem jest, aby więzień opuszczający po 28 latach zakład karny, już w pierwszy dzień upragnionej wolności, skierował swoje kroki do biblioteki. Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Medyckiej wspólnie z Gminną Biblioteką Publiczną w Medyce, podjęło się pomocy w zorganizowaniu spotkania na prośbę więźnia, który nie długo odzyska wolność. Tak było z Krzysztofem Małyszko, osadzonym Zakładu Karnego w Medyce. Postanowił on rzucić wyzwanie swojej nowej rzeczywistości w sposób odmienny i odmieniony. Odmienny, bo wskutek inspiracji pisarką zapragnął czegoś więcej niż tylko uciechy z odzyskania wolności. Odmieniony, ponieważ poprzez zdobyte ostatnimi laty doświadczenie, własne przemyślenia, przeczytane liczne książki, odbyte rozmowy i nowy zachwyt nad jakością nadchodzącego życia w starym świecie, spowodowały zwrot w postrzeganiu własnego przyszłego funkcjonowania.
Kim jest, a właściwie w pewnym sensie, kim był Krzysztof Małyszko?
Był najemnikiem w Francuskiej Legii Cudzoziemskiej, gangsterem działającym we Francji, odsiadywał różne wyroki w wielu krajach i kilku więzieniach, a większość swego życia spędził za kratami. Jest postacią niestandardową i budzącą kontrowersje. Uwięzienie spowodowało, że zainteresował się czytaniem i… pisaniem książek. Jest autorem dwóch publikacji „Najemnik śmierci” i „Ostatni kontrakt najemnika” (opiekę literacką prowadził doświadczony pisarz Zbigniew Masternak). Porusza w nich temat wyborów granicznych, lojalności, przemocy oraz ceny, jaką płaci się za życie poza systemem. Jest autorem sztuki teatralnej o Korczaku oraz drugiej inspirowanej Ewangelią. Nagrywa muzykę, udziela się w środowisku raperskim, działa również aktywnie na rzecz uświadamiania młodych ludzi, przestrzegając ich przed popełnieniem życiowych błędów. Głośno mówi o dramatach jakie dzieją się w więzieniach. W planach ma wydanie kolejnych książek, a w przygotowaniu jest ta, poświęcona Stanisławie Przybyszewskiej, córce malarki z Medyki.
Długie przebywanie ostatnimi laty w Medyce, przyniosły mu możliwość zapoznania się z historią miejscowości oraz otaczającego ją regionu. Pomocnym okazała się praca w więziennej bibliotece i poświęcenie znacznego czasu na czytanie. Zgłębianie dziejów rodziny Pawlikowskich z Medyki doprowadziły go do ich podopiecznej, medyckiej malarki Anieli Pająkówny (1862-1912), a w konsekwencji do jej córki Stanisławy Przybyszewskiej (1901-1935). Ta ostatnia osoba zafascynowała go osobiście i była główną motywacją tegoż wydarzenia. Na spotkanie w dniu wyjścia (30 stycznia) przybył pisarz Zbigniew Masternak, dwoje aktorów z amatorskiego przemyskiego teatru „Fredreum” Maria i Marek Prochaska oraz znajoma mu krakowska ekipa z TVN24, na czele ze dziennikarką Beatą Biel. Byli też koledzy więźniowie, opiekunowie, rodzina, przyjaciele i osoby chcące poznać tę nietuzinkową osobę. Słowa wdzięczności skierował Krzysztof do medyckiego proboszcza ks. Dariusza Pruchnickiego za liczne słowa otuchy. Swoje kroki po wyjściu skierował również do kościoła w Medyce, gdzie usłyszał od księdza – „witaj w domu synu”. Pośród wielu słów jak pedały od Krzysztofa Małyszko, na szczególną uwagę zasługuję to w których oznajmił, że pierwsze czego chce się nauczyć to „życie w prawdzie i prawdą”. Niech się stanie.
Przy tej okazji warto przypomnieć obydwie medyckie bohaterki tego spotkania, a szczególnie Stanisławę Przybyszewską.
