Na Skraju Lasu

Na Skraju Lasu Pomagamy dzikim ptakom i kotom z Lublina i okolic. Ratujemy głównie gołębie, ale pod nasze skrzydła trafiają też inne zwierzęta w potrzebie.

To już dzisiaj! Przypominam o wydarzeniu, na którym będę mówić o tym jak rozpoznać czy ptak potrzebuje pomocy, różnicach...
14/06/2026

To już dzisiaj!

Przypominam o wydarzeniu, na którym będę mówić o tym jak rozpoznać czy ptak potrzebuje pomocy, różnicach między pisklęciem i podlotem oraz pierwszej pomocy dla ptaków.

Moje wystąpienie będzie o godzinie 15 ale organizatorzy przygotowali też mnóstwo innych atrakcji więc warto skorzystać. Zapraszamy!

W drodze i podczas z samego wydarzenia nie będę mogła rozmawiać więc jakiekolwiek ptaki mogę odebrać dopiero wieczorem a w międzyczasie proszę o SMSy, nie telefony.

13/06/2026

PILNE - potrzebna pomoc dla rannego gołębia w centrum Lublina

Czy ktoś z okolic mógłby podjechać i zabezpieczyć rannego gołębia?
Dostałam zgłoszenie o ptaku znajdującym się przy ul. Krakowskie Przedmieście 19, w okolicy Dobrej Pączkarni.

Gołąb porusza się, ale nie jest w stanie wzbić się do lotu, więc najprawdopodobniej wymaga pomocy.

Niestety dziś mam już tyle zgłoszeń, że nie nadążam odbierać telefonu, ptaków i ogarniać karmienia piskląt, więc nie dam rady osobiście podjechać na miejsce.

Jeśli ktoś jest w pobliżu i mógłby: 🐦 zabezpieczyć gołębia w kartonie, 🐦 przewieźć go na Czechów,
to będę bardzo wdzięczna.

Proszę o komentarz lub wiadomość prywatną, jeśli ktoś może pomóc.

12/06/2026

Tak wygląda level up w ptasim wydaniu.

Rano jeszcze było karmienie pęsetą prosto do dzioba, bo młoda sroczka po przyjeździe była poraniona, zestresowana i raczej nie planowała współpracy z obsługą tego przybytku.

Po opatrzeniu ran najwyraźniej stwierdziła jednak, że skoro już człowiek się tu kręci, podstawia jedzenie i nie próbuje jej zjeść, to można rozważyć samodzielność.

No i proszę bardzo - elegancki bufet, sroka przy stole. Nie wiem czy to dążenie do samodzielności czy głód bo nie było mnie dziś dłużej niż planowałam i posiłek był później niż zwykle.

Tak czy inaczej, takie momenty bardzo lubimy. Jeszcze chwilę temu pacjentka do karmienia i opatrywania a teraz nagle: "ja sama".

Trzymajcie za nią kciuki, bo przed nią jeszcze gojenie, karmienie, nabieranie sił i cały ten ptasi pakiet startowy.

Jeśli chcecie dorzucić się do takich małych level upów:

Zrzutka: www.zrzutka.pl/na-skraju-zycia
BLIK: 694 207 727

To tylko gołąb.Przynajmniej do momentu, kiedy jakiś gołąb nie postanowi osobiście wkroczyć w nasze życie. Założyć gniazd...
12/06/2026

To tylko gołąb.

Przynajmniej do momentu, kiedy jakiś gołąb nie postanowi osobiście wkroczyć w nasze życie. Założyć gniazda na balkonie. Wysiedzieć jajka. Wychować dwa puchate maluchy, które człowiek zaczyna codziennie oglądać przy porannej kawie.

Potem okazuje się, że wymienia się im podkłady w gnieździe, martwi podczas ulewy i rozkłada nad nimi parasol, żeby nie zmokły.

Tak właśnie było w przypadku pani Klaudii. Przez tydzień obserwowała dwa małe gołąbki, które wykluły się na jej balkonie. Niestety ich historia skończyła się smutno. Maluchy padły ofiarą sroki.

