Fundacja dla Madagaskaru

Strona internetowa Kontakt: organizacja

Fundacja dla Madagaskaru Fundacja dla Madagaskaru
80-292 Gdańsk, ul.

Góralska 59B/48
KRS: 0001036127

https://fundacjadlamadagaskaru.pl/

PLN: 73 1020 1853 0000 9202 0566 2087
EUR: PL 78 1020 1853 0000 9002 0566 2095
Kod BIC (Swift): BPKOPLPW

Wczoraj uczestniczyłem w ciekawej debacie: Empatia w czasach scrolowania, którą zorganizował Gdański Uniwersytet Medyczn...
22/10/2026

Wczoraj uczestniczyłem w ciekawej debacie: Empatia w czasach scrolowania, którą zorganizował Gdański Uniwersytet Medyczny i Uniwersyteckie Centrum Kliniczne. Otrzymałem kilkanaście pytań dotyczących tej debaty, które skłoniły mnie do spisania aż 13 stron refleksji. W najbliższych dniach podzielę się nimi na stronie Fundacja dla Madagaskaru

Można zebrać pieniądze na nowoczesny sprzęt medyczny, nie zastanawiając się, czy na miejscu jest ktoś, kto potrafi go obsługiwać, serwisować i rzeczywiście wykorzystywać w leczeniu pacjentów. Można organizować zbiórki leków, pakować kontenery i wysyłać je na drugi koniec świata, nie sprawdzając wcześniej, czy zakup tych samych produktów na miejscu nie byłby tańszy, szybszy i korzystniejszy dla lokalnej gospodarki. Można przyjechać na dwa tygodnie, przebadać setki pacjentów i wrócić z poczuciem dobrze wykonanej misji, nie zadając sobie pytania, kto zajmie się tymi ludźmi po naszym wyjeździe. Można wreszcie wybudować szkołę lub szpital, zrobić piękne zdjęcia z otwarcia i zapomnieć, że budynek sam nie uczy ani nie leczy.

Przez lata pracy humanitarnej na Madagaskarze przekonałem się, że największym problemem nie zawsze jest brak pieniędzy, ale sposób, w jaki rozumiemy pomaganie. Zbyt często koncentrujemy się na tym, co możemy podarować, zamiast zapytać, czego rzeczywiście potrzeba i jakie konsekwencje przyniesie nasza pomoc.

Tymczasem odpowiedzialny humanitaryzm wymaga nie tylko empatii, ale również wiedzy, profesjonalizmu, szacunku dla lokalnych społeczności i gotowości do rezygnacji z własnych pomysłów, jeżeli istnieją lepsze rozwiązania. Nie każda pomoc musi przyjechać z Europy. Nie każda musi mieć twarz zagranicznego wolontariusza. I nie każda musi dobrze wyglądać na zdjęciu. Bo ostatecznie nie chodzi o to, ile rzeczy udało nam się wysłać, ile pieniędzy zebrać ani jak bardzo wzruszyliśmy innych. Chodzi o to, czy dzięki naszym działaniom komuś rzeczywiście żyje się lepiej, również wtedy, gdy nas już tam nie ma.

Trochę dziś mocniejszy tekst. Nie każda droga, która prowadzi do czynienia dobra, musi być drogą, którą wyznaczyli nam i...
18/10/2026

Trochę dziś mocniejszy tekst. Nie każda droga, która prowadzi do czynienia dobra, musi być drogą, którą wyznaczyli nam inni.

Dzisiaj w Kościele katolickim obchodzimy Niedzielę Misyjną. I chociaż od dobrych sześciu lat nie jestem już formalnie misjonarzem świeckim, ten dzień wciąż pozostaje dla mnie szczególny.

Sześć lat temu podjąłem decyzję, której konsekwencje odczuwam do dzisiaj. Decyzję trudną, dla wielu niezrozumiałą, a dla niektórych być może nawet niewybaczalną. Przez te wszystkie lata mierzyłem się z niezrozumieniem, niesprawiedliwymi ocenami i nieprawdą, która w niektórych środowiskach funkcjonuje do dziś. Nie wszyscy chcieli poznać moje motywacje. Nie wszyscy chcieli zrozumieć, dlaczego zdecydowałem się pójść własną drogą.