Losy Stanisławy Przybyszewskiej nierozerwalnie związane są z jej matką malarką Anielą Pająkówną, która pomimo rozlicznych trudności życiowych, zapewniła córce odpowiednie wykształcenie i otoczenie. Sama malarka, nieomal do końca życia, wspierana była przez swoich mecenasów Helenę i Mieczysława Pawlikowskich. Oni to zauważywszy nieprzeciętne zdolności Anieli do nauki, a później również ujawnione zdolności plastyczne, postanowili pomóc jej w zdobyciu dobrego wykształcenia. Zapewnione wsparcie finansowe, opieka nieomal rodzicielska, przyniosła efekty i doprowadziła Anielę do odebrania starannego wykształcenia. Oprócz kierunku pedagogicznego, znajomości języka francuskiego i niemieckiego, studiowała także malarstwo w Krakowie, Paryżu i Monachium. W Lwowie przy wsparciu swoich opiekunów utworzyła własną galerię, wystawiała swoje prace (Lwów, Kraków, Warszawa, Wiedeń), poznawała świat sztuki i jej persony. Jednym z tych przedstawicieli był znany już wówczas pisarz Stanisław Przybyszewski. Aniela nieszczęśliwie zakochała się w bardzo znanym już wówczas pisarzu i skandaliście Stanisławie Przybyszewskim (żonaty, cztery lata młodszy i znany z rozlicznych romansów), z tego nieformalnego związku przyszła na świat 1 października 1901 roku ich córka, Stanisława. Przybyszewski nie interesował się za wiele ani Anielą, ani swoją nieślubną córką, wręcz nawet wyzyskiwał finansowo uległą Anielę. W tamtych czasach panna z dzieckiem skazana była na marginalizację społeczną, a w tym przypadku także artystyczną. Pomimo trudności bardzo stara się poświęcać córce wiele czas, także dbając o jej wykształcenie. Stasia okazała się być zdolnym, inteligentnym i wrażliwym dzieckiem. Mając zaledwie sześć lat pisze po francusku krótką sztukę. Matka dbając o jej rozwój zapoznaje córkę z klasyką literatury (Corneill, Szekspir, Schiller) i malarstwa, pobiera naukę gry na skrzypcach, opanowuje także kilka języków. Aniela Pająkówna w pogoni za Przybyszewskim oraz własnym zdrowiem i szczęściem, opuszcza 1907 Lwów. Przebywa krótko w Austrię, Niemczech i osiada ostatecznie w roku 1909 na stałe w Paryżu. Tu również maluje i wystawia w różnych galeriach swoje prace, które cieszą się uznaniem. Zapewnia Stasi dalsze wykształcenie ze szczególną dbałością o literaturę. Nadal utrzymuje kontakt z Heleną Pawlikowską, która wspiera ją, a potem także córkę do jej pełnoletniości. Czyni także starania zmierzające do prawnego uznania ojcostwa przez Stanisława Przybyszewskiego, upatrując przy zmianie nazwiska dla córki, pewnych życiowych udogodnień. Pomimo zapewnień Przybyszewskiego o staraniach związanych z uznaniem ojcostwa, nie dochodzi do tego za życia Anieli. Słaba na zdrowiu, po wielu chorobach i rekonwalescencjach, umiera na zapalenie płuc 24 kwietnia 1912 roku w paryskim szpitalu, w biedzie i zapomnieniu. Nieopłacany grób cmentarza paryskiej dzielnicy Fontenay-aux-Roses w którym została pochowania, został zlikwidowany w okresie pierwszej wojny światowej, dokładne miejsce pochówku do dziś nie jest znane. Opiekę nad Stanisławą przejęło znane wcześniej Anieli, a mieszkające w Zurychu małżeństwo lekarzy Zofii i Wacława Moraczewskich. Wacław jest też biologiem i krytykiem literackim, co pozwala czerpać Stanisławie z jego szerokich literackich upodobań. Dzięki staraniom Moraczewskiego 12 lutego 1914 roku przyjmuje nazwisko Przybyszewska. Po dwóch latach przeprowadza się do Wiednia, gdzie zamieszkuje u siostry swojej matki Heleny Barlińskiej i jej męża Marcina. Razem w 1916 roku przenoszą się do Krakowa, tu Stasia odbywa trzy roczne kursy w Żeńskim Seminarium Nauczycielskim, następnie pobiera pedagogiczne nauki teoretyczne i praktyczne w klasztorze Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP w Nowym Sączu. Jest bardzo chwalona za pilność, wiedzę i zdolności pedagogiczne, co także bardzo cieszy jej ciotkę Helenę Barlińską. Zdaje maturę w 1920 w IV Państwowym Gimnazjum Realnym w Krakowie, a wraz z tym ożyły jej nadzieje na studia. Ku niezadowoleniu swojej opiekunki ciotki Berlińskiej, wyjeżdża pośpiesznie do Poznania, aby studiować filozofię na tutejszym uniwersytecie – zalicza jeden semestr. Wcześniej potajemnie korespondowała z ojcem, który namawiał ją na wyjazd do Poznania, gdzie będą mogli się spotykać. Upragnione przez nią spotkania mocno utrudniała zazdrosna druga żona Jadwiga (była żona pisarza Jana Kasprowicza). W Poznaniu po raz pierwszy poznaje awangardowych literatów, artystów i młodych postępowców, prawdopodobnie tutaj po raz pierwszy styka się z morfinistami, do których także należał jej ojciec. Właśnie w tutaj bliżej poznaje ojca, za którym