19/07/2024
(...)
- Konitzville nie jest takie straszne, choć prawda, jest straszne- zasępiła się, skupiając na dwóch małych łabędziach.
- Ty wiesz kto to zrobił, wiesz to na pewno, Marta.- próbował nią potrząsnąć, ale ona odwróciła się od niego, lekko się uśmiechając.
- Wszyscy wiedzą. Dlatego sprawa nigdy nie zostanie wyjaśniona. To jest Konitville. – powiedziała cicho i zimno. W tym jednym zdaniu pożegnała cały romans, jaki miała z Ernestem Winterem. Wszystkie wspólne chwile radości nie okazały się warte pamięci. Uczucie żalu, tęsknoty stały się obce. Nie była nawet specjalnie ciekawa, kto to tak naprawdę zrobił, choć złożyła przecież zeznania przed komisją. Czy skażą tego czy innego, jakie to będzie miało znaczenie. Na Konitzville do końca świata będzie wisiało to piętno.
- Trzymaj się braciszku. Nie rób nikomu krzywdy, bo pamiętaj, że ta robiona bez świadomości boli tak samo jak ta perfidna.- wzięli się za ręce, Marta w wtuliła się w jego przystojny umięśniony tor. On odwzajemnił się pocałunkiem w czoło. Po chwili odeszła bez słowa, oglądania, machania. Czy on podejrzewał ją? Czy ona podejrzewała jego? To już będzie między nimi jak zatrute powietrze. On stracił przyjaciela, ona kochanka, ale nikt o tym nie mógł wiedzieć. Tajemnica jest schronieniem dla wszystkich, co zostali.
Von Klawkow wrócił do domu. Jeszcze raz obejrzał zegarek od Ernesta Wintera, zastanawiając się, czy go nie wyrzucić. Wyjechał w ukryciu, nikogo o tym nie informując. Nawet Marta o niczym nie wiedziała.
(...)
No już prawie prawie, jeszcze może kilkadziesiąt stron i do wydawnictwa