26/10/2025
Szczęście do ludzi...
To zdanie bardzo często powtarzało się wczoraj podczas wycieczki po terenach dawnej wsi Miłków, zorganizowanej przez Stowarzyszenie „Miłków – Niezapomniana Wieś” w ramach grantu "Pamięć Pogranicza”. Pogoda również dopisała – choć to późna jesień, rankiem powitało nas suche niebo, a miejscami zza chmur przebijało się słońce.
Na Placu Mateczki zgromadziła się liczna grupa osób zainteresowanych historią tego miejsca. Po pamiątkowym zdjęciu na tle nowo wzniesionej kaplicy oddaliśmy się pod opiekę naszej przewodniczki – Reni Ferenc-Pupek, jak sama o sobie mówi „adoptowanej do Miłkowa”. Trudno znaleźć lepsze słowo niż „koncert” na określenie jej opowieści. Jej wiedza o dawnej wsi jest naprawdę imponująca.
Po krótkim przedstawieniu planu ruszyliśmy w teren. Najpierw zatrzymaliśmy się przy miejscu związanym z siostrą Mateczką, gdzie wysłuchaliśmy krótkiej historii o tej niezwykłej osobie. Następnie udaliśmy się na cerkwisko – miejsce po byłej świątyni i pierwszej miłkowskiej nekropolii greckokatolickiej. Dziś to łagodny pagórek z kilkoma krzyżami, oczyszczony w ramach grantu z drzew, chwastów i śmieci.
Następnie udaliśmy się na cmentarz greckokatolicki, który zwiedzaliśmy z wielką uwagą, wsłuchując się w opowieści o bruśnieńskich nagrobkach. Zwróciliśmy uwagę na pięć świeżo odnowionych pomników i paliki oznaczające kolejne pięć nagrobków zabranych do renowacji. To jednak wciąż tylko niewielka część ogromnych potrzeb tego miejsca.
Szczególnie wzruszającym momentem była opowieść Alana Rajzera z drużyny 37 DSH „Leśne Sowy” Oleszyce o znajdującej się na cmentarzu mogile jego Praprababci. Z wielkim przejęciem opowiadał historię Prababci, którą przekazali mu Dziadkowie. Teraz już wiemy dlaczego Alan tak pieczołowicie czyścił ów nagrobek tydzień wcześniej, wkładając w tę czynność całe swoje serce. Okazało się również, że osoba spoczywająca w tym grobie jest krewną także pana Wojtka Hołubka. Mając takich potomków, wierzymy, że pomnik wkrótce odzyska swój dawny wygląd.
Na cmentarzu gołym okiem widać kilkanaście kikutów po dawnych pomnikach, a ile jeszcze kryje w sobie Matka Ziemia? Daje się zauważyć solidnie posprzątany cmentarz i jego okolice. To także jedno z zadań wykonanych w ramach wspomnianego grantu.
Po odwiedzeniu grobów byłego proboszcza miłkowskiej parafii greckokatolickiej Wasyla Paraszczaka oraz czterech żołnierzy z czasów II wojny światowej ruszyliśmy dawną miłkowską drogą do miejsca, gdzie stała kaplica rzymskokatolicka oraz szkoła i świetlica. Po drodze opowieści o czołgu wiszącym nad brzegiem Bechu, rodzinie diaka Maślanki, jego stawach, pasiece i młynie nad groblą. Cisza tego miejsca, połączona z łagodnymi podmuchami wiatru, działała niezwykle poruszająco — jakby przeszłość była tu wciąż obecna. Wielu z nas mogło niemal zobaczyć oczami wyobraźni wybiegające ze szkoły dzieci, gwar i ruch... dziś pozostały już tylko krzyże i przejmująca cisza.
Po pięknej opowieści o losach kaplicy, szkoły i niszczejącej w Nowej Grobli świetlicy, grupa wyruszyła na Plac Mateczki, gdzie czekał na nas gorący poczęstunek - ciepła herbata i pyszny, domowy bigos - choć musiał dojechać do nas nieco okrężną drogą. Samochód wiozący wiktuały ugrzązł bowiem w błocie, ale dzięki niezawodnej pomocy Edwarda Czarnego udało się go wydobyć. Posiłek w warunkach polowych smakował wyjątkowo, o czym świadczyły opinie uczestników.