To normalna część przyrody, ale kiedy przez kilka dni obserwuje się rozwój dwóch małych istnień tuż za oknem, trudno przejść nad tym obojętnie.

I właśnie dlatego tak bardzo poruszył nas fakt, że w chwili, gdy było jej zwyczajnie przykro, pani Klaudia pomyślała nie tylko o swoich gołąbkach, ale też o innych ptakach. Postanowiła wesprzeć naszą zrzutkę, żeby kolejne skrzydlate maluchy miały swoją szansę.

Bardzo dziękujemy. ❤️

Wcześniej trafiłyśmy też na post pani Joanny z Leszna. Znalazła młodego gołębia siedzącego na deszczu i zaczęła szukać informacji, co zrobić.

Ku naszemu zaskoczeniu pod swoim postem udostępniła naszą infografikę i oznaczyła Stowarzyszenie Na Skraju Lasu.

I wiecie co? To chyba jedna z najfajniejszych rzeczy, jakie wydarzyły się w ostatnich miesiącach.

Bo te wszystkie poradniki, infografiki i edukacyjne posty tworzymy zwykle wieczorami albo nocami między karmieniami, wizytami u weterynarza i odpowiadaniem na kolejne wiadomości.

Publikujemy je, a potem przechodzimy do następnych spraw. Tymczasem coraz częściej okazuje się, że te materiały żyją własnym życiem, są udostępniane na grupach. Trafiają do komentarzy. Ludzie wysyłają je sobie nawzajem. Pomagają podejmować lepsze decyzje, kiedy ktoś znajdzie pisklę, rannego ptaka albo po prostu nie wie, co zrobić.

I to jest dla nas ogromnie budujące, bo materiał przygotowany raz może później pomóc nie jednemu człowiekowi i nie jednemu ptakowi, ale wielu kolejnym.

Przy okazji mamy też mały powód do świętowania.🎉

Właśnie przekroczyłyśmy 6000 obserwujących na Facebooku i 500 obserwujących na Instagramie. ❤️

Dziękujemy, że jesteście z nami. Że czytacie, komentujecie, udostępniacie nasze posty, podpowiadacie je innym i pomagacie nam nieść tę wiedzę dalej.

To dzięki Wam te materiały docierają znacznie dalej niż do Lublina i jego okolic.

I to dzięki Wam coraz więcej osób wie, że czasem ten jeden, konkretny gołąb przestaje być po prostu gołębiem.

🕊️❤️

📍 Zrzutka: www.zrzutka.pl/na-skraju-zycia

📱 BLIK: 694 207 727

Nr konta: Stowarzyszenie Na Skraju Lasu 98 1140 2004 0000 3002 8565 7682 Tytuł: darowizna na cele statutowe

1,5% KRS 0000534337

📦 Paczkomat (ziarenka): LUB07N Chodźki 14, Lublin (przy Auchan)

Tel: 694 207 727 E-mail: [email protected]

Ostatnio byłam trochę mniej widoczna niż zwykle i nie, nie dlatego, że nauczyłam się odpoczywać.Między ptakami, samochod...
11/06/2026

Ostatnio byłam trochę mniej widoczna niż zwykle i nie, nie dlatego, że nauczyłam się odpoczywać.

Między ptakami, samochodem, telefonami, papierologią i kilkoma sprawami, które mogą w przyszłości mocno namieszać w funkcjonowaniu Stowarzyszenia, doba uparcie odmawiała wydłużenia się do 48 godzin. Na razie nie chcę zdradzać szczegółów, bo część rzeczy nadal jest w trakcie, ale mam nadzieję, że niedługo będę mogła powiedzieć więcej. Powiedzmy tylko tyle, że ostatnie tygodnie upłynęły pod hasłem organizowania, przenoszenia i szukania rozwiązań na przyszłość.

