Furious Bibo Family - ratujemy ptaki Gorzów Wielkopolski

Furious Bibo Family - ratujemy ptaki Gorzów Wielkopolski Inspektor fundacji Gruszętnik, współpraca z weterynarzem na umowie, OTOZ Animals, TOZ oraz Anaconda.

Zastanawiacie się, co będzie działo się na naszym stoisku podczas Nocnego Szlaku Kulturalnego? Oto mała rozpiska! 💜🎨 Kon...
11/06/2026

Zastanawiacie się, co będzie działo się na naszym stoisku podczas Nocnego Szlaku Kulturalnego? Oto mała rozpiska! 💜

🎨 Konkurs plastyczny „Ptaki oczami wyobraźni”

Jak wyglądałby ptak, gdybyś nigdy wcześniej żadnego nie widział? A może tworzysz własny świat i musisz wymyślić ptaki od podstaw? Przygotowaliśmy konkurs, w którym liczy się przede wszystkim kreatywność i wyobraźnia.

Prace będzie można tworzyć na miejscu w piątek od 18:00 do 2:00. Zapewniamy kartki, kredki i miejsce do twórczej zabawy.

🏆 Ogłoszenie wyników odbędzie się w sobotę o 19:00.

🎴 Pokemony na Pidżony

Mamy sporo pokemonowych powtórek, które postanowiliśmy zamienić w pomoc dla ptaków. Za 5 zł będzie można kupić pakiet 10 losowych kart Pokémon. Nigdy nie wiadomo, co trafi się w środku, ale cały dochód pomoże naszym skrzydlatym podopiecznym.

🖍️ Kolorowanki dla dzieci

Dla najmłodszych przygotowaliśmy kolorowanki związane z ptakami i przyrodą.

🪶 Wystawa piór

Będzie można z bliska obejrzeć pióra różnych gatunków ptaków i przekonać się, jak bardzo potrafią się od siebie różnić.

🎁 Rękodzieło

Na stoisku znajdziecie również nasze rękodzieło, naklejki, zakładki, biżuterię i inne ptasie drobiazgi przygotowane specjalnie na wydarzenie.

🎵 Niespodzianka dla fanów K-Pop Demon Hunters

Tutaj niczego nie zdradzimy. 👀

Każdy zakup na naszym stoisku pomaga finansować leczenie, rehabilitację i ratowanie ptaków trafiających pod nasze skrzydła.

Do zobaczenia podczas Nocnego Szlaku Kulturalnego! 💜🐦

08/06/2026

Uwaga, nieprzyjemne wizualnie nagranie.

Nie każda pomoc jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać.

Wczoraj otrzymaliśmy zgłoszenie dotyczące młodego ptaka znalezionego na podwórku. Znalazła go ośmioletnia dziewczynka, która odgoniła od niego mewę. Trudno się jej dziwić. Widok był bardzo ciężki. Ptak był żywy, ale znajdował się w trakcie konsumpcji przez drapieżnika.

Nasz pacjent ma oskórowane okolice pod skrzydłami oraz praktycznie całe plecy aż do szyi, razem z kuprem. Spód ciała pozostał nienaruszony, skrzydła nie są połamane.

Wczoraj ptak poruszał nogami. Dziś nie obserwujemy jeszcze czucia głębokiego, jednak nadal istnieje szansa, że ono wróci. Na nogach pojawiły się rozległe siniaki świadczące o bardzo silnym stłuczeniu nóg oraz całego ciała.

Nie byłby to pierwszy taki przypadek. Wielokrotnie trafiały do nas ptaki, które po urazach również nie miały czucia głębokiego. Po czasie okazywało się jednak, że przyczyną był obrzęk w okolicy kręgosłupa lub nerwów, który stopniowo ustępował, a wraz z nim wracało również czucie i sprawność.

W przypadku naszego pacjenta zachowane jest krążenie, co daje nam nadzieję. Nie wiemy jeszcze, jak zakończy się ta historia, ale na ten moment chwytamy się tej szansy i dajemy mu czas.

