18/07/2026
Ale wczoraj mieliśmy piąteczek. Odprowadzają mnie do domu Hanka, Adam i Tomek. Nie pamiętam, skąd wracamy, ale Hanka twierdzi, że z konsultacji społecznych, Adam, że z panelu o mieście przyszłości, a Tomek po prostu poprawia treskę i przyspiesza kroku. Z kieszeni wystaje mu kawałek wstęgi, więc najwyraźniej po drodze zdążyliśmy jeszcze coś otworzyć.
Mieszkam w kamienicy pod Gutenbergiem na Piotrkowskiej, więc z wierzchu wygląda ona jak Wiedeń, a w środku jakby Wiedeń oddano w zarząd ZLM. Hanka pokazuje na odnowioną elewację i mówi, że rewitalizacja zakończyła się sukcesem. Na widok telefonu odruchowo się uśmiecha i ustawia do przecięcia wstęgi, ale tłumaczę jej, że chcę tylko włączyć latarkę.
Wchodzimy do bramy. Już na półpiętrze zaczyna na nas padać z sufitu. Hanka uspokaja, że dach jest szczelny, tylko kamienica nie. Zdejmuje ze ściany tablicę informującą o unijnym dofinansowaniu i używa jej jako parasola. Tablica kosztowała więcej niż naprawa dachu, więc rzeczywiście nie przemaka.
Adam nie panikuje. Wyciąga z plecaka strój delfina, przebiera się na półpiętrze i zaczyna rozstawiać dziecięce baseny pod największymi dziurami. Biega od jednego do drugiego, chlupocze płetwami i zapewnia, że miasto wdraża właśnie błękitno-zieloną infrastrukturę. Jeden basen jest w kształcie flaminga, drugi ma napis „Łódź kreuje”, a trzeci dostał już 4,7 mln zł unijnego dofinansowania, choć Adam jeszcze nie zdążył go nadmuchać. Czwarty będzie gotowy w 2032 roku, jeżeli nie wpłynie odwołanie od przetargu.
Dzwonię do ZLM. Pani pyta, czy woda leci pionowo, czy poziomo, bo od tego zależy, do którego działu mnie przełączyć. Odpowiadam, że na skos. Po krótkiej naradzie zostaję skierowany do Biura Architekta Miasta. Tam słyszę, że przeciek nie pasuje do historycznego charakteru kamienicy, więc formalnie nie istnieje.
Woda spływa po ścianach, zabierając ze sobą kolejne warstwy farby. Pod spodem odkrywamy napis z 1908 roku, dwa poniemieckie rachunki, przedwojenną gazetę i lokatora, którego ZLM od trzech lat nie może znaleźć. Lokator pyta, czy przyszliśmy naprawić pion kanalizacyjny. Hanka odpowiada, że pion został już naprawiony w prezentacji multimedialnej, po czym Adam klaszcze płetwami i ogłasza, że właśnie odsłoniliśmy wielokulturowe dziedzictwo miasta.
Na pierwszym piętrze stoi pracownik ZLM w kaloszach. Fotografuje jedyny suchy fragment ściany, zapisuje w protokole, że przecieku nie stwierdzono, i prosi mnie o podpis. Protokół natychmiast rozpuszcza się w wodzie. Pracownik wzrusza ramionami, bo bez protokołu nie może przyjąć zgłoszenia.
Hanka dosiada miotły i lata po klatce schodowej, bo schody się zapadły. Krąży pod sufitem, omija wiadra i krzyczy, że kamienica odzyskała dawny blask. Na drugim piętrze zatrzymuje się, żeby przeciąć wstęgę przy nowej dziurze w podłodze. Dziura zostaje oficjalnie otwarta dla mieszkańców, ale korzystać z niej można wyłącznie po wcześniejszym zapisaniu się w ZLM. Lista oczekujących liczy już 746 rodzin.
Sąsiadka wychyla się z mieszkania i pyta, kiedy naprawią schody. Hanka odpowiada, że najpierw trzeba przeprowadzić konsultacje. Adam wręcza jej kod QR wydrukowany na papierze. Papier moknie, kod znika, konsultacje zostają uznane za zakończone z powodu braku uwag mieszkańców.
Tomek tymczasem biega z mopem tak szybko, że treska spada mu z głowy, przykleja się do mokrej ściany i natychmiast obrasta czarną pleśnią.
— To nie pleśń — mówi Hanka z miotły. — To historyczna tkanka miasta.
Adam wydaje z siebie dźwięk delfina. Tomek odrywa treskę razem z tynkiem, zakłada wszystko z powrotem i twierdzi, że tak było od początku. Z góry odpada kawałek sufitu. Hanka łapie go w locie, wpisuje do gminnej ewidencji zabytków i odkłada na parapet. Od tej chwili nie wolno go ruszać bez zgody konserwatora.
Dochodzimy pod moje drzwi, ale drzwi są już na parterze. W mieszkaniu stoi woda, w wodzie stoi Adam, a w Adamie budzi się delfin. Opływa meblościankę, wynurza się obok telewizora i pyta, czy może tu urządzić miejskie zawody pływackie. Hanka mówi, że najważniejsze, iż zachowano pierwotny układ pomieszczeń, po czym ogłasza powstanie pierwszego śródmiejskiego akwenu retencyjnego.
Tomek zaczyna biegać w kółko, żeby osuszyć lokal pędem powietrza. Biega coraz szybciej, aż firanki stają poziomo, grzyb przeprowadza się do sąsiada, a licznik prądu zaczyna naliczać opłatę klimatyczną. Treska spada mu po raz drugi, ląduje w basenie z flamingiem i odpływa w stronę Bałut.
Na szczęście elewacja świeci się pięknie. Wychodzimy więc przed kamienicę i robimy zdjęcie. Hanka wrzuca je do internetu z podpisem „Łódź zmienia się dla mieszkańców”, Adam robi w tle salto w płetwach, a Tomek pozuje w czepku kąpielowym.
Dostaję nagrodę „Zasłużony dla Łodzi”, bon do Orientarium i bilet na Audioriver. Lokatorzy dostają po wiadrze. Bez uchwytów, bo uchwyty będą w drugim etapie rewitalizacji.