14/07/2026
"CZEKA CIĘ WYGRANA W KOTOLOTTO" – taką wróżbę ostatnio wyciągnęłam z chińskiego ciasteczka. I ja głupia puściłam zwykłego "Totolotka" – oczywiście nawet trójki nie miałam. Teraz już wiem dlaczego...
Ale od początku:
Ok. miesiąc temu dostaliśmy zgłoszenie od pani z Białych Błot o znalezieniu kociątka, które (z jej opisu) bardzo krzyczało i zostało uratowane przed jenotem. Maleństwo podczas pierwszej doby u swojej wybawicielki przeszło konsultację lekarską u lokalnego weterynarza, który wysunął podejrzenie atrezji odbytu (wrodzonej wady rozwojowej polegającej na braku lub nieprawidłowym wykształceniu otworu odbytowego). Kobieta zaczęła szukać pomocy dla kociątka i tak wiadomość od niej pojawiła się na naszym messengerze. Jako że staram się w miarę możliwości wyłapywać wiadomości w sprawie kociąt (to moja działka w Stukocie), przejęłam rozmowę. Koteczek u pani zostać nie mógł i ewidentnie wymagał medycznej pomocy... a ja akurat nie miałam tymczaska.
Gwoli ścisłości dopowiem, że z różnych powodów zawsze tymczasuję pojedyncze kocie dziecko, ostatnio najczęściej z problemami zdrowotnymi.
Wracając do historii – jeszcze tego samego dnia, późnym wieczorem przejęłam malucha. Dzięki kontaktom z naszymi zaprzyjaźnionymi weterynarzami mały już następnego dnia został "wciśnięty" na potencjalny zabieg operacyjny.
Koteczek w ogóle nie oddawał stolca... jego jelita były bolesne i pełne mas kałowych.
Ku mojemu zdziwieniu, odebrałam go z lecznicy nie po operacji, a po lewatywie. "Nie stwierdzono atrezji odbytu ani I, ani II czy III stopnia".
No to co? Radość! Nie musi być operowany! To było tylko masywne zatwardzenie! Na wizycie kontrolnej dostaliśmy zalecenia behawioralne, ponieważ mały unikał wypróżnień w kuwecie. Przy okazji, z uwagi na duży obrzęk tkanek okołoodbytniczych, żaden lekarz nie był w stanie rozpoznać płci kociątka – "najpewniej chłopiec".
Minął tydzień.
Kolejne zaczopowanie, masy kałowe w prostnicy... lewatywa.
Znowu trudności w określeniu płci, ale ukierunkowanie na chłopca.
Podejrzenie zaburzeń czynnościowych jelit. Skierowanie na konsultację gastrologiczną.
W międzyczasie jeszcze jedna pilna wizyta – tym razem jeszcze nie tak źle, aby robić lewatywę. Dostał kilka leków w iniekcji, w tym przeciwbólowy i prokinetyczny (pobudzający pracę jelit) – puściło.
Przy okazji szczepienia pierwszy raz padło słowo HERMAFRODYTA, czyli obojnak.
Mój KOTOLOTTO – jeden na kilka milionów urodzeń.
Dziś to już prawie pewne – Pookie, bo takie neutralne płciowo imię kociątko dostało w międzyczasie, jest najprawdopodobniej obojnaczkiem.
Niestety, najpewniej z tym rozpoznaniem wiąże się wada przewodu pokarmowego. W ubiegłą niedzielę przeszedł kolejną lewatywę. Podczas badania per re**um lekarz wybadał na ok. 1 cm od odbytu istotne zwężenie końcowego odcinka jelita grubego pod postacią "pierścienia".
W najbliższy wtorek mamy konsultację z dwoma specjalistami naraz – naszym gastrologiem i chirurgiem.
Próby wdrożenia stałych leków od gastrologa i dostosowania diety niestety nie zadziałały.
Przy okazji, Pookie to wspaniały dzieciak – przytulaśny, rozmruczany, pełny chęci do zabawy, jak na kociątko przystało.
Według informacji znalezionych w internecie o kocich hermafrodytach: "Wiele takich kotów wyróżnia się niezwykle łagodnym, przyjaznym i wesołym usposobieniem." I to się zgadza :)))
Będę update'ować! A Wy trzymajcie kciuki za malucha, bo bardzo mu się przydadzą.
Czy wada będzie operacyjna?
I czy konsultujący chirurg podejmie się zabiegu?
Natalia