Nie mogliśmy od razu dokładnie oczyścić ran, ponieważ ptak krwawił. Dzisiaj przeszedł kąpiel w szarym mydle, dzięki czemu udało się usunąć zaschniętą krew, która zaczęła już nieprzyjemnie pachnieć, oraz dokładniej oczyścić uszkodzone tkanki przed kolejną dezynfekcją. Rana została ponownie zabezpieczona, a miejsca pozbawione skóry posmarowane maścią wspomagającą gojenie.

Mimo ogromnych obrażeń ten mały wojownik nie zamierza się poddawać. Samodzielnie pije, załatwia się i nieustannie próbuje wydostać się z pojemnika. Aktualnie jest karmiony ręcznie, ale wyraźnie pokazuje, że nadal ma ogromną wolę życia. Otrzymuje antybiotyk, leki przeciwbólowe i leczenie miejscowe.

Nie wiemy jeszcze, jak zakończy się ta historia.

Na razie dajemy mu szansę.

I właśnie ta historia skłoniła nas do refleksji nad czymś znacznie większym.

Kiedy tłumaczyłam dziewczynce, że mewa nie atakowała dla zabawy ani z okrucieństwa, tylko najprawdopodobniej zdobywała pokarm dla swoich młodych, ale również dla siebie, usłyszałam:

„Ale ta mewa jadła sama.”

To jedno zdanie zostało ze mną na długo. Nie dlatego, że dziewczynka zrobiła coś złego. Wręcz przeciwnie. Chciała pomóc.

Uświadomiło mi jednak, jak bardzo oddaliliśmy się od rozumienia przyrody i tego, jak naprawdę funkcjonuje.

Dla dziecka był ranny ptak i mewa, która robi mu krzywdę. Nie było świadomości, że mewa również walczy o przetrwanie. Że być może gdzieś czekają na nią młode. Że aby je wykarmić, sama musi zdobyć pokarm. Że każde zwierzę każdego dnia walczy o przeżycie swoje i swojego potomstwa.

Coraz częściej spotykamy dzieci, które nie wiedzą, jak funkcjonuje świat zwierząt. Nie wiedzą, w jaki sposób rodzice karmią młode. Nie wiedzą, że pisklę nie wyjdzie samo po jedzenie, bo siedzi w gnieździe i jest całkowicie zależne od rodziców. Nie wiedzą, że gołębie karmią młode pokarmem z wola, że sikory wykonują setki lotów dziennie z owadami do gniazda, że ssaki karmią młode mlekiem, a drapieżniki muszą zdobywać pokarm, by przeżyć i wychować potomstwo.

Nie jest to wina dzieci. To raczej efekt tego, że coraz rzadziej rozmawiamy o przyrodzie takiej, jaka jest naprawdę.

Przyroda nie jest bajką o dobrych i złych bohaterach.

Nie ma złej mewy, złego jastrzębia, złego lisa czy złej sowy.

Są zwierzęta próbujące przeżyć kolejny dzień.

Jest jeszcze jeden aspekt takich sytuacji, o którym rzadko się mówi. Bardzo często drapieżnik nie zabija swojej ofiary od razu. Zdarza się, że zwierzę pozostaje ciężko ranne i nadal żyje. To właśnie ten widok najmocniej uderza w ludzką empatię. Naszą również.

Sama nie lubię patrzeć na takie rzeczy. Widok zwierzęcia, które jeszcze żyje, a jednocześnie staje się pokarmem dla innego, jest jednym z najtrudniejszych obrazów, jakie można zobaczyć w naturze. To właśnie wtedy serce podpowiada nam, żeby natychmiast reagować.

Nie zawsze jednak powinniśmy to robić.

Wiem, że brzmi to brutalnie. Wiem też, jak trudno przejść obojętnie obok cierpienia. Problem polega na tym, że natura nie kieruje się naszym poczuciem sprawiedliwości. Kieruje się przetrwaniem.

