02/02/2026
Bardzo mądry głos w sprawie ostatnich wydarzeń w Bydgoszczy!
Coraz częściej pytacie mnie o moje stanowisko w sprawie wydarzeń w Bydgoszczy.
I mam w sobie dużą ostrożność, żeby w ogóle je zajmować.
Myślę, że jestem jedną z ostatnich osób, które mogłyby „przeważyć” tę historię w którąkolwiek stronę.
Nie byłam świadkiem.
Nie widziałam tej sytuacji.
Nie wiem, jakie dokładnie działania podjęli nauczyciele ani jakie realnie mieli możliwości w tamtym momencie.
Nie wiem, jak funkcjonuje to dziecko na co dzień.
Nie wiem, czy nie było w ostrym bólu – na przykład brzucha – którego z jakiegoś powodu nie potrafiło zakomunikować, a który mógł znacząco wpłynąć na jego zachowanie.
Tych „nie wiem” jest tu po prostu bardzo dużo. Chcę wierzyć, że w tej sytuacji każdy zachował się najlepiej, jak potrafił – na miarę swoich zasobów, wiedzy, zmęczenia, lęku i odpowiedzialności, jaką w danym momencie dźwigał.
Widzę też coś jeszcze.
Że często, jako społeczeństwo, bardzo szybko szukamy winnego.
Bo kiedy już go znajdziemy, robi się nam… lżej.
Porządek zostaje przywrócony: ktoś zawinił, ktoś jest „zły”, ktoś ponosi odpowiedzialność – a reszta może odetchnąć.
A ja myślę, że rzeczywistość bywa znacznie bardziej złożona.
Że w drodze jednego dziecka – do rozwoju, do bezpieczeństwa, do regulacji – uczestniczy wiele osób, wiele decyzji i wiele momentów.
Czasem to system zawodzi.
Czasem komunikacja.
Czasem brak zasobów.
Czasem brak wiedzy.
Czasem terapeuci.
Czasem rodzice/srodowisko.
Czasem zwyczajnie – ludzka bezradność w sytuacji granicznej.
I czasem… nie da się tej historii uczciwie zamknąć w prostym osądzie.
To, co dla mnie dziś najważniejsze, to nie szybkie werdykty, ale pytania:
o wsparcie, o przygotowanie, o warunki, w jakich pracują nauczyciele, o to, jak rozumiemy zachowania dzieci, które same nie mają jeszcze narzędzi, by powiedzieć, co się z nimi dzieje.
Fot. Własna. Mróz.