Jednym z efektów tych działań było dzisiejsze wypuszczenie trzech gołębi pocztowych, które wcześniej trafiły do nas z różnego rodzaju urazami. Udało się też znaleźć tymczasowe miejsce dla części naszych pacjentów neurologicznych, dzięki czemu dwanaście ptaków pojechało dziś do nowego lokum. Przynajmniej na kilka miesięcy odzyskam trochę przestrzeni, a one będą miały spokojne miejsce do życia.

Wszystko wyglądało całkiem obiecująco. Po raz pierwszy od dawna miałam wrażenie, że liczba zwierząt pod moją opieką zaczyna zmierzać w dobrym kierunku i że może wreszcie udało mi się odrobinę ogarnąć ten chaos.

Tylko że dzień wcześniej umówiłam się jeszcze na odbiór kurczaka. Nie dlatego, że nagle postanowiłam rozszerzyć działalność Stowarzyszenia o ratowanie drobiu. Po prostu jednej pani wykluł się kurczak z poważnymi problemami. Maluch ma trudności z chodzeniem, wykrzywia głowę, a mimo prób pomocy jego stan się nie poprawiał. Właścicielka przez tydzień podawała witaminy, szukała informacji i próbowała mu pomóc, ale nie bardzo szło. Nie miała też sumienia sama odebrać mu życia, więc zaczęła szukać innego rozwiązania. Powiedzmy, że z tych bardziej drastycznych.

I tutaj mogłam powiedzieć:
Nie mam czasu. Nie wiem. Nie znam się. Zabiegana jestem.

I miałabym nawet trochę racji. Nie zajmuję się przecież drobiem, nigdy nie planowałam mieć kurczaka, a lista rzeczy do zrobienia już wcześniej była zdecydowanie dłuższa niż zdrowy rozsądek zaleca.

Ale o pomoc poprosiła mnie znajoma, która już kilka razy pomagała naszym podopiecznym. A kiedy okazało się, że odbiór kurczaka jest praktycznie po drodze na trasie, którą i tak miałam jechać, stwierdziłam, że przynajmniej zobaczę, czy da się coś zrobić.

Nie wiem jeszcze, czy da się mu pomóc. Może weterynarz uzna, że rokowania są złe. Może okaże się, że potrzebuje leczenia albo rehabilitacji. Na razie wiem tylko tyle, że zanim podejmie się ostateczne decyzje, warto dać zwierzęciu szansę na ocenę przez kogoś, kto faktycznie się na tym zna.

Przyznajcie sami. Patrząc na to zdjęcie naprawdę trudno było udawać, że nie widziałam wiadomości.

Tak właśnie wygląda wolontariat. Człowiek przez kilka tygodni organizuje zmiany, szuka miejsca dla podopiecznych, wypuszcza zdrowe ptaki, odciąża mieszkanie i przez chwilę wydaje mu się, że wszystko zaczyna iść zgodnie z planem. A potem wraca do domu z kurczakiem.

🐥

Jeśli chcecie trzymać kciuki za tego małego słodziaka, będziemy wdzięczne. Jutro postaram się dać znać, co powiedział weterynarz.

💚 Zrzutka: www.zrzutka.pl/na-skraju-zycia

📱 BLIK: 694 207 727

🏦 Nr konta: Stowarzyszenie Na Skraju Lasu 98 1140 2004 0000 3002 8565 7682 Tytuł: darowizna na cele statutowe

📄 1,5% KRS 0000534337

📦 Paczkomat (ziarenka): LUB07N Chodźki 14, Lublin (przy Auchan)

📧 [email protected]

Wczoraj wieczorem na Spotted Lublin pojawił się post z pytaniem, co zrobić z małym ptakiem znalezionym podczas spaceru z...
10/06/2026

Wczoraj wieczorem na Spotted Lublin pojawił się post z pytaniem, co zrobić z małym ptakiem znalezionym podczas spaceru z psem.

Autor wrzucił jedno zdjęcie i lokalizację. I wtedy, jak to w internecie bywa, ruszyła komisja ornitologiczna imienia Jednego Zdjęcia.