Zdarzało nam się przyjmować ofiary drapieżników, które mimo odniesionych obrażeń nadal żyły. Niestety niektórym nie dało się już pomóc. Obrażenia były tak rozległe, że jedynym sposobem ulżenia im w cierpieniu było humanitarne zakończenie życia.

I wtedy pojawia się kolejny trudny dylemat.

Ratując jedno zwierzę od dalszego cierpienia, jednocześnie odbieramy zdobycz innemu. Być może ptakowi, który wróci do gniazda z pustym brzuchem. Być może rodzicowi, którego młode właśnie czekają na pokarm.

To właśnie dlatego podobne sytuacje nie mają prostych odpowiedzi. Każda decyzja niesie za sobą konsekwencje, których często nie dostrzegamy na pierwszy rzut oka.

Nie piszemy tego po to, by kogokolwiek zawstydzać za chęć pomocy. Nie piszemy tego również po to, by gloryfikować cierpienie czy okrucieństwo natury.

Piszemy to dlatego, że coraz częściej spotykamy się z sytuacjami, w których empatia nie idzie w parze z wiedzą.

A jedno bez drugiego bywa niebezpieczne.

Empatia jest niezwykle ważna. Ale równie ważne jest zrozumienie świata, który nas otacza.

Bo czasem pomoc jest konieczna.

A czasem, choć bardzo boli nas serce, jesteśmy świadkami po prostu natury, która od milionów lat działa dokładnie tak samo.

I chyba właśnie dlatego edukacja przyrodnicza jest dziś tak potrzebna. Nie po to, by dzieci przestały współczuć zwierzętom. Po to, by rozumiały przyrodę i potrafiły świadomie podejmować decyzje wtedy, gdy spotkają ją twarzą w twarz.

08/06/2026

Spać trzeba po jedzonku, a komuś się tu odpalił tryb uciekiniera...

A tu wczorajszy kruk ze stanem zapalnym torebki stawowej i wybitym skrzydłem. Dodatkowo chłopaczek był bardzo wychudzony...
07/06/2026

A tu wczorajszy kruk ze stanem zapalnym torebki stawowej i wybitym skrzydłem. Dodatkowo chłopaczek był bardzo wychudzony. Dziękuję Alicji za bycie na łączach, przewiezienie i przekazanie ptaszorka do Michała Kudawakskiego, który działa w Dzikiej Ostoi ♡ A Michałowi ukłony za przyjęcie kruka i zapewnienie temu sporemu ptaszorowi opieki!

🚒❤️ Chciałabym napisać kilka słów o ludziach, na których przez lata działalności jeszcze nigdy się nie zawiodłam.Histori...
07/06/2026

🚒❤️ Chciałabym napisać kilka słów o ludziach, na których przez lata działalności jeszcze nigdy się nie zawiodłam.

Historia zaczęła się wczoraj rano, kiedy otrzymałam informację o rodzinie kaczek, która wykluła się na balkonie. Takie sytuacje zdarzają się częściej, niż mogłoby się wydawać. Kiedy młode się wyklują, często konieczna jest pomoc człowieka, żeby bezpiecznie przenieść rodzinę nad wodę. Z informacji, które do mnie dotarły, wynikało, że kaczka wraz z młodymi została przewieziona nad staw. Pojawiła się też informacja, że biologiczna matka nie interesuje się maluchami, ale w pobliżu pojawiła się inna samica, która zaczęła z nimi pływać. Wszystko wskazywało więc na to, że historia zakończy się szczęśliwie.

Kilka godzin później zadzwoniła do mnie znajoma i wtedy okazało się, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Jedno kaczątko już nie żyło, a pozostałe zostały bez opieki i były atakowane nie tylko przez dorosłe kaczki, ale również przez starsze młode z innych lęgów. Nie ukrywam, że byłam już wtedy po całym dniu biegania i naprawdę miałam właśnie chwilę odpocząć. Nie wyszło. Złapałam podbierak, pojemnik dla maluchów i ruszyłam do parku.