Ale dzisiaj, po sześciu latach, wiem jedno. Gdybym wtedy nie podjął tej decyzji, prawdopodobnie nie powstałoby miejsce, które dzisiaj każdego roku pomaga tysiącom ludzi.

Nie powstałby nasz szpital na Madagaskarze.

Szpital, który nie potrzebuje wielkich billboardów, wzniosłych haseł ani spektakularnych deklaracji, żeby udowadniać sens swojego istnienia. Szpital, którego wartość nie wynika z wielkości budynku, lecz z tego, co dzieje się w jego murach. Miejsce, w którym człowiek ubogi nie zostaje odprawiony tylko dlatego, że nie ma pieniędzy na leczenie. I miejsce, w którym człowiek dysponujący środkami finansowymi może otrzymać opiekę medyczną na dobrym poziomie, wiedząc jednocześnie, że jego obecność pomaga utrzymać system dostępny również dla najuboższych.

Od początku zależało mi na stworzeniu czegoś trwałego, rozsądnego i odpowiadającego na rzeczywiste potrzeby lokalnej społeczności. Nie pomnika czyjejś dobroczynności. Nie przedsięwzięcia, które dobrze wygląda na zdjęciach. Ale instytucji, która będzie funkcjonować także wtedy, kiedy znikną emocje, skończą się zbiórki i wyjadą zagraniczni wolontariusze.

Im więcej czytam, uczę się i obserwuję, tym mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że obraliśmy właściwy kierunek. Lektura takich książek jak „Brzemię białego człowieka”, kolejne publikacje naukowe dotyczące skuteczności pomocy rozwojowej, a przede wszystkim codzienne doświadczenia na Madagaskarze pokazują mi, jak łatwo pomylić dobre intencje z rzeczywistym dobrem drugiego człowieka.

Bo przecież nie chodzi o to, żeby pomagać w sposób, który daje nam poczucie bycia dobrymi ludźmi. Chodzi o to, żeby nasza pomoc rzeczywiście zmieniała coś w życiu tych, którym chcemy pomóc.

Ostatnio wiele czasu poświęcam również lekturze ponadstuletnich zapisków błogosławionego ojca Jana Beyzyma. Człowieka, którego wybraliśmy na patrona naszego szpitala. Im więcej czytam o jego życiu, tym wyraźniej dostrzegam, że wielkie przedsięwzięcia bardzo rzadko rodzą się w atmosferze powszechnego zrozumienia i aprobaty.

Ojciec Beyzym również doświadczał sprzeciwu, niezrozumienia i trudności ze strony ludzi, od których mógł oczekiwać wsparcia. Jego pragnienie stworzenia godnych warunków życia i leczenia dla osób chorych na trąd nie zawsze spotykało się z życzliwością. A jednak nie zrezygnował. Pozostał wierny temu, co uważał za słuszne.

Nie zamierzam porównywać własnej historii z jego życiem. Byłoby to nieuprawnione. Ale jego postawa przypomina mi coś niezwykle ważnego: sprzeciw innych ludzi nie zawsze oznacza, że obraliśmy niewłaściwą drogę. Czasami oznacza jedynie, że zdecydowaliśmy się pójść drogą, której inni jeszcze nie rozumieją.

Dawno nie dzieliłem się żadnym świadectwem z okazji Niedzieli Misyjnej. Dzisiaj chciałbym jednak powiedzieć coś wszystkim, którzy stoją przed trudnymi decyzjami, mierzą się z niezrozumieniem albo zastanawiają się, czy warto pozostać wiernym własnym przekonaniom.

Nie każda decyzja, która na początku wydaje się porażką, rzeczywiście nią jest. Nie każde odejście oznacza rezygnację. I nie każda droga, która różni się od oczekiwań innych ludzi, prowadzi donikąd.

Czasami dopiero po wielu latach dostrzegamy, że właśnie ten najtrudniejszy wybór pozwolił nam zrobić coś naprawdę dobrego.

