25/05/2026
Są takie mechanizmy w edukacji, które na papierze wyglądają bardzo rozsądnie.
Do momentu, aż człowiek zacznie je odczuwać na własnej skórze i analizować.
Jednym z nich jest właśnie uśrednianie/łączenie pensum.
Brzmi niewinnie.
Technicznie.
Wręcz księgowo.
Ale dla wielu nauczycieli oznacza po prostu:
➡️ więcej pracy,
➡️ mniej godzin ponadwymiarowych ,
➡️ i poczucie, że system coraz sprytniej „przelicza” człowieka.
Bo zobaczcie sami 👇
Nauczyciel ma:
🔹 14 godzin przedmiotu z pensum 18
🔹 8 godzin świetlicy z pensum 26
Łącznie?
📌 22 godziny pracy tygodniowo.
I teraz zaczyna się matematyka.
📌 KROK 1 - liczenie części etatu
14 ÷ 18 = 0,77
8 ÷ 26 = 0,31
📊 Razem:
1,08 etatu
📌 KROK 2 - wyliczenie pensum łączonego
22 ÷ 1,08 = 20,3
Po zaokrągleniu:
➡️ pensum wynosi 20 godzin.
I teraz uwaga.
Nauczyciel:
📌 jest w pracy 22 godziny,
📌 prowadzi zajęcia 22 godziny,
📌 odpowiada za dzieci 22 godziny,
📌 przygotowuje się do pracy,
📌 sprawdza,
📌 dokumentuje,
📌 rozwiązuje problemy,
📌 rozmawia z rodzicami,
📌 często pracuje po godzinach…
ale słyszy:
„godziny ponadwymiarowe są tylko dwie”.
Bo resztę „zjadło” uśrednianie/łączenie pensum.
I właśnie tutaj pojawia się największy problem.
Bo system traktuje różne obowiązki jak elementy jednego równania.
Tylko że szkoła nie jest równaniem.
📌 Godzina świetlicy to nie to samo co lekcja języka polskiego.
📌 Godzina pedagoga to nie to samo co zastępstwo.
📌 Godzina pracy nauczyciela nie kończy się wraz z dzwonkiem.
A teraz wyobraźcie sobie podobny mechanizm w innych zawodach.
👩⚕️ Lekarz słyszy:
„Miał Pan 8 godzin na SOR-ze, ale część czasu spędził Pan na dokumentacji, więc to się uśrednia.”
👮 Policjant:
„12 godzin patrolu, ale 4 godziny były spokojniejsze, więc nadgodzin nie będzie.”
👩💼 Pracownik biura:
„Były spotkania i maile, więc policzymy to inaczej.”
Brzmi absurdalnie?
A w edukacji od lat próbujemy wmówić ludziom, że:
📌 każdą godzinę pracy nauczyciela można wrzucić do jednego wzoru.
I może właśnie dlatego coraz więcej nauczycieli ma poczucie, że:
📌 zgadza się głównie budżet.
Bo człowiek na takim rozwiązaniu zwyczajnie traci.
Finansowo.
Czasowo.
Emocjonalnie.
I może właśnie dlatego ten temat budzi dziś tyle emocji.
Bo nauczyciele nie mają pretensji do matematyki. Mają pretensję do tego, że za pomocą matematyki coraz częściej próbuje się ukryć realny ciężar ich pracy.
A przecież każdy, kto choć jeden dzień spędził w szkole, wie doskonale:
📌 nie każda godzina waży tyle samo.
I nie wszystko da się uczciwie uśrednić, połączyć, scalić.
Czy da się to rozwiązać?
📌 ROZWIĄZANIE 1
JEDNO PENSUM DLA WSZYSTKICH
Np.:
➡️ 20 albo 22 godziny dla każdego nauczyciela.
Bez:
❌ uśredniania/łączenia pensum,
❌ przeliczników,
❌ „znikających” godzin ponadwymiarowych ,
❌ skomplikowanej matematyki.
Każda godzina ponad pensum?
➡️ po prostu godzina ponadwymiarowa.
Czytelnie.
Prosto.
Jak w większości zawodów.
Ale tutaj pojawia się pytanie:
📌 czy każda praca nauczyciela naprawdę wygląda tak samo?
Bo inaczej pracuje:
➡️ polonista sprawdzający wypracowania,
➡️ pedagog w kryzysach uczniowskich,
➡️ świetlica pełna dzieci,
➡️ nauczyciel przedszkola,
➡️ nauczyciel WF.
📌 ROZWIĄZANIE 2
BRAK ŁĄCZENIA PENSUM
Każde stanowisko liczone osobno.
Czyli:
➡️ godziny przedmiotowe według swojego pensum,
➡️ świetlica według swojego,
➡️ pedagog według swojego.
Bez wrzucania wszystkiego do jednego wzoru.
Dzięki temu:
📌 nauczyciel nie traci godzin ponadwymiarowych,
📌 system jest bardziej przejrzysty,
📌 łatwiej pokazać realny czas pracy.
I wiecie co?
Mam wrażenie, że dziś problemem nie jest już sama matematyka.
Tylko to, że coraz częściej za pomocą matematyki próbuje się „optymalizować” człowieka.
A szkoła to nie Excel.
To ludzie.
Ich energia.
Zdrowie.
Czas.
I odpowiedzialność za drugiego człowieka.
I tak - zanim ktoś napisze:
„dyrektorzy tego nie rozumieją” - powiem tylko jedno: ja również mam łączone pensum.
Dlatego wiem, jak wygląda to nie tylko w tabeli…
ale przede wszystkim w codziennej pracy.