Kiedy dotarłam na miejsce, okazało się, że moja znajoma, jej mąż oraz ich dzieci wykonali już kawał fantastycznej roboty. Udało im się odłowić cztery kaczątka i zabezpieczyć je, zanim sytuacja zrobiła się jeszcze gorsza. Na stawie zostały jednak dwa maluchy, które za nic nie chciały współpracować. Próbowaliśmy wszystkiego. Było zwabianie jedzeniem, były odgłosy kaczek puszczane z telefonu, było siedzenie na brzegu, leżenie na trawie i kombinowanie, jak dostać się do małych spryciarzy. Przez chwilę wydawało się nawet, że dźwięki działają, ale maluchy szybko zmieniły zdanie i odpłynęły dalej, ostatecznie chowając się pomiędzy liliami wodnymi. W pewnym momencie zdjęłam nawet buty i skarpetki. Byłam gotowa wejść do wody i spróbować odłowić je ręcznie, ale zanim zdążyłam zrobić krok, odpłynęły jeszcze dalej.

Widząc, że sami nie damy rady, zadzwoniłam pod 112. Najpierw zostałam skierowana do Straży Miejskiej, jednak szybko okazało się, że w weekend nie prowadzi ona działań. Zadzwoniłam więc ponownie. Tym razem zostałam połączona dalej i po chwili rozmawiałam już ze Strażą Pożarną. Po krótkiej rozmowie usłyszałam, że zostanie wysłany zastęp. I właśnie wtedy wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał. Jeszcze chwilę wcześniej na stawie były dwa kaczątka, a nagle znikąd pojawiło się trzecie. Tak więc zanim pomoc dotarła na miejsce, liczba małych uciekinierów wzrosła z dwóch do trzech.

Po pewnym czasie przyjechało pięciu strażaków. Panowie od początku potraktowali sprawę bardzo poważnie. Obejrzeli staw, ocenili sytuację i zaczęli zastanawiać się, jak najlepiej przeprowadzić akcję. W pewnym momencie jeden ze strażaków powiedział, że może warto byłoby skontaktować się z jakąś organizacją zajmującą się zwierzętami. Spojrzałam na niego i odpowiedziałam, że ja właśnie jestem z organizacji zajmującej się zwierzętami. Po minie pana od razu było widać, że nie takiej odpowiedzi się spodziewał. 😅

Po chwili rozpoczęło się organizowanie dodatkowego sprzętu i na miejsce dojechał jeszcze szósty strażak wraz z wyposażeniem potrzebnym do przeprowadzenia akcji.

Panowie zaczęli przygotowywać się do wejścia do wody. Pierwszy strażak wszedł zabezpieczony liną i uzbrojony między innymi w nasz podbierak. Próbował podpłynąć do maluchów, ale te natychmiast postanowiły sprawdzić jego refleks. Po chwili do akcji dołączył drugi strażak i dopiero wtedy zaczęło być naprawdę ciekawie. Panowie cierpliwie zaganiali kaczątka, odcinali im kolejne drogi ucieczki i próbowali przechytrzyć trzy małe spryciary, które najwyraźniej były przekonane, że biorą udział w zawodach olimpijskich w uciekaniu przed ludźmi. Szczerze mówiąc, w pewnym momencie siedziałam już tylko na brzegu i obserwowałam całą akcję.

Najpierw udało się odłowić dwa kaczątka, a potem została już tylko jedna mała zawodniczka. Najmniejsza z całej siódemki, ale jednocześnie zdecydowanie najszybsza i najbardziej uparta. Przez dłuższą chwilę skutecznie wymykała się zarówno strażakom, jak i podbierakowi, ale ostatecznie i ona została bezpiecznie złapana. Otrzymała imię Speedy Gonzalez i uwierzcie mi – zasłużyła na nie w stu procentach.

Dzisiaj wszystkie kaczuszki są już bezpieczne. I właśnie dlatego chciałam napisać ten post. Nie tylko ze względu na wczorajszą akcję, ale dlatego, że nie był to pierwszy raz, kiedy Straż Pożarna pomagała nam ratować zwierzęta.