Dzisiaj, w Niedzielę Misyjną, chciałbym również zwrócić się do Was z bardzo konkretną prośbą.

Pomóżcie nam dokończyć budowę naszej szkoły na Madagaskarze.

Kiedy wspominam budowę szpitala, mam poczucie, że było to przedsięwzięcie niemal spektakularne. Udało się stworzyć od podstaw placówkę medyczną, która dzisiaj funkcjonuje i służy lokalnej społeczności. Tymczasem budowa szkoły, choć pozornie znacznie mniej skomplikowana, okazuje się dla mnie wyzwaniem jeszcze trudniejszym, szczególnie pod względem organizacyjnym.

A przecież jej znaczenie jest równie wielkie.

Bo jeśli szpital daje człowiekowi szansę na odzyskanie zdrowia, to szkoła daje dziecku szansę na przyszłość, w której być może nie będzie już potrzebowało naszej pomocy.

I właśnie na tym najbardziej mi zależy.

Nie chcę, żeby nasza działalność polegała na nieustannym pomaganiu tym samym ludziom przez kolejne pokolenia. Chciałbym, żeby pewnego dnia nasze wsparcie przestało być potrzebne. Żeby dzieci, którym dzisiaj pomagamy zdobyć wykształcenie, mogły samodzielnie decydować o swoim życiu i przyszłości własnej społeczności.

Dlatego proszę Was dzisiaj o wsparcie. Każde, nawet najmniejsze. Jeżeli bliskie jest Wam to, co przez ostatnie lata wspólnie budowaliśmy, pomóżcie nam zrobić kolejny krok.

Bo być może największym sukcesem dobrze rozumianej pomocy jest moment, w którym ludzie przestają jej potrzebować.

I tego właśnie życzę nam wszystkim w tę Niedzielę Misyjną.

Są ludzie, którzy odchodzą, ale pozostawiają po sobie coś znacznie trwalszego niż pamięć. Pozostawiają drogę, którą inni...
12/10/2026

Są ludzie, którzy odchodzą, ale pozostawiają po sobie coś znacznie trwalszego niż pamięć. Pozostawiają drogę, którą inni mogą podążać.

Dzisiaj wspominamy błogosławionego ojca Jana Beyzyma. Człowieka, który ponad sto lat temu poświęcił swoje życie tym, od których odwrócił się niemal cały świat. Chorym na trąd, ubogim, odrzuconym i zapomnianym.

Od pewnego czasu odkrywam go na nowo.

W wolnych chwilach sięgam po jego zapiski i korespondencję z początku XX wieku. Mam przed sobą książki wydane ponad sto lat temu, a w nich historie człowieka, który mierzył się z trudnościami, jakie dzisiaj trudno nam sobie nawet wyobrazić.

Czytając jego słowa z 1903 roku, coraz częściej uświadamiam sobie, jak wiele nas łączy, choć dzieli nas ponad stulecie. A jednocześnie, jak nieporównywalnie trudniejsze były warunki, w których przyszło mu pracować.

Bez współczesnej diagnostyki, bez dostępu do wielu leków, bez technologii, która dzisiaj pozwala nam pokonywać tysiące kilometrów w ciągu kilkunastu godzin. Bez możliwości szybkiego kontaktu ze światem, proszenia o pomoc czy dzielenia się codziennymi trudnościami.

A jednak nie zrezygnował.

I chyba właśnie ta wytrwałość porusza mnie najbardziej.

Bo wielkie rzeczy nie zawsze rodzą się z wielkich możliwości. Czasami rodzą się z uporu jednego człowieka, który mimo przeciwności postanawia nie odwracać wzroku.

Dzisiaj, po tych wszystkich latach, ogromnie się cieszę, że zdecydowaliśmy się nadać naszemu szpitalowi na Madagaskarze imię właśnie ojca Jana Beyzyma.

Kiedyś była to decyzja o wyborze patrona. Dzisiaj czuję, że była to również decyzja o wartościach, którym chcemy pozostać wierni.