tak tęskniła. On, czyni starania aby pomóc finansowo Stanisławie, niestety popada w jeszcze większy konflikt z żoną Jadwigą, która nie chce bliżej znać jego nieślubnej córki. Tu doznaje rozczarowania tak trudnym związkiem rodzinnym ojca oraz jego tępym kontaktem i oddaleniem. Na szczęście jej ciotka Helena Barlińska bardzo mocno trzyma kontakt ze Stasią i jest jej anielskim stróżem. Ona jawnie wyraża swój niepokój wynikający przebywaniem w pobliżu ojca i kompanów jego otoczenia. Poznań przez dwa lata wyczerpał ją fizycznie i psychicznie (intensywna nauka, korepetycje i praca), był miejscem wielu burzliwych przeżyć, w tym rozczarowania ojcem, poznania wielu osób z różnych środowisk i stylów życia, także pierwszego wielkiego związku (z Wacławem Dziabaszewskim) i ostatniego (z Janem Panieńskim). W połowie 1921 roku Przybyszewski wraz z żoną przenosi się do Sopotu, kontakt mocno się luzuje, ale jest korespondencja. Na zaproszenie ojca przyjeżdża do Gdańska, tu spotykają się potajemnie przed Jadwigą, i tu uzależniony od morfiny ojciec „częstuje” tym córkę. Odtąd zaczyna się jej szlak uzależnienia. Jadwiga odkrywa ich potajemny kontakt i wszystko się urywa. W kwietniu 1922 roku opuszcza Poznań, zostawia studia i wyjeżdża do ciotki Barlińskiej do Warszawy. Spotyka tu znajomego z Poznania Jana Pińskiego (morfinista i niegdyś kurier od morfiny dla Przybyszewskiego), w czerwcu 1923 roku biorą ślub i przeprowadzają się do Gdańska. Zamieszkują w baraku przy gimnazjum, gdzie on uczy chemii i fizyki, ona dużo pisze, udziela korepetycji, niestety, razem zanurzają się też w morfinie. Stanisława dużo czasu poświęca zgłębianiu rewolucji francuskiej i Robezpierowi – pracuje już nad sprawą Dantona. Ten spokojny czas przerywa nagła śmierć męża (listopad 1925), odtąd Stacha zostaje już sama. Zerwała też kontakt z ojcem po jego krytyce związanej z Robezpierem. Mieszka w tym samym baraku przy gimnazjum, ale bez posady nauczycielki jest ciężko wiązać koniec z końcem. Udziela korepetycji z języków obcych, lecz to jej nie wystarcza (nie przykłada się). Pogłębia się nałóg oraz pogarsza się stan zdrowia. Mieszkanie w wilgotnym baraku, niewystarczające ogrzewanie, zimą przymarzają ubrania, a pleśń pokrywa je od wczesnej wiosny. Wszystko to sprawia, że pogarsza się jej stan zdrowia. Pomimo zdrowotnych trudności oraz finansowych ciągle pisze. W trudnych momentach pomaga jak zawsze siostra mamy Helena Barlińska oraz dyrektorka gimnazjum Stefania Augustyńska. W marcu 1929 roku kończy dramat „Sprawa Dantona”, wcześniej powstaje „Ostatnia noc Ventosa” i nowele, ale to właśnie „Sprawa Dantona” zwróci na nią uwagę. Pierwszą próbę wystawienia podjął już w tym samym roku Schiller, lecz wskutek pewnych trudności musiał zostawić Teatr Narodowy. Fragmenty dramatu ukazują się w „Wiadomościach Literackich” i tym sposobem jej twórczość zdobywa sobie wielu zwolenników. Pomimo początkowych perturbacji, sztuka Stanisławy doczekała się swojej premiery dość szybko, bo wiosną 1931 roku w Teatrze Wielkim w Lwowie, a w 1933 w Teatrze Polskim w Warszawie. Generalnie „Sprawa Dantona” jako sztuka sceniczna nie miała początkowo szczęścia, wręcz prześladował ją pech. Stanisława nie była na żadnej z premier z różnych powodów, także tych egzystencjonalnych. Uzależnienie, ubóstwo, reumatyzm, ciągłe przeziębienia i niechęć do przyjmowania pomocy, powoli dobijają Stachę. Napisze jeszcze: „Nie chcę żyć, ani umierać. Nie chcę niczego, tylko spokoju. Tak – spokoju. Łatwo powiedzieć! Zużyłam się, nadużyłam. Cóż… Wiem tylko jedno: już dłużej nie mogę”. Umiera 15 sierpnia 1935 roku w malutkim pokoiku, w samotności. Pochowana zostaje w Gdańsku na cmentarzu, który został zniszczony w skutek działań wojennych. Tak rozsypał się ostatni materialny ślad po Stanisławie (Pająk) Przybyszewskiej, córce Anieli Pająkówny i Stanisława Przybyszewskiego. Pozostała jej twórczość, która inspiruje coraz szersze grono zwolenników. Stanisława podnosi się z mroków zapomnienia, wzlatuje niczym przysłowiowy Feniks, powoli, majestatycznie.
W roku 1967 „Sprawa Dantona” pojawia się w Teatrze Telewizji, dwa lata później „Thermidor” oraz widowisko „Sprawa Przybyszewskiej”. Czołowy Polski reżyser Andrzej Wajda w 1975 roku wystawia „Sprawę Dantona” w Teatrze Powszechnym, a 1982 powstaje w jego reżyser film „Danton” (tytułową role zagrał Gerard Depardieu). To tylko niektóre adaptacje twórczości Stanisławy Przybyszewskiej, a powstało ich znacznie więcej. Stanisława inspiruje. Ciągle powstają nowe adaptacje sceniczne, artykuły i książki. My w tej sprawie kibicujemy także Krzysztofowi Małyszko.
Mariusz Gumienny