Przez lata pomagali przy ptakach zaplątanych w żyłki i sznurki, przy zwierzętach, do których nie dało się bezpiecznie dotrzeć, przy bocianach, które wypadły z gniazd.

W zeszłym roku pomagali również ratować młode z lęgów, kiedy zalepione zostały otwory prowadzące do gniazd. To właśnie strażacy rozkuwali beton, dzięki czemu rodzice mogli wrócić do swoich młodych i je nakarmić.

I właśnie dlatego od lat powtarzam jedno. Jeśli jest jedna służba, na której jeszcze nigdy się nie zawiodłam, to jest nią Straż Pożarna. Nigdy nie usłyszałam od nich, że to tylko ptak. Nigdy nie usłyszałam, że nie warto albo że się nie da. Za każdym razem spotykałam ludzi, którzy chcieli pomóc, szukali rozwiązania i wkładali w swoją pracę serce.

Panowie, dziękuję za wczorajszą akcję. Dziękuję za kaczuszki, za jerzyki, za bociany, za gołębie i za wszystkie zwierzęta, którym pomagaliście przez te lata. Mamy ogromne szczęście, że w Gorzowie i okolicach służą właśnie tacy strażacy i mam nadzieję, że wiecie, jak bardzo jesteśmy za to wdzięczni. ❤️🚒🦆

Teraz zostało odchować maluchy. Jeśli chcecie wspomóc działania z ptaszkami, to zachęcamy do wsparcia nas na zbiórce:

https://zrzutka.pl/ymszj4

Miałam dziś chwilę odpocząć.Naprawdę miałam...Dzień zaczął się od zgłoszenia dotyczącego kaczek, które wykluły się na ba...
06/06/2026

Miałam dziś chwilę odpocząć.

Naprawdę miałam...

Dzień zaczął się od zgłoszenia dotyczącego kaczek, które wykluły się na balkonie. Z informacji, które otrzymałam, wynikało, że rodzina została przewieziona nad staw i wszystko wygląda na opanowane, więc zajęłam się kolejnymi obowiązkami. O szóstej rano zdążyłam jeszcze zjeść moje wybitnie luksusowe śniadanie, czyli poduszeczki do mleka na sucho popite energetykiem, a potem ruszyłam dalej.

Pierwszym przystankiem był weterynarz. Dziś pomagałam przy zakładaniu opatrunku naszemu grzywaczowi ze złamanym skrzydłem. Udało się nastawić kość i zabezpieczyć skrzydło, więc teraz pozostaje trzymać kciuki za prawidłowy zrost. Niestety nie mogliśmy zabrać go do siebie. Jeszcze kilka lat temu nie byłoby z tym problemu, ale obecnie liczba ptaków pod naszą opieką jest tak duża, że zwyczajnie brakuje nam odpowiednich miejsc dla kolejnych dużych pacjentów. Dlatego grzywacz pozostał pod opieką weterynaryjną, gdzie będzie mógł spokojnie dochodzić do zdrowia. Przed wyjazdem udało mi się jeszcze zjeść trzy parówki z kromką chleba. Było wręcz magnifique. Jak się później okazało, był to ostatni normalny posiłek tego dnia. Przynajmniej na tamten moment. Ósemki doskwierają mi już 3-ci dzień, więc miałam się chwilę położyć po lekach, ale...

Po powrocie do domu zadzwoniła moja znajoma. Okazało się, że historia porannych kaczątek nie skończyła się tak szczęśliwie, jak wszystkim się wydawało. Jedno z nich już nie żyło, a pozostałe zostały bez opieki i były atakowane przez dorosłe kaczki. Zanim dotarłam na miejsce, moja znajoma wraz ze swoimi dziećmi zdążyła odłowić cztery maluchy. Trzy kolejne pozostawały jednak na środku stawu i nie dawały się złapać. Ostatecznie dzięki pomocy Straży Pożarnej udało się zabezpieczyć wszystkie pozostałe żywe kaczątka. To była naprawdę niesamowita akcja i zdecydowanie zasługuje na osobny post, bo strażacy wykonali kawał fantastycznej roboty.