O wytrwałości. O szacunku do drugiego człowieka. O pracy, która nie zawsze przynosi natychmiastowe rezultaty. O przekonaniu, że nawet w najtrudniejszych warunkach można zrobić coś naprawdę dobrego.

I o tym, że nikt nie powinien być pozostawiony samemu sobie tylko dlatego, że jest biedny, chory albo urodził się w niewłaściwym miejscu na świecie.

Trąd, któremu ojciec Beyzym poświęcił swoje życie, nie stanowi już na Madagaskarze tak ogromnego problemu jak przed ponad stu laty, choć nadal pozostaje obecny.

Ale istnieje jeszcze inny trąd. Trąd społeczny.

Odrzucenie, obojętność i wykluczenie ludzi, którzy nie mieli szczęścia urodzić się w zamożniejszej części świata. Ludzi, których codzienność sprowadza się do walki o jedzenie, zdrowie, edukację i godność.

Ludzi, o których współczesny świat, tak bardzo pochłonięty konsumpcją, wygodą i nieustanną pogonią za czymś więcej, zdaje się coraz częściej zapominać.

I myślę, że właśnie dlatego przesłanie ojca Beyzyma pozostaje tak bardzo aktualne.

Dzisiaj są też symboliczne imieniny naszego szpitala. Miejsca, które jeszcze kilka lat temu było jedynie marzeniem, a które dzięki ogromnej pracy wielu osób stało się rzeczywistością.

Z tej okazji chciałbym Wam wszystkim po prostu podziękować.

Jest nas tutaj już ponad 14 tysięcy. Przez wszystkie te lata nasze działania docierały do setek tysięcy ludzi, a niezliczone osoby wspierały nas na różne sposoby. Finansowo, organizacyjnie, dobrym słowem, udostępnieniem informacji, a czasami zwyczajnie swoją obecnością.

Niektórzy z Was są ze mną od samego początku. Pamiętają pierwsze pomysły, pierwsze zbiórki, pierwsze trudności i pierwsze małe sukcesy.

I to jest dla mnie naprawdę wzruszające.

Nigdy nie zabiegałem szczególnie o rozpoznawalność w internecie. Nie jest mi łatwo opowiadać o sobie, pokazywać swoją codzienność i nieustannie przypominać o tym, co robimy. Ale z biegiem lat zrozumiałem również, że we współczesnym świecie bez tej widoczności niezwykle trudno jest pozyskiwać środki na pomoc drugiemu człowiekowi.

Dlatego tym bardziej doceniam, że jesteście.

Że pośród tysięcy informacji, które każdego dnia przewijają się przed Waszymi oczami, znajdujecie jeszcze chwilę, aby zatrzymać się przy historiach ludzi z niewielkich malgaskich miejscowości.

Że nie pozostajecie obojętni.

Nie wiem, jak wiele jeszcze uda nam się zrobić. Nie wiem, jakie trudności czekają nas w kolejnych latach. Wiem natomiast, że kiedy spoglądam na historię ojca Beyzyma, łatwiej mi uwierzyć, że warto dalej próbować.

Bo jeśli jeden człowiek, ponad sto lat temu, w warunkach nieporównywalnie trudniejszych od naszych, potrafił dokonać tak wiele, to jak wiele możemy zrobić dzisiaj, działając wspólnie?

Dziękuję Wam za te wszystkie lata. Za zaufanie, obecność i za to, że pomagacie mi udowadniać, że nawet bardzo odległy zakątek świata nie musi być zapomniany.

A ojcu Janowi Beyzymowi dziękuję za przykład życia, który po ponad stu latach nadal potrafi inspirować.

Mam nadzieję, że będziemy dalej podążać tą drogą.

Bo przecież jeszcze tak wiele pozostaje do zrobienia. ❤️

Na naszej https://zrzutka.pl/czaxs5 na budowę szkoły jest już pierwszy tysiąc! Serdecznie dziękujemy!Tysiąc złotych to n...
05/10/2026

Na naszej https://zrzutka.pl/czaxs5 na budowę szkoły jest już pierwszy tysiąc! Serdecznie dziękujemy!