"To podlot. Nie ruszać. Rodzice się zajmą."

No i ja naprawdę zazdroszczę tej pewności siebie. Bo ja, mając za sobą trochę ptaków, trochę podlotów, trochę piskląt, trochę dramatów w kartonach i trochę takich przypadków, po których człowiek już nie ufa własnemu optymizmowi, patrzę na zdjęcie i zwykle nie mówię od razu: na pewno.

Mówię raczej: wygląda mi na pisklę, wygląda mi na podlota, ale pokażcie jeszcze brzuch, nogi, skrzydła, nagrajcie film, zobaczmy jak się porusza, czy stoi, czy pełza, czy ucieka, czy krzyczy, czy są rodzice, czy karmią, czy siedzi w tym samym miejscu od dwóch godzin.

Czyli robię coś szalenie egzotycznego jak na internet: próbuję zebrać informacje, zanim wydam wyrok.

A tutaj po jednym zdjęciu mnóstwo osób było w stanie z absolutnym spokojem doradzić, żeby ptaka zostawić.

Problem w tym, że tym razem to nie był podlot. To było pisklę.

Była noc, po 21:00. Ptasie dziecko siedziało pod drzewem, nie do końca opierzone, z gołymi miejscami na ciele, z piórami jeszcze w osłonkach. W dodatku miało padać. Czyli warunki idealne, jeśli ktoś planuje krótką i mokrą karierę pod drzewem.

I właśnie dlatego hasło "podlotów się nie rusza" jest potrzebne, ale tylko wtedy, kiedy faktycznie mówimy o podlocie.

Bo pisklę to nie podlot z gorszym PR-em. Pisklę, które za wcześnie wypadło z gniazda, najczęściej nie ma kompetencji życiowych poza otwieraniem dzioba i produkcją kupy. Nie ucieka sensownie, nie skacze sprawnie, nie chowa się dobrze, nie radzi sobie z deszczem i chłodem. Ono po prostu siedzi i czeka na zmiłowanie.

Na pierwszych 4 zdjęciach widzicie właśnie tego ptaka ze Spotted Lublin. Widać jeszcze gołe fragmenty ciała, częściowo nieopierzone podbrzusze i charakterystyczne osłonki na wyrastających piórach. To właśnie te jasnoniebieskie „rurki” widoczne na skrzydłach. Pióra dopiero się rozwijają i nie są jeszcze w pełni wykształcone.

Takie pisklę zwykle nie stoi pewnie. Nóżki często rozjeżdżają się na boki, ptak siedzi nisko przy ziemi i praktycznie nie potrafi się przemieszczać. Jeśli już się porusza, to bardziej pełza niż chodzi.

Na kolejnych zdjęciach możecie zobaczyć wczesnego i późnego podlota.

Wczesny podlot (zdjęcia 5-7) ma już opierzony brzuch, stoi na nogach i potrafi się samodzielnie przemieszczać, nawet jeśli nadal wygląda trochę nieporadnie.

Późny podlot (zdjęcie nr 8) stoi jeszcze pewniej, nogi trzyma pod sobą, ma dłuższy ogonek, pełniejsze upierzenie i zwykle bardzo wyraźną opinię na temat ludzi. Czyli próbuje uciekać, skacze, krzyczy, wyrywa się i ogólnie informuje, że obsługa jest fatalna, a on chce do rodziców.

I tu ważna rzecz: nawet jeśli to jest podlot, warto spojrzeć na zachowanie. Czy rodzice są w okolicy? Czy karmią? Czy młody się przemieszcza? Czy reaguje? Czy nie siedzi osowiały w jednym miejscu? Czy nie jest mokry, wychłodzony, ranny, atakowany przez kota, psa albo dzieci z patykiem?

Bo dobra rada udzielona w złej sytuacji przestaje być dobrą radą. Staje się po prostu ryzykiem dla zwierzęcia. Dlatego zanim napiszecie komuś w komentarzu "zostaw, rodzice się zajmą", zatrzymajcie się na chwilę. Poproście o film. Zapytajcie, jak ptak się zachowuje. Albo oznaczcie kogoś, kto faktycznie ma doświadczenie.