Wróciłam więc do domu z kaczątkami, przekonana, że teraz wreszcie będę mogła chwilę odetchnąć. W tym momencie swoją cegiełkę dołożyła Arya, która uznała, że najlepszym pomysłem będzie wytarzanie się w czymś absolutnie obrzydliwym. Tak więc pomiędzy ratowaniem kaczątek a przyjmowaniem kolejnych pacjentów odbyła się jeszcze awaryjna kąpiel psa. Oczywiście Arya panicznie nie znosi kąpieli, więc finalnie wykąpałyśmy się obie, przy czym ja zdecydowanie mniej z własnej woli.

Jeszcze zanim zdążyłam ogarnąć ten chaos, pojawiło się kolejne zgłoszenie. Tym razem chodziło o kruka ze złamanym skrzydłem. Był to dopiero drugi kruk zgłoszony do nas przez sześć lat działalności. Niestety po raz kolejny pojawił się problem miejsca. Nie brak chęci, nie brak ludzi, tylko zwyczajnie brak miejsca. Na szczęście ogromne podziękowania należą się Michałowi Kudawskiemu ze Szczecina, który zgodził się przyjąć ptaka pod swoją opiekę.

W międzyczasie trafił do nas młody, wychudzony gołąb z rzęsistkiem. Niedługo później zgłoszono kolejnego młodzika. Podczas karmienia okazało się, że malec prawdopodobnie nie widzi. Następnie przyjechał kolejny młody gołąb znaleziony w oknie piwnicznym przez naszą niezastąpioną Anie od jerzyków, później szpak po ataku kota, a na sam koniec dnia świeżo wyklute pisklę, które dopiero dziś pojawiło się na świecie. Każde z tych zwierząt wymagało karmienia, leków, przygotowania odpowiedniego miejsca i po prostu czasu.

I wiecie co jest najlepsze? Dopiero pisząc ten post zdałam sobie sprawę, że od rana zjadłam poduszeczki do mleka, trzy parówki i jednego ogórka. I to właściwie tyle. Nie dlatego, że nie chciałam zjeść czegoś więcej. Po prostu dzisiaj ciągle było coś pilniejszego.

Nie piszę tego po to, żeby się skarżyć. Ratowanie ptaków nigdy nie było zajęciem dla ludzi, którzy lubią święty spokój. Wiedziałam, na co się piszę. Ale są takie dni, kiedy człowiek pod koniec dnia siada na chwilę i zastanawia się, jakim cudem udało się zmieścić to wszystko w jednym dniu. Jak szłam teraz do sklepu, to czułam się jak na autopilocie albo w Matrixie :D

Zmęczenie minie. Za to siedem kaczątek jest bezpiecznych, kilka kolejnych ptaków dostało szansę na leczenie, a wszystkie zwierzęta, które trafiły dziś pod naszą opiekę, zasnęły najedzone, ogrzane i bezpieczne. I chyba właśnie dla takich dni robi się to wszystko.

A teraz przepraszam, ale idę zjeść ogórkową, o której marzę od południa :v

Dobranoc. ❤️🐦🦆

Wronka: Dej ten pokarm, teraz ja będę karmić! Pamiętajcie, że ptaków ciągle przybywa. Mamy dużo maluszków, które zjadają...
05/06/2026

Wronka: Dej ten pokarm, teraz ja będę karmić!

Pamiętajcie, że ptaków ciągle przybywa. Mamy dużo maluszków, które zjadają pokarm na kilogramy i to nie tylko nutri, ale i mięso, robaki, pokarm jajeczny i owoce... idą na to duże pieniądze, więc jeśli chcecie wesprzeć nas w tym trudnym okresie, można wpłacić coś na zbiórkę dla ptaszków.

https://zrzutka.pl/ymszj4

💔 Nie uratowaliśmy jej. I prawdopodobnie nie tylko jej.Ta historia zaczęła się od wiadomości od właścicielki kota. Zanim...
05/06/2026

💔 Nie uratowaliśmy jej. I prawdopodobnie nie tylko jej.

