24/06/2025
Z innego profilu OMP na FB. Stanisław Tarnowski o liberalizmie. Bardzo aktualne.
https://www.facebook.com/share/p/1Esx7uf2ay/
Konserwatyzm i liberalizm w jednym stali domu, konserwatyzm na górze, a liberalizm na dole; konserwatyzm, spokojny, nie wadził nikomu, liberalizm najdziksze wymyślał swawole. I w dodatku ułatwiał sprawę socjalizmowi! Tak sądził np. Stanisław Tarnowski, wyrażając zdanie typowe dla wielu konserwatystów w XIX wieku - i później - znakomicie wskazując genezę największej ideowej i politycznej choroby naszych czasów w świecie zachodnim - liberalizmu lewicowego:
"Liberalizm myśli, że jest bardzo stały w swoich przekonaniach, ale skazany jest biedny samą naturą rzeczy, samą logiką swoich doktryn, żeby na dwóch stołkach siedzieć. Nie siądzie wprawdzie nigdy na stołku konserwatywnym, bo wmówił w siebie i w drugich, że to się zgadza z postępem: straciłby swoją rację bytu gdyby to zrobił. Ale jeżeli nie przechyla się nigdy na jedną stronę, to za to tym chyżej i tym bezwładniej wali się na drugą. [...] Liberalizm, wychowany na przestarzałych pojęciach Jana Jakuba Rousseau, stoi na takiej równi pochyłej. Wyznaje prawo człowieka do nieograniczonej wolności i do bezwzględnej równości. Jeżeli chce być zgodnym z sobą, to musi wtedy przyznać, że każdy ma prawo robić, co mu się podoba, choćby to było ze szkodą wszystkich, i ojczyzny. Kto uważa społeczeństwo
za kupę nieorganicznych atomów, za sumę jednostek tylko, a nie za organizm złożony tak jak organizm fizyczny człowieka, ten musi w praktyce dojść do konkluzji i do postępków niezgodnych ze swoim przekonaniem i wolą. [...] Nie ma liberalizm punktu oparcia, nie ma środka ciężkości, i musi czy chce czy nie chce dać się pociągnąć i obalić na tę stronę, która jest liczniejsza i fizycznie silniejsza. Liberalizm nie jest socjalizmem, nie chce nim być, uważa socjalizm za zgubny dla Polski – niektórzy liberałowie za zgubny dla religii także – ale rad nierad, siłą rzeczy, logiką swojej doktryny, musi pomagać i służyć socjalizmowi, którego jest poprzednikiem a do niego przejściem. A prócz tego dobrze jest, praktycznie, być w przyjaźni z socjalistami: to się może przydać przy wyborach, przy jakimś kompromisie, dać gdzie jaki chwilowy sukces". (fragment tekstu "Skutki rozstroju" z roku 1898)
Istotnie nie ma paranoi, bzdury, absurdu, idiotyzmu, bezeceństwa, z którymi by liberalizm nie wchodził w sojusze, byle "zgadzać się z postępem'" i byle "nie siadać na stołku konserwatywnym". Oczywiście - liberalizm szczególny, tego "postępowego" chowu. Są bowiem liberałowie klasyczni, niektórzy gdzieś na pograniczu konserwatyzmu, którzy nigdy na ciemną stronę mocy nie przeszli i dziś ramię w ramię z konserwatystami próbują powstrzymywać szaleństwa lewicy liberalnej. I są też oczywiście klasyczni lewicowcy, ci od spraw społecznych w tradycyjnym rozumieniu (a nie od lansowania społeczności LGBT i pokrewnych tematów natury obyczajowej czy kulturowej, i nie od aborcji na życzenie), którzy może nie ramię w ramię z konserwatystami, ale jednak gdzieś na swoich frontach walkę z szaleństwami lewicy liberalnej toczą.
Generalnie kto po stronie rozsądku, a kto po stronie lewicy liberalnej - oto główna oś podziału zachodniej sceny ideowej, także w Polsce. Ze sceną polityczną jest sprawa bardziej złożona, bo nie wszyscy walczący z lewicą liberalną są obdarzeni w równym stopniu rozsądkiem, niektórzy mają jego poważne deficyty, a ponadto u polityków rozsądek przegrywa często z interesami (np. gdy tkwią w koalicji z lewicą liberalną w imię tzw. stołków). Z punktu widzenia sporów ideowych to wszystko zostało już dawno temu zdiagnozowane. Uwagi Tarnowskiego są tego jednym z licznych przykładów.