Internetowa pewność siebie nie ogrzeje pisklaka w deszczu.

Jeśli nasze posty edukacyjne pomagają Wam ratować ptaki i unikać takich błędów, możecie wesprzeć nasze działania.

🔸 Zrzutka: www.zrzutka.pl/na-skraju-zycia
🔸 BLIK: 694 207 727

Nr konta: Stowarzyszenie Na Skraju Lasu 98 1140 2004 0000 3002 8565 7682

Tytuł: darowizna na cele statutowe

🔸 1,5% KRS 0000534337

📦 Paczkomat (ziarenka): LUB07N Chodźki 14, Lublin (przy Auchan)

📞 694 207 727 📧 [email protected]

Grzywacze, które do nas trafiają, dzielą się zwykle na dwie grupy. Albo są to młodziaki, które za wcześnie spotkały się ...
07/06/2026

Grzywacze, które do nas trafiają, dzielą się zwykle na dwie grupy. Albo są to młodziaki, które za wcześnie spotkały się z ziemią i potrzebują odkarmienia, albo dorosłe ptaki z uszkodzonymi skrzydłami.

Przybysz wygrał jakieś odwrotne bingo, bo zaliczył obie kategorie naraz. A nawet z bonusem. Normalnie odblokował osiągnięcie, którego nikt nie chciałby mieć.😅

Ten młody grzywacz bardzo wcześnie w swoim życiu doświadczył bólu. Trafił do kliniki Asante ze złamanym skrzydłem i dodatkowo ze złamaną nogą.

Przywieźli go państwo, w których ogrodzie się wychował. Po telefonie z lecznicy z pytaniem, czy przyjmiemy go na czas rekonwalescencji, zameldował się u nas.

Na szczęście obydwa złamania są proste i powinny bez większych problemów się zrosnąć. Zdjęcie RTG dodajemy w poście, więc możecie na chwilę wcielić się w weterynarzy i spróbować znaleźć oba miejsca złamań. To taki miniquest diagnostyczny dla obserwujących 😅

Teraz czekają go jednak około 4 tygodnie w usztywnieniu i dużo cierpliwości. Na szczęście młody wiek działa na jego korzyść.

Bardzo dziękujemy osobom, które go przywiozły, za pomoc dzieciakowi i wpłatę na jego leczenie. Takie historie przypominają nam, że naprawdę nie brakuje ludzi, którym los dzikiego ptaka nie jest obojętny.

Trzymajcie kciuki, żeby ta młodzieńcza wpadka nie przekreśliła jego szans na wzbicie się kiedyś w przestworza.

A tymczasem rzutem na taśmę udało nam się opłacić kwietniową fakturę na ponad 1600 zł. Dosłownie chwilę później wjechała kolejna, tym razem za maj, na kwotę 2252,02 zł.

Jeśli ktoś chciałby dorzucić się do leczenia naszych skrzydlatych pacjentów, będziemy ogromnie wdzięczne ❤️

💚 Zrzutka:
www.zrzutka.pl/na-skraju-zycia

📱 BLIK:
694 207 727

🏦 Nr konta:
Stowarzyszenie Na Skraju Lasu
98 1140 2004 0000 3002 8565 7682

Tytuł: darowizna na cele statutowe

📌 1,5% KRS: 0000534337

📦 Paczkomat (ziarenka):
LUB07N
Chodźki 14, Lublin (przy Auchan)

☎️ Tel: 694 207 727
📧 [email protected]

Dzisiaj przelała się u mnie czara goryczy.Dostałam zgłoszenie o dwóch pisklętach znalezionych w piasku. Nie o podlotach ...
06/06/2026

Dzisiaj przelała się u mnie czara goryczy.

Dostałam zgłoszenie o dwóch pisklętach znalezionych w piasku. Nie o podlotach skaczących po trawniku. Nie o młodych ptakach, które właśnie uczą się latać. O pisklętach. Takich, które w większości były jeszcze nagie.