Tysiąc złotych to niespełna 20 worków cementu i choć do celu jeszcze bardzo daleko to serdecznie dziękuję za wasze obecne wsparcie!

Dlaczego budujemy szkołę? Razem z Fundacja dla Madagaskaru zdecydowaliśmy się zwiększyć dostęp do edukacji. Obecnie w naszej szkole na bardzo niewielkim metrażu uczy się mnóstwo dzieci i fizycznie nie jesteśmy w stanie przyjąć ich więcej. Nasza obecna klasa mierzy zaledwie 4x4 metry, a dzieci w klasie jest aż 30 conajmniej! Choć staramy się wspierać je ze wszystkich sił, czasem bariery fizyczne uniemożliwiają uwolnienie pełnego potencjału malgaskich uczniów! Za wszelką pomyślność, udostępnianie i wsparcie bardzo dziękuję!

Odkąd wiedziałem, że wybuduję szpital im. Jana Beyzyma, chciałem podobnie jak on pozostawić w tym miejscu także mały pol...
25/09/2026

Odkąd wiedziałem, że wybuduję szpital im. Jana Beyzyma, chciałem podobnie jak on pozostawić w tym miejscu także mały polski ślad. Coś, co być może kiedyś, już po moim odejściu, przetrwa kolejne lata w słońcu i deszczu i stanie się częścią historii tego miejsca.

Jan Beyzym przywiózł na Madagaskar wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Oprawił go w drewniane ramy i umieścił w kaplicy szpitalnej w Maranie, przy leprozorium, które funkcjonuje do dziś, po ponad 120 latach.

Ja przywiozłem ze sobą figurkę Matki Boskiej Lipskiej, z sanktuarium położonego niedaleko mojego rodzinnego Rybna. Udało nam się już wybudować dla niej kapliczkę i lada dzień umieścimy w niej figurę. Brakuje nam jeszcze szklanych drzwiczek, rzeczy z pozoru prostej, ale w naszych warunkach na Madagaskarze wcale nie tak łatwej do zdobycia.

Ta kapliczka jest moim osobistym wotum wdzięczności za pięć lat funkcjonowania naszego szpitala. Szpitala, który trwa i każdego dnia przyjmuje pacjentów mimo wielu trudności, kłód rzucanych pod nogi, ludzkiej złośliwości, ale również mimo moich własnych słabości i chwil zwątpienia.

Dziękuję wszystkim, którzy dołożyli swoją cegiełkę do budowy tej kapliczki. Mam nadzieję, że podobnie jak wizerunek przywieziony przez Jana Beyzyma, również ona pozostanie tutaj na wiele lat, jako mały kawałek Polski na Madagaskarze i świadectwo historii, którą wspólnie tworzymy.

Pamiętajcie też, że nasz szpital może przyjmować i leczyć najuboższych właśnie dzięki Wam - naszym Darczyńcom. Dlatego za każde wsparcie, nawet najmniejsze, serdecznie dziękuję w imieniu swoim, całego naszego zespołu, a przede wszystkim tych wszystkich pacjentów, których każdego dnia mamy pod swoją opieką.

Z Licytacje-Daniel Kasprowicz i pingwiny na budowę zespołu szkół w Mampikony zebraliśmy 12.200 zł!! Serdecznie dziękuję ...
17/09/2026

Z Licytacje-Daniel Kasprowicz i pingwiny na budowę zespołu szkół w Mampikony zebraliśmy 12.200 zł!! Serdecznie dziękuję za waszą hojność, zaangażowanie i czynny udział w aukcjach oraz wszelką serdeczność! Paczki do zainteresowanych już poszły w świat a ja dalej wracam do przygotowywania listów do opiekunów dzieci z projektu stypendialnego 🙂 wrzesień i październik to zawsze dwa intensywne miesiące w Fundacja dla Madagaskaru 🏫 🖊️ 🎒

28/08/2026

🏫 Przed nami trzy bardzo intensywne miesiące!

