16/02/2026
Na pierwszych łowiskach w Polsce wprowadzono zakaz używania technologii LIVE – decyzję taką podjęło Gospodarstwo Rybackie Mikołajki. To krok, którego wielu z nas mogło się spodziewać, bo każda nowa technologia w wędkarstwie od lat budzi kontrowersje.
Pamiętam czasy, gdy podobne emocje towarzyszyły pojawieniu się plecionek czy echosond. Wtedy również mówiono o „nieetycznej przewadze” i końcu prawdziwego wędkarstwa. Dziś te rozwiązania są standardem. Rozwój sprzętu był, jest i będzie naturalną częścią naszej pasji.
Technologia LIVE rzeczywiście zrewolucjonizowała łowienie – pozwala obserwować zachowanie ryb w czasie rzeczywistym i lepiej zrozumieć ich reakcje na przynętę. Jedni korzystają z niej intensywnie, inni wybierają bardziej klasyczne podejście. To kwestia wyboru, nie powód do prostych ocen.
Szczególnie drażni mnie argument „nieetyczności” samej technologii. Czy naprawdę mniej etyczne jest łowienie z łódki przy użyciu echosondy niż łowienie małych szczupaków spod trzcin? Czy bardziej etyczne jest łowienie na żywca albo na fileta, którego głęboko połykają trzydziestokilku centymetrowe sandacze, tylko dlatego, że odbywa się bez elektroniki?
O etyce nie decyduje sprzęt, lecz człowiek. To wędkarz i jego podejście stanowią o tym, czy ryba jest traktowana z szacunkiem, czy przestrzegane są limity i wymiary, czy stosowany jest rozsądny no-kill. Można być bardzo etycznym wędkarzem, korzystając z najnowocześniejszego sprzętu, i jednocześnie zwykłym kłusownikiem, łowiąc na bambusową wędkę.
Wędkarstwo zawsze się rozwijało i przyciągało nowe pokolenia właśnie dzięki innowacjom. Ograniczanie technologii to krok wstecz, który może zahamować ten rozwój. Różnorodność metod, odpowiedzialność i świadomość wędkarzy – to powinno być fundamentem naszej pasji, a nie wojna ze sprzętem.