Ta historia zaczęła się od wiadomości od właścicielki kota. Zanim jednak przejdziemy dalej, chcemy podkreślić jedną rzecz. Dziewczyna od początku czuła ogromną odpowiedzialność za to, co zrobił jej kot. Nie szukała wymówek ani nie próbowała bagatelizować sytuacji. Przywiozła ptaka do nas, a później dorzuciła się również do kosztów leczenia.

Do nas trafiła dorosła samica kosa. Była zakrwawiona, a po obu stronach ciała, tuż nad udami, miała głębokie rany po kocich zębach. Już podczas pierwszego badania zauważyłam niedowład nóg i brak czucia głębokiego. Nie był to dobry znak.

Mimo wszystko nadal próbowała walczyć. Próbowała poruszać jedną z nóg, choć nie do końca jej to wychodziło. Machała skrzydłami i próbowała atakować. Nie była agresywna. To nie była walka ze strachu. To była walka z bólu. Była przerażona, obolała i mimo wszystko próbowała się bronić.

Od razu dostała leki przeciwbólowe i antybiotyk. Po kontakcie z kotem nie ma czasu na zwlekanie. Kocie zęby wprowadzają do organizmu ogromne ilości bakterii, które bardzo szybko mogą doprowadzić do śmierci, nawet jeśli rany z zewnątrz nie wyglądają dramatycznie.

Później pozostało już tylko czekanie.

Była tak wyczerpana, że niemal od razu zasnęła. Przez chwilę mieliśmy nadzieję, że uda się ją ustabilizować. Niestety po pewnym czasie zaczęła pluć krwią. Wypluła duży skrzep, później pojawiła się kolejna krew. Wtedy stało się jasne, że obrażenia wewnętrzne są bardzo poważne.

Jeszcze przez jakiś czas walczyła, potem zasnęła i już się nie obudziła. Odeszła spokojnie, we śnie. Dzięki lekom nie musiała przynajmniej odchodzić w takim bólu, z jakim do nas trafiła.

Najbardziej bolesne jest jednak to, że jej śmierć prawdopodobnie nie zakończyła się na niej samej.

Jesteśmy w samym środku sezonu lęgowego. Bardzo możliwe, że gdzieś w pobliżu znajduje się gniazdo, w którym czekają młode. Samiec kosa został sam. Owszem, będzie próbował je karmić i opiekować się nimi, ale utrata jednego z rodziców w takim momencie często oznacza tragedię dla całego lęgu. Sam musi zdobywać pokarm, pilnować gniazda i bronić młodych przed drapieżnikami. Wiele piskląt nie ma wtedy szans dotrwać do samodzielności.

Dlatego kot prawdopodobnie nie zabił tylko jednej samicy kosa, bardzo możliwe, że zabił również jej młode. To właśnie jest cena wypuszczania kotów samopas. Nie statystyka. Nie liczba w raporcie. Nie anonimowy ptak. Konkretna samica, która walczyła o życie do ostatnich chwil, i być może cały lęg, którego nigdy nawet nie zobaczymy.

Dbajcie o swoje koty i inne zwierzęta. Wypuszczany bez nadzoru kot jest zagrożeniem dla dzikich zwierząt, ale sam również narażony jest na samochody, psy, choroby, trucizny i ludzi, którzy mogą zrobić mu krzywdę.

Ta samica kosa zapłaciła za to najwyższą cenę.

🌙🐦 NOCNY TRZEPOT SKRZYDEŁ powraca! Teraz vol.2!!!!Kochani, w końcu możemy ogłosić! Już 12 i 13 czerwca będziecie mogli s...
04/06/2026

🌙🐦 NOCNY TRZEPOT SKRZYDEŁ powraca! Teraz vol.2!!!!