Budowa naszego zespołu szkół w Mampikony na Madagaskarze wchodzi w jeden z najważniejszych etapów. Przed nami prace wykończeniowe i kolejne kluczowe zadania, dzięki którym to miejsce będzie mogło naprawdę zacząć służyć dzieciom i młodzieży. 🇲🇬❤️

Najbliższe trzy miesiące będą czasem ogromnej pracy, ale również dużych wydatków. Dlatego ponownie zwracamy się do Was z prośbą o wsparcie naszej zbiórki. Każda wpłata – nawet niewielka – przybliża nas do zakończenia kolejnych etapów budowy.

🔗 Link do zrzutki znajdziecie w komentarzu pod postem.

Jeśli nie możecie wesprzeć nas finansowo, ogromną pomocą będzie również udostępnienie zbiórki dalej.

Za każdą wpłatę, każde udostępnienie i każde dobre słowo z całego serca dziękujemy. ❤️

Przed nami trzy miesiące intensywnej pracy. Mamy nadzieję, że wspólnie uda nam się zrobić kolejny wielki krok w stronę miejsca, które przez wiele lat będzie dawało dzieciom dostęp do edukacji i szansę na lepszą przyszłość.

Dziękujemy, że jesteście z nami. 🇲🇬🤝🇵🇱

Tlen. Krew. Artesunat. Płyny infuzyjne. Chłopiec trafił z ciężką malarią mózgową, poważną niedokrwistością (hemoglobina ...
21/08/2026

Tlen. Krew. Artesunat. Płyny infuzyjne.

Chłopiec trafił z ciężką malarią mózgową, poważną niedokrwistością (hemoglobina 4mg/dl), bez kontaktu.

Tlen z butli przywiezionej z Mahajanga, oddalonej o 280km od naszego szpitala. Krew oddana przez naszego pielęgniarza. Artesunat zdobyty z państwowej taniej hurtowni leków. Dzięki wam możemy leczyć i ratować.

Chcesz wesprzeć leczenie naszych pacjentów? Kup coś konkretnego:
💨 butelka z tlenem to koszt 350-400 zł (zależności od wielości)
🩸 przetoczenie krwi z analizami i sprzętem to koszt 120 zł
💉 komplet leków to zwykle koszt 50 zł

Zachęcamy do wspierania, bym mógł dzielić się z wami tylko i wyłącznie dobrymi historiami! Więcej w komentarzu 😇

Wesprzyj Naszą Fundację i wpłać na cele statutowe Fundacji dla Madagaskaru

258 pacjentów. 6 dni. Setki godzin pracy. Jedna wspólna misja.Właśnie zakończyliśmy intensywny, sześciodniowy projekt me...
21/08/2026

258 pacjentów. 6 dni. Setki godzin pracy. Jedna wspólna misja.

Właśnie zakończyliśmy intensywny, sześciodniowy projekt medyczny skierowany do 258 pacjentów powyżej 60. roku życia, cierpiących na choroby przewlekłe. Byli to przede wszystkim pacjenci z nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą, chorobami zwyrodnieniowymi stawów oraz licznymi chorobami pasożytniczymi.

W realizację projektu zaangażowanych było:
👨‍⚕️ 6 lekarzy
👩‍⚕️ 9 pielęgniarek

Ogromnym wsparciem była obecność dr Martyny Bykowskiej-Tumasz (Trop.tropiki) z Polski, która wspólnie z lekarzami z Mahajanga oraz zespołem Clinique przez sześć dni prowadziła konsultacje, diagnostykę i leczenie najbardziej potrzebujących pacjentów.

📊 W ramach projektu wykonaliśmy:
🔬 Badania laboratoryjne i obrazowe o wartości 12 867 625 Ar (średnio 49 875 Ar na pacjenta)
💊 Leki o wartości 9 969 348 Ar (średnio 38 641 Ar na pacjenta)

Łącznie na diagnostykę i leczenie przeznaczyliśmy 22 836 973 Ar, czyli średnio 88 438 Ar na jednego pacjenta.

Szczególne podziękowania kierujemy do dr Martyny Bykowskiej-Tumasz, która zorganizowała zbiórkę, dzięki której udało się zebrać ponad 10 000 zł na zakup leków. Pozostałą część kosztów pokryła Fundacja dla Madagaskaru ze środków przekazywanych przez Darczyńców na realizację celów statutowych.

