10/05/2026
Kolejny dyżur, kolejna wydawka, kolejne historie.
Dziś relacja Pawła Rolgali.
"Albo wczoraj, jak podszedł do nas obcy mężczyzna z kilkoma złożonymi banknotami. Powiedział, że nas od kilku chwil obserwuje z dużą uwagą, sam niegdyś o mało co nie wylądował na ulicy i bardzo by chciał nas trochę wesprzeć. Był turystą, mieszkał w hotelu naprzeciwko miejsca, gdzie przychodzimy co piątek. Wrócił do ogródka, palił i jeszcze przez jakiś czas przyglądał się nam oraz naszym podopiecznym.
Z drugiej strony, pod samym murem, przy którym rozlewamy zupę i rozdajemy kanapki obserwował nas A., ale on bez życzliwości Londyńczyka, naburmuszony, zły, na coś zawzięty. Ne chciał niczego zjeść, może oczekiwał, że ktoś weźmie udział w jakiejś sprzeczce z nim, nieważne.
Kiedy byłem poprzednim razem zauważyłem jak bardzo się zmienił od jeszcze wcześniejszego spotkania. Przytył i osiwiał, śniadą twarz pokrywa zaniedbany zarost i przede wszystkim wózek inwalidzki. Stracił nogę w efekcie cukrzycowych powikłań.
Nasz Londyńczyk, który na pewno stojąc i paląc myślał o tym czego oszczędził los, szczęście, bliscy, przyjaciele, może jakiś ksiądz (wspomniał coś o swojej pobożności) albo wytrzeźwienie.
A., który siedząc niedaleko nas być może myślał ile razy i czego mógłby mu oszczędzić los, szczęście, bliscy, przyjaciele lub wytrzeźwienie.
Może Londyńczyk przyglądał się również siedzącemu na wózku A.
Opowiadała mi M., że A. takich okazji miał sporo. Może kiedyś wreszcie. Póki co przychodzi. Wczoraj jeść nie chciał, chciał być zły."
💛 Podziękowania dla: Marty, Kasi, Rafała, Ani i Andrzeja, Wandy i Kazia, Magdy, Pawła, Tomka oraz Joli i ekipy Niepołomice.