Kochani, w końcu możemy ogłosić! Już 12 i 13 czerwca będziecie mogli spotkać nas podczas Nocnego Szlaku Kulturalnego (tak jak rok temu) w SEJF-ie przy ul. Jagiełły 10.

Na te dwa dni przygotujemy dla Was stoisko pełne ptasich ciekawostek, rękodzieła i historii naszych podopiecznych. Będą świeczki, zabawne naklejki z podopiecznymi, bransoletki, naszyjniki, kolczyki, breloczki, pluszaczki, pocztówki oraz zakładki do książek.

🪶 WYSTAWA PIÓR, SKRZYDEŁ I INNYCH "STRASZYDEŁ"

Jedną z największych atrakcji naszego stoiska będzie wyjątkowa wystawa przygotowana przez Paulinę. Będzie można z bliska obejrzeć zakonserwowane skrzydła różnych gatunków ptaków i porównać ich wielkość, budowę oraz przystosowanie do lotu. Pokażemy także obszerną kolekcję piór, ptasi szkielet oraz zakonserwowane nogi myszołowa, dzięki którym będzie można przekonać się, jak potężne potrafią być szpony ptaków drapieżnych.

To również świetna okazja, by porozmawiać o ptasiej anatomii, funkcjach piór, ich zbieraniu i kolekcjonowaniu oraz poznać mnóstwo ciekawostek ze świata ptaków. Paulina chętnie odpowie na pytania i podzieli się swoją wiedzą.

🚑 PIERWSZA POMOC DLA PTAKÓW

Nie zabraknie również rozmów o ratowaniu ptaków. Jeśli zastanawiacie się, co zrobić ze znalezionym pisklakiem, podlotem lub rannym ptakiem, chętnie odpowiemy na pytania i opowiemy o najczęstszych błędach oraz zasadach pierwszej pomocy.

🎨 COŚ DLA NAJMŁODSZYCH

Na dzieci będą czekały kolorowanki oraz konkurs rysunkowy inspirowany ptasim światem.

🎁 ZBIÓRKA FANTÓW NA BAZAREK FUNDACJI GRUSZĘTNIK

Podczas wydarzenia będziemy również zbierać fanty na bazarek Fundacji Gruszętnik. Jeśli zalegają Wam w domu pluszaki, figurki, książki, ozdoby, gry lub inne drobiazgi, którym chcielibyście dać drugie życie, możecie przynieść je do nas.

Prosimy jedynie, aby były czyste, kompletne i w dobrym stanie. Przygotujemy specjalne miejsce, gdzie będzie można zostawić dary. Następnie trafią one do głównej siedziby Fundacji Gruszętnik we Wrocławiu i pomogą w zbiórkach na rzecz ratowanych zwierząt.

💜 Każda rozmowa, każdy zakup i każdy przekazany fant pomagają nam ratować kolejne ptaki.

📍 SEJF, ul. Jagiełły 10
📅 12–13 czerwca
🕕 18:00–01:00

Do zobaczenia podczas Nocnego Szlaku! 🐦✨ Fruu do nas :D

04/06/2026

Bardzo młodziutka sierpówka, która przyjechała w opłakanym stanie, przedwczoraj wróciła na wolność.

Tutaj macie mój fu*kup, bo oczywiście tym razem byłam sama i nagrywanie się nie włączyło, więc chciałam kliknąć ponownie, a sierpówka tak pragnęła wolności, że puknęła w pokrywę na tyle mocno, by zrobić sobie wyjście swojej wielkości i poszła w długą :D

Dawno nie widziałam takiego wylotu, bo zawsze najpierw siadsją na drzewo, a tu wziuuuuum, tyle ją widzieli jak przeleciała za blok i w siną dal. Dobrych wiatrów, mała. Pora na dorosłe życie ;)

Adres

Gorzów Wielkopolski
66-400

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Furious Bibo Family - ratujemy ptaki Gorzów Wielkopolski umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Ta Organizacja

Wyślij wiadomość do Furious Bibo Family - ratujemy ptaki Gorzów Wielkopolski:

Udostępnij