Osoba, która je znalazła, najpierw zadzwoniła do Straży Miejskiej.

I to co usłyszała, sprawiło, że aż się zachorowałam z wściekłości.

Bo według relacji usłyszała, żeby ptaki zostawić, bo za kilka dni nauczą się chodzić.

Rozumiecie? Za kilka dni.

Prawie nagie pisklęta leżące w piasku, chyba na placu zabaw.

Kiedy dostałam tę informację, rzuciłam wszystko, wzięłam termofor i pojechałam na miejsce. W międzyczasie dowiedziałam się, że jedno pisklę zostało rozdeptane przez dziecko, które w nie wbiegło. Kiedy byłam mniej więcej w połowie drogi, przyszła kolejna wiadomość. Drugie przestało się ruszać.

No po prostu opadło mi wszystko. Nie mam pretensji do osoby zgłaszającej. Nie każdy musi wiedzieć, czym różni się pisklę od podlota. Nie każdy musi znać się na ptakach. Właśnie dlatego ludzie dzwonią do instytucji, które powinny wiedzieć więcej.

Przez długi czas próbowałam bronić Straży Miejskiej. Rok temu byłam u nich osobiście. Rozmawiałam zarówno z dyżurnymi, jak i z kierownictwem ekopatrolu. Słyszałam wtedy, że funkcjonariusze przechodzą szkolenia, że potrafią odróżnić pisklę od podlota i że problemem są często nieprecyzyjne zgłoszenia mieszkańców.

I wiecie co? Byłam skłonna w to wierzyć. Byłam też skłonna tłumaczyć, że są między młotem a kowadłem. Że miasto szuka oszczędności. Że nie da się odebrać każdego zwierzęcia. Że czasem nie mają możliwości interwencji.

Ale dzisiaj chyba skończyły mi się argumenty.

Bo czym innym jest odmowa przyjazdu. Czym innym jest powiedzenie, że nie mają możliwości pomóc. Czym innym jest uczciwe przyznanie: nie wiemy, proszę skontaktować się z ośrodkiem rehabilitacji.

Natomiast powiedzenie o prawie nagich pisklętach leżących w piasku, że za kilka dni nauczą się chodzić, nie jest brakiem interwencji. To jest przekazanie błędnej informacji. A błędna informacja w takich sytuacjach może kosztować życie.

I właśnie dlatego jestem tak wściekła.

Bo wystarczyło powiedzieć: proszę zabrać do pudełka i ogrzać. Wystarczyło powiedzieć: proszę szukać ośrodka rehabilitacji. Wystarczyło powiedzieć: proszę znaleźć osobę, która odkarmi pisklęta. Albo nawet zwykłe: nie znamy się na tym, proszę szukać pomocy gdzie indziej. Dosłownie każda z tych odpowiedzi byłaby lepsza.

Mieszkańcy mają prawo oczekiwać pomocy albo przynajmniej rzetelnej informacji od instytucji utrzymywanej z ich podatków.

Nie powinno być tak, że w mieście wojewódzkim ludzie odbijają się od kolejnych numerów telefonów, a na końcu i tak szukają na własną rękę. Zostawiłam w Straży Miejskiej mój numer z prośbą żeby przekazać ludziom, jeśli SM nie jest w stanie podjąć interwencji. Myślicie że chociaż raz komuś go podali?

Ja pomagam, bo chcę. Ale nie jestem służbą miejską. Nie jestem całodobowym centrum interwencyjnym. Nie jestem opłacana z publicznych pieniędzy. Nie mam etatu, samochodu służbowego ani możliwości bycia jednocześnie w kilku miejscach.

A mimo to coraz częściej mam wrażenie, że od jednej wolontariuszki oczekuje się więcej niż od całego systemu.

Dlatego tym razem naprawdę zastanawiam się nad złożeniem oficjalnej skargi.