To nie były jedynie konsultacje medyczne. Dla wielu osób była to pierwsza od wielu lat możliwość wykonania badań, otrzymania właściwego rozpoznania oraz rozpoczęcia leczenia chorób, które każdego dnia odbierały im zdrowie, sprawność i godność.

Takie projekty pokazują, jak ogromną wartość dla lokalnej społeczności ma dobrze zorganizowana, długofalowa pomoc medyczna. Każda przekazana darowizna zamienia się tutaj w realne leczenie, konkretne badania i lepszą przyszłość dla osób, które bez tego wsparcia często pozostałyby bez żadnej opieki.

Dziękujemy wszystkim, którzy pomagają nam tworzyć to dzieło. ❤️🇲🇬

🤜🏼🤛🏿
12/08/2026

🤜🏼🤛🏿

Przed nami ogromne wyzwanie. Właśnie zakwalifikowaliśmy 250 pacjentów geriatrycznych z wielochorobowością do dużego projektu medycznego, którego celem jest jedno: otoczyć kompleksową opieką tych, którzy dziś należą do najbardziej potrzebujących, a jednocześnie najbardziej zapomnianych pacjentów naszego regionu.

Każda z tych osób przejdzie kompleksową ocenę stanu zdrowia – diagnostykę laboratoryjną i obrazową, konsultacje lekarskie, pielęgniarskie i żywieniowe. Chcemy nie tylko rozpoznawać choroby, ale przede wszystkim realnie im zapobiegać: wykrywać nadciśnienie i inne czynniki ryzyka, ograniczać ryzyko udarów i powikłań sercowo-naczyniowych oraz – tam, gdzie jest to potrzebne – zapewnić pacjentom dostęp do niezbędnych leków i dalszej opieki.

Dzisiejszy dzień poświęciliśmy na zbieranie szczegółowych wywiadów i ankiet. I muszę przyznać, że część odpowiedzi była po prostu przygnębiająca.

Pytaliśmy również o sytuację materialną naszych pacjentów. Okazywało się, że miesięczny dochód niektórych starszych osób, po przeliczeniu, wynosi zaledwie kilkadziesiąt złotych. Kilkadziesiąt złotych na cały miesiąc.

Trudno w takiej sytuacji mówić o regularnym kupowaniu leków na nadciśnienie, wykonywaniu badań kontrolnych czy leczeniu chorób przewlekłych. Czasem wybór nie dotyczy tego, jaki lek kupić, ale tego, czy kupić lek, czy jedzenie.

I właśnie dlatego ten projekt jest tak ważny.

Nie chcemy przeprowadzić jednorazowej akcji, zrobić kilkuset badań i wyjechać. Chcemy zbudować system opieki nad tymi pacjentami: poznać ich rzeczywiste problemy zdrowotne, zidentyfikować osoby najbardziej zagrożone, rozpocząć leczenie i – na tyle, na ile będziemy w stanie – zabezpieczyć ich w leki potrzebne do kontroli chorób przewlekłych.

To ogromne przedsięwzięcie, które współtworzymy razem z dr Martyna Bykowska, lokalnymi lekarzami i personelem medycznym, studentami medycyny, Marzangi oraz wieloma osobami, które swoją pracą i wsparciem pozwoliły nam dojść do tego miejsca.

250 starszych osób. 250 różnych historii. 250 ludzi, dla których właściwie rozpoznane i leczone nadciśnienie czy cukrzyca mogą oznaczać kolejne lata życia bez udaru, niepełnosprawności i możliwych do uniknięcia powikłań.

Teraz zaczyna się najtrudniejsza część. Ale patrząc dziś na naszych pacjentów, wiemy też, po co to robimy.

Adres

59b Góralska
Gdansk
80-292

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Fundacja dla Madagaskaru opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Organizacja

Wyślij wiadomość do Fundacja dla Madagaskaru:

Skróty

Udostępnij

Organizacje Non-profit w pobliżu