Dalsza część wyprawy prowadziła śladami najstarszych dziejów Miłkowa. Odwiedziliśmy miejsce po gajówce Michała Kozickiego, gdzie zaczynała się niegdyś wieś. Usłyszeliśmy krótką opowieść o granicy, cierpieniach mieszkańców tej części osady, najpierw ze strony Niemców, a później Sowietów oraz o tragedii dzieci leśników w leśniczówce Zabiała. Następnie udaliśmy się do bunkra z tzw. linii Mołotowa i dalej do Ruczkalki, miejsca gdzie znajdował się tartak i młyn wodny. Kilka chwil spędziliśmy przy pomniku Gloria Victis i następny przystanek przy dawnej Hucie Szkła, gdzie wysłuchaliśmy pięknej opowieści o założycielach i wytwarzanych tam produktach. Obecnie dwie z czterech smukłych daglezji, które niegdyś okalały kapliczkę rzymskokatolicką, znajdującą się na terenie huty, dają niezmiennie świadectwo przeszłych dni. Następnym przystankiem był plac po leśniczówce Malacha, miejscu terroru sowieckiego wobec nieposłusznych i tych, których ujęto przy granicy. Wspomnieliśmy o Adamie Malachu - synu leśniczego, więźniu Starobielska i Workuty, poruczniku w armii gen. Andersa i jego niecodziennym spotkaniu z bratem Janem w kaplicy Watykańskiej. Naprawdę niesamowita historia.
Ostatnim punktem wycieczki był cmentarz choleryczny, na którym spoczęły ofiary cholery i tyfusu, a od 1936 roku również Miłkowianie wyznania rzymskokatolickiego. To tam nasza przewodniczka odczytała wiersz napisany przez Jan Cieplicki specjalnie ku pamięci Miłkowian. Zapłonął znicz, popłynęła krótka modlitwa — i tak zakończyła się ta niezwykła podróż.
Wielokrotnie podczas wycieczki powracało stwierdzenie o wyjątkowych ludziach tutaj żyjących. To prawda byli wyjątkowi jak na tamte czasy, można by rzec wielce postępowi. Dziś pada także pytanie - dlaczego Miłków wciąż żyje, podczas gdy inne dawne wsie zniknęły, zarosły i popadły w zapomnienie? Powód jest jeden – oczywisty. To ludzie. Od Franciszka Purgala, rodziny Zawitkowskich, przez kolejne pokolenia nadleśniczych Nadleśnictwo Oleszyce, Lasy Państwowe i władze Gmina Stary Dzików, po dzisiejszych pasjonatów: Jan Kuca, Wojciech Hołubek Edwarda Czarnego, Józefa Nieckarza, leśników oraz członków i założycieli grupy, która dała początek Stowarzyszeniu „Miłków – Niezapomniana Wieś”.
Dziękujemy serdecznie wszystkim uczestnikom — od Pani Marii Bauman, wielce zainteresowanej historią tych ziem, po najmłodszych - harcerzy z drużyny Leśne Sowy oraz ich opiekunom, przedstawicielom rodzin dawnych mieszkańców, Stanisław Karwan, Wojtkowi Hołubkowi oraz niezawodnemu Edwardowi Czarnemu. Byli z nami również przedstawiciele rodziny Wojciecha Szydłowskiego, dawnego kowala i stolarza mieszkającego niedaleko cerkwi. Niektórzy byli pierwszy raz na takim spotkaniu i obiecywali, że to nie koniec pobytów w Miłkowie.
Na koniec najważniejsze podziękowania kierujemy na ręce naszej przewodniczki po miłkowskich ostępach - Reni - za Twoją wiedzę, sposób opowiadania, bogactwo przywołanych faktów i fascynujących historii. Najlepszym wyrazem uznania dla Twego kunsztu były gromkie brawa dla Ciebie od wszystkich uczestników tej wyjątkowej wycieczki. Kłaniamy się nisko. Oby było nam dane przeżyć jeszcze wiele takich spotkań.
Sfinansowano ze środków Narodowy Instytut Wolności - Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Inicjatywy
📸 37 DSH Leśne Sowy Oleszyce
📸 Wojciech Hołubek