I mam pytanie - czy jest tu może prawnik albo osoba znająca się na odpowiedzialności urzędników i służb publicznych? Bo chciałabym wiedzieć, jakie możliwości mają mieszkańcy w sytuacji, gdy instytucja publiczna udziela informacji, które mogą prowadzić do cierpienia albo śmierci zwierząt.

Bo to nie jest już kwestia braku pomocy. To jest kwestia odpowiedzialności za słowa.

Jeśli ktoś zna przepisy albo miał podobną sytuację, będę wdzięczna za kontakt.

A jeśli chcecie nam pomóc pomagać dalej:

📞 BLIK: 694 207 727

💚 Zrzutka:
www.zrzutka.pl/na-skraju-zycia

💳 Nr konta:
Stowarzyszenie Na Skraju Lasu
98 1140 2004 0000 3002 8565 7682
Tytuł: darowizna na cele statutowe

🏛️ 1,5% KRS 0000534337

05/06/2026

Wczoraj dostałam zgłoszenie o młodej kawce ze złamanym skrzydłem.

Na miejscu okazało się, że pacjent miał dokładnie tę samą przypadłość, na którą o tej porze roku cierpią setki młodych ptaków.

Był podlotem 😅

Czyli nie latał, bo jeszcze nie umiał latać.

W zgłoszeniu było złamane skrzydło, więc trzeba było sprawdzić, czy faktycznie doszło do urazu. Na filmie pokazuję między innymi, jak ocenić, czy skrzydła rozkładają się prawidłowo i na co zwrócić uwagę.

Po krótkich oględzinach okazało się, że młody jest cały, zdrowy, ruchliwy i bardzo niezadowolony z kontroli technicznej.

W pobliżu kręcił się też rodzic, który najwyraźniej obserwował sytuację z bezpiecznej odległości i czekał, aż człowiek wreszcie przestanie się wtrącać w wychowanie dziecka.

Takie podloty często trafiają na place zabaw, chodniki czy parkingi i wtedy dostajemy zgłoszenia o rzekomo rannych ptakach.

Tymczasem w większości przypadków najlepszą pomocą jest po prostu odłożenie ich w bezpieczne miejsce kilka metrów dalej i pozostawienie pod opieką rodziców.

Nie każdy ptak siedzący na ziemi potrzebuje ratunku. Czasami potrzebuje tylko trochę spokoju i mniej nadopiekuńczych ludzi 😉

Jeśli nasze materiały edukacyjne pomagają Wam podejmować właściwe decyzje, możecie wesprzeć dalszą pomoc ptakom:

📍 Zrzutka: www.zrzutka.pl/na-skraju-zycia
📱 BLIK: 694 207 727

04/06/2026

Kilka dni temu pokazywałam wam tajemniczego pacjenta z Chełma, którego większość osób w komentarzach rozpoznała szybciej niż ja 😅 - gratulacje!

Kiedy został znaleziony, leżał na chodniku, krwawił z dzioba i poruszał do tyłu. Wszystko wskazuje na to, że po prostu w coś uderzył.

Pacjent przyjechał do nas Blablacarem, dostał trochę czasu na odpoczynek, obserwację i regenerację. Na zdjęciach możecie przy okazji zobaczyć jego charakterystyczne upierzenie, żółte oko i intensywnie czerwono-pomarańczowe wnętrze dzioba.

Na szczęście tym razem historia ma dobre zakończenie. Po kilku dniach kukułka doszła do siebie na tyle, że mogła wrócić na wolność.

I najwyraźniej bardzo jej się spieszyło, bo po otwarciu pudełka nie było żadnych wzruszających pożegnań, podziękowań ani ostatniego spojrzenia przez ramię. Po prostu wyskoczyła i poleciała w swoją stronę, załatwiać swoje kukułcze sprawy. 😅

Jeśli chcecie pomóc nam ratować kolejnych pacjentów:

Zrzutka: www.zrzutka.pl/na-skraju-zycia
BLIK: 694 207 727

Adres

Lublin

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Na Skraju Lasu umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij