07/05/2023
*dźwięk upadającej metalowej rury*
To chyba najlepsze jednozdaniowe podsumowanie naszego majówkowego biwaku. Antwerpia (chyba nie miałem jeszcze okazji wspomnieć, a tak nazywa się nasz zastęp zastępowych) wraz z ZZ 17 Gdańska Drużyna Harcerek "Cardiaca" wybrała się odpocząć na półwysep Lipa.
Wysiedliśmy z PKMki w Kościerzynie, zaczęliśmy się ładować do samochodu, i w tym momencie z jakiegoś pokrowca na namiot wyleciała metalowa rurka i uderzyła o beton. Wszystkie obejrzane na YT filmiki przeleciały mi przed oczami. Wraz z Krzysiem i Jankiem spojrzeliśmy na siebie, po czym wybuchnęliśmy śmiechem. I tak to się zaczęło...
Po dojeździe na działeczkę pomogliśmy w przygotowaniach do sezonu. Wiecie, pocięcie drewna, ogarnięcie, oraz rozłożenie wiaty dla karawanu. No i nie zgadniecie na czym ta wiata się trzymała. Zgadza się. Na metalowych rurkach.
Po wieczornym ognisku (swoją drogą niezwykle klimatycznym, zastanawialiście się kiedyś jak na obozie harcerskim by się walczyło z apokalipsą zombie?) udaliśmy się na spoczynek. Leżąc w namiocie, odnaleźliśmy modyfikację do przeglądarki Opera, która zamienia wszystkie dźwięki na dźwięk upadającej metalowej rury. Jak głosił podpis gościa który zainstalował, ,,I regret nothing".
I wiecie co, w nocy było TAK ZABÓJCZO ZIMNO. Mój śpiwór ma z 15 lat, ma tolerancję do 15 stopni, więc spałem w 2 parach skarpet, kalesonach, spodniach, 2 bluzach i czapce. I nie pomogło. Wszyscy zamarzali, a ja szczególnie. Około 4 zacząłem robić pompki w śpiworze. O 5 wyszedłem się przebiec i zrobić parę pajacyków. Nie pomogło. Na szczęście, dzień wstał słoneczny, więc przez taktyczne wyłożenie się na słońcu na pół godziny zregenerowałem utracone ciepło i byłem gotów na resztę dnia.
Wpierw jednak, obyczaj nakazywał, by obudzić śpiochów metalową rurą. Brzmi to brutalnie, ale to nie tak jak myślicie. Zamiast ich nią okładać, cisnęliśmy rurką o betonowego kloca. Pierwsza fala dźwiękowa wybudziła Simona. Gdy próbował ustalić co się wydarzyło, usłyszał drugie uderzenie. Jeszcze nie słyszałem, żeby ktoś w trakcie pobudki aż tak się śmiał. Po pobudce i śniadaniu, nadszedł czas na rozrywkę.
Zaczęliśmy od wyprawy na nasze miejsce obozowe. Dziewczyny 2 lata z rzędu miały obóz na Lipie, więc oprowadziły nas i wyjaśniły co i jak. Po powrocie stała przed nami trudna misja stworzenia obiadu. Rozpisania menu podjął się Simon (i chwała mu za to). Wszystko było idealnie wyliczone, i wtedy natrafiliśmy na drobny problem. Okazało się, że mamy na wyjeździe 4 niezarejestrowanych mięsożerców. Sprawiło to, że zamiast dzielić mięso na 5 osób, musieliśmy dzielić je na 9. Był to wielki cios w nasze żołądki, gdyż obiad był przepyszny.
Po spożyciu obiadu oddaliśmy się sztuce. Część złapała w ręce gitary, część (w tym ja) postanowili namalować obrazy, a reszta oddała się wyplataniu sznurów funkcyjnych. Misja zakończyła się umiarkowanym sukcesem - mój obraz, gdy mocno zmrużyło się oczy, przypominał kampera, a sznury, gdy mocno zmrużyło się oczy, wyglądały na gotowe. Wieczorne ognisko upłynęło nam na przerażających historiach o dmuchanych balonach porywających ludzi. Oraz o znaczeniu snów. Oraz o snach gdzie ludzie zmieniają się w dmuchane balony i porywają innych. Dla młodszych było to dość przerażające, ale na mnie, po tym jak musiałem skorzystać z łazienki w harcówce na morenie, nic już nie robi wrażenia.
I wtedy nadszedł czas na męskie decyzje. Noc była zbyt zimna, zgodziliśmy się więc, że najlepszym rozwiązaniem będzie spać w 13 osób w 6 osobowym kamperze (ilu klaunów wejdzie do kampera? 🤡). Zimno na pewno nie było naszym zmartwieniem, gdyż jak głosi stare wojskowe porzekadło ,,Lepszy smrodek, niźli chłodek". Niestety, pewna istota wzięła sobie to powiedzenie za bardzo do serca, i stałą się prawdziwym czarnym charakterem tej nocy.
Lady - pies Oliwii. Bezceremonialnie załadował się między 4 ludzi, zaczął się rozpychać, a na końcu, aby uzyskać jeszcze więcej przestrzeni, walnął takiego bączóra, że aż łzy leciały. No ale przynajmniej było ciepło....
Poranek był dużo przyjemniejszy. Nie obudziłem się cały zmarźnięty, a to dobrze, bo słoneczko trochę bardziej się schowało. Po śniadaniu podjąłem drugą poważną męską decyzję - czas się umyć.
Szybko pożałowałem mojej poważnej męskiej decyzji, gdyż moja odporność na zimno nie istnieje. Co prawda podgrzałem wodę, ale w trakcie namydlania zaczął wiać wiatr, co automatycznie mnie zamroziło. Odgłosy dobiegające spod prysznice dalekie były od męskich.
Po poradzeniu sobie ze skutkami mojej męskiej decyzji, posłaliśmy zastępowych na jezioro, a sami zadecydowaliśmy, że czas na relaks, połączony z krojeniem i doprawianiem 2 kilogramów mięsa. Ta, zdecydowaliśmy nauczyć się na błędach, i kupić 2 razy więcej niż poprzedniego dnia. I była to doskonała decyzja.
I wtedy nadszedł moment na chyba najbardziej klimatyczny moment tego wyjazdu. Zdecydowaliśmy się popłynąć na wyspę na jeziorze, by obejrzeć zachód słońca. Wsiedliśmy w canoe, przepłynęliśmy, weszliśmy na wzgórze, i zasiedliśmy na trawie obserwując zachód. Było to coś pięknego, niezwykle klimatycznego, i zapamiętam to na długo.
No i cóż... To był w zasadzie koniec. Ognisko, nocka, pobudka, zwijanie sprzętu i powrót. Bardzo chciałbym wam podziękować Oliwio 🫶, Gosiu 🧠, Tosiu 🤪, Janku 💪, Krzysiu 🦊, Amelio 🎸, Simonie 🍲, Filipie 🤔, Heleno🤝 , Julko 🪓, Julianko ⌚ i Amelko 📸 za ten wyjazd. Dzięki wam dźwięk spadającej rury już nigdy nie będzie taki sam 💜 ~NK4
Mam nadzieję, że ten oto krótki filmik dostarczy wam rozrywki. Użyte w filmie utwory są na licencji CC 4.0
Oto ich lista:
- Audionautix - Hoedown
- Audionautix - Pioneers
- Audionautix - Tennessee Hayride